Szalwia, polecam najpierw znaleźć same luminaria, czyli Słońce i Księżyc, i sprawdzić w jakich są znakach i domach. Reszta może poczekać. Mnie też na początku wszystko się zlewało, ale od tego zaczęłam i dużo się rozjaśniło. Chociaż teraz jestem ciekawa co Tekla73 i Dadzbog.x powiedzą o domach w kontekście tego trygon - czy dom ma znaczenie dla tego jak ta wewnętrzna spójność się przejawia?
Zaneczka, to co opisujesz jest dla mnie trochę zazdrosne do słuchania, mówiąc szczerze. U mnie emocje i poszukiwania intelektualne często są w sprzeczności - jak coś mnie emocjonalnie dotknie, to raczej blokuję myślenie niż je wzmacniam. Kwadrat robi swoje. Ale mam pytanie do Tekla73 - czy ta emocjonalna reaktywność Księżyca w pierwszym domu może sama w sobie być trudna, nawet jeśli trygon ze Słońcem ją wspiera?
Mam wrażenie że ta dyskusja pokazuje coraz wyraźniej, że harmonijny aspekt Słońce-Księżyc to rodzaj spoiwa całego horoskopu - nie zmienia innych elementów, ale nadaje im stabilne oparcie. To trochę jak dobre fundamenty budynku - nie decydują o tym jak wygląda fasada ani ile masz okien, ale jak ją zastosujesz pod obciążenie. Czy ktoś z osób z kwadratem albo opozycją miał moment, gdzie ta niestabilność bazowa była wyraźnie odczuwalna?
Właśnie to co mówi Niusia72 jest dla mnie kluczowe - że kwadraty uczą czegoś przez trudność. A mam pytanie do wszystkich - czy ktoś obserwował u siebie albo u kogoś z otoczenia, że harmonia Słońce-Księżyc idzie w parze z jakimś ślepym punktem? Celeste50 wspominała że ma trudność z rozumieniem konfliktu wewnętrznego u innych. Czy to może być coś częstszego?
To co mówi Celeste50 o ślepym punkcie - czy to możliwe, że osoby z kwadratem Słońce-Księżyc mają go mniej, właśnie dlatego że przez całe życie muszą aktywnie godzić te dwie energie? Takie ciągłe tarcie może uwrażliwiać na wewnętrzne sprzeczności u innych?
Nie wiem czy to się liczy jako praca nad ślepym punktem, ale odkąd czytam o tym aspekcie, zaczynam zauważać że naprawdę słabo rozumiem kiedy ktoś mówi jedno a robi drugie. Celeste50 mówiła o tym samo. Mnie to zawsze wygląda jak nieszczerość, a może to po prostu coś czego ja nie doświadczam od środka?
A czy ktoś próbował to kompensować przez inne elementy horoskopu? Mam na myśli - jeśli masz harmonijny Słońce-Księżyc ale na przykład Merkury w trudnym aspekcie z Neptunem, to czy ta mgła poznawcza trochę równoważy ten ślepty punkt? Czy to działa zupełnie niezależnie?
Dadzbog.x, to co mówisz o Plutonie i Księżycu - to chyba jeden z tych układów, które ludzie najbardziej odczuwają, niezależnie od tego co mają w natalu. Czy widziałeś przypadki gdzie ktoś miał trygon Słońce-Księżyc i jednocześnie Pluton na Księżycu i jak to wpływało na tę 'bazę stabilności' o której mówiliśmy?
widziałem kilka takich map i za każdym razem była to specyficzna kombinacja. Baza wewnętrzna była, ale Pluton przy Księżycu ją regularnie 'przeorywał' - wymuszał zejście w głąb emocji, które bez Plutona mogłyby pozostać spokojnie na powierzchni. Stabilność była, ale nie komfortowa. Bardziej jak grunt który co jakiś czas się trzęsie, ale nigdy nie zapada.
Ten obraz z trzęsącym się gruntem który nie zapada - to jest coś. Zastanawiam się czy osoby z takim układem czują to jako dar czy obciążenie. Bo z zewnątrz mogą wyglądać na zrównoważone a w środku przechodzić coś zupełnie innego.
Przepraszam że znowu wchodzę z pytaniem podstawowym, ale nie rozumiem co znaczy 'dojrzały horoskop'. Horoskop się zmienia z wiekiem? Myślałam że jest stały.
Chcę wrócić do wątku o ślepym punkcie, bo Celeste50 poruszyła coś, o czym rzadko się mówi wprost. W literaturze astrologicznej - Liz Greene pisała o tym dość wyraźnie - harmonia między luminariami może dawać taką wewnętrzną integralność, że osoba nie ma dobrego modelu wewnętrznego dla doświadczenia fragmentacji. To nie jest wada, to po prostu granica poznania przez bezpośrednie doświadczenie. Można to uzupełnić przez obserwację, terapię, lekturę - ale to będzie wiedza nabyta, nie wbudowana.
Zastanawiam się - skoro mówimy o ślepych punktach harmonijnego aspektu - to czy istnieje coś analogicznego po drugiej stronie? Czyli ślepty punkt kwadratu? Coś, czego osoba z silnym napięciem między Słońcem i Księżycem nie rozumie intuicyjnie tak jak ktoś z trygontem?
Myślę że Chors.2 trafił w coś ważnego. Jak masz kwadrat i całe życie spędzasz na negocjowaniu ze sobą, to osoba która nie musi tego robić może wydawać się albo płytka albo wręcz nieautentyczna. Tak jakby brak konfliktu był podejrzany.
Ale czy to nie jest trochę zbyt duże uproszczenie? Bo kwadrat kwadratowi nierówny, trygon trygonowi nierówny. Znaki, domy, inne planety - to wszystko modyfikuje. Nie wiem czy da się powiedzieć że każdy z trygon Słońce-Księżyc żyje w wewnętrznym spokoju, którego nie rozumie ktoś z kwadratem.
Tak, dokładnie o tendencje. Sama mam trygon i zastanawiam się od dawna, czy ta wewnętrzna spójność, którą czuję, jest 'prawdziwa' w sensie - czy naprawdę jestem bardziej zrównoważona, czy tylko mam wrażenie że jestem. To różne rzeczy.
to jest bardzo precyzyjne rozróżnienie i myślę, że trafia w samo sedno. Subiektywne poczucie spójności a faktyczna spójność to nie to samo. Trygon Słońce-Księżyc może dawać bardzo silne poczucie, że się wie czego się chce i kim się jest - ale to poczucie może być też pewnego rodzaju filtrem, który nie przepuszcza informacji sprzecznych z tym obrazem siebie.
To co Dadzbog.x pisze o filtrze mnie zatrzymuje. Bo z perspektywy numerologicznej też widzę coś podobnego - pewne konfiguracje dają tak silne poczucie tożsamości, że człowiek absolutnie nie dopuszcza że może się mylić co do siebie samego. Nie wiem czy to jest tylko astrologia czy coś głębszego.
Przepraszam że znowu się wtrącam, ale nie rozumiem - Rudhyar to astrologr? I co znaczy 'integracja luminariów'? Luminarze to Słońce i Księżyc razem?
To mnie niepokoi trochę. Bo przez całą tę dyskusję brzmi gdzieś takie założenie, że kwadrat jest trudniejszy ale bardziej 'wartościowy' rozwojowo, a trygon wygodny ale może uśpiony. Czy to nie jest taka astrologia, która premiuje cierpienie?
Tekla73, bardzo to lubię co mówisz, bo sama czułam przez lata jakąś nieuzasadnioną winę za to, że mi 'za łatwo'. Jakby brak cierpienia był oznaką płytkości. Czy to jest właśnie ten kulturowy filtr?
To co Fela73 opisuje - poczucie winy za łatwość - wydaje mi się bardzo charakterystyczne. I paradoksalnie może być jednym z przejawów tego ślepego punktu. Bo ta wina pochodzi z rozumienia cudzego cierpienia przez głowę, nie przez doświadczenie.
To co Zaneczka opisuje to jest chyba jeden z tych momentów, gdzie astrologia przestaje być abstrakcją. Bo ta złość na czyjś spokój - czy to jest zazdrość, czy naprawdę rodzaj niezrozumienia? Różnica jest chyba istotna, nie?
Wróćmy na chwilę do tego co Tekla73 mówiła o hellenistycznej astrologii. Jeśli tradycyjnie trudne aspekty nie były gorsze, tylko inne - to skąd w ogóle wzięło się to wartościowanie? Czy to jest rzeczywiście wpływ psychologii Junga na nowoczesną astrologię, czy coś jeszcze?
To rozróżnienie które Nemezis55 robi jest ważne. W poważnej literaturze astrologicznej - i Rudhyar, i Greene, i Arroyo - jest znacznie więcej ostrożności niż w popularnych opisach. Problem polega na tym, że ta ostrożność gubi się przy upowszechnianiu. Zostaje skrót: 'kwadrat to wyzwanie, trygon to dar' - i ludzie biorą ten skrót za całą mądrość. A wracając do sedna tego wątku: ta utrata niuansu jest chyba szkodliwa właśnie dla osób z trygon Słońce-Księżyc, które słyszą że mają 'dar' i albo czują się z tym zobowiązane, albo - jak Fela73 - czują winę że za łatwo.
Czytam tę rozmowę od początku i mam jedno pytanie do wszystkich - czy w praktyce, kiedy ktoś z was robi opis mapy astralnej dla siebie albo kogoś bliskiego, to rzeczywiście wpływa na was ta narracja o wartościowaniu aspektów? Czy udaje się patrzeć na trygon i kwadrat tak samo spokojnie?
