W swoim życiu zawodowym miałem podobną sytuację, byłem ciągle atakowany i obwiniany. Po sesjach u pewnego prowadzącego, gdzie pracowaliśmy nad wypalaniem wzorców ofiary, straciłem pracę błyskawicznie. Nagle pojawił się odgórny nakaz zwolnienia jednej osoby i padło na mnie. Miałem zostać jeszcze dwa tygodnie na wypowiedzeniu, a wyszło tak, że po trzech dniach już mnie tam nie było.
Byłem zawiedziony, bo sama praca mi odpowiadała, a szefowa była osobą przy której mocno podnosiły mi się wibracje, czułem harmonię, bliskość energetyczną. Ale ona szła zupełnie inną ścieżką niż ja, miała sporo obciążen aniołkowych, nie akceptowała mnie i atakowała.
NASTEPNA OFIARA TAKICH METOD !
wszystkim stosującym takie metody chciałabym powiedzieć jedno... czy oni naprawdę nie widzą co robią? Przecież nadmierne oddychanie nie wywołuje żadnych „przebudzzeń” ani uniesień tylko zwykłą tężyczkę, czyli realną chorobę. To nie jest żaden duchowy fenomen, to jest patologia medyczna.
Poważnie myślę że ktoś powinien założyć wątek albo nawet całe forum poświęcone szarlatańskim metodom bo to jest realny problem, nie tylko jednostkowy. Ja sama nie czuję się na siłach żeby to prowadzić, brak mi tej wiedzy i czasu, ale może ktoś stąd byłby w stanie coś takiego podjąć? To naprawdę ważna sprawa społeczna i szkoda żeby przeszła bez echa 🙂
No i mamy kolejną ofiarę tego całego „rozwoju duchowego”... jak zwykle z problemami które sami sobie wywołali tymi praktykami. Najpierw kasa wylatuje z budżetu na kolejne kursy i gadżety, potem brakuje na normalne życie i małżeństwo się sypie. A do tego dochodzi jeszcze psychika, zdrowie, ogólne cofnięcie się zamiast tego legendarnego rozwoju.
Jeden z takich „specjalistów” od regresji namawiał mnie kiedyś na zabieg, twierdząc że dzięki tej metodzie i afirmacjom osiąga sukcesy materialne i ma dużo pieniędzy. Zresztą jak sie patrzy na to co reklamują na swoich stronach, to właśnie to jest ich główna oferta, sukces, pieniądze, dobrobyt.
No i teraz mam pytanie: skoro regresja tak świetnie działa i człowiek dzięki niej zgarnia fortunę, to czemu ten sam regresant chce 400 zł za jedną sesję? Gdzie tu logika? Jak można być aż tak niekonsekwentnym... Albo myslą, ze ludzie nie potrafią dwa i dwa złożyć.
Widocznie jednak myślą, że jesteśmy naiwni. Mylą się. Ode mnie wyciągnęli niemałe pieniądze i to był błąd, który już się nie powtórzy. Nikomu nie polecam korzystania z usług tego rodzaju osób.
Szczerze odradzam te sesje regresingu i przestrzegam każdego kto się nad tym zastanawia. Sam zapłaciłem kilkaset złotych za zabieg, po którym usłyszałem od prowadzącego, że wszystko w moim życiu się zmieni... kiedy zacznę pisać afirmacje na kartce. Serio. Jedna z nich brzmiała mniej więcej tak: „im wiecej daję pieniędzy innym, tym więcej dostaję” - a chodziło oczywiście o wydawanie na kolejne sesje. Druga afirmacja, którą kazano mi sobie zapisać, to było coś w stylu „już teraz rezygnuję z choroby, wybieram zdrowie”. Za to zażądano ode mnie kilkuset złotych.
Co mnie dodatkowo uderzyło to fakt, że ta osoba sama utrzymywała się wyłącznie z takich zabiegów i najwyraźniej nie potrafiła zarobić pieniędzy w żaden inny sposób. Trochę to mówi samo za siebie.
a jak to wygląda od strony karmicznej właśnie... bo mnie nurtuje jedno pytanie. bo przecież Leszek Żądło, Sylwia Wolf-Wilczyńska, Kinga Rozczynała, Krzysztof Maxym czy Andżelika Sobczak nie działają w próżni. ci co świadomie tworzą takie astralne konstrukty po to żeby atakować ludzi rozwijających się duchowo, zwykłych czytelnikow forum czy osoby szukające pomocy, a wszystko w celu pozyskania klientów na regresing... co ich czeka za takie działania?
nie mówię tego bez powodu. manipulacja na poziomie astralnym to nie jest żart, to ingerencja w czyjąś wolną wolę i duchową ścieżkę. karma w takich przypadkach działa moim zdaniem bardzo precyzyjnie, i zazwyczaj wraca wielokrotnie wzmocniona. ktoś kto świadomie szkodzi innym dla zysku finansowego... to już nie jest zwykły błąd, to wybór.
ciekawe czy ktoś z was miał do czynienia z podobnymi sytuacjami i co obserwował w zakresie karmicznych konsekwencji takich działań
Zastanawia mnie jedna rzecz. Ciągle pojawiają się w sieci nowe reklamy tych ludzi, wywiady z nimi, kolejne oferty... i nikt tego nie kontroluje? Czy to w ogóle jest zgodne z prawem?
Bo tak sobie myślę, że można by spróbować zgłosić to jako naruszenie praw konsumentów. Szczególnie chodzi mi o tych, którzy oferują rozne „analizy” na podstawie zdjecia i wahadełka, i biorą za to niemałe pieniądze. To trochę jakby sprzedawać powietrze w pudełku.
Może właśnie tędy droga? Zamiast przekonywać klientów że to nie działa (bo i tak nie wierzą), uderzyć w to od strony prawnej. Co myślicie, ma to sens?
Skoro Marek Białach od kilku lat podobno nie ma nic wspólnego z regresingiem, to czemu jego reklama nadal krąży w sieci? Zastanawia mnie to szczerze.
Ja z żadnej szkoły regresingu nie wyszedłem, więc i błędów, które regreserzy popełniają, nie powielajem. To co robię to moja własna metoda, wypracowana po swojemu.
Statystyk nie prowadzę, ale też nikt mi nie narzekał po sesji, żeby coś było nie tak, nawet gdy to była jednorazowa przygoda z regresią. żadnych wywałek, żadnych pretensji.
A co do psychologii... no tu bym się nie zgodził, że wszystkiego można sie nauczyć na studiach. Regreser musi mieć intuicję, taką prawdziwą, wrodzoną. Albo się z tym przyszło na świat, albo nie i tyle. Żaden dyplom tego nie zastąpi.
Mam jedno proste pytanie do wszystkich zwolenników regresingu: czy ktokolwiek z tych regresjonistów został kiedykolwiek doceniony przez środowisko medyczne? Bo jakoś nie przypominam sobie, żeby któryś dostał Nobla z medycyny. A gdyby naprawdę coś udowodnili, gdyby ich metody miały solidne podstawy, to chyba by się o tym usłyszało, prawda?
Podobnie z publikacjami naukowymi, zarówno krajowymi jak i zagranicznymi. Żadne poważne pismo medyczne nie potwierdziło wartości tych sesji. żaden recenzowany artykuł, żadna nagroda, nic. A skoro tak, to chyba warto się zastanowić o co tu tak naprawdę chodzi i komu to służy.
Ja osobiście odradzam sesje regresingu.
Byłem kiedyś namówiony przez takich „specjalistów od regresingu” do udziału w ich sesjach. Zapewniali mnie wtedy z całą powagą, że jeśli będę regularnie korzystał z tych zabiegów, to do końca życia nie zachoruję na żadną chorobę. Twierdzili, że ich regresing „oczyszcza intencję do choroby” albo jakoś tak to ujmowali... no i człowiek słucha, myśli, może coś w tym jest.
bredzisz.
Wie pan co, to chyba oczywiste że jak podświadomość pacjenta gdzieś się uprze, to żaden lekarz tego tak łatwo nie przeskoczy. Podświadome pragnienia to potężna siła i tu nie ma co do dyskutować.
Ale jest też druga strona tego medalu... świadomość ma przecież realną moc wpływania na podświadomość, chociażby przez myśli i uczucia. Można to niejako zaprogramować. Grunt to wiedzieć jak.
no właśnie, może nie kłamali dosłownie, ale jakoś zapomnieli wspomnieć ile tych sesji trzeba żeby dojść do takiego stanu... bo brak chorób to praktycznie jak oświecenie, serio.
A zwykłe sprawy jak grypa czy przeziębienie to kwestia tego co jesz i jak się odżywiasz na co dzień, regresing nie ma tu za bardzo nic do gadania.
Znam jedną afirmację, którą polecano mi kiedyś jako remedium na karmę:
„Kocham, lubię, szanuję i doceniam siebie niezależnie od tego, co robią, myślą czy mówią inni ludzie.”
Brzmi pięknie... ale zaraz się zastanówmy. Dla kogoś, kto dorastał w domu gdzie bicie szło w parze ze słowami „robię to bo cię kocham”, taka afirmacja może działać odwrotnie do zamierzonego. Człowiek wychowany w takim schemacie podświadomie wysyła na zewnątrz coś w stylu: zniszczcie mnie z miłości. I to nie metafora, to dosłowny przekaz energetyczny wbudowany głęboko w psychikę.
Zastanawiam się więc, ile osób zostało już w ten sposob wprowadzonych w błąd podobnymi „gotowcami” wyssanymi z palca. Ile ludzkich historii skończyło się biedą, chorobą albo głęboką samotnością, bo ktoś dał im przepis pasujący do innej rzeczywistości niż ta polska, mocno poraniona. Afirmacje to nie są neutralne narzędzia, działają inaczej w zależności od tego, co ktoś nosi w środku
Ostrzegam przed regresigiem, przynajmniej jeśli chodzi o pewną panią w Katowicach. Sam na tym straciłem. Osoba prowadząca sesje namówiła mnie na zakup kaset magnetofonowych z medytacjami, które sama oferowała. Zapewniała, że po ich słuchaniu schudnę i wyzdrowieję. Kasety były autorstwa kogoś dość głośnego w środowisku regresingowym, jedna z nich miała tytuł w stylu „Odchudzam się z przyjemnością”. Nie podam dokładnych danych autora, bo wolę nie ryzykować.
Kasety okazały się oczywiście zwykłym szwindlem. Za każdą żądano kilkudziesięciu złotych. Do tego wmówiono mi, że mam „silne obciążenia karmiczne” i że właśnie te nagrania mi pomogą... skuteczna technika sprzedażowa, przyznam. Byłem naciągany na kolejne pozycje. Tego dnia wydałem łącznie kilkaset złotych, i to bez żadnego potwierdzenia na papierze, pani odmówiła wystawienia czegokolwiek. Co więcej, poprosiła mnie żebym nikomu nie mówił czym się zajmuje, czyli tymi sesjami i innymi podobnymi zabiegami.
Po wszystkim zadzwoniłem do urzedu skarbowego w Katowicach i dowiedziałem się, że ta osoba nie miała żadnej zarejestrowanej działalności gospodarczej. Jak jest teraz, nie wiem. No i tak po prostu pozbyłem się kasy.
Czytam o tym Tomku i serce mi się ściska... 22 lata, a tyle cierpienia na raz. choroba Fabry'ego, ból bez końca, lata błędnej diagnozy i ta niepewność co do leku który dostaje tylko z łaski producenta. I jeszcze ta samotność, która podobno boli go najbardziej ze wszystkiego.
Taka historia to gotowe pole do pracy energetycznej. wahadlarz odpowiednio pracujacy ze świadomością mógłby tu zdziałać naprawdę wiele, bo choroba tak rzadka i tak głęboko osadzona w ciele to często znak czegoś większego, karmy albo nierozwiązanych wzorców z poprzednich wcieleń. Afirmacje, modlitwa intencyjna, praca z wahadełkiem na poziomie subtelnym... to nie zastąpi lekarzy oczywiście, ale może działać równolegle i wzmacniać proces zdrowienia od środka.
Mam nadzieję że ktoś bliski temu chłopakowi czyta takie miejsca jak to i pomyśli o takiej drodze wsparcia
Chcę tu coś ważnego napisać, zwłaszcza dla tych co dopiero zaczynają przygodę z afirmacjami i nie do końca wiedzą z czym to się je.
Jakiś czas temu postanowiłem zabrać się za oczyszczanie karmy. Naczytałem się, poczułem gotowość i zacząłem afirmować, że spotykają mnie sytuacje pomagające oczyścić karmę z moim partnerem. No i zaczęło się...
Następnego dnia nasza córeczka trafiła do szpitala w dość ciężkim stanie, wymioty bez wyraźnej przyczyny. Nadal afirmowałem podczas jej pobytu i niedługo potem wyszła na jaw bardzo nieprzyjemna sprawa między mną a partnerem. Po powrocie do domu kontynuowałem afirmacje i dosłownie kwadrans później znów jechałyśmy z dzieckiem karetką. Potem epizod się powtórzył jeszcze raz.
Wtedy przerwałem. Po serii badań okazało sie, że to alergia, ale tu jest pewien niepokojacy szczegół: wcześniej, kiedy stężenie tego alergenu było wyższe, córka była zdrowa. Problemy zaczęły się dopiero kiedy afirmowałem...
Wiadomo, nic tak nie oczyszcza karmy jak choroba. Kiedy przestałem afirmować oczyszczenie i zamiast tego zacząłem prosić o spokój i harmonię w związku, nastąpiła wyraźna poprawa.
Może to moja nadinterpretacja, naprawdę nie wiem. Ale coś tu chyba jednak było na rzeczy. Ostrzegam szczerze, ta metoda może pociagnąć za sobą skutki, których się nie spodziewamy, i to nie tylko dla nas samych.
Bardzo często zdarza się, że ludzie nie potrafią tak naprawdę pracować z własnymi przekonaniami na żadnym głębszym poziomie.
Miałem kiedyś do czynienia z jednym chłopakiem, któremu pomagałem odreagować coś bardzo konkretnego, mianowicie przymus myślenia wyłącznie pozytywnego. Zauważył sam, że kiedy skupiał uwagę na przyjemnych myślach, czuł się dobrze. Problem w tym, że pojawiały się też te ciemniejsze, nieproszone. I postanowił z nimi walczyć. No i ta walka go dosłownie wykończyła... wpadł w obsesje, kompletne pomieszanie, coś strasznego.
A wszystko zaczęło sie od jakiegoś forum rozwojowego. Było tam napisane, że myśli wpływają na efekty w życiu. Ale co z tymi myślami robić, jak je przepracowywać, co zrobić kiedy pojawiają się znikąd, o tym już nikt nie napisał ani słowa. Zero opisów, zero wskazówek.
I to jest właśnie ta pułapka. Efekty u kogoś, kto wchodzi w temat zbyt płytko i zaczyna eksperymentować na własną rękę, mogą być kompletnie nieprzewidywalne. A nawet niebezpieczne i bolesne.
Słyszałem też ostrzeżenia, żeby nie afirmować sobie głupot, żeby chociaż sprawdzić czy coś w ogóle działa. Ale nie wszyscy słuchają. Podobno były osoby, ktore wmawiały sobie różne rzeczy przy pomocy nagrań na taśmach magnetofonowych, nagrywały jakieś bzdury i tego słuchały godzinami. I zdaje się, że co najmniej dwie osoby bardzo na tym ucierpiały. Jedna chyba popełniła samobójstwo, druga kompletnie zbzikowała.
Samobójstwa, choroby, bankructwa, oto czasem realne efekty nieprzemyślanych afirmacji.
Skoro afirmacja wywołuje w nas odpychający, nieprzyjemny opór, to naprawdę kluczowe jest zrozumienie, skąd ten opór pochodzi. Podświadomość wyraźnie sygnalizuje, że coś się nie zgadza. I tu pojawia się konkretne pytanie: jak właściwie zmienić nastawienie do słów, które ten opór wywołują? Jaką techniką, jakim krokiem?
Bo powiedzenie „używaj słów kojarzących się pozytywnie” to właściwie truizm. Pytanie brzmi jak do tego dojść, jeśli przez lata słowa takie jak „miłość” czy „szacunek” nasiąknęły bólem.
Ktoś tu wyżej wspomniał o zmarnowanych latach, o 20 latach praktyk po których czuje się gorzej. ja sama mogę powiedzieć podobnie, 15 lat i efekt był taki że znieczuliłem się kompletnie. Afirmacje nie leczyły, one przykrywały. I rozumiem ten gniew.
Ale jest coś, o czym w całej tej dyskusji nikt głośno nie mówi: metody pracy z umysłem stosowane bez rozeznania, przy poważnych zaburzeniach, mogą naprawdę zaszkodzić. Nie każda technika jest dla każdego. Pisanie o tym, że „właściwe definiowanie pojęć” jest najważniejsze przy traumatycznym dzieciństwie brzmi jak... no, jakby ktoś nie rozumiał czym trauma w ogóle jest.
Przyznanie się do błedu, do tego że metoda ma swoje granice, że nie wiemy jak funkcjonuje psychika mocno zranionego człowieka, to nie jest słabość. Wręcz przeciwnie, to jedyna droga do prawdziwego szacunku.
przestrzegam was serio, bo sam przez to przechodziłem...
ten tak zwany „rozwój duchowy” co tu jest propagowany to pułapka. czyjaś pułapka, żeby wyciągnąć z was energię i zdjąć z kogoś obciążenia, kosztem was. dosłownie.
i jedno mnie zawsze zastanawia: jak ktoś poleca regresing innym, a sam z tego nie korzysta albo nie korzystał... to po co w ogóle słuchać takiej osoby? to trochę jak gdyby ktoś sprzedawał lekarstwo którego sam nie tyka
uciekajcie z tego miejsca zanim nie będzie za późno
Zgodzę się z tym tylko częściowo. To nie jakiś jeden „burak po podstawówce” jest powodem że regresing upada, bo szczerze mówiąc ty sam wypadasz tutaj co najmniej tak samo źle jak ci, na których narzekasz. Każdy kto tu wejdzie czyta i ciebie też.
Ale dobra, zostawmy to. Bo regresing upada głównie przez jedną konkretną osobę i wszyscy wiedzą o kogo chodzi, czyli o twórcę tej metody. Wielu ludzi radziło mu żeby nie mieszał się w tamtą całą zadymę ze Zbyszkiem, żeby po prostu odpuścił. No ale jest jaki jest, uparty, każdy kto go zna to potwierodzi. Zamiast zadbać o swoich, zajął się facetem który wymieszał regresing z czymkolwiek mu przyszło do głowy. I co z tego wyszło? Jeden jest po zawale i podobno bez grosza, drugi ma już tylko garstkę wiernych i wyrok w papierach, przynajmniej tak tu piszą.
Dla mnie osobiście kubeł zimnej wody przyszedł kiedy na zamkniętej grupie zaczął wszystkim wmawiać coś zupełnie sprzecznego z tym, czego wcześniej uczył. Chodzi o ten sposób oddychania i te wywałki z tężyczką. Ludzie to zauważyli i mówią o tym między sobą. Na razie cicho, ale widać że coś się sypie i że chyba się czegoś boi.
Tyle ode mnie, nie będę się rozpisywał co o tym wszystkim myślę. Pozdrawiam.
Miałem do czynienia z taką sesją regresingu i szczerze odradzam. Już na samym pierwszym spotkaniu usłyszałem od prowadzącej, że nie jestem człowiekiem, lecz „upadłym aniołem”. Piszę poważnie, bez żadnej przesady. Ta pani oficjalnie oznajmiła mi, że należę do jakiejś grupy czerwonych aniołów... Szok.
Co ciekawsze, pozostali uczestnicy słyszeli podobne rzeczy o sobie, że są aniołami żółtymi, czerwonymi i tak dalej. I za te bzdury prowadząca zażądała od nas niemałych pieniędzy.
Szczerze mówiąc, odradzam korzystanie z takich sesji. Sam miałem kontakt z regreserem i usłyszałem rzeczy, które mnie po prostu zatkały. Otóż według niego ludzie chorują dlatego, że... sami tego chcą. Karma, wzorce, własna wina. Serio.
A na dodatek próbował mnie przekonać, że wszelkie choroby można wyleczyć przez ich zabiegi i „pomoc”. Oczywiście płatną pomoc, bo o to tu głównie chodzi. Największy biznes robi się właśnie w ten sposob, trafia się do ludzi szukających ratunku i sprzedaje im się złudzenie.
Czytałem artykuł pewnego autora i muszę powiedzieć, że dokładnie tymi samymi argumentami mnie kiedyś zachęcano do udziału w tych seansach. Prawie co drugi regreser chwalił się jakimiś wysokimi stopniami rozwoju duchowego, niektórzy twierdzili nawet że są na wyższym poziomie niż Jezus w chwili ukrzyżowania. Serio, dokładnie to samo mi wmawiano.
A teraz przeczytałem że ten rzekomy poziom duchowy jest ustalany... wahadłem, którym się samemu kręci. Ludzie, pomyślcie przez chwilę. Każdy z nas może wziąć wahadło i nakręcić sobie dowolne liczby, co to za miara czegokolwiek?
Mnie też namawiała pewna pani regreser i twierdziła z pełną powagą, że jak „przepracuję 50 procent karmy” to przestanę chorować. To jest po prostu bzdura, przykro mi że tak mówię, ale szkoda waszych pieniędzy i czasu. Nie dajcie się na to nabierać.
Szczerze odradzam jakichkolwiek zabiegów zwanych „regresingiem”. Sam przez to przeszedłem i powiem wam, że wyrwanie się z tego było naprawdę bardzo ciężkie. Udało mi się tylko dlatego, że miałem wsparcie rodziny i chcę was przed tym przestrzec.
Na czym polegała ta manipulacja? Praktycznie przy każdej rozmowie z tymi ludźmi słyszałem, że mam „silne wywalki” i muszę koniecznie wrócić na kolejną sesję... i oczywiście zapłacić. Ciągle mi sugerowano rozmaite rzeczy: że mam silne „wzorce”, że mam poważne obciążenia karmiczne, niskie RD i tak dalej, i tak dalej. A na końcu kazano mi pisać afirmacje w stylu „im więcej daję pieniędzy innym, tym więcej dostaję od ludzi pieniędzy”. I to nie żart, mówię poważnie. Jedna z terapeutek nakazała mi pisać to zdanie tak długo, aż pieniądze same do mnie przypłyną. Kiedy skończyły mi się środki na kolejny zabieg, ta sama osoba kazała mi pisać że „ja (imię) teraz wiem skąd wezmę pieniądze na następną sesję regresingu”. Serio.
Prawie każda rozmowa z tymi ludźmi to jedna wielka sugestia i wymyślanie kolejnych problemów, żebyś przyszedł i zostawił kasę. Gdyby nie rodzina, pewnie nigdy bym się z tego nie wyplątał. Wiem też, że są osoby tak uzależnione od tego procederu, że płacą nawet za „sesje” prowadzone przez telefon czy Skype.
Jeszcze jedno: ci, którzy nazywają siebie regreserami, to zwykli ludzie z krwi i kości, nie żadne „upadłe anioły”. Nie dajcie się naciągnąć.
no właśnie... to jest w sumie proste, ale rozumiem czemu ludziom z zasadami ciężko to ogarnąć. Manipulator świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że spora część jego wielbicieli to zwykłe, dobre osoby. Takie które łykają bez zastanowienia pierwszą informację jaką dostaną, szczególnie gdy pochodzi od kogoś, kogo uważają za autorytet. Cokolwiek przyjdzie potem zostanie z miejsca odrzucone, nawet jak będzie poparte twardymi dowodami. Dlatego właśnie zagrał pierwszy i sam ogłosił swój własny „wyrok”. Tak naprawdę robi to od lat i skutecznie miesza tym ludziom w głowach. Bo dla nich on musi być zwycięzcą i to jest jedyna rzecz jaka sie liczy. Swoją drogą identyczną metodę stosuje jego imiennik, ten znany polityk. Dokumenty, świadkowie, dowody... wszystko to jest bez znaczenia, dopóki stado ślepo wierzy w każde jego słowo.
