czytam karty od jakichś 20 lat i ogólnie jestem z nich zadowolona, rzadko mnie myliły... ale ostatnio przeżyłam sporą lekcję pokory 🙁
Zapytałam o pewien interes polecany przez kogoś z rodziny, konkretnie czy przyniesie mi obiecywane zyski. Wyszły mi Umiarkowanie, Cesarz i Królowa Monet. No i stwierdziłam że to zielone swiatło, bo Królowa Monet i Cesarz u mnie zazwyczaj wróżą dobrze finansowo, pokazują stabilność, rozwój, pieniądze. Weszłam więc w ten interes i... okazało się że to była piramida finansowa. Strata gotowości, bez szans na odzyskanie. Na szczęście nie dałam wszystkiego co planowałam, tylko część, ale i tak jest mi przykro.
I teraz siedzę i myślę sobie: czy ta karta Umiarkowania nie próbowała mnie ostrzec, żebym się powstrzymała? Bo z drugiej strony nie było żadnych kart typowo ostrzegawczych, żadnych strat, żadnych wieży ani miecz w plecy... dlatego tak śmiało weszłam.
Co wy na to? Czy mogłam po prostu źle odczytać te karty, czy to jeden z tych przypadków kiedy karty trochę nam płatają figla? Ciekawa jestem waszych interpretacji 🙂
Wie pan co, to jest właśnie ta pułapka z tarotem... człowiek dostaje „przepowiednię”, ona się nie sprawdza, a tłumaczenie jest takie, że no, to nie była przepowiednia, tylko odzwierciedlenie jego nadziei i obaw. Albo że dopiero po czasie zrozumie. Takie wyjaśnienie jest nie do obalenia, cokolwiek się stanie, zawsze można to podciagnac pod jakąś interpretację. I tu właśnie mam problem, bo nauka działa inaczej: coś albo da się sprawdzić, albo nie ma sensu tego traktować poważnie. Błędy w tarocie są tłumaczone błędami w odczycie, sukcesy traktowane jako dowód działania. To nie jest uczciwa weryfikacja.
w grudniu robiłam sobie rozklady na każdy tydzień, ogólna energia i do tego karta na konkretny dzień. a moje życie wyglądało wtedy jak zegar, praca, dom, praca, dom i tak w kółko. natomiast karty... karty żyły zupełnie osobno. wyskakiwały z nich wyjazdy, spotkania, zakupy, jakieś ruchy. miałam takie dziwne wrażenie, że one mają własne życie, bardziej barwne niż moje 🙂
jedyne co w miarę trafiło, to rozład na cały miesiąc, gdzieś w połowie wychodziło że będę padać ze zmęczenia, ale koniec miesiąca zapowiadał się dobrze. na samym końcu wyszły 3 kielichów, co mogło sugerować Sylwestra... i faktycznie, chyba tak bylo.
dla mnie umiarkowanie to właśnie taki znak żeby nie ruszać, zostawić wszystko tak jak jest i dać się nieść... nie zaczynać niczego od nowa, nie pchać się na siłę w żadne zmiany. w tej karcie nie ma nic z przełomu ani rewolucji, wiec widziałabym w tym raczej przestrogę przed gwałtownymi ruchami 🙂
