Zaczełam ostatnio mocniej wchodzić w temat godności planetarnych i ciągle się mylę co do tych rozróżnień. Wiecie, domicyl, egzaltacja, wygnanie, upadek... na papierze wygląda prosto, ale jak siadam z konkretnym horoskopem to już nie jest takie oczywiste. Np. Saturn w Koziorożcu to jasne, czuje się tam jak u siebie w domu. Ale już Merkury w Pannie czy w Bliźniętach - które z tych jest "lepsze"? Oba to jego znaki, a różnica chyba jest spora. Ktoś mi to kiedyś tłumaczył inaczej niż w książkach i miało sens, ale nie pamiętam jak.
To akurat proste - Merkury w Bliźniętach dziala na żywioł, szybko, komunikatywnie. W Pannie jest bardziej analityczny, skupiony na detalach. Oba to domicyl, ale jakość energii inna. Domicyl to jak dom, ale mozesz mieć różne pokoje w tym domu, nie? W egzaltacji planeta działa mocniej niż we wlasnym znaku, bo jest jakby "na pokaz" bardziej intensywnie. slonce w Baranie to klasyczny przykład.
Ja to zawsze tłumaczę tak: domicyl to planeta w swoim miejscu, naturalna, rozluźniona, nie musi nic udowadniać. Egzaltacja to gość honorowy na uczcie, traktowany wyjątkowo, ale jednak gosc. Działa świetnie, ale jest coś sztucznego w tej pozycji. Nie wiem czy to dobre porównanie, ale mi jakoś się sprawdza w interpretacji
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale mogę zapytać co to znaczy "domicyl" w praktyce? Chodzi o to, że planeta jest w znaku, którym "rządzi"? Jak Wenus w Byku albo w Wadze? I to zawsze jest dobrze, czy zależy od jakichś innych czynników?
Mnie bardziej interesuje ta druga strona - planety w wygnaniu i w upadku. Bo mam Marsa w Wadze i zawsze słyszałam, że to złe. Ale w praktyce nie czuję żeby coś mi nie działało, wręcz przeciwnie, jestem dość asertywna. Czy ta tradycyjna hierarchia godności to na pewno takie zero-jedynkowe?
To jest właśnie sedno całej dyskusji o godnościach. Tradycyjna astrologia traktowała je dość dosłownie, planeta w wygnaniu lub upadku była uznawana za osłabioną. ale z perspektywy psychologicznej astrologii Mars w Wadze to nie jest "slaby" Mars, to Mars, który wyraża sie przez pryzmat równowagi i relacji. Inne wyjście tej energii, nie gorsze.
A ja mam pytanie trochę z boku - słyszałam ostatnio o gwieździe Algol i że jak jest w horoskopie to prawie wyrok. Czy to w ogóle wiąże się z tym tematem o rezydencji planet? Bo nie wiem jak gwiazdy stałe mają się do znaków zodiaku
Algol to osobny temat i nie do końca związany z godnosciami planet. Gwiazdy stale nie mają "znaku" w sensie domicylu, działają przez koniunkcję z planetą lub ważnym punktem horoskopu. Ale skoro juz Wegka zapytała - ten "wyrok" to mocno przesadzona opinia. Algol ma złą opinię od starożytności, nazywana była glowa Meduzy, ale to co naprawdę robi w horoskopie zależy od kontekstu całego układu.
To ciekawe zestawienie, bo Wenus w domicylu w Byku przy Algolu to trochę jak piękny dom w trudnym miejscu. Ta sama energia Wenus, tylko jakby bardziej wystawiona na coś ekstremalnego. Miałam klientkę, nie powiem czy coś miała w tym miejscu, ale te kombinacje rzadko są jednoznaczne.
Czytałem gdzieś że Algol na Wenus to skłonność do gwałtownych zakończeń relacji albo do przyciągania intensywnych, nie zawsze bezpiecznych związków. Ale też tworczosc, sztuka, cos ekstremalnego w tym obszarze. Nie pamiętam dokladnie u kogo to było. :/
A wracając do samego pytania o rezydencję - czy ktoś wie jak to wygląda z Księżycem? Księżyc w Raku to domicyl, okej, ale Księżyc w Byku to egzaltacja. I tu mam problem bo intuicyjnie czuje, że Księżyc w Raku powinien być "lepszy", bardziej naturalny. A egzaltacja w Byku daje mu coś innego?
To znaczy że egzaltacja może być praktycznie wygodniejsza niż domicyl, nawet jesli to "nie jest dom" planety? Trochę mnie to zaskakuje, myślałam że dom zawsze wygrywa.
Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie i myślę że to jest właśnie wartość tej dyskusji. Tradycyjna astrologia dawała punkty godnościowe i można powiedzieć ze domicyl zdobywa ich więcej niż egzaltacja. Ale punkty to nie wszystko. Planeta mocna i dobrze aspektowana w egzaltacji może działać korzystniej w praktyce niż planeta w domicylu ale zle aspektowana, retrogradzka i w złym domu. Godości to jeden z czynników, nie wyrocznię.
Hmm, dobra, to wracając do Ksiezyca, bo Domicela zadała dobre pytanie. Mam wrażenie ze ta różnica miedzy Rakiem a Bykiem u Księżyca to troche jak różnica między byciem u siebie w pizamie a byciem na uroczystości rodzinnej. Obydwa miejsca dobre ale w jednym mozesz się rozłożyć jak chcesz. Czy to w ogóle trafne porownanie?
Dokładnie, to jest kwestia wartościowania. I właśnie dlatego mam mieszane uczucia co do całego systemu godności - bo on zakłada że coś jest obiektywnie lepsze. A jak ktoś ma Księżyc w Raku i jest emocjonalnym chaosem, to domicyl mu nie pomaga.
A ja cały czas myślę o tym Alolu i nie mogę przestać. Ktoś wcześniej mówił że Brady ma inne podejście niż starsze źródła - ale jakie? Bo jeśli Algol jest w Byku, to przy okazji Księżyca egzaltowanego - czy Księżyc blisko Algola to w ogóle mozliwe i co by to znaczyło?
Brady o Meduzynie energii, okej ale czy ktoś naprawde stosuje to w praktyce? Bo mam wrażenie że wiekszosc astrologów których czytam po polsku albo pomija gwiazdy stałe zupelnie albo pisze że Algol to wypadki i nieszczęścia. żadnego niuansu.
Niestety Tymek ma rację, w polskiej literaturze astrologicznej gwiazdy stałe są potraktowane bardzo po macoszemu. A jak już się pojawiają, to w stylu poradnikowym - Algol źle, Spika dobrze. Bez żadnego osadzenia w kontekście. To jest chyba ogólniejszy problem z tym jak u nas astrologia jest popularna.
Mogę zapytac - a co to jest ta Spika? Słyszę kolejną nazwę i nie wiem już ile tych gwiazd jest waznych w horoskopie. Czy każdy horoskop ma jakąś gwiazde, czy to rzadkość?
Wrocmy może na chwilę do planet, bo mam takie pytanie które z wątku o Marsie mi zostało. Mars w Wadze jest w wygnaniu, to wiemy. Ale jak to się ma do godności, jeśli Mars jest jednocześnie, powiedzmy, w silnym aspekcie do Słońca? Czy aspekt może "nadrobić" wygnanie?
To trochę jak z ludźmi prawda? Ktoś moze byc swietny w nieodpowiednim środowisku i mimo to sobie radzi bo ma dobry support. Ale gdyby byl we właściwym miejscu, to by rozkwitł podwójnie.
A wracając do Algola - bo nie dam spokoju - to jak ktoś ma Algola przy Marsie to co? Mars jest i tak wojowniczy, a Algol go jeszcze bardziej nakreca? Czy to jest ta kombinacja o której się mówi że niebezpieczna?
Wegka, Algol przy Marsie to faktycznie kombinacja o której w starszej literaturze pisano bardzo ostrzegawczo. Ale tu właśnie wychodzi różnica podejść. Starzy astrologowie dosłownie łączyli to z przemocą, wypadkami, gwałtownymi śmierciami. Brady i współcześni idą w stronę intensywnej energii działania, może impulsywności, skłonności do ekstremalnych rozwiązań. To nadal wymagające, ale nie wyrok.
Chciałem cos dorzucic do tej rozmowy o Algolu bo śledzę wątek. W tradycji arabskiej i perskiej gwiazdy stałe byly integralne z całą astrologia nie byly dodatkiem. Algol - Ra's al-Ghul, głowa demona - był powaznie traktowany ale wlasnie jako wskaznik transformacji przez kryzys. nie samo zło, ale miejsce gdzie coś musi sie zakonczyc żeby mogło zacząć. ciekawe że to gdzieś po drodze zaginelo.
Przepraszam że znowu pytam o podstawy, ale - skoro Algol jest zawsze w tym samym miejscu nieba, to czy wszyscy urodzeni w tym samym roku mają tę samą gwiazdę przy tej samej planecie wolnoobieżnej? Jak Saturn czy Jowisz? To by znaczyło że całe pokolenie ma Algola przy Saturnie na przykład.
To znaczy że Algol przy Saturnie całego pokolenia to nie to samo co Algol przy moim osobistym Słońcu czy Ascendencie? czyli musze sprawdzić te punkty osobiste a nie tylko planety?
I tu wracamy właściwie do pytania o godności, bo Algol jest w Byku gdzie Księżyc jest egzaltowany. Czyli jeśli ktoś ma Księżyc egzaltowany blisko Algola, to co ma silniejszy wpływ - egzaltacja czy gwiazda? Czy te dwa systemy się jakoś hierarchizują? Bo mam wrażenie że większość podręczników traktuje je rozdzielnie i nigdy nie mówi jak to rozstrzygnąć gdy współistnieją.
