Ja nie mam go natalnie, tylko przez tranzyt ostatnio to czułam. I wiesz co, dla mnie to była bardziej dyscyplina niż blokada - ale może dlatego, że wiedziałam co się dzieje? Jak rozumiesz skąd pochodzi to uczucie, inaczej je przeżywasz. Gdybym nie wiedziała o astrologii, pewnie byłam na siebie zła.
To co Stokrotunia pisze jest chyba ważne - że świadomość aspektu zmienia jego przeżywanie. Ale zastanawiam się, czy to nie jest trochę jak samospełniająca przepowiednia? Jeśli wiesz że masz 'aspekt blokady', to może zaczynasz każdą trudność w komunikacji tłumaczyć tym aspektem, zamiast szukać innych przyczyn?
Ja miałam! Mam w karcie coś, co jeden astrolog interpretował jako skłonność do izolacji i unikania ludzi, a ja jestem bardzo towarzyska. Ale potem inny astrolog spojrzał na to samo i powiedział, że to potrzeba głębokich relacji zamiast powierzchownych kontaktów - i to już brzmiało jak ja. Więc może problem nie w astrologii, tylko w interpretacji?
Właśnie, ale wracając do Merkurego i Saturna - czy ktoś z was widzi różnicę w tym jak ten aspekt działa u osób, które mają go w znakach powietrznych versus ziemskich? Bo mi się wydaje, że w Bliźniętach to będzie wyglądało zupełnie inaczej niż w Koziorożcu, nawet jeśli aspekt jest ten sam.
to bardzo dobre pytanie i szczerze - nie mam gotowej odpowiedzi. Intuicyjnie powiedziałbym, że w znakach powietrznych ta saturninowa dyscyplina może bardziej dotyczyć tego CO się mówi, a w ziemnych - KIEDY i JAK. Ale to moje odczucie, nie dogmat. Macie jakieś przypadki z kart które by to potwierdzały albo obalały?
Ja mam znajomą z Merkurym w Bliźniętach w kwadraturze z Saturnem i ona mówi dużo i szybko, ale potem się gryzie w język i zaczyna się tłumaczyć z każdego słowa. Jakby ta dyscyplina przychodziła po fakcie, nie przed. Nie wiem czy to pasuje do twojego schematu Ismer, ale coś w tym chyba jest.
A ja sie zastanawiam czy to co Monisia opisuje to nie jest bardziej Merkury-Saturn w akcji przy komunikacji spontanicznej. Bo kwadrat to napięcie, koniunkcja to trochę inne - chyba ze jestem w bledzie? Chodzi mi o to czy ten 'gryz w jezyk po fakcie' to nie jest własnie specyfika kwadratury a nie aspektu w ogole.
Więc moja koniunkcja w Pannie w szóstym domu to znaczy, że ja mam tę dyscyplinę wbudowaną i ona po prostu jest częścią mnie, nie walczy z moim myśleniem? To właściwie brzmi... lepiej niż myślałam? Chociaż nie wiem, czy dobrze rozumiem.
Przepraszam, że znowu podstawowe pytanie, ale czym właściwie różni się tranzyt Saturna przez Merkurego od natalnego aspektu? Bo z tego co czytam to jakby jedno jest stałe a drugie tymczasowe, ale czy tranzyt może 'obudzić' coś czego nie ma w natalu?
Zgadzam się z Ismerem. Myślę, że tranzyt Saturna przez Merkurego to bardziej jak egzamin ze struktury twojej komunikacji - niezależnie czy masz aspekt natalny czy nie. Ale jeśli masz natalną koniunkcję, to ten tranzyt może być podwójnie odczuwalny, bo trafia w miejsce które już jest saturninowe. Stokrotunia, ty to chyba czułaś ostatnio, tak?
Tak właśnie! I to było dziwne bo z jednej strony czułam się bardziej skupiona niż zwykle, a z drugiej miałam takie poczucie że każde słowo waży tonę zanim je wypowiem. Nie wiedziałam czy to dobrze czy źle szczerze mówiąc.
A czy to 'ważenie słów' nie jest czasem po prostu lękiem przed oceną? Pytam serio, bo zastanawiam się czy astrologia odróżnia te dwie rzeczy - Merkury-Saturn jako dyscyplinę intelektualną versus Merkury-Saturn jako lęk komunikacyjny. Czy to w ogóle można odróżnić patrząc na kartę?
Ale czy nie można spojrzeć na Saturna samego w sobie - w jakim domu stoi, jaki ma aspekt do Księżyca na przykład? Jeśli Saturn jest silnie powiązany z Księżycem to może to lękowe tło jest bardziej prawdopodobne niż wtedy gdy Saturn stoi sam. Mówię to ostrożnie bo nie jestem pewna.
No i tu wlasnie widze roznice miedzy horoskopem ze strony internetowej a prawdziwą analizą karty. Bo stronka ci powie 'masz Merkury-Saturn, masz blok komunikacyjny' i koniec, a tu juz widac ze to jest dużo bardziej złozone. Moja siostra chyba powinna kiedys zrobic porządną analizę a nie polegać na tych gotowcach.
Kryska to co piszesz o gotowcach bardzo do mnie trafia, bo ja właśnie od takich gotowców zaczęłam i przez długi czas myślałam że astrologia to tylko 'jesteś Panną więc jesteś perfekcjonistką'. Dopiero tu na forum zobaczyłam ile w tym jest naprawdę warstw. Irga, Ismer - jak wy zaczęliście naprawdę rozumieć karty, nie powierzchownie?
Chciałabym wrócić do wątku który pojawił się wcześniej - Lyra pytała czy świadomość aspektu zmienia jego przeżywanie. Myślę, że tak, ale w specyficzny sposób. Nie tyle zmienia SAM aspekt ile zmienia to jak człowiek reaguje gdy go czuje. Przy Merkurym-Saturnie ktoś świadomy może powiedzieć sobie 'to moje myślenie chce się upewnić' zamiast 'znowu nic nie mogę powiedzieć'. Czy ktoś miał taki przełom w postrzeganiu swojego aspektu?
właśnie to co piszesz o 'reakcji gdy się czuje aspekt' - to mi bardzo pomogło to poukładać. Bo ja przez długi czas myślałam że jak mi trudno coś powiedzieć, to po prostu jestem nieśmiała i tyle. Dopiero teraz zaczynam zastanawiać się czy to nie jest właśnie ta saturninowa powściągliwość wbudowana w myślenie. Ale mam pytanie - skąd mam wiedzieć w praktyce, nie w teorii, że to jest aspekt a nie po prostu mój charakter? Bo wydaje mi się że to może być to samo?
To co Ismer napisał o sytuacjach poważnych kontra małej rozmowie - to jest bardzo konkretna wskazówka i mnie też na to zwróciło uwagę. Ja na przykład przy Merkurym trynującym Saturna mam takie coś, że przy codziennych rozmowach jestem w miarę swobodna, ale jak muszę powiedzieć coś ważnego - opinia, decyzja, coś emocjonalnie istotnego - to nagle zaczynam ważyć każde słowo niemal fizycznie. I nie wiem czy to dyscyplina czy blok, bo efekt z zewnątrz wygląda podobnie. Ciekawe czy ktoś z kwadraturą ma to samo, czy ta granica między sytuacjami jest u nich mniej wyraźna.
