Trafiłam na serię artykułów sprzed dwóch lat o chińskim systemie oceny obywateli. Nie będę ich przepisywać, bo to nie moje teksty, ale streszczę, o czym mówią, bo robi to wrażenie.
Rzecz w skrócie: państwo punktuje obywateli za zachowanie, a punkty traci się nie tylko za przestępstwa, ale i za drobiazgi - wyrzucenie śmieci w niewłaściwym miejscu, nieprzychylną wypowiedź o władzy, spóźnienie z rachunkami. Kto straci, ten nie kupi biletu lotniczego ani kolejowego, nie dostanie kredytu, a pracodawca musi składać raporty o jego zachowaniu. Według przywoływanych danych ograniczenia dotknęły już milionów ludzi.
Do tego dochodzi monitoring na skalę, której trudno sobie wyobrazić: setki milionów kamer, rozpoznawanie twarzy w okularach policjantów, w niektórych regionach rejestracja noży kuchennych z wypalanym kodem, a w części fabryk czujniki fal mózgowych analizujące zmiany emocjonalne pracowników.
Autorzy przywołują przy tym znany odcinek pewnego serialu o społeczeństwie oceniającym się nawzajem w skali pięciogwiazdkowej i zauważają, że rzeczywistość okazała się szybsza od fikcji.
Też o tym czytałam, dodatkowo Chińczycy są dobrze punktowani za każde donosicielstwo. Podnosi im to skilla obywatelskiego 🙂
Kamery są dosłownie wszędzie, bez mała na każdym odcinku drogi, może co 500 metrów, są kamery z lampami błyskowymi działające trochę jak radary. Zagęszczenie policji jest ogromne.
Przejazd z jednej prowincji do drugiej wygląda tak, jakby przekraczało się granicę państwa. Korki i szczegółowe kontrole są na porządku dziennym.
Słyszałam też, że Chińczycy nie tylko ze względu na smog chętnie chodzą w maseczkach nawet w największe upały. Robią to też dlatego, żeby nie rozpoznały ich wścibskie oczy kamer.
Straszne, do czego zmierza ten świat... Czytając cały artykuł, przypomniała mi się bajka Krasickiego o dwóch ptakach w klatce: młody dziwi się, czego stary płacze, skoro ma tu lepsze wygody niż w polu, a stary odpowiada, że młodemu wybaczy, bo ten w klatce się urodził - a on sam był wolny.
