Zaczęłam niedawno głębiej grzebać w progresowanej karcie urodzenia i w kółko wracam do jednego punktu — Czarny Księżyc Lilith. Mam go w Skorpionie natywnie, ale w progresji przeszedł już do Strzelca i szczerze mówiąc czuję to na co dzień, choć nie do końca umiem to opisać. Chciałam zapytać, bo tu jest więcej osób z doświadczeniem w astrologii — czy wy też pracujecie z progresowanym Czarnym Księżycem, czy raczej tylko z pozycją natywną? I gdzie u siebie czujecie ten punkt najsilniej — w jakim domu, w jakim aspekcie?
Progresja Lilith to temat, przy którym sporo astrologów się kłóci, bo część w ogóle nie uznaje progresowania punktów matematycznych. Ale z własnej praktyki powiem, że coś w tym jest. Mam natywną Lilith w kwadracie do Słońca i jak progresowana zaczęła wchodzić w koniunkcję z moim Ascenantem, to był naprawdę ciężki okres — dużo buntu, zrywanie z rzeczami, które niby były dobre, ale mnie dusiły. Naparstnico, w jakim domu masz tę natywną pozycję w Skorpionie? To dużo zmienia w interpretacji.
Też chcę się dorzucić, bo Czarny Księżyc to mój ulubiony temat. Ale mam pytanie do Martynki — mówiłaś o kwadracie do Słońca, to jak to przeżywałaś w praktyce? Bo ja mam Lilith w opozycji do Wenus i wszędzie czytam, że to problem w relacjach, ale nie do końca rozumiem mechanizm. Czy to jest tak, że po prostu sabotujemy same siebie, czy raczej przyciągamy kogoś, kto nas ogranicza?
Zatrzymałbym się przy jednej kwestii. Czarny Księżyc Lilith to punkt, który ma kilka definicji i każda szkoła liczy go inaczej — jest Lilith średnia, Lilith prawdziwa, jest też asteroid Lilith i Dark Moon Waldemath. Zanim pójdziemy dalej, to warto wiedzieć, którą wersję każda z was ma na myśli, bo interpretacje potrafią się znacząco różnić. Naparstnico, z jakiego oprogramowania korzystasz przy obliczaniu progresji?
nie używam wszystkich naraz, to by był chaos. Pracuję głównie ze średnią, bo tak jak mówisz — jest przewidywalna i łatwiej ją śledzić w progresji. Prawdziwa skacze i cofa się, więc trudniej wyciągnąć z niej ciągłość narracyjną. Asteroid Lilith to dla mnie osobny temat, bardziej archetypowy. Ale powiedz mi — co konkretnie czujesz, że się zmieniło od kiedy progresowana weszła w dziewiąty dom? Pytam, bo chcę zobaczyć czy to naprawdę odpowiada tej symbolice, czy może nakładamy sobie interpretację na to co i tak by się wydarzyło.
To co mówi Rasphul o różnych Lilith jest ważne, bo sama miałam przez to zamieszanie. Długo pracowałam z wyliczeniami, które okazały się asteroidą, nie punktem matematycznym, i interpretacje kompletnie nie pasowały. Dopiero jak przestawiłam się na średnią, zaczęło się zgadzać. Ale mam inne pytanie do dyskusji — czy ktoś z was pracował z Lilith w aspektach do planet transpersonalnych? U mnie jest sekstylem do Plutona i zawsze zastanawiam się, czy to wzmacnia tę energię buntu, czy może daje jej jakieś ujście.
Nie jestem wielkim specem od astrologji, ale moja żona ma Lilith bodajże w kwadracie do Saturna i powiem wam że jak ja na to patrze to widzę że ona dokładnie walczy z wszelkimi ograniczeniami, normami, tym co 'wypada'. Wcale nie wiedzała o tym aspekcie, po prostu taka jest z natury. Więc może właśnie w tym jest ta ciemność o której piszecie — nie w złych rzeczach, ale w tym że nie dajemy sie okiełznać?
Czytam tę rozmowę i myślę sobie, że Lilith w jakimś sensie robi to samo co Hagalaz w runach — wskazuje na miejsca, gdzie coś musi się rozbić, żeby mogło się odrodzić. Nie wiem czy to dobra analogia dla was, ale tak to czuję. Macie jakiś sposób na to, żeby odróżnić w życiu, kiedy Lilith napędza zdrowy bunt, a kiedy to już jest destrukcja dla samej destrukcji? Bo chyba to jest najtrudniejsze w pracy z tym punktem.
to co mówisz o uldze kontra pustce brzmi sensownie, ale dodałbym jeszcze jeden element. Patrz na dom, w którym masz Lilith i pytaj, czy twój bunt dotyczy tematyki tego domu, czy wyskakujesz zupełnie poza niego. Lilith w ósmym domu, która niszczy w relacjach intymnych albo w sprawach finansowych — to może być jej naturalna arena. Ale jak ta sama energia zaczyna zalewać pierwszy czy czwarty dom, to znak, że coś się rozlewa nie tam gdzie powinno. Nie mam na to przepisu, to wymaga obserwacji w czasie.
Przepraszam że się wtrącę, bo dopiero zaczynam rozumieć astrologię i mam pytanie być może głupie. Skąd wiadomo który dom 'rządzi' Lilith w naszej karcie? Bo rozumiem że jest w jakimś domu natywnym, ale czy to znaczy że ona TYLKO tam działa, czy może się przelewać po innych domach przez aspekty? Trochę się gubię w tej logice.
Ja powiem wam szczerze, że progresja Czarnego Księżyca to moim zdaniem najważniejsza progresja w całej karcie, ważniejsza niż progresowane Słońce. Lilith progresowana aktywuje rzeczy, które są kompletnie stłumione i kiedy wchodzi w koniunkcję z czymkolwiek natywnym, to można spodziewać się prawdziwego trzęsienia ziemi. Miałam tak gdy weszła na mój progresowany AC — wszystko co skrywałam przez lata wyszło na wierzch dosłownie w ciągu kilku tygodni.
Nie chcę rozstrzygać sporu Martynki z Roksanką, ale mam wrażenie że to trochę kwestia temperamentu karty. Dla kogoś z silną Lilith natywną jej progresja będzie bardziej przełomowa niż dla kogoś, komu Lilith siedzi cicho w harmonijnym aspekcie. Rasphul, co myślisz — czy kondycja natywna Lilith wpływa na to, jak mocno działa jej progresja?
Czytam tę rozmowę od początku i mam jedno pytanie, bo jeszcze nie do końca ogarniam progresje. Czy progresja Lilith porusza się tak samo szybko jak progresowane Słońce, czyli mniej więcej jeden stopień na rok? Czy inaczej? Bo wtedy to łatwiej mi byłoby sobie wyobrazić jak długo trwa taki okres jej aktywacji.
I właśnie dlatego mówiłam że to ważniejsza progresja niż Słońce. Słońce działa przez lata i przez to rozlewasz się w interpretacji. Lilith uderza punktowo i nie masz wątpliwości co do czego się odnosi. Martynka, pamiętasz naszą wymianę wcześniej? To właśnie o to mi chodziło.
Właśnie, to mnie też ciągnie — co zostaje po tranzycie progresowanej Lilith. U mnie w tym roku miałam bardzo silny okres buntu wobec czegoś w mojej rodzinie, coś co tłumiłam przez lata. Nie wiem jeszcze czy to Lilith, bo właśnie zaczynam to liczyć, ale to co Glozka mówi o 'zostaniu na stałe' brzmi bardzo znajomo.
To co zostaje po Lilith to dla mnie zawsze jakiś odłamek tożsamości, który wcześniej udawałaś że nie istnieje. Jak z Hagalaz właśnie — po rozbiciu jest nowy porządek, ale tylko jeśli zdołasz zebrać kawałki świadomie. Naparstnica, powiedziałaś że to dotyczyło rodziny — to czwarty dom? Czy może inne odzwierciedlenie w twojej karcie?
to jedno z najtrudniejszych pytań w całej astrologicznej praktyce, serio. Ja patrzę na temat — jeśli kilka progresji uderza w tym samym obszarze życia, to raczej wzmocnienie niż przypadek. Saturn w czwartym domu z Lilith w koniunkcji przesiaduje blisko da ci jedno pole, na którym coś się rozgrywa, tylko każda planeta wnosi inną jakość. Saturn pyta czy zasługujesz na bezpieczeństwo, Lilith pyta czy w ogóle chcesz tego bezpieczeństwa na ich warunkach.
Właśnie, moja żona ma podobną kombinacje chyba, to znaczy nie licze jej karty profesjonalnie ale obserwuje. Te zachowania o których pisze Rasphul to jest dokładnie to — ona by chciała bezpieczeństwa ale na swoich zasadach. Myśle że to jest clou Lilith w ogóle. Nie odrzuca wszystkiego, tylko odrzuca to co jest narzucone z zewnatrz.
Czytam tę rozmowę i zastanawiam się czy ktoś porównywał momenty aktywacji Lilith z innymi systemami, nie tylko astrologicznymi. Bo jak czytam o tej defensywnej, wewnętrznej sile która się broni, to bardzo mi to przypomina pewne doświadczenia przy pracy z duchami przodków, gdzie dokładnie taki rodzaj oporu pojawia się kiedy ktoś jest blisko linii rodzinnej, która coś stłumiła. Nie wiem czy to analogia ma sens, ale ta jakość jest podobna.
Wracając do samej progresji — chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Kiedy mówicie o progresowanej Lilith wchodzącej w aspekt, to macie na myśli aspekt do planety natywnej, tak? Czy też do progresowanej? Bo to zmienia interpretację i zastanawiam się czy ktoś tu pracuje z oboma warstwami jednocześnie.
