Mam pytanie właściwie do wszystkich którzy mają doświadczenie w tym temacie. Czym tak naprawdę jest przebudzenie i jak ono wygląda od środka? Co się czuje, jak się funkcjonuje w codziennym życiu będąc przebudzonym? Ciekawi mnie też jak to się zmienia na kolejnych etapach... od tych uczniowskich, przez mistrzowskie, aż po oświecenie i poziom, który niektórzy nazywają poziomem Boga. Czy ktoś mógłby mi to opisać własnymi słowami?
I jeszcze jedno, prosiłabym o polecenie jakiś książek po polsku na ten temat. Takich dostępnych dla kogoś kto jeszcze nie jest przebudzony i dopiero szuka odpowiedzi
szczerze? polecam poszukać książki „Kolosy na glinianych nogach. Studium guru" bo temat jest tam potraktowany calkiem rzetelnie i bez owijania w bawełnę
Co psychiatra może wiedzieć o przebudzeniu czy duchowości... no właśnie. Taka książka jest pisana z perspektywy kogoś, kto duchowość traktuje albo jako urojenia, albo jako wygodne źródło zarobku. Jedno i drugie sprowadza się do tego samego podejścia - przekreślenia tematu zanim się go w ogóle dotknie.
Zastanawiam się też szczerze, co osoby, które nie interesują się ezoteryką i nie wierzą np. w bioenergoterapię, robią na takim forum. jaki jest właściwie cel bycia tutaj?
szczerze? najbardziej trafia do mnie Lao Tse i Musashi, coś w ich słowach jest bardzo prawdziwego...
ale chciałam napisać coś konkretniej o przebudzeniu. przebudzonym się po prostu jest. problem leży w czymś zupełnie innym, w ludziach, którzy mają tylko władzę w garści, zamiast mieć cokolwiek wspólnego z Chrystusem, Tomaszem ewangelistą, satori, samadhi, zen czy Buddą. to są dwie zupełnie różne rzeczy i nie należy ich mylić.
co do tego co czuję... trudno mi to opisać, bo po prostu czuję. nie wiem jak to inaczej wytłumaczyć. patrzę na ten świat trzecim okiem, i zresztą z bólem, co sugeruje mi że Budda niekoniecznie popadł w głupotę pod koniec życia. jak joginom schodzi na cukrzycę, to są to sprawy ziemskie, ciało i tak swoje robi.
mam też takie dziwne wizje, raz są, raz ich nie ma, jak pełny film przed oczami. w Warszawie ostatnio słyszałam w nocy syreny i dziwne huknięcia, jakby wystrzały... nie wiem co to jest, ale niepokoją mnie
Otwarciem oczu na świat, zdecydowanie. Choć to brzmi banalnie, to chyba najlepiej oddaje istotę rzeczy. Nagle zaczynasz widzieć rzeczy, które wcześniej były gdzieś na obrzeżach twojej uwagi... rzeczy, na które patrzyłeś, ale których tak naprawdę nie widziałes.
Hmm no to zależy o jakim przebudzeniu mówimy... bo jeśli chodzi o to duchowe, to ja bym to opisał tak: człowiek po prostu otwiera oczy na świat. Inaczej niż wcześniej patrzy na wszystko wokół siebie.
Przebudzenie przebudzeniu nierówne... bo jedno to jest to duchowe, a drugie to kwestia czysto energetyczna. Trzeba by najpierw sprecyzowac o które chodzi.
otwarciem oczu, ot co 🙂 i to dosłownie i w przenośni jednocześnie. zaczynasz widzieć rzeczy, ktore wcześniej były przed tobą skutecznie ukryte albo po prostu na nie nie zwracałaś uwagi. jakby ktoś nagle zapalił światło w ciemnym pokoju i patrzysz na to co zawsze tam bylo, tylko że teraz widzisz wyraźnie...
Każdy chyba opisuje to inaczej i trudno tu mówić o jednej wspólnej teorii...
Różnie to bywa, każdy przeżywa to po swojemu...
