Skopiowałam to z innego forum, bo myślę że warto żebyście zobaczyly, jak wygląda pewien schemat... nie tyle o konkretnej osobie chodzi, co o sam mechanizm działania tych nowoczesnych systemów, które pozornie oferują coś dobrego, a tak naprawdę działają zupełnie inaczej.
Ktoś wyżej pisał o tej historii z igłami do maszyny - kupiła pięć, oznakowanych trochę inaczej niż zwykłe, i jedna po prostu zniknęła. Szukała z magnesem, z wahadełkiem, przetrzasnęła wszystko... znalazły się metalowe spinki, znalazły się papierki po igłach, nawet te dwie co spadły na podłogę - ale tej piątej jak nie ma tak nie ma. No i pytanie, które mnie zastanawia: gdzie coś się podziewa, skoro nic w przyrodzie nie ginie?
Sama znam to uczucie zreszta. Jedna z koleżanek na forum napisała kawał o blondynce zamkniętej z dwiema żelaznymi kulkami - jedną zgubiła, drugą zepsuła. Śmiałam się, bo sama mam podobnie od dzieciństwa i nie jest to tylko kwestia roztargnienia czy lęku. Moje "chłopaki" zresztą też tak mają, więc może coś w tym jest głębszego...
No i właśnie dlatego czasem zamykam się na dłuższy czas i nie odzywam się zbytnio. Ale grunt, ze takie tematy też tu mamy, parapsychologiczne i całkiem serio traktowane 🙂
To w porządku, klasyczna sprawa z tymi igłami, moja żona też narzeka że raz jej coś wypadło z robótki i znalazła to półtora metra dalej pod komodą. Nie wiadomo jak to się dzieje, fizyka chyba rządzi się tu własnymi prawami 🙂
Co do mnie, to na razie nic mistycznego nie odnotowuję. Ale spać ostatnio nie mogę, jakaś nerwowość i napięcie, może to przez zmianę sezonu, zima idzie... człowiek to czuje chyba podświadomie, organizm się przestawia.
Blondynki mają łatwiej, zapamiętajcie to sobie 😉
haha no tak, z magnesem to był pomysł, ale widać igła podskoczyła dalej niż myślałam... może rzeczywiście pod drugą komodę. Miotła też jakoś nie pomogła, chociaż przeczesałam dokładnie przedpokój, no ale co zrobić.
Dobrze że te maszyny do szycia mnie w sumie nie dotyczą, bo ceny poszły mocno w górę, nawet po tak zwanym czarnym weekendzie sprzęt krawiecki jest drogi. Więc zostawię temat.
Za to siadłam do szydełka tunezyjskiego i mam zamiar wyhaftować coś na polarowym combi. Ozdoby na samej bluzie i tak nie rzucają się w oczy, a w fajnych kolczykach przy tym zimnie jakoś gorzej słychać 🙂 Czapka albo kaptur to co innego, tam każdy patrzy, więc warto się postarać z haftem albo filcowaniem.
Przy tej zimnie, nawet jeśli powyżej zera, pleśń robi swoje... znowu wyciągnęłam z lodówki zapleśniały słoiczek mimo że był zamknięty, intuicja jak zwykle w punkt heh. Na szczęście miałam suszone spaghetti, wyszło taniej, i jakiś barszczyk się znalazł, więc kawka na rozgrzewkę nie była nawet potrzebna.
A co do igły to szkoda by było stracić, bo to chyba nie "Schmelz" tylko jakiś inny system, takie oznaczenie maszynowe, kółeczko z różdżką w środku. To może być Łucznik, ale nie jestem pewna, wiesz coś o tym?
no i widzisz, przyszła ta pełnia, a do tego węzły w koniunkcji na Ascendencie, Merkury, Mars i Słonce na Descendencie naprzeciwko. U nas tego nie widac niestety, ale za oceanem to już tak.
no i widzisz, ta pełnia z węzłami na AC i opozycją Merkury-Mars-Słońce na DC to nie przelewki. U mnie tutaj, w niecce mazowieckiej, też coś wyraźnie "gra" pod nogami.
Muszę ci powiedzieć że znalazłam sobie kolejny powód złego samopoczucia, jakby poprzednich było mało. Nie wiem jak tam u was w górach, ale tutaj dosłownie wrze. Jestem na tych mazowieckich piachach i bagnistym gruncie blisko dorzecza Narwi i Buga, jakieś 6 km od Wisły i czuję wyraźnie, że rejon staje sie coraz bardziej aktywny sejsmicznie i cieplnie. Takie wulkaniczne sąsiedztwo mimo że nie wprost.
Sytuacja jest napięta nie tylko geopolitycznie, włączają się jakby różne wewnętrzne systemy alarmowe, i to nie tylko moje.
Kiedy swego czasu aktywne były wulkany na Stromboli i Krakatoa, dzwoniły u mnie szklaneczki, a struny urwało w gitarze która stała bez osłony, na szczęście w tej naprawianej, nie wernisowanej. Dzisiaj zrezygnowałam nawet z jedzenia, zwierzaki dostały śniadanie wcześniej niż zwykle, bo same chciały.
Wibracje idą od gruntu i ja to nie tylko czuję ale i słyszę, taki przeciągły dźwięk i drżenie całego budynku. Ostry rezonans. Grawitacja zmierza ku midpunktom i kwadratom. Księżyc po tej pełni przecina właśnie midpoint Jowisza/Saturna w Wodniku, w kwadracie układają się Uran z Marsem i jak wiadomo opozycja tych planet wróży wypadki. Moja chęc na gotowanie kuchni śródziemnomorskiej nie pochodzi wyłącznie z żołądka, zwierzęta też są niespokojne, pobrudziły nawet własne leżaki. Dobrze że są zmywalne, uprzątnę szybciej, tylko żeby już wyjść z tego wirażu geo...
Pewnie będzie o tych układach głośno, bo symetrycznie względem Księżyca nie tylko Słońce układa się w kwadracie, ale też układ Pluton-Wenus kontra Neptun. Masa wiadoma.
właśnie, bo ja próbowałam to jeszcze raz sprawdzić w swoim układzie i nie wyszła mi w skrypcie Królowa Kieliszków... nie mam pojęcia dlaczego tak się stało, ale tak właśnie jest.
sama to zauważyłam, masz takie lękowe nastawienie do tego wszystkiego... jakbyś podświadomie czekała na tę bierność, 9 Mieczy wychodzi i to mówi samo za siebie. To nie może tak zostać, bo daleko tak nie zajedziesz. To nie jest zabawa z facetami, to jest ucieczka... i te niepokoje, prawne, rządowe, to też może się gdzieś z tym wiązać.
Pisałam już że Tarot odpowiada jak kij w ryj, co najmniej raz wyszło że im nie wyjdzie to zwodzenie i siebie i innych, i że coś zostanie "po staremu". Ale nie pamiętam przy którym układzie dokładnie, trzeba by sprawdzić gdzie teraz jest mikrouderzenie, bo mnie wciąż wali.
No i przypomina mi się coś z podświadomych wizji, że nie wszystko między Willim a Kate było w porządku.
Postaw sobie, łatwiej się widzi na cudze sprawy... na to ich małżeństwo.
A tak swoją drogą, cieszę się czasem ze swoich wyborów, że jestem nieżonata, chociaż żona by się gdzieniegdzie przydała, taka co by nosiła zakupy i pilnowała chorych 😉 Ale dla zwierząt zrobię co sie da i one to czują, inaczej by nie przychodziły i nie prosiły o pomoc. Chyba bym zwariowała gdyby mi się urodziło dziecko wymagające opieki na stałe, musiałabym do pracy chodzić bez przerwy...
Moja czarna kumpela ma teraz ciężko, to nie autyzm, to nerwowy paraliż... i na hipoterapię nie chce chodzić bo się boi koni. Ja byłam jeźdźcem i łyżwiarzem z zamiłowania, więc jedna z koleżanek ze znajomych nie tylko dlatego sugerowała jazdę konną i bractwa rycerskie 😀 Kumple też, Orkony, misiury... nieraz spadałam przy dużej prędkosci i uwielbiam klasztory buddyjskie, te z tygrysami, tylko nie te w Tajlandii.
Knit pro zamówiłam w końcu, jedzie razem z czymś z pasmanterii. Mam dosyć i chandre straszną po tym niby żartowaniu sobie i straszeniu nas przez tego trampka w internecie w Warszawie...
Uuuuj...
RZS mnie nie przeraża, bo krawieciwo to mój drugi zawód w zasadzie 🙂
Będę dziergać tunezyjski kardigan albo matę, to już mam niejako "w zestawie". W razie czego ubiorę coś porządnego, nie szmatę. Tobie polecam wełnę i wełnianą matę, najlepiej z dodatkiem jakiegoś inszego włókna które stabilizuje i odstraszy mole. Ja mam taką, dostałam nawet w prezencie.
Erratę bym zamieściła, cholera, ale widzę że jakoś sobie poradziłaś. Pytaj jak co, nie zaszkodzi.
U nas w Wawie śniegi... nie wiem jak na granicy. Nikt się nie odzywa, jakby wyłączyli telefony we Wrocku, ale niech im tam. Tylko z ładnej pogody nic nie będzie, jakby nas kopnął jakiś kurier to i dobrze, icing za to złoty bo zgarnęłam ostatki, firma może im coś jeszcze załatwi. W nocy nagle zrobiła się zima.
Ziemniaki mają witaminę C, a ja wyobraź sobie wyleczyłam bóle kręgosłupa i koszmarny stan zapalny... burakiem. Barszczem po prostu. Węgli nie polecam, bo moja szkółka czarownic pije ziółka właśnie po to żeby węgle obniżyć. Szałwia np., albo morwa. Wiec dodatki cukrów minus cukry... ciekawe co z tego wynika 🙂
Wenus ma u mnie trudne aspekty ale nie zamierzam z tym walczyć. Środowisko to jedno, przyjaciólka z mężem to drugie i jej męża nie zagarniam, mam swoje preferencje. Tak to leci. Trzeba patrzeć po aspektach i po charakterze, imo.
Postawiłabyś na święta czy może po świętach? Może będą jakieś zmiany w rządach, bo chyba nie wytrzymają.
A z poetą wygrałam lewą rączką na rękę. A mówił że ma power...
dobrze więc jest dobra wiadomość, igła się znalazła 🙂 siedziała w torbie przyklejona do resztek materiału i spokojnie czekała. Sprawdziłam też całą tę strefę o której pisałaś i wszystko się zgadza. Jedna z koleżanek coś podobnego opisywała ostatnio, świadomość wraca i rzeczy same "wskakują" na miejsce. Chciałabym żebym zawsze tak miała tę jasność... ale 20 zł ubyło, 1,5 przybyło, takie życie. Za to świadomość siebie rośnie, bo karma, nawet ta realna, nie ma nic wspólnego z emocjami patrząc od strony materialnej.
Zatrzymałam się w pędzie do sklepu gotowa wykupić wszystkie chrzany, dobrze że się zatrzymałam.
Coś mi nie działa w systemie, platforma zero odpowiedzi daje, może przez te ogólne zamieszanie wszędzie, bo musi być dominacja, no to jest... trochę oszukana ta nasza squaw. Ale rozbawić potrafi i ten trampix nie będzie się tak stawiał, zwłaszcza że do niedawna istniał podobny... Czasy Anjin-sana 🙂
Zwierzęta leczniczo gruchają, ciśnienie mi się ustabilizowało, już czytam bez pomiarów jak kiedyś aurę.
Kocham znów po latach, i to nie tylko siebie. Piwa dajcie... microfiltered podobno ma efekt hormonalny, a i krążenie wspiera to i tak będzie wszystko jedno. Na Ukrainie którą znam gadaliśmy po rosyjsku, bo mają podobny język, to Ruś kijowska. Mama filolog słowiański, babcia germański, same doktoraty, to i mnie wzięło...
Za to zen, absolutnie nikt mi nie jest w stanie zabrać.
Kocham... nie wiem tylko czy bardziej medytacje czy faceta 🙂 "Góra" sugeruje inaczej, piana chmielowa przypomina o przeciwzapalnych, klawiatura nie działa jak trzeba, jajka w kurniku, sąsiedzi w sklepiku siedzą. Chciałam kupic ryż dla zwierząt, wymówiłam się że zrobię paprykarz i zagłodziłam organizm, to teraz mam swoje.
Do dzieła więc. Era niepewności w słodkiej atmosferze dziecinnej sprawności przeminęła.
Po wróżby proszę do aktualnego wątku.
I sławię Mokoszę, po słowiańsku niech będzie, Ukraina też niech się cieszy, Białoruś na spółkę przynajmniej ze Świąt. Pozdrówka.
Przy okazji, jak ich wykorzystywali czasem... Polaków różne firmy budowały za państwowe pieniądze, ale jak wzięły Ukraińców, płaciły im 2 zł za godzinę, Polakowi w tamtym czasie trzeba było co najmniej 7 dać. Myśmy wtedy za rządówki uprawiali za złotówki, ogiery i klacze, w Niemczech to były sobacze czasy. Trzeba bylo komuś gnój przerzucać a Polak potrafi, wysługiwać za złotówkę mafii. Za to studia były za darmo, ale na Zachodzie. Dlaczego oni z Tatarem nic wspólnego nie mają?
Przepraszam za bałagan, komputer mi działa jak chce, jakby ktoś obcy go obsługiwał... tym razem jednak jakoś się udało normalnie połączyć.
Muszę się leczyć, mam okropne zapalenie i to nie żarty. Ale do rzeczy - to co napisałam wcześniej to prawda, i te karty też się zgadzają co do kasy i meniów, a co do teatru... no wiesz co mam na myśli.
Sama mam swoje problemy ze zdrowiem, ręce i noga bardzo bolą, nerki też dały znać o sobie, ale nie odpuszczam. Gram na synth mimo wszystko, bo jak nie kijem to pałką, prawda? Rodzina jest przeciwko mnie w tym wszystkim, myślą że mi chodzi o jakieś zabobony, a ja im tłumaczę spokojnie że po prostu nie rozumieją tematu. Leczę się gimnastyką i Wu Shu. Tai Chi Quan to naprawdę świetna rehabilitacja, szczególnie dla kręgosłupa i rąk, trochę jak joga ale mniej obciążająca ciało. Do tego wspieram się wahadłem i chromoterapią. Miałam też żarówki do naświetlań, ale kot narobił kłopotów, więcej problemów niż pożytku ostatnio z tym zwierzakiem...
A tak w ogóle, czym wy leczycie skrofuły? Ciekawa jestem co stosujecie.
