No właśnie i tu znowu wracamy do mojego wcześniejszego pytania, które chyba za szybko zostało przykryte. Teodozja opisuje coś, co można wyjaśnić na dziesięć różnych sposobów - temperament, wychowanie, środowisko. Skąd wiemy, że to faza Księżyca, a nie po prostu charakter choleryczy albo lękowy styl przywiązania? Nie podważam, naprawdę pytam.
Mam w notatkach podobny przypadek - ktoś z Pierwszą Ćwiartką w Bykowym Księżycu, kto całe życie był opisywany przez rodzinę jako 'uparty i wiecznie niezadowolony'. A ta osoba sama mówiła, że po prostu potrzebuje wiedzieć, po co coś robi, zanim zacznie. Czy to nie jest właśnie ten mechanizm - że zewnętrznie wygląda jak opór, a wewnętrznie to jest warunek uruchomienia działania?
To ważne pytanie, ale chcę je trochę odwrócić. Zanim będziemy szukać zewnętrznych objawów, może warto zapytać: po co je szukamy? Jeśli po to, żeby 'diagnozować' innych - to wchodzimy na grząski grunt. Jeśli po to, żeby lepiej rozumieć siebie albo relację z kimś, kto na to się zgadza - to inna sprawa. Leontyna, w jakim celu pytasz?
Wracając do wątku głównego - bo trochę odpłynęłyśmy w stronę relacji - chciałam dopytać o coś, co powiedziała Ravenna kilka postów wcześniej. Że Pierwsza Ćwiartka to nie jest o częstotliwości kryzysów, ale o mechanizmie działania przypominającym strukturę kryzysu. Czy to znaczy, że dla kogoś z tą fazą 'kryzys' może być subiektywnie normalnym stanem, czymś, co nie jest odczuwane jako wyjątkowe obciążenie?
Ale tu jest pułapka, którą widzę w tym opisie. Jeśli 'kryzys jest normalny' dla tej osoby, to jak ona sama rozpoznaje, kiedy jest naprawdę w kryzysie - tzn. kiedy potrzebuje pomocy, a nie kolejnego impulsu do działania? Bo to brzmi jak przepis na ignorowanie własnych sygnałów.
Chcę wrócić do pytania Wiesława, bo mnie to uderzyło. Jeśli ta faza 'normalizuje' kryzys, to czy osoby z Pierwszą Ćwiartką mają jakiś inny rodzaj sygnałów - może nie emocjonalnych, ale fizycznych? Tzn. czy ciało 'mówi', kiedy granica jest przekroczona, nawet jeśli psychika tego nie odbiera?
Muszę powiedzieć, że ta dyskusja poszła w kierunku, którego się nie spodziewałam, ale który jest naprawdę cenny. Wrócę jednak do pytania, które zadałam - bo nie mam jeszcze odpowiedzi. Czy ktoś z was, kto MA Pierwszą Ćwiartkę w mapie, może powiedzieć wprost: czy to jest dla ciebie zasób czy obciążenie? Nie w teorii - z własnego doświadczenia.
Laurencja zadała pytanie, które mnie też bardzo interesuje, bo jestem właśnie w tej sytuacji. Mam Pierwszą Ćwiartkę i przez lata myślałam, że po prostu jestem 'trudna'. Ale żeby odpowiedzieć uczciwie - tak, czuję się bardziej zaangażowana, tylko nie wiem, czy to jest coś, czego bym chciała. To zaangażowanie często przychodzi razem z uczuciem, że muszę coś udowodnić. Jakby spokój był równoznaczny z porażką. Czy ktoś z was, kto to zna od środka, miał kiedyś moment, w którym nauczył się z tym żyć, a nie tylko przez to przeć?
