Czytam was i myślę o swojej córce konkretnie. Ona jest dość racjonalna, nie jest typem osoby, która się rzuci na ezoterykę z entuzjazmem. więc może właśnie Miecze by ją bardziej zainteresowały, bo są o myśleniu, decyzjach? coś w tym stylu?
To jest ciekawe spostrzeżenie bo Miecze mają tę właściwość, że przemawiają do osób analitycznych :P. Pokazują procesy myślowe, dylematy, momenty wyboru. hej dla kogoś racjonalnego to może być bardziej strawne niż coś, co brzmi jak "karta emocji". ale nadal mówimy o Małych Arkanach i nadal jesteśmy daleko od kart transformacji...
Właśnie, i tu jest pytanie do Errata. Czy ty chcesz żeby córka w ogóle zaczęła interesować się tarotem czy konkretnie żeby zrozumiała te karty transformacji? bo to dwa różne cele i mogą wymagać innego podejścia.
Szczerze? Chcę, żeby mogła z kartami porozmawiać jak przyjdzie trudny moment. Nie musí być ekspertem :D. Ale jak trafi na Wieżę albo Śmierć żeby nie uciekła od tego... Żeby wiedziała, że to nie jest wyrok.
To co opisujesz to tak naprawdę chcesz, żeby miała pewien zasób emocjonalny do radzenia sobie z trudnymi kartami. To nie jest kwestia tego, od której karty zacząć. To kwestia tego, czy w ogóle ma jakiś kontekst do rozumienia przemiany jako czegoś, co można przeżyć. Czy ona rozumie transformację poza tarotem? Filozoficznie, życiowo?
Nie o poprzeczkę mi chodziło. Raczej o to że karty transformacji są jak lustro. pokazują coś, co musi mieć jakieś odbicie w doświadczeniu. jak ktoś nigdy nie przeżył żadnej przemiany, to Wieża to tylko rysunek. A jak przeżył, to nagle widzi siebie w tej karcie i to działa bez żadnego tłumaczenia.
oo to bardzo mądra obserwacja. bo ja jak mi się pierwszy raz w życiu coś rozpadło, to wzięłam Wieżę i bez słowa zrozumiałam. Wcześniej też ją widziałam i nic. Dosłownie nic mi nie mówiła
ok ale to brzmi jakby karty transformacji działały tylko jak już się ma za sobą jakąś transformacje? to trochę bez sensu, bo jak już się przez nią przeszło, to po co karta?
i to jest właśnie różnica między tarotem jako diagnostyką a tarotem jako towarzyszeniem. haha karty transformacji najlepiej działają w trakcie, nie jako wyjaśnienie po fakcie.
To mnie trochę zatrzymuje. Bo jeśli chodzi o moment, to ja tego nie kontroluję. nie powiem córce, żeby się zainteresowała tarotem wtedy kiedy coś jej się posypie. To byłoby okrutne... Ale może właśnie teraz, kiedy jest spokojniej, to dobry czas na poznanie kart?
Właśnie bo uczysz się pływać nie podczas powodzi. Może to jest argument za tym żeby ktos bliski poznał karty transformacji w spokojnym czasie, żeby jak przyjdzie Wieża w życiu, to miał już jakiś kod do jej odczytania
Chyba ja. Nie wiem czy ona sama by sięgnęła po książkę albo kurs. Ale jak ja jej powiem, hej, mam te karty, chcesz zobaczyć, to może z ciekawości zajrzy. Tylko właśnie nie chcę żeby to wyglądało jak nawracanie.
To co mówisz o nawracaniu, Errata, mnie uderza ;). Bo jest jakaś cienka granica między "chce się z tobą czymś podzielić" a "chcę żebyś to przyjęła". I córka pewnie wyczuje tę różnicę szybciej niż myślisz. Mam jedno pytanie: czy ona w ogóle wie że ty korzystasz z kart?
Wie :D. Widziała je. Nie pytała, ale widziała. Nie skomentowała ani dobrze, ani źle. Więc chyba nie ma silnego oporu, ale też nie ma zaproszenia z jej strony.
to jest właściwie dobra pozycja startowa, nie? Brak oporu to już coś. Ja bym w takim razie nie szła z kartami transformacji jako pierwszymi. Raczej coś, co jej świat opisuje, coś co ona rozpozna jako swoje... I dopiero potem można dojść do Wieży czy Śmierci przez normalną rozmowę o rozkładzie.
Ale to zakłada, że ona w ogóle zgodzi się na rozkład. A jak jest racjonalna, to może powiedzieć, że woli nie, bo nie wierzy. I co wtedy?? Errata czy ona ma jakiś stosunek do takich rzeczy w ogóle? Psychologia, filozofia, cokolwiek co dotyka głębszych pytań?
Lubi psychologię. no czyta trochę. Nie wiem czy Junga ale coś w tym kierunku... Mówi czasem o archetypach więc może.
to jest bardzo konkretny punkt wejścia. Jung i tarot mają wspólny język właśnie przez archetypy. Śmierć jako archetyp końca i odnowy, Wieża jako nagłe przebudzenie, Świat jako integracja. Jeśli ona juz operuje tym myśleniem, to karty transformacji mogą być dla niej naturalnym przedłużeniem, a nie czymś obcym.
To jest właściwie jeden z lepszych sposobów na wprowadzenie kogoś sceptycznego. Nie tłumaczysz znaczeń, tylko pytasz o skojarzenia... serio wieża wywołuje konkretne reakcje wizualne zanim ktokolwiek powie słowo o tym, co "oficjalnie" znaczy. I często to co osoba powie, jest bliższe jej własnej transformacji niż jakakolwiek definicja z książki.
