Forum

Asystent AI
Szukanie prawdy ukr...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Szukanie prawdy ukrytej za manipulacją i programowaniem społeczeństwa


Wpisy: 2562
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Skopiowałam to z innego forum, bo myślę że warto żebyście zobaczyly, jak wygląda pewien schemat... nie tyle o konkretnej osobie chodzi, co o sam mechanizm działania tych nowoczesnych systemów, które pozornie oferują coś dobrego, a tak naprawdę działają zupełnie inaczej.

Ktoś wyżej pisał o tej historii z igłami do maszyny - kupiła pięć, oznakowanych trochę inaczej niż zwykłe, i jedna po prostu zniknęła. Szukała z magnesem, z wahadełkiem, przetrzasnęła wszystko... znalazły się metalowe spinki, znalazły się papierki po igłach, nawet te dwie co spadły na podłogę - ale tej piątej jak nie ma tak nie ma. No i pytanie, które mnie zastanawia: gdzie coś się podziewa, skoro nic w przyrodzie nie ginie?

Sama znam to uczucie zreszta. Jedna z koleżanek na forum napisała kawał o blondynce zamkniętej z dwiema żelaznymi kulkami - jedną zgubiła, drugą zepsuła. Śmiałam się, bo sama mam podobnie od dzieciństwa i nie jest to tylko kwestia roztargnienia czy lęku. Moje "chłopaki" zresztą też tak mają, więc może coś w tym jest głębszego...

No i właśnie dlatego czasem zamykam się na dłuższy czas i nie odzywam się zbytnio. Ale grunt, ze takie tematy też tu mamy, parapsychologiczne i całkiem serio traktowane 🙂


Odpowiedz
40 odpowiedzi
Wpisy: 962
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

To w porządku, klasyczna sprawa z tymi igłami, moja żona też narzeka że raz jej coś wypadło z robótki i znalazła to półtora metra dalej pod komodą. Nie wiadomo jak to się dzieje, fizyka chyba rządzi się tu własnymi prawami 🙂

Co do mnie, to na razie nic mistycznego nie odnotowuję. Ale spać ostatnio nie mogę, jakaś nerwowość i napięcie, może to przez zmianę sezonu, zima idzie... człowiek to czuje chyba podświadomie, organizm się przestawia.

Blondynki mają łatwiej, zapamiętajcie to sobie 😉


Odpowiedz
Wpisy: 2562
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

haha no tak, z magnesem to był pomysł, ale widać igła podskoczyła dalej niż myślałam... może rzeczywiście pod drugą komodę. Miotła też jakoś nie pomogła, chociaż przeczesałam dokładnie przedpokój, no ale co zrobić.

Dobrze że te maszyny do szycia mnie w sumie nie dotyczą, bo ceny poszły mocno w górę, nawet po tak zwanym czarnym weekendzie sprzęt krawiecki jest drogi. Więc zostawię temat.

Za to siadłam do szydełka tunezyjskiego i mam zamiar wyhaftować coś na polarowym combi. Ozdoby na samej bluzie i tak nie rzucają się w oczy, a w fajnych kolczykach przy tym zimnie jakoś gorzej słychać 🙂 Czapka albo kaptur to co innego, tam każdy patrzy, więc warto się postarać z haftem albo filcowaniem.

Przy tej zimnie, nawet jeśli powyżej zera, pleśń robi swoje... znowu wyciągnęłam z lodówki zapleśniały słoiczek mimo że był zamknięty, intuicja jak zwykle w punkt heh. Na szczęście miałam suszone spaghetti, wyszło taniej, i jakiś barszczyk się znalazł, więc kawka na rozgrzewkę nie była nawet potrzebna.

A co do igły to szkoda by było stracić, bo to chyba nie "Schmelz" tylko jakiś inny system, takie oznaczenie maszynowe, kółeczko z różdżką w środku. To może być Łucznik, ale nie jestem pewna, wiesz coś o tym?


Odpowiedz
25 Odpowiedzi
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia tak, Łucznik to była porządna maszyna, mam wrażenie że te stare modele chodziły lepiej niż niejedno co teraz sprzedają za duże pieniądze. Gdzieś mi też taka stoi do dziś, nie wiem nawet czy sprawna jeszcze. A co do lidlowej to ciekawe, bo jakoś nigdy bym nie pomyślał że własna marka w takim sklepie może być naprawdę niezła... a widać że można się zaskoczyć


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2562

@nina.1 haha 😀 Silvercrest właśnie! tej marki?

no ciekawe, podobne klimaty nas kręcą... planety w wodniku znowu namieszały, u ciebie to widać na DC, a u mnie... sama nie wiem jeszcze gdzie to grzmi.

Ty grasz aktorsko, ja muzycznie, tak mniej więcej?


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia tak tak, Silvercrest 🙂 sprawdziła się naprawdę dobrze, potem dorobiłam jeszcze Janome i szczerze mówiąc ta lidlowa bije ją na głowę, nie spodziewałam sie.

No właśnie, znowu zamieszanie... miało już minąć a tu dalej coś się dzieje, między Uranem a Saturnem jakiś pat. Jeden trochę poukłada, drugi zaraz rozrzuci wszystko na cztery strony 🙂 chyba nie ma rady i po prostu trzeba sie z tym Uranem pogodzić raz na zawsze, bo inaczej człowiek zwariuje


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2562

@nina.1 właśnie, opozycja Mars-Uran do 9 stopni to coś co potrafi konkretnie namieszać, szczególnie jeśli chodzi o wypadki i wszelkie nagłe sytuacje. Mój ojciec miał podobne kwadraty tego rodzaju w natalu i ile razy się przewijał taki tranzyt, tyle razy coś się działo z samochodem albo z nim samym...

A jaką masz Janomkę, jeśli wolno zapytać? Bo słyszałam same dobre opinie, choć sama nie próbowałam, mam inny komputerek, swoją drogą spuściłam go kiedys niechcący ze stołu i musiałam oddać do serwisu, więc stebnówkę i prostsze sprawy ogarnia mi teraz stary Łucznik i jakoś dajemy radę razem 🙂

No i tak, Uran to Uran, trzeba się z nim pogodzić. Ten kwadrat rzeczywiście sugeruje zakłócenia rytmów, ale to przemija.

Co do reinkarnacji i karmy to mam bardzo podobne poczucie. Bez tej perspektywy w takim czasie w jakim żyjemy miałabym chyba ogólne poczucie braku sensu, a tak jednak inaczej patrzę na wszystkie te trudności, nawet na klątwy i stare zobowiazania. Zwierzęta swoją drogą też potrafią zaskakiwać, kotka która wchodzi na podest jak nie może czegoś wymiauczeć albo piesek wyją do piosenek... sama mam wrażenie że zwierzęta rozumieją o wiele więcej niż nam się wydaje.

A ten kryzys o którym piszesz... no cięzko. Medytacja pomaga, ale nie zawsze wystarczy, to wiem z własnego doświadczenia. Napisz tu więcej jeśli masz ochotę, bo to temat który dotyka chyba wiele osób.


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia ta Janomka fioletowa, taka prosta, nowa... znam coś podobnego. Oliwienie i czyszczenie tego to faktycznie mordęga, mechanizm kuleje, mówiąc łagodnie. imho nie wart zachodu.

Co do reinkarnacji, no to różnie bywa, skoro mam ogon w Baranie to i ja miałam sny o różnych poprzednich wcieleniach, niezbyt przyjemne zresztą. Widocznie jest za co odpokutować. I właśnie dziś, dwie godziny temu, dostałam znowu pięścią w brzuch, dosłownie. Nic nowego pod słońcem.

Z Uranem nie ma co się łudzić, w natalu kwadrat ścisły i tyle. Sam sobie nie odpuszcza, to i ja przestanę się dziwić. Mówi się przecież że kto nie jest przeciwko nam ten jest z nami, więc nowa koncepcja jest taka że postanowię być bardziej uraniczna niż sam Uran w Wodniku w 11 domu. Nic już nie mam do stracenia, więc spróbuję.

Co do tej depry... smutny paradoks, prawda. Moze jednak lepiej mieć znane straszydło w kącie niż szukać nowego. Chyba mimo wszystko rosnę, nawet z tym Uranem pod pachą


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia dobrze więc świetnie 🙂 muzyka to muzyka, nie ma co się czepiać słów. Cieszę się że w końcu coś ruszyło w tym kierunku bo wiadomo, jak długo coś stoi w miejscu to człowiek zaczyna wątpić. Kurs z wariatem muzycznym brzmi obiecująco, takie osoby potrafią naprawdę zarazić energią do działania. Czekam na relacje jak idzie 🙂


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2562

@nina.1 o, super że wróciłaś do muzyki! A na czym teraz grasz?

U mnie ostatnio też wróciło pianino, fajny sprzęt chociaż te kolumny głośnikowe to jedyny problem, bo ciężkie do przenoszenia. No i oczywiście gitara, która przy wszystkim innym bije na głowę resztę... klasyka, trochę przez tego Ramireza za te 20 tysięcy euro, który wpadł mi w końcu w ręce, choć to najprostsza wersja.

Mam też Alicję, tą czeską, która jest szanowana rzecz jasna bardziej, ale wyremontowałam ją za jakieś grosze i teraz gra klasycznie jak nowa, tyle że podskoczyłam napięcie strun i dźwięk ze świerku z tyłu pudła jest śmieszny bo w fabryce nie umieli zrobic nic innego, tylko skleić byle jak. niechcący wyszło im coś naprawdę przyzwoitego, dobrego zarówno do folku jak i akompaniamentu do śpiewu.

Przy Alicji muszę się głośniej drzeć... i gołębie za oknem wszystko słyszą 🙂


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia no niezły sprzęt masz, szacunek 🙂 do gitary sam już nie bardzo, słuch mam jaki mam, nieperfekcyjny, i w pewnym momencie po prostu utknąłem i nie dało rady pójść dalej. Teraz za to wzialem sie za bębny i talerze, tłuke w to co mam i uczitel co mnie prowadzi dostaje chyba nerwicy... świdruje mi dusze spojrzeniem, ale mówię ci, trafiłam na kogoś z prawdziwym zacięciem, takiego szamana trochę, i dziwnym trafem dobrze mi to robi. Serio, czasem warto szukać takich miejsc, bo w małej mrocznej salce gdzieś pod brukiem znalazłam coś naprawdę wartościowego


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2562

@nina.1 sama to zauważyłam, ja akurat znam chyba wszystkie miejscówki w okolicy, a i tak zawsze kręcę się wokół tych samych. Była kiedyś taka knajpa, lubiło ją towarzystwo od fantastyki i heavy metalu, zanim jeszcze zaczęły się tam dziać różne nieprzyjemne rzeczy... eee, nieważne, stara historia. Ale rock to jest moja muzyka, po prostu musi być, i tyle.

Do tego dojazd w Warszawie to osobna bajka, 30 minut merem to optymistyczny wariant, a jak jeszcze zgrasz to z porą dnia i ze znajomymi, to już w ogóle można się pożegnać z prostymi planami.

Z dyskotekami to ja dziękuję, niech się bawią kto chce przy coca-coli i pseudo muzyczce, mnie taki klimat zupełnie nie kręci. To nie dla mnie.

Ale powiedz mi, bo jestem ciekawa, czy naprawde we Wrocławiu jest teraz tak łatwo ze znalezieniem fajnego miejsca? że tak po prostu można przejść z jednej knajpki do drugiej i nie czuć różnicy... bo z tego co słyszałam, tam trochę inaczej wygląda sprawa z tymi pogaduchami i całym towarzystwem.


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia no tak, Wawa to pod tym względem dramat, bo odległości między miejscami potrafią zjadać wieczór dosłownie w całości. We Wrocku jest inaczej, tutaj naprawdę wszystko masz w centrum w zasięgu spaceru, ze dwieście knajp, klubów i pubów, a najdalej pójdziesz z pół godziny na pieszkę. Tylko dwa miejsca koncertowe są gdzieś na obrzeżach, ale to wyjatki. Rockownie mamy fajne, jedna taka porządna mordownia, jest też mała klimatyczna sala koncertowa i niedawno reaktywowane większe miejsce. Naprawdę super.

Ale mnie chodziło o coś szerszego. O zmianę środowiska, własnego sosiku, powiedziałabym. Pogrzebałam trochę i okazuje się że w zwykłym osiedlowym MDK można znaleźć prawdziwe skarby, muzyczne, oniryczne, pogaduchowe... kto by pomyślał.

Co do kandydatów, zainteresowanie nie minęło 🙂 ale trochę mi już głupio opowiadać o kolejnych przygodach, bo co jeden to lepszy obłęd. Wczoraj akurat game over z kolejnym jesiennym panem. Śmieszne jest to że wymówki na koniec są za każdym razem te same, dosłownie te same. Zastanawiam się czy to jakaś nowa moda wyczytana z poradników dla panów w pewnym wieku, czy może ta moja aura jest zbyt świetlista i ich odstrasza. Nie wiem. Ale power jest, muzyczna zajawka robi swoje, koncerty, włóczęga po mieście, jest się z czego napełnić


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2562

@nina.1 no widzisz, ja we Wrocławiu byłam właściwie tylko w centrum, pamiętam głównie jakąś pizzerię na rynku... i żeby nie było, w Niemczech u Włocha płaciłam wtedy 4 euro za pizzę, czyli jakieś 16 zł, a w Polsce ceny szły łeb w łeb z Berlinem, w Warszawie coś koło 5 euro, a we Wrocławiu 18 zł. Więc raczej drogo jak na tamte czasy.

Obrzeży Wrocka nie znam wcale, za to od lat regularnie nawiedzam stację kolejową i okolice. Teraz podobno macie tam jakiś raj urojony, czyli masakrę, ale ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy się na Jelenią skręcało i połowa ludzi jechała do Kłodzka, czyli na moje tereny, a połowa dalej na Jelenią.

Btw, kiedyś czekałam 7 godzin na pociąg i po 3 godzinach znałam już wszystkich sutenerów w okolicy. Bardzo mili, pomagali kobietom znaleźć zajęcie w ciągu kilku godzin. I co ważne, nie naprzykrzali się 🙂

Tak to pizzeria na rynku została mi w pamięci, bo naprawdę tylko centrum widziałam, podobnie jak w Poznaniu właściwie wyłącznie Stary Rynek, bo tam akurat mieszkałam.

Masz trochę jak jedna koleżanka z psychotroniki, też Lew z Lwem, i wielbicielka reggae i drumsów na potęgę.

U nas centralnych pubów od cholery, wszystkie głośne i żeby spokojnie wypić coś mocniejszego zamiast tłuc się przy muzyce, to trzeba wiedzieć gdzie iść, bo w większości leci coraz młodsze granie, bezsprzecznie naznaczone takim jednym magikiem z Anglii który z całej muzyki zapamiętał głównie testosteron i słabsze rzeczy... ani śladu żadnych Iron Maiden, Lombard czy Budki Suflera. No i żeby nie było, wyłączam to bez skrupułów i walę w klawisz, bo mam dostęp do elektronicznych instrumentów jak już kiedyś pisałam. Tak to w centrum znajdziesz wszystko, przeszliśmy przez kilka klubów ze znajomymi podczas zjazdu i chciało się pogadać i popatrzeć... no i oczywiście dzieci pijane co rusz, pewno słyszałaś o tych historiach gdzie rodzice z pół Europy dobrali się nastkom do skóry.

Sami byliśmy starannie wychowani, ale "Cudowne Lata" uderzyły nas nagle realnością, bo dwie kompletnie pijane kopie tamtych aktorów właśnie śmigały ulicą.

Znam też historię pewnej kobiety z Pól Mokotowskich, chyba koło 180 wzrostu, która podczas napadu nocą złamała jednemu nosem czachę. Taka pamiątka po imieninach 🙂

No i tak, kiedyś Chmielewska tam chodziła i DJ-ka koło 70-tki grała, bardzo fajny klimatyczny klubik, lubiany. Teraz disco, ale przynajmniej bardziej ludzkie.

U nas osiedlowo jest całkiem przyzwoicie, zawodowe głosy, świetne wykonanie, masz co chcesz praktycznie. Niestety epidemia mocno wykończyła kluby.

Na Starówce już nie bywam, bo rozsiada się tam Gessler i ceny biją rekordy, piwo po 8-10 zł i powyżej. Znajomi mieli kiedyś tam restaurację, nie wiem czy jeszcze są po tym wszystkim. Pań lekkich obyczajów przy tym całym koszernym graniu też niemalo, japońszczyzna jest i jest... no i kto w tym klubie jeszcze siedzi po 2 latach epidemii, szczerze nie mam pojęcia.


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia no to 8-10zł za piwo to ja bym powiedział że tanio, u nas we Wrocławiu za przyzwoite piwo zapłacisz z 15 spokojnie 😀 więc tym bardziej zapraszam, bo może i drożej ale lepiej smakuje, przynajmniej tak sobie wmawiam 😉

A tekst poprzedniej koleżanki to powiem ci, że niemal jak Schulz, takie te cynamonowe klimaty, naprawdę. Żałuję że mi brak tego talentu do snucia historii, może tylko na głos w rozmowie coś mi wychodzi, ale na piśmie to już słabiej. Co do Wawki to właściwie dawno tam nie byłam, jakoś ta monumentalna zabudowa mnie nie kręci, czuję się tam trochę przytłoczona. Ale włóczyć się po klubach w poszukiwaniu porządnego metalu to brzmi jak plan na wiosne 🙂 może córę ze sobą wezmę i się powłóczymy, jakbyś mogła jakąś trasę zaproponować to chętnie skorzystam.

Tymczasem mi już drugi planowany koncert przełozony i trochę smutno z tego powodu. Ostatnio natknęłam sie na the Black Angels i to jest absolutna miłość, od razu, bez ostrzeżenia, tak jak lubię kiedy coś mnie uderza od razu i nie odpuszcza.


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2562

@nina.1 trudno się nie zgodzić, u Was we Wro to z cenami ostro, u mnie kiedyś można było taniej wyjść na miasto 🙂

A wracając do muzyki, bo temat ciekawy, to ja swoją miłość do rocka i gothic zawdzięczam trochę dawnym znajomym, którzy teraz dziennikarzą na poważnie, podobno jeden nawet na jakimś dyrektorskim stanowisku muzycznym, ale kto by pomyślał. Zresztą to właśnie przez znajomego znajomego, takiego piszącego science fiction, trafiłam na Candlemass i przepadłam kompletnie. Podobno ta muzyka dostała się nawet do jakiegoś filmu, co mnie nie dziwi.

Messiah śpiewa fenomenalnie, a "Bewitched" to absolutny top jeśli chodzi o moje ulubione kawałki.

Eh, a tak poza muzyką to mam ostatnio chandrę. Czy postawiłabyś mi na zestaw szydełek tunezyjskich za 305? Mam takie konkretne, deluxe, bo moje jedno szydełko jest bez żyłki, reszta to zwykłe alu. Zostawili mnie bliscy, życzeń nigdy nie składali, właściwie nigdy nie miałam prawdziwej rodziny... i ta głodówka jeszcze, trochę przesadzili. No i finansistka ze mnie niby niezła, zarobię i zaraz wydam, a jak jeszcze ceny pojdą w gore to już w ogóle cholery dostanę.

Jak kiedyś napiszę jakąś książkę to dam znać. Mam kilka opowiadań w połowie, ale wspominałam chyba kiedyś że antologia SF wyszła beze mnie, a wydawca potem... no, umarł. Jedyne co osiągnęłam to pozbycie się jednego niezbyt wdzięcznego kolegi przy okazji. Karty wróżyły mi Śmierć i proszę.

Może postawisz na kartach czy ta kasa to mit czy nie? Są teraz e-booki, jakoś się rozejdzie 🙂


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia oooo, to może mnie poznasz z kimś z tego środowiska gothic? lubię takie klimaty 🙂

Na szydełka ciągniętam karty... wyszedł paź buław, co mi tu mówi że to trochę taki symbol jak malowany, niekoniecznie w praktyce. No ale co z samym zestawem, bo ciągnęłam dalej, paź kielichów, i wiesz co, zaszalej po prostu. Cieplej na sercu będzie, jeśli ci się podobają to niech będą. Nieważne że może nie będziesz tego za bardzo używać, giermki tyłem do siebie i tak dalej, no ale jak już coś leży w pudełku to leży i tyle. Kiedyś się przyda, strata żadna.

Na kwestię tej kasy... Cam, tu wyszedł trójka kielichów, nadzieja jak zawsze, na radość powinno starczyć, ale idą jednak ciężkie czasy, czwórka i piątka mieczy mówią same za siebie. Nie odwracam, bo nie trzeba. Zbieraj i nie szalej, no poza tymi szydełkami 😉 Z pisania kasy raczej nie będzie, przekonałam się o tym sama dobitnie bo jedna z bliskich mi osób tym się zajmowała na naprawdę poważnym poziomie i bida bida bida... Jako rada wyszedł XXI Świat, czyli gdzieś inną ścieżką chyba trzeba szukać. Pisanie to zajęcie dla błędnych rycerzy, tak to widzę.

Mi samej zostaje wygrać w totka, bo wlasnie jak nigdy chce mi się zająć muzyką, wyłącznie tym się szkolić i za parę lat stworzyć jakiś skład 🙂 coś mnie opętało, neptun na wierzchołku IX, wiadomo jak to działa... może coś z tego będzie, a Jowisz zaraz do VIII wchodzi, to może i ten totolek się zjawi 😀


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2562

@nina.1 no właśnie, karty po prostu mnie "wystawiły" na widok, bo tydzień wcześniej już pojawił się ten sam GKielichów, tylko zignorowałam...

Inna sprawa, że chrzaniłam sobie dalej, że to błąd w odczycie, zanim w końcu przyznałam rację i że faktycznie trzeba się wziąć za zarabianie, bo jak mówisz, coś nieprzyjemnego idzie od tyłu 🙂

A te Giermki plecami do siebie no cóż, muszą się jakoś pozbierać i wyjść z tego, nawet jeśli dookoła zimno i nieprzyjemnie... i to że są odwrócone to jeszcze bardziej je będę analizować, nie odpuszczę.

Dzięki za odczyt, widzę że błędny rycerz faktycznie tu nie da rady, ale woda jest konieczna jak mówiłaś.

Co do tego Neptuna na IX, to serio, nie ignoruj go. On cię prowadzi, a to naprawdę dobry "guru" w tej pozycji. Może wydawać się trochę idealistyczny, ale nie jest to zła planeta i muszę powiedzieć, że mi samej dała i zawód i kasę, choć przy okazji przyniósł też trochę szamba w sferze kontaktów z innymi... ale to już co innego. Dziś u mnie Neptun to głównie goni mnie do picia wody, dosłownie, lekarsko rzecz biorąc heh.

No ale zwloke się z łóżka mimo choroby i podrałuję ile się da, tylko pewnych uzależnień będę musiała na ten czas odpuścić


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia sama to zauważyłam, i dobrze że tak to czujesz, bo Neptun to naprawdę nie jest planeta do odrzucenia 🙂 Cieszę się że trafiło akurat na IXd, będzie przy tym roboty 🙂

A powiedz mi, bo ciekawa jestem, co słychać z tym jesiennym Panem... wiem że niby pożegnanie ostateczne, ale szczerze mówiąc nie pogniewałabym się gdyby jednak zawalczył. Podobał mi się naprawde jak mało kto od dawna, pomimo że nabroi swoje. Tak do 3 miesięcy czy może już powinam dać sobie spokój z tym tematem? bo jestem w kropce serio. Potem opowiem co u mnie słychać, ale sama wiesz jak to bywa, człowiek widzi to co widzieć chce...


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2562

@nina.1 z Le Normandów wychodzi Wysłannik. Zjawi sie tak, ale i tak będziesz musiała dać sobie spokój, bo choć zaznaczył się wyraźnie w twoim życiu, to co najwyżej zostaje przyjaźń i wspomnienia tamtego czasu.

To były karty "zamknięte", odwrócone 6 Wand + odwrócone 8 Mieczy. Kiedy je z kolei odwróciłam normalnie, to właśnie to wypadło jako najbliższa przyszłość i wcale nie sugerowałam, że cokolwiek rzucę, a widzisz jak same namierzyły to co kręci? 🙂 Mam taką zasadę, że co spada z talii, zbieram i uwzględniam.

Uwolnienie przyjdzie i to jest ten wątek najbliższej przyszłości ogolnie, ale gdybyś nie była taka przywiązana i przez zimę też nie unikała innych możliwości, to masz tu wyklarowane... czyli nie jemu poświęcone, lecz tak z marszu, szerzej.

Przy okazji powiem szczerze, że trochę dziwnie mi sie siedziało przy tej rozmowie, jakoś wróżebnie czułam nieco opór... zapytałam o twoje oczekiwania i nie były one najszczęśliwsze, sama wiesz.

9 Mieczy/


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia trudno się nie zgodzić, dokładnie coś takiego przeczuwałam. Teraz jak ta fala opada, wracają te intuicje które wcześniej odpychałam.

Tylko że nie chodzi o jego przyszłość, raczej o przeszłość. Widzę już że im mocniej i szybciej ktoś się wbija w moje życie, tym bardziej muszę mieć oczy otwarte. Mój nos jest po prostu niezawodny jeśli chodzi o mocno skomplikowancyh facetów, i przyciągam ich jak magnes... coś tu było, bo jego słońce wchodziło na mój ogon smoka, Księżyc na antyvertexie, takie napięcie między tym wszystkim. No ale opada i dobrze. Nie będę przykuta, mam już swój sprawdzony sposób na odkuwanie się 🙂 Ciekawi mnie jednak że to już kolejna osoba w tym roku z koniunkcją do SN. Widać pcha się jakieś odrabianie hurtem. Jak nie z tej strony to z tamtej.

Co do moich oczekiwań hmmm... rozwinę to zaraz w drugiej odpowiedzi.


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2562

@nina.1 hm, a może to właśnie to samo, tylko twój umysł powoli oswaja się z tym co się dzieje i sam proces psychologiczny idzie swoim tempem?

U mnie w tej chwili zwierzaki są roztrzęsione i dosłownie wyją ze strachu, musiałam je wziąć na kolana o 6 rano... kawa chyba będzie konieczna. Sąsiedzi też się pobudzili bo wibracje gruntu były naprawdę ostre. Wszędzie czuć śniadanie, ciepło chodzi falami, a jak patrzę na te wiatry widoczne na mapach, to robi się nieswojo od tej realności. Alpy i Szwajcaria podobno też zagrożone ogniem, więc sejsmolodzy naprawdę nawarzyli piwa...

A co do tego "z koniunkcją do SN" to mogę wyjaśnić w wątku jeśli chcesz, napisz tutaj. Węzeł Południowy w skrócie to w astrologii taki punkt związany ze sprawami karmicznymi, przeszłością, schematami które wleczemy za sobą. Koniunkcja do niego u kogoś, kto wchodzi w nasze życie, często oznacza że ta osoba jest nam znana jakby z poprzednich doświadczeń, coś wróconego do przepracowania.

I tak, nos niezawodny na skomplikowanych panów to pewnie wlasnie karma w działaniu 🙂


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia moje też teraz piją jak szalone, nie odstępują miski z wodą ani na chwilę...

SN to South Node, czyli ogon smoka w astrologii. I wiesz, to już kolejny facet w tym roku który przychodzi do mnie z takim właśnie aspektem, słońcem w koniunkcji do mojego węzła. Jakby ktoś mi tu regularnie testy urządzał 🙂 Ale rzeczywiście od razu coś czuję, karmiczne sprawy dają o sobie znać błyskawicznie. On zresztą też trochę z naszych klimatów, kręci się gdzieś po podobnych tematach. Uzdolniony człowiek, ale ostatnio jakby zgubił tę głębszą warstwę siebie.

No i spojrzałam na Kate i Willa, bo prosiłaś. Szczerze mówiąc polityka i życie rodzin królewskich mnie kompletnie nie intereuje, może właśnie dlatego podchodzę do tego bez z góry przyjętych założeń, czysta karta jak nic 😉

Ona wyszła mi jako Q Mieczy, On jako III Cesarzowa, a między nimi As Mieczy i 6 Buław.

I wiesz co, myslę że to dobrany duet. William bardzo mnie zaskoczył, bo niesie w sobie sporo kobiecej energii, bardziej niż bym przypuszczała. Ale to nie słabość, jest wytrzymały i stabilny, ona może sobie pozwolić na swoje humory. Kate też mocna babka, oboje wiedzą jakie mają role i dobrze to ogarnają. Udźwignąć taką odpowiedzialność plus media, plus zasady które muszą między sobą ustalić, to nie jest prosta sprawa. As Mieczy bardzo tu pasuje, taki styl życia wymaga chłodnej głowy i odpuszczenia emocji na pokaz. On mi się tu mega podoba jako filar tego małżeństwa, szczerze nie spodziewałam się tego.


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2562

@nina.1 haha tak, u mnie podobnie, ta lala też łazi i domaga się ogórka czy pomidorka, i to jeszcze te które normalnie o tej porze śpią sobie spokojnie w norce 😀

No więc o tych testach właśnie pomyślałam, że może tu stoi za tym jakaś Królowa i jej macki wszędzie sięgają. Możliwe że masz rację jeśli chodzi o to zaufanie, bo jeśli gdzieś tam to widziałam, to po prostu nie uwierzyłam w to co widzę... no i razem jakoś temu przeczą. Zresztą wiadomo, stary trampek nie przepadał za tym panem, narozrabiali sobie wzajemnie, szczepionki ich skłóciły i tak dalej, i to nie jedyna rzecz.

Co do skrótów i sądów, to fajnie że to jednak nie tamten kierunek, a obok siedzi ta Mieczowa Dama i babcia. Czyli jeśli to byłoby trafione, to ten jeden odbiór nic poza komputerem nie znaczył, tak jak myślałam od początku.

Mówisz że to nie karma, tylko taki sposób żeby umilić sobie czas z "tym skompilowanym"? Aż tak? No cóż, czytałam i czytałam, jestem skompilowana do obłędu, ale grunt że taki męski mózg nie odpuszcza, dopóki nie sprawdzi skąd kapie i dlaczego. I już się zdawało, że ratuje sytuację...

No to jak nie mogłam już siedzieć grzecznie, narozrabiałam trochę na tej linii. Żeby nie powiedział że wszystko przyszło gładko, jedna linijka dostała skrzydeł od wiatru. I sprawdziło się, pan wiatronogi zjawił się co do joty.

To może teraz zaczynam tę turezyjską robotkę na szydełku, mam wkręty, mam żyłkę, mam wszystko czego trzeba. Koronkowe igielniki też się znajdą, chociaz mało ćwiczyłam w ostatnim czasie. Ale szaliki to były tylko próby z drutami, więc jakoś się opanuje. Tylko nerwy jak puścią to boli naprawdę ponad miarę, aż się bałam RZSu jak koleżanka która to miała...


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia trudno się nie zgodzić, pięknie wyszło trzeba przyznać. To taka rodzina z silnymi kobietami i panami trochę na boku... te długowieczne panny, mocna babka, legendarna matka. On wyrósł w tym wszystkim, ojciec raczej bez większego znaczenia, za to babka i matka to był fundament. Wojskowa akademia go pewnie trochę ogarnęła, ale założę się że miał tam sporo luzu. No i ta Cesarzowa wyszła u niego naprawdę świetnie. I żona pasuje, bystra i twarda kobieta.

Mnie sprawdzają ile razy jeszcze dam się wciągnąć w stare klimaty 🙂 jeden po drugim... cóż, przyznam że trochę jeszcze korci, ale już z daleka widzę co się szykuje i jakoś udaje mi się przytomnie ominąć pułapki. Po czasie zawsze wychodzi że miałam rację.

No właśnie mówię, karma też jest, u mnie. Ten ostatni to jak żywo. Jego też dotknęło, połączenie przepaliło styki.

Męski mózg to skarb, doceniaj bo niejednemu naprawdę brakuje kawałka 😀

Fajnie że już zaczyasz tę kapę tunezyjską. Pamiętam do dziś pewien marokański koc który chciałam wydębic od pewnych Włochów, niestety argumentów mi brakło, no i nie chciałam się za bardzo wypstrykać z zasobów... koca nie dostałam, ale popatrzyłam w takie niebieskie oczęta, że w Polsce nawet podobnych nie widziałam 🙂

A ty keto diety byś nie spróbowała? Na różne sprawy pomaga, w szczególności na nerwy. Odstawia się świńskie węgle i można się zdziwic ile w człowieku siły z koczownika. Próbowałam lchf i byłam zaskoczona, stawobóle znikneły a i kilka upartych kilo przy okazji też.


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2562

@nina.1 no słuchaj, u mnie z dietą to trochę inna historia niż keto... schudłam 20 kg, ale bardziej przez chorobę niż z własnej woli. Jadłam de facto mało albo w ogóle, a w pewnym momencie zrobiłam sobie badania hormonalne i się przeraziłam, bo brakowało mi konkretnych substancji i organizm po prostu dostał kryzysu.

Co do wieprzowiny, jedna z koleżanek mi kiedyś mówiła że ma ketozę i że właśnie mięso świni może rozwalać hormony, bo zwierzęta mają inną dietę niż człowiek... hmm, nie wiem na ile to potwierdzone, ale jakoś mi to zostało w głowie.

Ciekawe jak na mnie zadziałał mój kot. Dosłownie przez pare miesięcy pilnował mnie, trzymał mnie przy normalnym jedzeniu i w końcu złapałam równowagę. Zabawne trochę, bo ja kiedyś ratowałam jego zdrowie kiedy był za gruby od taniej karmy, a teraz on mnie ogarnął. Mam teraz BMI w normie jak na mój wiek, ale ciągle nie wiem jak pozbyć sie nadmiaru limfy i tej ostatniej reszty.

Z tymi stawobólami serio mamy z koleżanką podobną historię i lekarze nie chcą słyszeć, od razu mówią o operacjach. A u mnie to było złamanie ręki przy ćwiczeniach na siłce i woda poszła w szkielet. Siedziałam przy leżącym inwalidzie, bez możliwości wyjścia, bez pracy... i te kilogramy po prostu doszły.

Kapa jest naprawdę dobrym pomysłem, mam włóczek od cholery, stare i zniszczone, ale kolorowe. Teraz piję głównie wodę z magnezem, bo organizm potrzebuje właśnie tego. Stawiam na bioterapię i wahadło, kontroluję wapń żeby nie skończyć z tężyczką.

A ty miałaś coś na stawach, jakiś stan zapalny? U mnie to akurat od niepicia... tak to bywa wlasnie 🙂


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia ze stawami to u mnie tak naprawdę nie było klasycznego obciążenia, bo najgorzej było po lewej stronie, wiec raczej nie to... bałam się że to początki rzs, ale lchf z przerywanym postem 8/16 rozwiązały sprawę i problemy gdzieś przepadły. Teraz jem właściwie co mi się podoba, węgle głównie proste bo jestem łasuchem bez opamiętania 🙂 Przy tej koroniastej infekcji co mnie dorwała ugotowałam sobie garnek ziemniaków, sama nie wiem czemu bo normalnie za nimi nie przepadam, ale organizm swoje wie i jak chce to dostaje heh. Jak stanę z powrotem na nogi to się wybiorę gdzieś poskakać w tanecznym klimacie, zrzucę co przybrałam.

A ten mix kulturyści plus poeci to faktycznie ciekawe zestawienie haha. U mnie dominują muzycy - kumple z klasą, fajni ludzie. No i babek też mam niemało, bo lubię dziewczyny w towarzystwie. Pierwsze lody są zwykle ciężkie do przebicia, ale jak już kogoś polubię to na poważnie 🙂


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2562

@nina.1 dobrze, czytałam sobie ten temat i trochę mi się skojarzyło z naszą rozmową... jedna z koleżanek pisała wyżej o Trumpie i tej całej historii z gwiazdką porno, i właśnie o tym chciałam napisać, bo radiestezyjnie podobno to sprawdzone, więc nie chodzi tylko o euforie ze zwycięstwa. Taki wielki facet, a w środku wielkie nic, to człowieka może doprowadzić prawie do obłędu, usprawiedliwionego zreszta. I jeszcze może mu się zachcieć kogoś znowu utłuc, wiadomo.

U mnie teraz rządzi burak w różnych odsłonach, w lodówce siedzi schabik z czosnkiem gniecionym, taki domowy i prosty. A te stawobóle... podobno to kwestia kolagenu, przynajmniej u mnie tak jakby wyglądało. Chociaż teraz coś mi blokuje przewód pokarmowy, może za mało jem albo źle kombinuję.

Uwielbiam Różańskiego, jestem nawet gdzieś na jego ziołowym forum, ale FB mi teraz pokazuje same powiadomienia i to irytujące. Chciałam trochę pooglądać co koleżanki piszą na święta, ale u nich to wystarczy jeden kwadrat w horoskopie i już trzeba płacić... za dużo kasy żeby chorować, mam obcykane przez znajome wszystkie fora o jedzeniu, bo firma musi być vege, inaczej ani rusz.

I wiesz, zastanawiam się dlaczego kasa idzie w plecy i w ogóle życie jakoś tak nie bardzoo przebiega. Bo u mnie mam trudne aspekty, wszystkie niby poustawialy sie w sekstylach w tranzycie, a ja mam samy kwadraty. To dlatego tak?

I ten piękny śnieżek padł... nie cieszę się specjalnie, bo mam już trzecią noc z rzędu stan zapalny w kręgach 🙁

Trza więc uważać na te psychiatryczne rządy! A Tobie polecam czosnek, jeżówkę i bez czarny, to wirusy trochę odpuszczą. Jest u was przymrozek?

Co do gry, graj jak intuicja dyktuje, i jeśli podświadomie czujesz awersję do drewnianych pałeczek to nie katuj perkusji na siłę. Wełnę można jeszcze jakoś uprać, perkusji nie bardzo 🙂

Ale wyczułam tego Trumpa, serio!


Odpowiedz
Wpisy: 2562
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

no i widzisz, przyszła ta pełnia, a do tego węzły w koniunkcji na Ascendencie, Merkury, Mars i Słonce na Descendencie naprzeciwko. U nas tego nie widac niestety, ale za oceanem to już tak.


Odpowiedz
Wpisy: 2562
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

no i widzisz, ta pełnia z węzłami na AC i opozycją Merkury-Mars-Słońce na DC to nie przelewki. U mnie tutaj, w niecce mazowieckiej, też coś wyraźnie "gra" pod nogami.

Muszę ci powiedzieć że znalazłam sobie kolejny powód złego samopoczucia, jakby poprzednich było mało. Nie wiem jak tam u was w górach, ale tutaj dosłownie wrze. Jestem na tych mazowieckich piachach i bagnistym gruncie blisko dorzecza Narwi i Buga, jakieś 6 km od Wisły i czuję wyraźnie, że rejon staje sie coraz bardziej aktywny sejsmicznie i cieplnie. Takie wulkaniczne sąsiedztwo mimo że nie wprost.

Sytuacja jest napięta nie tylko geopolitycznie, włączają się jakby różne wewnętrzne systemy alarmowe, i to nie tylko moje.

Kiedy swego czasu aktywne były wulkany na Stromboli i Krakatoa, dzwoniły u mnie szklaneczki, a struny urwało w gitarze która stała bez osłony, na szczęście w tej naprawianej, nie wernisowanej. Dzisiaj zrezygnowałam nawet z jedzenia, zwierzaki dostały śniadanie wcześniej niż zwykle, bo same chciały.

Wibracje idą od gruntu i ja to nie tylko czuję ale i słyszę, taki przeciągły dźwięk i drżenie całego budynku. Ostry rezonans. Grawitacja zmierza ku midpunktom i kwadratom. Księżyc po tej pełni przecina właśnie midpoint Jowisza/Saturna w Wodniku, w kwadracie układają się Uran z Marsem i jak wiadomo opozycja tych planet wróży wypadki. Moja chęc na gotowanie kuchni śródziemnomorskiej nie pochodzi wyłącznie z żołądka, zwierzęta też są niespokojne, pobrudziły nawet własne leżaki. Dobrze że są zmywalne, uprzątnę szybciej, tylko żeby już wyjść z tego wirażu geo...

Pewnie będzie o tych układach głośno, bo symetrycznie względem Księżyca nie tylko Słońce układa się w kwadracie, ale też układ Pluton-Wenus kontra Neptun. Masa wiadoma.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia to w porządku, przynajmniej wiem że nie tylko mnie coś wytrąca z rytmu. Patrzyłam na te tranzyty i ten kwadrat Uran Saturn na moich osiach robi naprawdę sporą demolkę, ale jak widze że to szersze zjawisko to jakoś lżej 😉 Igła i tak sama się znajdzie, wiadomo kiedy, w najmniej spodziewanym momencie heh.

Co do szycia to sam też teraz jakoś nie mam do tego ciągot. Za to granie wróciło, Neptun chyba musi się do czegoś przydać, skoro przez resztę czasu tylko miesza w głowie 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 2562
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

właśnie, bo ja próbowałam to jeszcze raz sprawdzić w swoim układzie i nie wyszła mi w skrypcie Królowa Kieliszków... nie mam pojęcia dlaczego tak się stało, ale tak właśnie jest.


Odpowiedz
Wpisy: 2562
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

sama to zauważyłam, masz takie lękowe nastawienie do tego wszystkiego... jakbyś podświadomie czekała na tę bierność, 9 Mieczy wychodzi i to mówi samo za siebie. To nie może tak zostać, bo daleko tak nie zajedziesz. To nie jest zabawa z facetami, to jest ucieczka... i te niepokoje, prawne, rządowe, to też może się gdzieś z tym wiązać.

Pisałam już że Tarot odpowiada jak kij w ryj, co najmniej raz wyszło że im nie wyjdzie to zwodzenie i siebie i innych, i że coś zostanie "po staremu". Ale nie pamiętam przy którym układzie dokładnie, trzeba by sprawdzić gdzie teraz jest mikrouderzenie, bo mnie wciąż wali.

No i przypomina mi się coś z podświadomych wizji, że nie wszystko między Willim a Kate było w porządku.

Postaw sobie, łatwiej się widzi na cudze sprawy... na to ich małżeństwo.

A tak swoją drogą, cieszę się czasem ze swoich wyborów, że jestem nieżonata, chociaż żona by się gdzieniegdzie przydała, taka co by nosiła zakupy i pilnowała chorych 😉 Ale dla zwierząt zrobię co sie da i one to czują, inaczej by nie przychodziły i nie prosiły o pomoc. Chyba bym zwariowała gdyby mi się urodziło dziecko wymagające opieki na stałe, musiałabym do pracy chodzić bez przerwy...

Moja czarna kumpela ma teraz ciężko, to nie autyzm, to nerwowy paraliż... i na hipoterapię nie chce chodzić bo się boi koni. Ja byłam jeźdźcem i łyżwiarzem z zamiłowania, więc jedna z koleżanek ze znajomych nie tylko dlatego sugerowała jazdę konną i bractwa rycerskie 😀 Kumple też, Orkony, misiury... nieraz spadałam przy dużej prędkosci i uwielbiam klasztory buddyjskie, te z tygrysami, tylko nie te w Tajlandii.

Knit pro zamówiłam w końcu, jedzie razem z czymś z pasmanterii. Mam dosyć i chandre straszną po tym niby żartowaniu sobie i straszeniu nas przez tego trampka w internecie w Warszawie...

Uuuuj...


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia wiesz co, to co piszesz o tych lękach trochę mnie dziwi... bo sama się czuję w porządku psychicznie, pracuję sporo z podświadomością i wydaje mi się że raczej wytrząsam z siebie ostatnie resztki tego wszystkiego niż żeby to było jakieś głębsze zakorzenienie. W tej odwróconej karcie widzę właśnie takie stanie na głowie, co mnie męczyło to teraz odpływa. Nawet z tym co nazywam wewnętrznie "kieliszkową" dałam radę sobie lepiej. Pan jesień też jakby wpisuje się w ten proces oczyszczania. Szczerze, nie mam sobie wiele do zarzucenia, a na koniec zainteresowany dostał co dostał, bez niepotrzebnych emocji i owijania w bawełnę.

Tu po prostu się wybebeszam żeby trochę odpuścić, po ludzku 😉

No i jest jeszcze kwestia tych intuicji które odrzuciłam... on sprawiał wrażenie człowieka z dużą wrażliwością, taką nerwową wręcz. Intuicyjnie kojarzyłam go z pewnym układem kart, ale relacja była za krótka żeby to jakoś zweryfikować. Wybrałam inne przeczucie, hm. Teraz już sie nie dowiem jak bylo, i może dobrze.

Co do nieżonatego życia, ja też i nie żałuję, bo chyba nie nadaję się do tej roli, przynajmniej nie w klasycznym wydaniu. Nie ma tu już czego szukać, rozczytałam co i jak. Dzieci na szczęście zdrowe, bez koni i ziół dajemy radę 🙂 Łyżwy owszem, ale koń to raczej do pogłaskania, za bardzo sportowa nigdy nie byłam.

Ten knit fajny, sama się zastanawiam teraz nad werble. Kusi żeby zacząć budować zestaw powoli.


Odpowiedz
Wpisy: 2562
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

RZS mnie nie przeraża, bo krawieciwo to mój drugi zawód w zasadzie 🙂

Będę dziergać tunezyjski kardigan albo matę, to już mam niejako "w zestawie". W razie czego ubiorę coś porządnego, nie szmatę. Tobie polecam wełnę i wełnianą matę, najlepiej z dodatkiem jakiegoś inszego włókna które stabilizuje i odstraszy mole. Ja mam taką, dostałam nawet w prezencie.

Erratę bym zamieściła, cholera, ale widzę że jakoś sobie poradziłaś. Pytaj jak co, nie zaszkodzi.

U nas w Wawie śniegi... nie wiem jak na granicy. Nikt się nie odzywa, jakby wyłączyli telefony we Wrocku, ale niech im tam. Tylko z ładnej pogody nic nie będzie, jakby nas kopnął jakiś kurier to i dobrze, icing za to złoty bo zgarnęłam ostatki, firma może im coś jeszcze załatwi. W nocy nagle zrobiła się zima.

Ziemniaki mają witaminę C, a ja wyobraź sobie wyleczyłam bóle kręgosłupa i koszmarny stan zapalny... burakiem. Barszczem po prostu. Węgli nie polecam, bo moja szkółka czarownic pije ziółka właśnie po to żeby węgle obniżyć. Szałwia np., albo morwa. Wiec dodatki cukrów minus cukry... ciekawe co z tego wynika 🙂

Wenus ma u mnie trudne aspekty ale nie zamierzam z tym walczyć. Środowisko to jedno, przyjaciólka z mężem to drugie i jej męża nie zagarniam, mam swoje preferencje. Tak to leci. Trzeba patrzeć po aspektach i po charakterze, imo.

Postawiłabyś na święta czy może po świętach? Może będą jakieś zmiany w rządach, bo chyba nie wytrzymają.

A z poetą wygrałam lewą rączką na rękę. A mówił że ma power...


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia kardigan to rzeczywiście coś innego niż mata, rację masz. Matę człowiek położy i od czasu do czasu po niej postoi, ale kardigan to już coś co można ludziom pokazać 🙂

U nas też biało i szaro, mokry śnieg i ogólnie paskudztwo. Siedzę w domu i jakoś nie boli mnie z tego powodu. Co do węgli prostych to rozumiem, że bez nich inaczej funkcjonujesz, ale ciekawa sprawa z tą czekoladą, że akurat ona tak wyraźna w smaku. Zioła znam, piję od dawna różne rzeczy, tu niedaleko mam jednego znajomego co się na tym zna, skuteczny chłop, ma swoje receptury. Te gorzkie mieszanki naprawdę działają, żołądek, hormony, różne rzeczy. Różańskiego czytałam pobieżnie, ale sama nie mieszam, za mało czasu żeby to ogarnąć jak należy. No i brak ziemi w horoskopie swoje robi, do roślin suchych reki nie mam dosłownie 😉

Co do rządu na święta, no... pociągnęłaś temat. XV i XVII, na końcu 6 kielichów, to nie wróży niczego dobrego szczerze mówiąc. Będzie zmiana, ale taka że zatęsknimy za tym co mamy. W białych rękawiczkach, kulturalnie, tak że nie od razu się połapiemy. A jak się połapiemy to już będzie po ptokach. Przykro patrzeć na te karty, serio mi smutno.


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2562

@nina.1 ojej, ten brak ziemi to potrafi narozrabiać, serio... ja też go mam i tak patrząc na siebie wiem, że wszystko trzeba się uczyć przez rozum, bo intuicja intuicją ale bez zakorzenienia człowiek się po prostu rozłazi. Jedna z koleżanek pisała wcześniej właśnie o tym samym, że z dnia na dzień, niespodziewanie, zdrowa i relatywnie młoda osoba nagle się czuje jak zużyta, bez energii, i to strasznie trafne określenie.

Też czytam jedną rzecz po kilka razy zanim mi coś zostanie, ehh.

I ten wątek z uczuciem... wiem co to znaczy bać się, że jak się wciągnie to nie ma już odwrotu. że albo wszystko albo nic, żadnej złotej środkowej. woda właśnie tak działa, nie ma czegoś w połowie.

Ale może nie zawsze to jest takie złe? No bo może raz to zadziała do końca, w tę dobrą stronę. Trudno się bać zawczasu czegoś, co jeszcze się nie wydarzyło, choć rozumiem ten odruch doskonale 🙂


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 962

@cichaenergia no dobra, skoro tu pusto i nikt nic nie pyta, to dawaj 🙂 w nocy napisał do mnie pewien eksus. Pół roku ani słowa, a wczoraj mu nagle odbiło, tyle że skasował wiadomości zanim zdążyłam przeczytać. Ciekawa jestem czego właściwie chciał... i zastanawiam się, czy w ogóle dawać znak życia, czy może lepiej siedzieć cicho. hmmm?


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2562

@nina.1 ojej, no to historia... eksus który pisze w nocy, kasuje wiadomości i znika to naprawdę dziwna kombinacja. Jakby chciał żebyś wiedziała że istnieje, ale jednocześnie nie wiedziała po co się odezwał. Trochę jakby rzucił kamień w wodę i uciekł.

Mam wrażenie że to takie "sprawdzanie terenu" z jego strony, czy jesteś dostępna, czy zareagujesz. I właśnie dlatego myślę że milczenie jest tu mądrzejszym wyborem. Bo jak się odezwiesz, to dajesz mu odpowiedź na pytanie które sam się boi zadać wprost. A jeśli ma coś ważnego do powiedzenia, to znajdzie sposób żeby to zrobić normalnie, nie uciekając po fakcie.

Pół roku ciszy i nagle nocna wiadomość po ktorej nie ma śladu... to nie jest ktoś kto ma konkretny powód. To ktoś kto po prostu za czymś tęskni, ale sam nie wie za czym. I ty nie musisz mu w tym pomagać 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 2562
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

dobrze więc jest dobra wiadomość, igła się znalazła 🙂 siedziała w torbie przyklejona do resztek materiału i spokojnie czekała. Sprawdziłam też całą tę strefę o której pisałaś i wszystko się zgadza. Jedna z koleżanek coś podobnego opisywała ostatnio, świadomość wraca i rzeczy same "wskakują" na miejsce. Chciałabym żebym zawsze tak miała tę jasność... ale 20 zł ubyło, 1,5 przybyło, takie życie. Za to świadomość siebie rośnie, bo karma, nawet ta realna, nie ma nic wspólnego z emocjami patrząc od strony materialnej.

Zatrzymałam się w pędzie do sklepu gotowa wykupić wszystkie chrzany, dobrze że się zatrzymałam.

Coś mi nie działa w systemie, platforma zero odpowiedzi daje, może przez te ogólne zamieszanie wszędzie, bo musi być dominacja, no to jest... trochę oszukana ta nasza squaw. Ale rozbawić potrafi i ten trampix nie będzie się tak stawiał, zwłaszcza że do niedawna istniał podobny... Czasy Anjin-sana 🙂

Zwierzęta leczniczo gruchają, ciśnienie mi się ustabilizowało, już czytam bez pomiarów jak kiedyś aurę.

Kocham znów po latach, i to nie tylko siebie. Piwa dajcie... microfiltered podobno ma efekt hormonalny, a i krążenie wspiera to i tak będzie wszystko jedno. Na Ukrainie którą znam gadaliśmy po rosyjsku, bo mają podobny język, to Ruś kijowska. Mama filolog słowiański, babcia germański, same doktoraty, to i mnie wzięło...

Za to zen, absolutnie nikt mi nie jest w stanie zabrać.

Kocham... nie wiem tylko czy bardziej medytacje czy faceta 🙂 "Góra" sugeruje inaczej, piana chmielowa przypomina o przeciwzapalnych, klawiatura nie działa jak trzeba, jajka w kurniku, sąsiedzi w sklepiku siedzą. Chciałam kupic ryż dla zwierząt, wymówiłam się że zrobię paprykarz i zagłodziłam organizm, to teraz mam swoje.

Do dzieła więc. Era niepewności w słodkiej atmosferze dziecinnej sprawności przeminęła.

Po wróżby proszę do aktualnego wątku.

I sławię Mokoszę, po słowiańsku niech będzie, Ukraina też niech się cieszy, Białoruś na spółkę przynajmniej ze Świąt. Pozdrówka.

Przy okazji, jak ich wykorzystywali czasem... Polaków różne firmy budowały za państwowe pieniądze, ale jak wzięły Ukraińców, płaciły im 2 zł za godzinę, Polakowi w tamtym czasie trzeba było co najmniej 7 dać. Myśmy wtedy za rządówki uprawiali za złotówki, ogiery i klacze, w Niemczech to były sobacze czasy. Trzeba bylo komuś gnój przerzucać a Polak potrafi, wysługiwać za złotówkę mafii. Za to studia były za darmo, ale na Zachodzie. Dlaczego oni z Tatarem nic wspólnego nie mają?


Odpowiedz
Wpisy: 2562
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Przepraszam za bałagan, komputer mi działa jak chce, jakby ktoś obcy go obsługiwał... tym razem jednak jakoś się udało normalnie połączyć.

Muszę się leczyć, mam okropne zapalenie i to nie żarty. Ale do rzeczy - to co napisałam wcześniej to prawda, i te karty też się zgadzają co do kasy i meniów, a co do teatru... no wiesz co mam na myśli.

Sama mam swoje problemy ze zdrowiem, ręce i noga bardzo bolą, nerki też dały znać o sobie, ale nie odpuszczam. Gram na synth mimo wszystko, bo jak nie kijem to pałką, prawda? Rodzina jest przeciwko mnie w tym wszystkim, myślą że mi chodzi o jakieś zabobony, a ja im tłumaczę spokojnie że po prostu nie rozumieją tematu. Leczę się gimnastyką i Wu Shu. Tai Chi Quan to naprawdę świetna rehabilitacja, szczególnie dla kręgosłupa i rąk, trochę jak joga ale mniej obciążająca ciało. Do tego wspieram się wahadłem i chromoterapią. Miałam też żarówki do naświetlań, ale kot narobił kłopotów, więcej problemów niż pożytku ostatnio z tym zwierzakiem...

A tak w ogóle, czym wy leczycie skrofuły? Ciekawa jestem co stosujecie.


Odpowiedz
Udostępnij: