Spiritual Response Therapy, wasze doświadczenia i opinie o tej metodzie
Widzę że w tym wątku pojawiły się informacje o kursach SRT i chciałbym trochę pogadać o samej metodzie. Co o niej sądzicie? Macie jakieś doświadczenia, coś udało się dzięki niej osiągnąć?
Sam łączę SRT z kilkoma innymi podejściami: Psychologią, Hipnoterapią, Radykalnym Wybaczaniem (Colin Tipping), metodą Łazariewa i filozofią Zen, głównie w wydaniu Osho. Bardzo inspirujący jest dla mnie też Anthony De Mello, polecam jeśli ktoś nie zna.
Ale SRT zostaje moją główną techniką przede wszystkim ze względu na szybkość z jaką można zdefiniować problem. W psychologii dotarcie do sedna sprawy to nierzadko kwestia wielu sesji, a tutaj konkretne informacje mamy właściwie od razu. Mogę podać przykład z własnego podwórka: w styczniu miałem poważną niechęć do jakiegokolwiek działania i problemy z motywacją. Kiedy sprawdziłem to przez SRT, okazało się że to powracający wzorzec związany z ojcem, co akurat pięknie wpisuje się w psychologię Junga. Uświadomienie sobie jego sposobu zachowania, tej charakterystycznej bierności, sprawiło że zrozumiałem skąd bierze się moje samopoczucie i jakie ma przyczyny, zarówno psychiczne jak i fizyczne (brak słońca np.). Następnego dnia większość tej niechęci po prostu znikła. Może to mało spektakularny przykład, ale nasze życie to głównie takie codzienne sprawy. Choć znam też ciekawszy przypadek: znajoma miała przewlekły ból kręgosłupa i dotarcie do sedna zajęło jakieś dwa tygodnie, po czym ból ustąpił. To był już bardziej złożony i rozciągnięty w czasie proces.
Jestem bardzo ciekaw waszych historii i technik które wam coś dały. Zapraszam do rozmowy 🙂
Jasne, że warto nad sobą pracować, rozwijać się zawodowo, dbać o emocje, pogłębiać wiedzę, zdrowie, relacje z ludźmi, wrażliwość na sztukę i takie rzeczy. To wszystko ma sens i realne przełożenie na życie. Tylko że jest spora różnica między tym a zachwytem nad wymyślonymi „sferami duchowymi” i podobnymi iluzjami. Warto inwestować czas w coś co faktycznie istnieje, a nie w kolejne opowieści o „wyższych swiadomosciach”, które sprowadzają sie do snucia fantazji.
szczerze to mam jedno pytanie, bo jakoś nie mogę tego przejść do porządku dziennego... skąd w ogóle wiadomo, że to był biologiczny ojciec? statystyki mówią że coś koło 10% facetów wychowuje cudze dzieci i o tym nie wie, wiec to nie jest wcale taka rzadkość jak by się mogło wydawać.
no i druga sprawa, nawet jeśli się okaże że ten ktoś kto cię wychowywał był zwykłym leserem to co z tego wynika? że nagle poczujesz się lepiej? szczerze wątpię. a za takie „odkrycia” ludzie placą z własnej kieszeni... trochę słabe moim zdaniem
@nocnyumysl no rozumiem twój sceptycyzm, naprawdę, ale pozwól że coś powiem ze swojej strony.
Zgadzam sie z wieloma rzeczami które piszesz, ale jest jeden ważny punkt który pomijasz. Bo wiesz, jest taka sytuacja, masz pracę, mieszkanie, znajomych, w zasadzie „wszystko”, a mimo to czujesz w środku jakąś dziwną pustkę i nie umiesz nawet powiedzieć skąd się bierze. Znajomi patrzą i mówią: człowieku, czego ci brakuje? A ty sam nie wiesz. I co wtedy? pięciu psychologów nic ci nie dało, próbowałeś różnych dróg i nadal nic.
Tak to u mnie wyglądało. Zacząłem szukać i trafiłem na medytację, pozytywne myślenie, inne podejście do zdrowia... po nitce do kłębka. I te rzeczy działają u mnie w sposób który jeszcze kilka lat temu uznałbym za niemożliwy.
Jeśli twierdzisz że to nierealne, muszę się nie zgodzić. Moje doświadczenie zaczynało się od klasycznych, „tradycyjnych” metod i stopniowo szło dalej. Przypomnę ci też że Jung za swoich czasów byl uważany za nawiedzonego, a dzisiaj jest filarem psychologii. Więc argument „to brzmi dziwnie, więc nie istnieje” trochę kuleje, nie?
Ja na przykład nie rozumiem fizyki kwantowej, nie widzę jej na co dzień, ale nie twierdzę że jej nie ma. Przez setki lat lekarze uważali że upuszczanie krwi to najlepsza metoda na gorączkę, bo prawie wszyscy tak twierdzili... Mówię tylko tyle: jeśli czegoś nie doswiadczyłeś i się nie szkoliłeś w tym temacie, może po prostu nie masz pełnego obrazu. Mam takie wrażenie że potępiasz coś o czym właściwie nic nie wiesz. Czy się mylę?
@lukasz-10 no nie, tutaj się z tobą nie zgodzę, bo akurat wiem całkiem dobrze o czym piszę. Sam kiedyś miałem podobne odczucia, ale żadne iluzje tego nie wypełnią, to już mogę powiedzieć z własnego doświadczenia. Zdrowe podejście to umieć sie zdystansować do takich rzeczy, bo to daje właściwe proporcje.
Piszę o tym właśnie dlatego, że widzę jak łatwo ludzie odpływają w różne iluzje. A ty moze trochę pokory? Bo prezentujesz swoje osobiste interpretacje i doznania jakby były jakimiś absolutnymi prawdami... no to tak nie działa. Dopuść do siebie myśl, że to co głosisz może po prostu ci sie wydawać. Nie masz na to żadnych dowodów, masz tylko wiarę w to. A to, szczerze mowiąc, zdecydowanie za mało.
@wolnyenergia hej, no to jednak przeinterpretowałeś moje słowa. Prawd absolutnych? Jak mnie o coś oskarżasz to zastanów się może czy nie wychodzi z tego zwykła zazdrość... bo skoro moje „iluzje”, jak to ładnie nazywasz, tak dobrze na mnie działają, to dlaczego twoje przestały działać na ciebie?
Powiem wprost: ja nie wierzę w to co robię, ja po prostu wiem że jest skuteczne. Mam tę pewność, bo widzę efekty. Piszesz o braku pokory, o iluzji. Ale może to ty żyjesz w iluzji, bo świadomie wybierasz niewidzenie tych połączeń, które ja i kilka innych osób nauczyliśmy się dostrzegać?
Co do dowodów, to mam je konkretne. Ja sam jestem dowodem, moje bliskie relacje są dowodem. Żeby nie być gołosłownym, powiem tak: zalecam ludziom unikanie produktów mlecznych jako jednych z najbardziej uczulajacych, wewnętrznie przede wszystkim, no i wywołujących całą masę różnych chorób. Ciekaw jestem twojej opinii na ten temat.
@lukasz-10 no dobra, ale zaraz zaraz. Piszesz że „wiesz” że twoje metody działają. Tylko że wiedza to nie jest tak że coś czujesz albo obserwujesz u siebie i paru znajomych. Klasycznie ujmując, wiedza to uzasadnione i prawdziwe przekonanie, a żeby coś uzasadnić, trzeba to wykazać. I tu nie chodzi o filozofię, chodzi o konkret: seria eksperymentow, porównanie z grupą kontrolną, statystyki, żeby sprawdzić czy wyniki nie są przypadkowe. Dopiero wtedy można powiedzieć „wiem”. Więc powiedz mi wprost, czy ktokolwiek przeprowadził takie niezależne badania, które potwierdziły skutecznosc tego co proponujesz?
Bo jeśli nie, to nie wiesz, tylko wierzysz. A kiedy ktoś bardzo mocno wierzy, to potrafi mówić dużo i przekonująco, ale to nadal wiara, nie wiedza.
Pytasz czy ja żyję w iluzji? Moze i tak. Naprawdę, nie wykluczam tego. Ale jeżeli potrafisz mi tę iluzję wskazać i udowodnić, to chętnie zapoznam się z dowodami i postaram się zmienić swoje przekonania. Bez żadnych oporów.
Tylko jedna rzecz, i to ważna: twoje przekonanie, twoja wiara, twoje doswiadczenie i wiara innych osób to nie jest dowód. To po prostu nie wystarczy.
@wolnyenergia no dobra, ale poczekaj chwilę. Mówisz o ludzkiej psychice, zgadzam się, że to inna materia niż np. złamana kość. Ale twój argument idzie w stronę, która trochę mnie niepokoi, bo wygląda na to że próbujesz powiedzieć: „skoro nawet oficjalna medycyna nie daje gwarancji, to ja też nie muszę ich dawać.” I tutaj jest właśnie problem.
Bo jedno jest pewne, zarówno psycholodzy jak i onkolodzy operują na badaniach naukowych, mają jakiś fundament statystyczny, jakieś dane. Mogą się mylić, metody mogą być niedoskonałe, ale istnieje pewna baza która to wszystko podpiera. Ceny u specjalistów w Warszawie to osobna sprawa i zgodzę się że są kosmiczne, ale to nie zmienia faktu, że za tymi cenami stoją lata kształcenia i przynajmniej próba weryfikacji skuteczności.
Twój argument z onkologią jest ciekawy, natomiast moim zdaniem trochę chybi celu. To że w medycynie nie ma 100% gwarancji, nie sprawia że wszystkie metody są sobie równe. Wciąz jest różnica między tym co ma choćby częściowe potwierdzenie w danych, a tym co opiera się wyłącznie na przekonaniu praktykującego.
Jesli znajdziesz te badania o których mówisz, to serio, chętnie je tu przeczytam. Naprawdę. Nie ironicznie 🙂
@lukasz-10 no dobra, ale co to za argument? Że psycholog nie daje gwarancji i onkolog też nie, i w ogóle nic nie działa na sto procent... to znaczy co właściwie? Że SRT jest ok bo inne rzeczy też bywają nieskuteczne? To brzmi trochę jak „ja robie to co robie, ale przecież inni też różne rzeczy robią”. To nie jest odpowiedź na meritum, to jest zejście z tematu.
Wiem że porównanie z onkologią miało pewnie zilustrować jakis szerszy punkt, ale szczerze nie bardzo widzę jak to tu pasuje. Możesz rozwinąć co konkretnie chciałeś przez to powiedziec?
@wolnyenergia okradanie? serio? powiedziałeś że mnie stać na więcej, ale sam wykazałeś się sporą swobodą w ferowaniu wyroków. Napisałem że poszukam materiałów naukowych i tak zrobię, słowo honoru.
Ciekaw jestem co piszesz kiedy kogoś uznajesz za profesjonalistę z dyplomem i certyfikatami. Bo ci uznani specjaliści biorą 350zł za sesję, proponują cztery spotkania miesięcznie, a terapia trwa rok. Wychodzi jakieś 15 tysięcy bez żadnej gwarancji efektów. Zero gwarancji, żadna. A stawki ludzi pracujących duchowo można sprawdzić samemu i porównać. Oszuści zdarzają się wszędzie, zarówno w psychologii jak i w pracy duchowej. Nie wiesz czy ja nim jestem, a mimo to zakładasz, że już mnie rozgryzłeś. To po prostu oszczerstwo, nic więcej.
Tak, chcę zarabiać, mam rodzinę i rachunki jak każdy. Nie musisz wierzyć w skuteczność tego co robię, to twój wybór. Moja weryfikacja to efekty mojej pracy, jeśli ci to nie wystarcza, to rozumiem. Skoro według ciebie uciekłem od meritum, to chętnie zapytam: a jakie ono właściwie jest?
Jeśli nie akceptujesz metod o których tu piszę, to może lepiej zostaw ten wątek w spokoju. A jak zostajesz, to zacznij wypowiadać sie na temat który jest tu główny czyli praca nad sobą i SRT. Jeśli nie masz pojecia czym to jest, naprawdę nie masz podstaw żeby oceniać. Krzyczenie że jestem oszustem to zwykłe obrażanie, a ludzie którzy szukają czegoś głębiej i tak sami wyciągną wnioski. Więc jeśli chcesz ośmieszaj, paradoksalnie tylko mi to pomaga. Dziękuję.
@lukasz-10 użyłem pewnego porównania i ty odebrałeś to jako atak personalny. Nie o to mi chodziło, więc przepraszam za nieścisłość. Chodziło mi o pokazanie konkretnego mechanizmu, czyli tłumaczenia własnych działań przez wskazywanie na innych. Że „tamci też to robią”. Szczerze mówiąc, to mnie nie przekonuje jako argument.
I nie licz na to, że tutaj albo na jakimkolwiek innym otwartym forum będziesz mógł spokojnie prezentować niesprawdzone hipotezy jako udowodnione fakty. Celowo użyłem mocniejszego słowa, ale wiesz, o co chodzi. Mam nadzieję, że ty i osoby działające podobnie zawsze będziecie trafiać na rzetelną krytykę. Jeśli nie chcesz albo nie potrafisz dostrzec roznicy między swoją wiarą a tym, co jest faktycznie potwierdzone, to będziesz miał takich konfrontacji więcej i nie będą przyjemne.
Na zdrowie.
@nocnyumysl no widzę, widzę, prawdziwy ekspert z ciebie, wielkie dzięki za to oświecenie 🙂
Ale wracając do sedna sprawy, twoja wypowiedź to według mnie czysta kpina i nic poza nią. Widać w niej sporo frustracji człowieka, ktoremu nie wyszło z byciem takim mentorem czy doradcą życiowym dla innych, i teraz jedyne co mu pozostało to wyżywanie sie na forum. Nie świadczy to o tobie najlepiej, powiem szczerze. Ale właściwie nie prosiłeś żeby ktokolwiek cię analizował, więc umówmy się, tej analizy nie było.
forum zablokwało ci reklamy twojego weekendowego kursu z wahadełkiem za grubą kasę, no to teraz próbujesz inaczej... klasyczna sekciarskie zagranie: „miałem problem, ale sobie poradziłem i wiem jak to zrobić”. żeby tylko zebrać odpowiednich ludzi wokół siebie.
weź się za normalna robotę serio.
@nocnyumysl no dobra, temat reklam pomijam bo to nie ma sensu nawet komentować.
Co do tej „sekty”, nie jestem żadną sektą i to co robię nie ma z tym nic wspólnego. Możesz sobie używać takich słów żeby wywołać jakiś efekt i podbijać atmosferę strachu, ale mnie to nie rusza. Twój oskarżycielski ton też nie robi na mnie wrażenia, zwłaszcza że nie masz żadnych argumentów ani dowodów. Opisałem swoje doświadczenie i każdy może wierzyć albo nie, to wolny wybor każdego z osobna. Mówisz, ze moja metoda jest sekciarską, ale szczerze wątpię żebyś wiedział czym tak naprawdę są sekty albo tajne stowarzyszenia. A gdybyś wiedział, to byś zdawał sobie sprawę, że tego typu organizacje nie szukają rozgłosu, nawet tak małego jak jakieś forum internetowe.
Nie wiem gdzie i jak ty pracujesz, i czy twoja praca jest uczciwa, tego nie oceniam. Ja robię to co kocham i co mnie pasjonuje. Czy to dobrze, czy źle? Mogę powiedzieć jedno: każda osoba, której doradzałem, osiągnęła to czego szukała, a nierzadko nawet więcej. Dla mnie to wystarczy jako miernik uczciwości.
Więc proszę, skończ z tymi obraźliwymi komentarzami. Choć mam świadomość, że jesteś wolnym człowiekiem i i tak zrobisz co zechcesz.
@lukasz-10 no to chyba właśnie ta jedna linijka zamknęła dla mnie całą rozmowę.
Twierdzić ze wszyscy bez wyjątku, którym doradzałeś, osiągnęli sukces, i to jeszcze niekiedy ponad oczekiwania... serio? To albo rozbuchane ego bez granic, albo zwykły cynizm i świadome wprowadzanie ludzi w błąd. W obydwu przypadkach nie bardzo mam ochotę dalej dyskutować, bo nie ma tu już czego dyskutować.
Kłamiesz albo bredzisz, wybierz sobie co wolisz 🙂
@wolnyenergia masz rację i dziękuję, że mi to wytknąłeś, bo chyba trochę za bardzo pozwoliłem się ponieść własnemu ego 🙂 To oczywiście nie jest żadne 100%. Nie wziąłem pod uwagę tych osób, które w pewnym momencie po prostu zrezygnowały albo nie miały wystarczającej wytrwałości w pracy nad sobą. Więc tak, to co napisałem było manipulacją faktami i przyznaję to otwarcie.
Prostując więc tamto zdanie: mogę powiedzieć, że wszyscy którzy wykazali się prawdziwą, stuprocentową determinacją żeby rozwiązać swój problem w trakcie naszej współpracy, osiągnęli sukces. Natomiast mniej więcej co piąta osoba rezygnuje w połowie drogi albo się poddaje, mimo moich próśb i starań. zawsze to boli, nie ukrywam. Ale mamy wolną wolę i nie mogę nikogo zmuszać. Mam tylko nadzieję, że ziarno które zostało zasiane w tych ludziach, kiedyś wykiełkuje i znajdą własną drogę do siebie.
I tak jak już wcześniej pisałem, uczę się cały czas, i takie polemiki jak ta są dla mnie naprawdę wartościowym doswiadczeniem. Muszę przyznać, że utrzymanie spokoju przy odpowiadaniu na niektóre agresywniejsze komentarze nie zawsze mi wychodzi... ale staram się być coraz bardziej uważny na to. I za tę lekcję wam dziękuję.
@lukasz-10 no właśnie, mam dla ciebie pewną refleksję w tym temacie. jeśli ktoś jest naprawdę bardzo zdeterminowany i konsekwentny, to i tak osiągnie swój cel, rozumiesz? Z twoją pomocą albo bez niej. Ba, nawet gdybyś mu aktywnie przeszkadzał myśląc że pomagasz, i tak dojdzie do celu.
Więc ta stuprocentowa skuteczność u „wytrwałych” klientów to nie jest chyba argument za skutecznością twojego doradztwa, tylko raczej dowód na to że zdeterminowani ludzie po prostu dają rade sami...
Trochę więcej pokory by nie zaszkodilo 🙂
@wolnyenergia no dobra, tylko ile czasu mu to zajmie samemu? Bo to też ma znaczenie. I poza tym, ja nikogo na siłę do niczego nie ciągnę. Ludzie sami przychodzą, bo widzą że coś się u mnie zmieniło i to w sposób dość wyraźny. Jestem żywym przykładem że można się zmienić w kierunku, który się chce, i można to sprawdzić na własne oczy. Oczywiście najłatwiej oceniają to te osoby, ktore znają mnie dłużej. A jeśli przez rozmowę ze mną znajdą coś, co pomoże im osiągnąć to samo tylko skuteczniej i bez zbędnych objazdów, no to właśnie o to chodzi.
Co do pokory, to chcesz mi w ten sposób zarzucic że przypisuję sobie ich sukces? No to cię może zaskoczę. oni osiągają sukces sami, ja jestem tylko przez chwilę gdzieś obok, jako swego rodzaju obserwator. Nic więcej.
@lukasz-10 no dobra, mówisz że ludzie widzą zmianę w tobie. Ale pomyślmy chwilę spokojnie: kto dokładnie to widzi? Twoi znajomi, którzy są zaangażowani w to samo co ty? Bo jeśli tak, to to się nie liczy jako dowód. Wzajemnie sie wzmacniacie w przekonaniu, że robicie postępy, i to jest klasyczne chciejstwo, nie weryfikacja.
Piszesz że można to zweryfikować, ale jak? Bo bycie sędzią we własnej sprawie to kiepska metoda weryfikacji czegokolwiek. Właśnie po to powstały w nauce takie narzędzia jak metaanalizy, kontrolowane badania, podwójnie ślepe próby, żeby wyeliminować ten błąd. Bo nawet lekarz który jest przekonany że pomaga, może się mylić i często się myli. Dlatego wymyślono obiektywne metody oceny.
Człowiek który jest, nazwijmy to, głęboko zanurzony w jakimś przekonaniu, po prostu nie jest w stanie obiektywnie ocenić swoich działań. To nie jest zarzut personalny, tak po prostu działa ludzki mózg. Masz zbyt duże emocjonalne zaangażowanie żeby widzieć to z dystansem.
I nie chodzi tu o pokorę w sensie filozoficznym. Chodzi o zwykly krytycyzm wobec samego siebie...
@wolnyenergia no właśnie, jeśli przyjmiemy twój argument, że ktoś będący w „nieprzytomnym amoku” nie jest w stanie oceniać własnych działań obiektywnie... to dotyczy to również ciebie i twoich ocen. Nie możesz wtedy rzetelnie analizować ani tych badań, o których piszesz, ani cudzych poglądów. Trochę logiczna sprzeczność, nie?
Co do oprzytomnienia, sam też chętnie je polecam, bo twoje słowa sugerują że jesteś przekonany o swojej własnej nieomylności, a to akurat żaden dobry punkt startowy do dyskusji.
Sedno pracy nad sobą, przynajmniej jak ja to rozumiem, polega na wypracowaniu dystansu do siebie samego i rozwinięciu w sobie czegoś w rodzaju wewnętrznego obserwatora. Nieuświadomione emocje skutecznie nas oślepiają i to jest fakt, nie jest to proste ani szybkie. Ale wytrwałym treningiem można zacząć je dostrzegać, a przez to oceniać siebie bardziej świadomie. Podejrzewam że wiesz, co mam na myśli, albo i nie - każdy może się pomylić, łacznie ze mną 🙂
@lukasz-10 no właśnie, wyniki badań się nie ocenia subiektywnie tylko przyjmuje do wiadomości jako fakty. na tym polega podejście oparte na rzeczywistości. „moce duchowe” nie są faktem dopóki nie zostaną udowodnione w jakiś weryfikowalny sposób. faktem jest że część ludzi w to wierzy, ale sama wiara niczego nie dowodzi i faktów nie tworzy.
jeśli naprawdę twierdzisz to co piszesz, to właśnie na tym polega ta praca nad sobą o której mówisz, zeby spojrzeć na swoje wyobrażenia o sobie z prawdziwym dystansem. też na te „nadprzyrodzone” zdolności. dopiero kiedy będziesz w stanie spojrzeć na to wszystko naprawdę sceptycznie, bez emocji, to wtedy będziesz mógł ocenić to trzeźwo.
a co do mojego pojęcia tematu to bądź spokojny, radzę sobie. z tego co tu piszemy widać chyba wyraźnie, że to nie ja deklaruję posiadanie jakichś wyjątkowych możliwości. nie jestem na tym ezoterycznym haju 🙂
@wolnyenergia no dobra, zacznę od tego badania i tego twojego „przyjmowania do wiadomości”. Brzmi elegancko, ale zapominasz o jednej sprawie, a mianowicie o czynniku ludzkim. Każde badanie ma margines błędu statystycznego, to po pierwsze. Po drugie, wyniki badań można spreparować albo tak skonstruować doświadczenie, żeby z góry prowadzić do konkretnego wniosku. Miałem statystykę na studiach i powiem ci szczerze, ktokolwiek miał z nią choć podstawowy kontakt, łatwo zauważy że to narzędzie świetnie nadaje się do manipulowania informacją.
Co do wiary i faktów, przypomnę ci Edisona. Środowisko naukowe śmiało się z niego, prąd to bzdura, niemożliwe, a jednak po kilku tysiącach prób okazało się że ma rację. Wiara stała się faktem. Nie piszę tego żeby dowodzić, że mam jakies „nadprzyrodzone” zdolności, bo NIGDY tego nie twierdziłem. To co robię, jest dla mnie w pełni logiczne i wytłumaczalne. Samo słowo „nadprzyrodzone” jest tu zresztą nieadekwatne, bo brak wiedzy na dany temat nie oznacza, że coś nie istnieje. Prądu też nikt nie widział na własne oczy i przez lata traktowano go jak coś z dziedziny magii.
I jeszcze raz powtórzę wyraźnie, nie twierdzę że posiadam wyjątkowe zdolności. To efekt zwykłej, wytrwałej pracy nad sobą i zgłębiania psychologii. Zarzucanie mi że jestem jakimś „heretykiem” wynika po prostu z nieznajomości tematu.
Jeśli naprawdę tak bardzo zależy ci na prawdzie, to zaproponuję ci tak: napisz tutaj o jakimś swoim problemie, a ja pokażę ci w praktyce co masz na myśli mówiąc o „nadprzyrodzonych zdolnościach”. Użyję zarówno metod naukowych jak i tych mniej konwencjonalnych, ale efekt będzie jak najbardziej realny. Po drodze zweryfikujemy kilka prawd z zakresu zdrowia i psychologii. Zapraszam do wyzwania 🙂
@lukasz-10 no powiem szczerze, że troszkę mi to opadło, jak to przeczytałem. bo właśnie robisz klasyczną zagrywkę, którą stosują wszyscy tego typu „mistrzowie”. Zaraz pewnie usłyszę, że po prostu nie czytałem „Wielkiej Księgi Czarów i Magii” wróżki Pelagii i dlatego nie rozumiem. zakładasz z góry, że coś nam dolega, no i oczywiście masz na to gotowe lekarstwo. tak samo działa gość od Jehowy co dzwoni do twojego domofonu i upiera się że zna drogę do szczęścia i zbawienia. różnica może tylko w cenie, bo tamten chce 10% twoich dochodów, a ty... no zobaczymy 🙂
serio, to jest podręcznikowy psychomanipulatorski ruch. nie wiem czemu myślisz, że mnie albo @nocnyumysl coś dolega i że potrzebujemy twojej pomocy. jedyne co mi „dolega” to to, że widzę jak ktoś wciska ludziom kit o wahadełkach i podobnych cudach, i przy okazji pewnie nieźle na tym zarabia. to mnie irytuje i dlatego piszę co pisze.
@lukasz-10 no dobra, rozumiem Twój tok myślenia: byłeś na studiach, nauczyłeś się że badania to narzędzie manipulacji i koniec tematu. Ciężko tu o merytoryczną rozmowę, skoro zamiast argumentów podajesz jakieś dziwne przypowieści o Edisonie, na dodatek mocno podkolorowane. Widać gołym okiem że twardych argumentów po prostu brakuje. Co zresztą mnie nie dziwi, bo na rzecz „duchowych wpływów” nikt sensownego argumentu jeszcze nie wymyślił.
Na klienta mnie nie licz. Twojego kitu naprawdę nie kupię. Miałem do czynienia z podobnymi specjalistami, szczerze mówiac niejednokrotnie lepszymi w tym fachu od Ciebie. Znam też z autopsji ludzi będących klientelą takich „duchowych guru” i jest to widok dość żałosny. Ludzie powtarzający w kółko tą samą dziwaczną frazeologię i zapewniający wszystkich że świetnie radzą sobie z problemami, w których po uszy tkwią.
Skoro tak bardzo interesujesz się psychologią to pewnie znasz takie rzeczy jak kontrakt terapeutyczny, superwizja i tym podobne? I stosujesz je? Bo jeśli nie, to Twoja wiarygodność jest po prostu niska. Nie mówię, że trzeba mieć dyplom żeby komuś pomóc, naprawdę nie. Są ludzie bez formalnego wykształcenia którzy mają dość empatii i świadomości żeby realnie pomagać innym. Ale jak ktoś zaczyna gadać o reinkarnacjach i jakichś „energiach”, to robi z siebie albo głupka, albo szarlatana. I to trzeba powiedzieć wprost.
Jeśli chcesz rozwiązywać jakieś problemy, zacznij od swojego własnego: czemu wolisz wierzyć w banialuki zamiast po prostu dowiedzieć się jak rzeczy działają naprawdę
@lukasz-10 no właśnie, trudno się dziwić że takie osoby nigdy nie przyznają się do błędu. Ktoś wydaje 1250 zł na weekendowe cudowania z wahadełkiem i co, potem pójdzie do znajomych i powie „dałem się nabrać, wyrzuciłem forsę w błoto”? Nie, bo to by bolało. Ten sam mechanizm działa przy homeopatii - o tym, jak się to skończyło przed UOKiK, jest tekst na racjonalista . pl -, ktoś kupuje cukier za kosmiczne pieniądze, wmawia sobie że działa i żadne argumenty do niego nie trafią. Ty dokładnie wiesz jak to działa, bo psychologia wpływu to jest właśnie twoja branża, na tym polega twój zarobek.
Co do sekciarstwa to sprawa jest skomplikowana, bo większość polskich opracowań na ten temat wyszła spod pióra ludzi z organizacji, która sama ma mocno sektopodobne cechy i widzi zagrożenie nawet w jodze albo tai chi. Więc definicja jest trochę rozmyta. Kluczowe pytanie jest inne: czy uczestnicy twoich zajęć wychodzą z nich z poczuciem wolności, czy może z przekonaniem że muszą koniecznie zapisać się na kolejną sesję żeby cokolwiek osiągnąć. To byłoby ciekawe do wyjaśnienia tutaj w wątku, bo właśnie o to chodzi.
@nocnyumysl jeśli chodzi o kwestię pieniędzy to nie mam zamiaru się tu rozpisywać.
Ale pisząc o homeopatii jako placebo pokazałeś że po prostu nie znasz tematu. Te leki przeszły przez badania kliniczne i ich skuteczność jest udokumentowana. Odrzucasz to tylko dlatego że masz takie własne zdanie na ten temat?
Druga część trochę mnie zbiła z tropu szczerze mówiąc. Wynikałoby z tego że ta sekta o której piszesz sama tępi inne „zło”? Bo joga albo tai chi to też jakieś sekciarskie sztuczki według tej logiki?
Na ostatnie pytanie też nie będę odpowiadał.
Natomiast powiem tak, gdybym prowadził doradztwo w takim zakresie to oczywiście że nie programowałbym nikogo na kolejne sesje, bo po co mi to?
Moim celem jest pomóc człowiekowi zrozumieć że lęk w wielu przypadkach to iluzja którą sami w sobie budujemy albo przejmujemy od innych. Nie mówię oczywiście o sytuacji gdy jedzie na ciebie samochód i mówisz sobie „spokojnie, to tylko iluzja” bo wtedy kończysz jako mokra plama na asfalcie 🙂 Ale jeśli coś cię trapi i nie dajesz sobie z tym rady to zapraszam do rozmowy. Kolejne spotkania to zawsze twoja decyzja, każda sesja jest zamkniętym całościowym procesem który możesz rozwijać dalej samemu, z kimś innym, albo ze mną. Każdy wybiera sam.
Ważniejsze pytanie brzmi właściwie tak: jaka jest moja etyka? Czy jest zbliżona do zasad Hipokratesa? Tak, i to jest moje osobiste przyrzeczenie, tylko moje słowa, ale dla mnie wazne. A lekarz? Od lat 50 ubiegłego wieku lekarze już nie składają takiej przysięgi... kto nie wie dlaczego niech pomyśli. Przedtem nie było problemu a nagle coś tam w tej przysiędze zaczęło przeszkadzać. Ciekawe co.
Co do samego programowania, to jest to metoda niska i nieetyczna, opierająca się na wywoływaniu strachu. Więc jeśli ktoś cię straszy, nawet jeśli to lekarz, to właśnie cię programuje. Gdyby jego metoda była naprawde dobra, przyjąłbyś ją po prostu z wdzięcznością. Warto się nad tym zatrzymać 🙂
@lukasz-10 no dobra, ale zanim przejdziemy dalej, muszę się odnieść do tej kwestii homeopatii, bo trochę mnie zaskoczyłeś tym argumentem.
Zjawisko, które nie ma żadnego oparcia w nauce, jest po prostu irracjonalne. I tutaj ludzki mózg robi nam psikusa, bo ta część, która odpowiada za logiczne myślenie i rozwiązywanie problemów w czasie rzeczywistym, czyli kora przedczołowa, wcale nie jest taka nieomylna jakby się mogło wydawać. Mimo że to ewolucyjnie najmłodszy i najbardziej rozwinięty element naszego mózgu, daje się bardzo łatwo nabrać. Dowodem na to są miliony normalnych, inteligentnych skądinąd ludzi, którzy wierzą w różne paranormalne rzeczy. Homeopatia to świetny przykład, bo całe jej działanie opiera się na czymś co arbitralnie nazwano „informacją leczniczą” albo „bodźcem informacyjnym”. Przepraszam ale te terminy brzmią jak żart, serio. Przypominają mi bardziej kabaretowy skecz niż cokolwiek co można nazwać nauką. Autorzy tych koncepcji powinni po prostu wrócić na trzeci rok medycyny i przypomnieć sobie podstawy farmakologii.
Więc nie, nie odrzucam tego z widzimisię, odrzucam to bo nie ma żadnych rzetelnych dowodów klinicznych na skuteczność homeopatii ponad efekt placebo. I to jest sedno sprawy.
@nocnyumysl no właśnie, zauważyłem że w ogóle nie odniosłeś się do tego co pisałem wcześniej, tylko wkleiłeś czyjś artykuł. Nawet jeśli to twój własny tekst, to i tak jest to tylko czyjaś opinia przeciwko homeopatii, nic więcej.
Co do meritum, mam pewne zastrzeżenia do twojego podejscia. Farmacja jako zorganizowana gałąź nauki ma zaledwie kilkadziesiąt lat, a homeopatia istnieje od blisko dwustu i nadal jest szeroko stosowana. Pomimo tej krytyki, którą zawierał twój artykuł, ogromna rzesza ludzi po nią sięga. Między innymi dlatego, że nie wywołuje skutków ubocznych, czego o konwencjonalnych lekach powiedzieć nie można.
Poza tym homeopatia to tylko jeden z działów medycyny naturalnej. Jest jeszcze ziołolecznictwo, które istnieje troszkę dłużej. No i warto też zauważyć, że farmacja w większości przypadkow leczy objawy, a nie szuka przyczyn choroby. Dla przykładu - braki pewnych związków w organizmie, chociażby witaminy C. I tu mała ciekawostka: syntetyczna witamina C w dużych dawkach obciąża wątrobę, natomiast naturalne wyciągi roślinne zawierające tę witaminę nie można przedawkować, bo jej nadmiar jest po prostu wydalany bez odkładania się w wątrobie. Takich przykładów jest więcej.
Mamy też problem z zatoksycznieniem organizmu - chemią w żywności, antybiotykami, pestycydami, konserwantami. Wiele chorób można wyleczyć właśnie przez oczyszczenie ciała z tych substancji. Tymczasem wielu lekarzy woli wypisac recepte na coś, co złagodzi objawy, nie usuwając ich przyczyny. Czy to też zaliczysz do wiedzy paranormalnej? 🙂
@lukasz-10 no przepraszam ale to co piszesz to klasyczny schemat który znam już na pamięć. Zamiast odnieść się do konkretnych argumentów, zaczynasz podważać całą medycynę tradycyjną i wmawiasz ludziom ze lekarze to jakaś zmowa. To wygląda jak punkt jeden w podręczniku do szkoleń sektowych, serio. Możesz mi powiedzieć wprost czy to jeden z pierwszych kroków które wam tam wkladają do głowy?
@nocnyumysl po pierwsze, nie podważałem medycyny tradycyjnej jako całości. Pisałem o tym jak działają farmaceutyki, homeopatia i zielarstwo i porównywałem te dziedziny między sobą. To że wrzucasz to do jednego worka to albo nieporozumienie, albo świadomy zabieg. Jeśli uważasz ze farmacja = medycyna tradycyjna, to ja się z tym zwyczajnie nie zgadzam. Medycyna tradycyjna to szeroki zestaw metod leczenia, a farmakologia jest tylko jedną z nich.
I jeszcze jedno, nie jestem sekciarzem i naprawdę prosiłbym żebyś przestał mnie tak nazywać, bo to bezpodstawna obelga. Żeby komuś stawiać takie zarzuty trzeba mieć jakies argumenty, dowody, cokolwiek. Ty ich nie masz. Zamiast tego stosujesz prosty schemat: powtarzasz to oskarżenie wystarczajaco wiele razy licząc że w końcu zabrzmi wiarygodnie. To nie jest dyskusja, to manipulacja i naprawdę niski poziom jak na kogoś kto chce rozmawiać o poważnych sprawach.
@lukasz-10 no bo tak naprawdę podważyłeś, pisząc o skutkach ubocznych leków i jednocześnie wynosząc pod niebiosa homeopatię. I znowu manipulacja, bo jak mikroskopijne cukrowe kuleczki mogą mieć jakieś skutki uboczne? A jak komuś pomogły... no wiadomo co mówią, wiara czyni cuda. Tylko że mnie interesuje przede wszystkim cena tej wiary, o tym tu gadamy.
Poza tym wytłumacz mi różnicę w długości życia między krajami gdzie medycyna stoi na wysokim poziomie, a tymi gdzie ludzie nie mają dostępu ani do lekarzy ani do leków. Może według ciebie wystarczyłoby tam zrzucić z samolotu wahadełka z instrukacją jak nimi kręcić i problem z głowy?
@nocnyumysl widzę że trudno ci przyznać, że trochę za daleko poszedłeś z tym „sekciarzem” - ale ok, nie mam zamiaru się na to obrażać, twoje słowa i tak mówią za siebie wystarczająco.
Co do farmaceutyków i homeopatii - ja nigdzie nie kwestionowałem istnienia skutków ubocznych leków, po prostu nazwałem rzeczy po imieniu. Ty sam zresztą potwierdziłeś, że homeopatia ich nie ma. I tu mogę się z tobą zgodzić: wiara rzeczywiście czyni cuda, a kwestia pieniędzy to już osobny temat. Moje stanowisko jest takie, że najlepsza jest profilaktyka - i tutaj i homeopatia i zielarstwo jak najbardziej się mieszczą, podobnie jak odpowiednia dieta. Leki oczywiście pomagają, ale powinny być ostatecznością, tak samo jak antybiotyki - bo branie ich na każdy katar to po prostu proszenie się o kłopoty.
Jeśli chodzi o długość życia w różnych krajach - medycyna jako wiedza jest wszędzie na podobnym poziomie, różnice dotyczą dostępu do sprzętu, leków i wykwalifikowanej kadry, i to jest odpowiedzialnosc konkretnych państw. Poza tym na długość życia wpływa mnóstwo czynników - konflikty zbrojne, bieda, brak prawa. Nie można po prostu wyciągnąć jednej statystyki i powiedzieć „oto prawda”.
A co do tej pomocy humanitarnej w postaci wahadełek... naprawdę, to jest kpina. Nigdzie czegoś takiego nie zaproponowałem i takie „żarty” są zwykłym obrażaniem mnie bez żadnych podstaw. Mogę się już tylko powtórzyc: to że sobie szydzisz z tego czym się zajmuję i co stosuję w pracy z ludźmi, nie sprawi że to przestanie działać. Gdybyś miał choć trochę wiedzy w tym temacie, moglibyśmy porozmawiać merytorycznie. A tak wrzuciłeś mnie do szufladki z napisem „wahadełko” i tyle. Ja nie pracuję tylko w jeden sposób i nie jestem twoim wrogiem - choć odnosze wrażenie, że bardzo się starasz żebym nim był.
@lukasz-10 no dobra, wahadełko to nie jest żaden przedmiot kultu i chyba nikt tak tego nie traktuje, więc spokojnie można z tego żartować. jeśli ktoś naprawdę wierzy, że kawałek metalu na sznurku kręci się bo jakaś wyższa energia nim steruje... no, to już jego sprawa, powiedzmy delikatnie.
A do czego właściwie nie mam merytorycznego przygotowania? do sprzedawania ludziom powietrza za kilkaset złotych? serio, nie pojmuję jak można bez mrugnięcia okiem wciskać komuś placebo, gadać o blokadach energetycznych, negatywnych energiach i spiskach, i przy okazji kasować za to kasę. Sfilmuj swoje zajęcia i wrzuć tu. Wtedy mozemy sobie punkt po punkcie spokojnie przeanalizować jak „zmiękczasz” klienta, jak wmawiasz mu problemy których nie ma, jak żonglujesz faktami żeby pasowały do teorii. bo tak to wygląda z zewnątrz, bazujesz na naiwności ludzi i ich lękach, żerujesz na słabościach. Ktoś tu juz pisał wyżej, mamy wolny rynek, działasz w granicach prawa, okej. Ale zostaje jeszcze taka kwestia jak zwykła ludzka uczciwość.
@lukasz-10 napisałeś, że homeopatia nie powoduje skutków ubocznych. No tak, ale pożądanych efektów też nie powoduje. Bo jeśli coś po prostu nie działa, to siłą rzeczy nie wywołuje żadnych skutków, ani pozytywnych, ani negatywnych. Po co więc płacić za coś, co nie przynosi żadnego efektu?
Co do wahadełkowania, to mogę ci powiedzieć wprost: równie dobrze mógłbym to zastapić wróżeniem z fusów albo z czegokolwiek innego, bo efekt byłby dokładnie taki sam. Nie twierdzę, że masz złe intencje, ale nie wmówisz mi, że to działa.
@nocnyumysl wracam do tego bo muszę powiedzieć kilka rzeczy wprost.
Po pierwsze, ta kwota którą podałeś jest błędna, ewadim pisał tu wyraźnie że kurs SRT kosztuje 750 złotych, nie tyle co sugerujesz. Czy to dużo czy mało to już inna sprawa, ale świadome podawanie nieprawdziwych liczb to już nie jest pomyłka, to manipulacja. A jeśli ktoś manipuluje tutaj, to skąd mam wiedzieć że gdzie indziej nie robi tego samo...
Po drugie, skasowałeś poprzedni wątek razem z moją wypowiedzią do Ciebie, choć wystarczyło usunąć same treści reklamowe. To też nie jest przypadek chyba.
Z mojej poprzedniej odpowiedzi wybrałeś jeden drobiazg i go wyśmiałeś, resztę po prostu zignorowałeś. Nie wiem czy to strategia czy nawyk, ale to niezbyt uczciwy sposób dyskusji. I nie, nie jesteś otwarty na żadne inne spojrzenie niż swoje własne, to widać. Operujesz dogmatami tak samo jak ta największa instytucja w Polsce którą sam wspomniałeś. z dogmatami sie nie dyskutuje, wiem to.
Co do samego SRT, wpływ świadomości i myśli na materię jest dokumentowany naukowo, są prace na poważnych uczelniach, publikowane w uznanych periodykach. Nie jest to temat ostatecznie zamknięty, wręcz przeciwnie. Grawitacja też istnieje i nikt jej nie neguje, choc nikt do końca nie wie czym jest. Podobna sytuacja.
Rozmawiałbym chętnie, gdybyś podszedł do tego merytorycznie. Ale bez argumentów, tylko z pewnością siebie, to trochę przypomina mi czasy gdy strzał ostrzegawczy chronił porządek a topienie czarownicy ratowało jej duszę...
pozdrawiam
@srebrnykamien no to powiem wprost, bo ta kwestia mnie interesuje od strony czysto merytorycznej. Piszesz że wpływ myśli na materię jest naukowo udokumentowany i pewny jak grawitacja... ok, ale to są bardzo mocne słowa. Więc bardzo prosze, podaj konkretne źródła. Nie jakieś strony internetowe gdzie ktoś pisze że „badania wykazały”, tylko recenzowane periodyki naukowe, nazwy, numery, lata wydania. Tego właśnie szukam.
Bo szczerze? Slyszałem to już wiele razy. Zawsze ktoś twierdzi że „są prace”, „są badania”, „poważne uniwersytety się tym zajmują”... a jak proszę o konkrety, to cisza. Albo w zamian dostaję linki do stron ezoterycznych gdzie jakiś entuzjasta zebrał cytaty urwane z kontekstu.
Z tego co sam czytałem, obraz jest zupełnie odwrotny, czyli żadne rzetelne badania nie potwierdziły takich zależności, a spora część naukowców wprost nazywa to pseudonauką lub szarlatanerią. Grawitacja to trochę niefortunne porównanie, bo grawitacja ma ogromną bazę danych pomiarowych i teoria ją opisująca jest weryfikowalna. Tutaj nie ma czegoś podobnego.
Więc czekam na te źrodła, naprawdę. Jeśli takowe istnieją, chętnie je przeczytam i zmienie zdanie, bo nie jestem dogmatykiem, tylko chce widzieć dowody.
@wolnyenergia no właśnie, dokładnie o to chodzi. Wystarczy kilku profesorów z odpowiednim tytułem, trochę fantazji i nagle mamy „naukowe dowody”. Historia zna takie przypadki aż za dobrze, i to nie tylko w ezoteryce. Fakty można odpowiednio ubrać, zestawić, wyrwać z kontekstu i już wychodzi coś, co wygląda przekonująco, ale nauką to nie jest.
Dlatego właśnie pytam o konkrety: nazwa periodyku, numer, rok wydania, autor. To nie jest wygórowane wymaganie, to absolutne minimum, jeżeli ktoś powołuje się na „naukowe potwierdzenie”. Jak dotąd nikt mi tego nie dostarczył, za każdym razem kończyo się na ogólnikach albo odesłaniu do jakiejs popularyrtatorskiej strony. Porównanie z grawitacją jest tutaj dość niefortunne, bo grawitacja ma za sobą dokładnie zmierzone, powtarzalne i weryfikowalne dane. Wpływ myśli na materię, przynajmniej w takim sensie jak opisuje SRT, tego nie ma.
Czekam wciąż na te źródła, szczerze, bez ironii. Bo gdyby naprawdę istniały rzetelne badania w recenzowanych pismach, to byłoby coś warte rozmowy.
@wolnyenergia no dobra, przyznam szczerze że tego się nie spodziewałem. Rzeczywiście podałeś konkretne tytuły, autorów, wydawnictwa i daty, więc muszę to przemilczeć. Zaskoczyłeś mnie.
Te pierwsze dwie pozycje faktycznie wyglądają na poważne prace, choc muszę je samemu przejrzeć zanim cokolwiek powiem. Statystyczne odchylenie 7σ to nie jest coś co można zbagatelizować machnięciem ręki, to rozumiem. Natomiast dalsze pozycje to już raczej mechanika kwantowa i splątanie cząstek, a to jednak trochę inna bajka niż bezpośredni wpływ świadomości na materię... chociaż rozumiem co chcesz przez to powiedzieć i kierunek jest ciekawy.
Co do Zeilingera i całej reszty, no cóz, tutaj już wchodzimy w interpretacje i to jest pole gdzie każdy może mieć swoje zdanie. Nauka opisuje zjawisko ale nie wyjaśnia mechanizmu i wtedy każdy sobie to tłumaczy jak chce. To rozumiem i nie neguje.
Masz rację w jednym, że za łatwo mi było powiedzieć „nikt nic nie udowodnił”. Widzę że jednak szukałeś i znalazłeś, więc cofam tamte słowa. Zobaczymy co z tego wyniknie jak trochę poczytam samodzielnie. Dziękuje za konkrety, naprawde.
@srebrnykamien no dzięki, naprawdę. Sprawdzę te pozycje bo kilka z nich brzmi znajomo, ale nie czytałem. Fajne jest to że mimo wszystko ci się chciało to wszystko zebrać i wrzucić... nawet jeśli część osób tutaj pewnie tego nie tknie 🙂 dla mnie to naprawdę coś cennego.
Pozdrawiam ciepło
@lukasz-10 jeśli chcesz to mogę ci przesłać te i inne materiały, mam tego trochę w pdfach... ale niestety dopiero pod koniec miesiąca będzie to możliwe. Teraz jestem na wsi i mam tam internet tak wolny że jak mawia mój znajomy nadają go przy pomocy tam-tamów 😉 Więc napisz tutaj to się jakoś dogadamy.
Pozdrawiam cieplutko
@srebrnykamien no właśnie chciałem to samo napisac. Princeton PEAR lab był wielokrotnie krytykowany przez środowisko naukowe, między innymi za poważne problemy z metodologią i nadużycia w opracowaniu statystycznym wyników. Zakończenie tej historii mówi samo za siebie, w 2007 roku lab po prostu zamknięto.
Co do tych kwantowych dziwności to rozumiem że to wygodny grunt do różnych spekulacji, ale jest tu pewien zasadniczy problem. Nawet jeśli przyjmiemy że kwestia „obserwatora” jest nierozwiązana i rzeczywiście tajemnicza, to żadna poważna interpretacja mechaniki kwantowej nie mówi o wpływie ludzkiego umysłu na zachowanie cząstek czy funkcji falowych. Stapp, Penrose, owszem, uwzględniają jakieś rozważania o świadomości, ale to jest jeszcze daleka droga od stwierdzenia że człowiek swoją intencją wpływa na fizykę. „Kolaps” funkcji falowej przez „obserwację” jest zagadką dla fizyków, ale to nie jest żaden mandat żeby głosić tezy o telekinetycznym czy mentalnym wpływie na materię.
Świat faktycznie nie jest prosty, zgadzam się. Ale to że nie wiemy wszystkiego nie oznacza że możemy wpisywać w te luki co tylko nam pasuje. Mechanika kwantowa sama w sobie jest na tyle fascynująca że naprawdę nie trzeba jej ozdabiać mistycznymi nadbudówkami...
@srebrnykamien po pierwsze, nie mam żadnego wpływu na to co moderator usuwa i jak to robi. Regulamin mówi wyraźnie o zakazie reklam i nie moja sprawa czy kasuje z nożyczkami czy z siekierą.
Po drugie to ty teraz robisz manipulację, bo kwota o której tu mowa to raz był 1250 zł, raz 850 zł. Więc nie wiem skąd nagle 750. Dwie, trzy stówy w tę czy tamtą stronę, ale wciąż mówimy o jednej trzeciej sredniej krajowej. I teraz pytam konkretnie: za co? Za wahadełko? Za opowiadanie ludziom o energiach, których żaden istniejacy na świecie przyrząd nie jest w stanie zmierzyć? Że jakiś tekst ukazal się drukiem nie znaczy jeszcze, że to nauka. Fantazje wydane w książce to wciąż fantazje.
I ten zarzut o ograniczaniu wolności wyboru to serio nie rozumiem skąd. Ja tylko mówię że ktoś może na tym stracić i nic nie zyskać. Stracić kasę, no i przy okazji stać się pośmiewiskiem w oczach rodziny czy znajomych, bo będzie recytował formułki o wymiarach i cudownych energiach. Ostrzegam, nie zakazuję. To duza różnica.
@srebrnykamien no przepraszam, ale to porównanie z grawitacją to jest jednak spore nadużycie i nie mogłem tego zostawić bez komentarza 🙂
Grawitacja jest opisana matematycznie, przewidywalna, mierzalna i powtarzalna w każdych warunkach. Owszem, mechanizm jej powstawania nie jest do końca wyjaśniony na poziomie kwantowym, ale samo zjawisko zostało zbadane i skwantyfikowane w sposób, który pozwala nam wysyłać sondy kosmiczne z dokładnością co do metrów. To jest zupełnie inna kategoria „pewności” niż wpływ świadomości na materię, który nadal czeka na choćby jeden solidny, replikowalny eksperyment w niezależnych ośrodkach.
Mam wrażenie że argument „nikt nie wie skąd się bierze grawitacja, a jednak istnieje” jest trochę na zasadzie: skoro nikt nie wie wszystkiego o tym jednym zjawisku, to znaczy że inne nieudowodnione zjawiska też muszą istnieć. No ale to nie wynika jedno z drugiego.
Co do publikacji w poważnych periodykach... wlasnie tu jest pies pogrzebany. Bo samo pojawienie się artykułu w jakimś piśmie naukowym nie kończy dyskusji, tylko ją zaczyna. Nauka weryfikuje, replikuje, obala albo potwierdza. I jeśli wpływ świadomości na materię jest tak pewny jak piszesz, to powinno być łatwo wskazać badania które przeszły tę weryfikację.
Dyskutować można i chętnie, ale na tym samym poziomie argumentacji po obu stronach.
Kilka wątków tu się zlewa w jeden i to niestety nie w sposób merytoryczny. Chciałem zainicjować sensowną dyskusję, a wyszło na to, że zamiast rozmowy mam do czynienia z wyśmiewaniem i obrażaniem. Komentarzy na poziomie podstawówki po prostu nie będę dygować.
Co do olka13 i całej tej kwestii, to poszukam czegoś bardziej opartego na jakimkolwiek autorytecie, chociażby dla własnej satysfakcji. Wrócę wtedy do tematu.
Natomiast jeśli chodzi o i.geoerg.i i to nieustanne atakowanie mnie... wygląda jakbyś traktował to bardzo osobiście. Przypisujesz mi wszelkie możliwe wady jakie mają nieuczciwi ezoteryczni „specjaliści” i robisz to notorycznie, bez żadnego konkretnego powodu. Co ciekawe, za każdym razem gdy pokazuję że twoje zarzuty są po prostu nierzetelne, to nie podejmujesz wątku i wracasz jak w kółko do tego samego: że jestem szarlatanem, że jestem oszustem itd.
Żyjemy w wolnym kraju i rozumiem, że każdy może mieć inne zdanie. Ale chyba możemy się przynajmniej nauczyć szanować ludzi, z którymi się nie zgadzamy. Nazywacie mnie szarlatanem, naciągaczem, sugerujecie że muszę być idiotą skoro wierzę w coś w co wy nie wierzycie. Kulturalnej dyskusji jak nie było tak nie ma. Często jako argument za tym że wam wolno mnie obrażać podajecie „ochronę ludzi” no ale to naprawdę wątpliwa logika. Może tak zaciekle się tu wypowiadacie bo w innych miejscach nikt tego nie słucha? Nie wiem. Ja w każdym razie nie zmuszam was do zmiany poglądów, nie obrażam was, nie mówię że szkodzicie innym mimo że naprawdę tak uważam. Wam natomiast obrażanie przychodzi z wyjątkową łatwością.
@lukasz-10 no właśnie, szacunek to ważna sprawa, ale powiem ci jak to widzę.
Czy szacunkiem jest mówić ludziom że coś działa, skoro nie ma na to żadnych twardych dowodów? Lekarz jak mówi że terapia jest skuteczna w 30%, to ma za sobą badania kliniczne. Ma coś konkretnego. A jakie badania stoją za „oddziaływaniami duchowymi”? żadne. I właśnie tu jest problem.
Bo można wierzyć w co się chce, naprawdę. Ale uczciwe byłoby powiedziec ludziom wprost: „słuchajcie, ja w to wierzę, ale nie ma dowodów że to rzeczywiście działa”. To nie jest zbyt dobry marketing, zgoda, ale za to jest uczciwe.
I wiesz co, ta cała dyskusja tak naprawdę sprowadza się tylko do tego jednego pytania. Czy można obiecywać ludziom skuteczność czegoś, na co nie ma żadnego potwierdzenia? Dla mnie odpowiedź jest prosta.
@wolnyenergia co do badań, to już wcześniej mówiłem że ich szukam i jak znajdę to na pewno tutaj to opiszę, nie znikam z tematu.
Co do reszty, no cóż, mam prawo myśleć i wierzyć w co chcę, tak jak każdy w tym kraju. Trafiłem na to forum bo byłem ciekaw co ludzie sądzą o pracy nad sobą i SRT, no i dostałem odpowiedź, przynajmniej z twojej strony 😉 Traktuję to jako wartosciową lekcję i przyznam szczerze, że przygotuję się lepiej zanim znowu wejde w tę dyskusję i odpowiem porządnie, merytorycznie, a nie na kolanie.
I wiesz co, nawet te nie zawsze miłe komentarze są dla mnie czymś pożytecznym. Skłaniają mnie do tego żeby lepiej uargumentować to, w co wierzę i może przekonać więcej ludzi do narzędzi, które moim zdaniem naprawdę pomagają w pracy nad sobą. Pozdrawiam
@lukasz-10 no dobra, ale zaraz zaraz. piszesz o szanowaniu innych i kulturalnej dyskusji, a sam robisz z siebie ofiarę, bo ktoś śmie kwestionować to co robisz. jeśli bierzesz kasę od ludzi za wahadełko i podobne rzeczy, to przepraszam, ale to jest naciąganie, nieważne jak to sobie nazwiemy. możesz wierzyć w co chcesz, nikt ci tego nie zabroni, serio. ale jak zaczynasz na tym zarabiać, to już nie jest twoja prywatna sprawa i wtedy takie zarzuty jak te tutaj są jak najbardziej na miejscu. potraktuj to jako hobby, kreccie se z kumplami do woli, zero problemu. tylko nie bierz za to forsy od ludzi, którzy moze naprawdę wierzą że im pomagasz. i jedno pytanie, szczerze: czy jak stoisz przed lustrem to nie masz żadnych wątpliwości? bo ja bym miał.
@nocnyumysl tak, potrafię. A ty? Bo ukrywasz się za pseudonimem i obrażasz mnie bez żadnego powodu, kpisząc z tego czym się zajmuję. Wiesz co, wielu przed tobą robiło to samo ludziom, którzy szli pod prąd i jakoś to ich nie zatrzymało. Właśnie dlatego, że nie czuję złości czytając twoje słowa, wiem ze idę w dobrym kierunku.
Co do pieniędzy, jedynym realnym weryfikatorem jest tu gwarancja zwrotu i taką właśnie stosuję u siebie. Proste.
Zapraszam do kolejnych pytań, serio. Dziwnie to może brzmi, ale dzięki tobie sporo się nauczyłem i mam wrażenie że to nie koniec tej rozmowy. Specyficzni „mistrzowie” pojawiają się w życiu w różnych formach, może kiedyś to docenisz 🙂 to też dla tych, którzy widzą ten niuans w tej wymianie zdań.
Gdybyś jednak zechciał trochę zmienić ton, to i rozmowa byłaby konkretniejsza. Na razie czekam na odpowiedź.
@lukasz-10 wiesz, właśnie spojrzałem na ten wątek z zupełnie innej perspektywy i musze powiedzieć, że jest naprawdę genialny. Ludzie którzy tutaj piszą to swego rodzaju mistrzowie, tyle że bardziej w stylu saturnowym niż jowiszowym, jeśli rozumiesz co mam na myśli 🙂 Ale i tak to doceniam, szczerze. Dopiero teraz to właściwie zobaczyłem.
Niech spokój wewnętrzny prowadzi nas dalej.
@blekitnypole no widzę że podoba ci się ten wątek 🙂 rzeczywiście ludzie się tu wypowiadają z dużą pasją, choć różne te drogi bywają...
Sam tutaj też z jakimś konkretnym celem, a nie po to żeby po prostu gadać. Głównie chodzi mi o ostrzeżenie innych przed jedną osobą, Kazimierzem Karstem, który moim zdaniem jest prawdziwym drapieżnikiem w tym całym środowisku ezoterycznym. Przy okazji mam nadzieję porozruszać te stare szare komórki, bo zostały mi już chyba z dwie 😉
Wiesz, każdy tu realizuje swoje cele i właściwie niespecjalnie patrzy na innych. I tak chyba jest. Problem z przekonywaniem kogokolwiek na siłę polega na tym że to po prostu walka, a w walce nikt nie wygrywa. Najwyżej można próbować wprowadzić taki dysonans poznawczy i tyle. Więcej nie ma sensu.
Przypomnę też pewną sprawę bo ona dobrze pokazuje mechanizmy jakie tu działają, jedna osoba podała kwotę 1250 złotych za kurs, poprawiając mnie że moja kwota była za niska. Co oznacza że tą kwotę znał doskonale, pamiętał albo sobie gdzieś zapisał. A mimo to wcześniej kłamał twierdząc że jest inaczej. Manipulował faktami i jednocześnie mnie oskarżał o manipulację. Znany to mechanizm, klasyka.
Jest jeszcze jedna rzecz o której pisałem wcześniej a która została kompletnie olana. Wyobraź sobie człowieka z terminalną chorobą, któremu tradycyjna medycyna mówi że nie ma już dla niego szans. Taki człowiek czasem właśnie dzięki wierze, nawet w niekonwencjonalne metody, uruchamia własne zasoby samoleczenia organizmu, to są fakty. Są opisane protokoły, różni lekarze holisyczni którzy podchodza do pacjenta jak do całości a nie do zestawu organów do naprawy. I jeśli ktoś przez swoje nieodpowiedzialne pisanie odbierze takiemu człowiekowi tą ostatnią szansę na nadzieję... to jest ciężar którego ja bym nosić nie chciał. Ale cel uświęca środki, nie.
Medycyna holistyczna działa w wielu krajach legalnie i jest refundowana, to nie bajki. Warto szukać lekarzy którzy potraktują was jako całość jeśli tradycyjna medycyna powie że nie ma już wyjścia.
Jeśli ktoś posiada jakieś informacje o Kazimierzu Karście, niech napisze w odpowiednim wątku tutaj na forum. Powody dla których o tym piszę sa konkretne i oparte na faktach a nie na domysłach.
pozdrawiam ciepło
