Siedziałam ostatnio nad kilkoma kartami urodzeniowych i zauważyłam coś ciekawego - trzy osoby z Księżycem w znakach zmiennych, i każda zupełnie inaczej przeżywa emocje, choć teoretycznie wszystkie te znaki mają tę samą modalność. Księżyc w Bliźniętach u jednej znajomej to nieustanna gadanina o uczuciach, jakby musiała je opisywać, żeby w ogóle poczuć. Księżyc w Pannie u drugiej to analizowanie wszystkiego na śmierć, emocja musi przejść przez filtr rozumu zanim dostanie pozwolenie na istnienie. A Księżyc w Strzelcu to totalny miszmasz - raz euforia, raz filozofowanie, raz ucieczka. Zastanawiam się, co tak naprawdę te trzy znaki łączy poza tym, że są zmienne. Czy ktoś ma tu Księżyc w jednym z tych znaków i rozpoznaje się w tym opisie?
Mam Księżyc w Pannie i to co opisujesz z tym filtrem rozumu - to jest dokładnie to. Tylko ja bym to nazwała inaczej niż "filtr". To bardziej tak, że emocja musi mieć sens, musi być uzasadniona, inaczej czuję się z nią niekomfortowo. Ale mam pytanie do ciebie - skąd wnioskujesz, że to cecha wspólna właśnie znaków zmiennych? Bo ja bym powiedziała, że Księżyc w Pannie to przede wszystkim sprawa Merkurego jako władcy, a nie samej modalności.
Ja mam Księżyc w Bliźniętach i to z tą gadaniną o uczuciach - tak, to prawda, ale chciałam zapytać czy to jest uważane za coś złego? Bo czytałam gdzieś, że Księżyc w Bliźniętach to "słaby" Księżyc, że nie umie naprawdę czuć. I nie wiem co o tym myśleć.
Ja mam pytanie może trochę z boku - czy Księżyc w Bliźniętach i Księżyc w Strzelcu to opozycja? Bo Bliźnięta i Strzelec są naprzeciwko siebie w zodiaku. I czy to znaczy, że te dwa Księżyce działają jakoś przeciwstawnie do siebie?
Słyszałam kiedyś, że Księżyc w Pannie ma problem z wyrażaniem uczuć, bo ciągle je ocenia. Ale mam też wrażenie, że osoby z takim Księżycem są bardzo wrażliwe na potrzeby innych, jakby wyrażały emocje przez dbanie i pomaganie, a nie przez mówienie. Czy to się zgadza z tym co tu mówicie?
Myślę, że to zależy od aspektów Księżyca w kartach urodzeniowych. Księżyc w Bliźniętach z dobrymi aspektami do Merkurego może naprawdę przetwarzać emocje przez język - to jest wtedy zdrowe. A z trudnymi aspektami może to być ucieczka w słowa. Ale to chyba za bardzo generalnie, bo każda mapa jest inna.
...bo może ta niemożność "bycia z emocją" to nie defekt tych znaków, tylko po prostu inny rytm przetwarzania. Stałe znaki trzymają emocję długo, może nawet za długo. Zmienne ją przepuszczają. Czy jedno jest lepsze od drugiego?
Właśnie o tym myślałam kiedy pisałam ten wątek. Bliźnięta i Panna obie pracują z detalem, ale na różne sposoby - Bliźnięta zbierają i łączą, Panna sortuje i ocenia. Strzelec robi coś odwrotnego, syntetyzuje zamiast rozbijać. Ale wszystkie trzy robią z emocją coś aktywnego. Może właśnie to jest cechą wspólną, a nie modalność jako taka?
Hej, wracam do mojego pytania sprzed kilku postów, bo nie dostałam jasnej odpowiedzi. Ta gadanina o uczuciach w Bliźniętach - czy to naprawdę pomaga przeżyć te emocje, czy jest takim... bezpiecznym buforem? Bo u mnie mam wrażenie, że jak zaczynam tłumaczyć co czuję, to trochę przestaję czuć. Jakby słowa "zjadały" emocję.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i zastanawiam się - czy to znaczy, że Księżyc w znakach zmiennych jest trudniejszy w pracy terapeutycznej albo duchowej? Bo jeśli te osoby zawsze coś robią z emocją zamiast ją po prostu poczuć, to czy nie jest to przeszkoda?
Księżyc nie jest w detrymenie w Bliźniętach według klasyki - detrymenta to Koziorożec i Skorpion zależnie od systemu. W Bliźniętach Księżyc po prostu nie ma szczególnej siły ani słabości symbolicznej. Ale to co mówisz o kompensacji jest ważne - może szukamy za bardzo patologii tam gdzie jest po prostu styl?
Przepraszam, może zadam głupie pytanie, ale - co to znaczy "detrymenta"? I czy to oznacza, że Księżyc w Koziorożcu to gorzej niż w Bliźniętach?
To by tłumaczyło moją koleżankę o której pisałam wcześniej. Jak jest jej źle, ona od razu pyta "ale dlaczego to musiało mi się przydarzyć" albo "co to znaczy dla mojego życia". Nie siedzi z samym bólem, od razu szuka gdzie to pasuje do większej układanki. Czy to jest ten Strzelec właśnie?
To pytanie Lunarny to jest chyba najważniejsze w całym wątku. I wcale nie jest łatwe. Bo skąd w ogóle wiemy, że jakakolwiek emocja jest "przeżyta do końca"? Może u różnych Księżyców po prostu wygląda to inaczej i każdy ma swój próg?
Słucham i chcę zapytać - czy ta cisza przy kartach to jest coś dobrego? Ja jak dostaję trudną kartę to też milknę, ale raczej dlatego że się boję, nie wiem co myśleć. Czy o taką ciszę chodzi?
Wracam do wątku bo chcę dodać coś od strony praktyki, nie tylko teorii. Pracuję z grupami i faktycznie widzę tę różnicę. Osoby z Księżycem w Pannie bardzo często po rytuale robią notatki, pytają o "prawidłową" interpretację doświadczenia. Ale - i to jest ważne - te notatki bywają głęboko emocjonalne. Więc może pisanie to ich sposób bycia z uczuciem, nie ucieczka od niego?
Dobra, próbuję to do siebie przyłożyć. U mnie mam wrażenie, że jak mówię o uczuciu - wchodzę w nie głębiej. Ale jak zaczyna boleć, to zaczynam mówić szybciej i coraz bardziej ogólnie. I wtedy chyba już wychodzę. Tylko że trudno jest złapać ten moment kiedy przechodzę z jednego w drugie.
Lunarna opisuje coś, co chyba dotyczy wszystkich zmiennych Księżyców w różnym stopniu. Ta granica jest ruchoma i niejasna. I może właśnie to jest ich specyfika - nie to, że nie czują, tylko że mają bardzo niejasną granicę między czuciem a mówieniem o czuciu.
Ale czy "operacja na emocji" to naprawdę jest problem? Zastanawiam się czy nie przykładamy tutaj miary Księżyca w wodnym znaku do wszystkich i nazywamy odchyleniem to, co po prostu jest innym stylem. Ktoś ma zdanie?
I tu chyba jest granica tego co astrologia może powiedzieć, a co już wymaga obserwacji konkretnego człowieka. Księżyc w znaku mówi nam o tendencji, ale nie o tym czy dana osoba tę tendencję przerobiła, zaakceptowała, czy się za nią schowała. To jest już inna warstwa.
