Poszukuję prawdziwego przewodnika duchowego, autentycznego Mistrza
Szukam Mistrza, autentycznego nauczyciela który pomoże mi w rozwoju, płeć nie ma znaczenia. Liczę na kogoś z prawdziwą praktyką i solidną wiedzą. Jestem gotów na wiele, mam w sobie dyscyplinę i gotowość do wyrzeczeń. Szukam Prawdy, nie Iluzji. Po kilku latach bezowocnego grzebania w teorii mam po prostu niesmak i potrzebuję konkretu, realnych działań.
Potrzebuję Nauczyciela silnego, prawego i sprawiedliwego. Komuś takiemu jestem gotów powierzyć swój los, żeby mnie poprowadził, bo widzę wyraźnie, że samemu niewiele można wskórać w dziedzinie rozwoju duchowego. Kilka razy już się sparzyłem na różnych osobach, ale nie rezygnuję i wierzę, że moja determinacja zostanie w końcu wynagrodzona.
Może jestem idealistą, ale nie potrafię inaczej nazwać tego pragnienia dojścia do Oświecenia. I jestem coraz bardziej przekonany, że bez Nauczyciela się po prostu nie da. Czuję podświadomie, że bez przewodnika ta droga jest niedostępna i niebezpieczna, trochę jak wspinaczka w wysokich górach bez doświadczonego towarzysza. Ale może się mylę i chętnie usłyszę inne zdania w tej kwestii.
Chodzi mi o to, żebym wreszcie miał porządek w głowie i sercu, żeby przestało mną miotać od przypadku do przypadku. Dziekuję z góry wszystkim, którzy się wypowiedzą, nawet krytycznie, a szczególnie tym, którzy zechcą podzielić się dobrą radą.
Wiesz, nauki można szukać nie tylko od kogoś, można się też uczyć na kimś. To ważna różnica.
Szczerze wątpię, żebyś znalazł mistrza który w pełni spełni twoje oczekiwania. Co więcej, mam wrażenie że im głośniej ktoś ogłasza się „prawdziwym” i „jedynym” nauczycielem, tym dalej jest od tego czym chciałbyś żeby był.
„Gdy uczeń będzie gotów, mistrz sam się zjawi”, pewnie kojarzysz to powiedzenie. I jest w nim prawda, ale niekoniecznie taka jaką sobie wyobrażamy. Bo dlaczego wszechświat miałby koniecznie postawić na twojej drodze kogoś niemal doskonałego? Co jeśli postawi przed tobą nauczyciela, który sam musi się jeszcze wiele nauczyć?
Patrząc na czyjeś błędy, na to jak ktoś się potknął i co z tym zrobił, możesz wyciągnąć dla siebie więcej niż ze słów świętego człowieka opowiadającego o teorii rozwoju duchowego. Kiedy ktoś mówi ci tylko „tak może być”, twój umysł kiwa głową, ale to nic nie zmienia. Za to żywy przykład, nawet ten niekoniecznie budujący, zostaje w pamięci na lata i potrafi naprawdę coś w tobie poruszyć.
Życzę powodzenia, ale przemyśl to co napisałem. Tobie nie potrzeba mistrza, potrzeba ci nauki. A czy się czegoś nauczysz, to zależy przede wszystkim od ciebie, nie od tego kogo spotkasz na drodze. Zdolny uczeń z kiepskim nauczycielem zrobi więcej niż przecietny uczeń z najlepszym możliwym mistrzem 🙂
@leczacy-iskra masz rację i nie mam zamiaru tego kwestionować. Rozumiem co mówisz, że nauczyciel to nie tylko jakaś duchowa postać z piedestału, ale żywy człowiek, który też się myli. I tak, właśnie kogoś takiego szukam, nie świętoszka który żyje za szybą i patrzy na wszystkich z góry. Chcę kogoś kto zna życie od środka, kto sam przez coś przeszedł i dał radę z tego wyjść. Nie teoretyka z głową pełną mądrych słów.
Napisałem już gdzieś wyżej że potrzebny mi ktoś praktyczny, nie kolejna ksiazka do przestudiowania. Może to brzmi jak lenistwo, ale ja chcę po prostu skrócić tę drogę. Po co wyważać drzwi które ktoś już dawno otworzył? Ja swoje już wyważałem i mam tego serdecznie dosyć.
Co do Ciebie, to rozumiem że nie chcesz brać pełnej odpowiedzialności za czyjś rozwój i nie mam Ci tego za złe. Widzę że raczej rzucasz wskazówki, doradzasz luzem, bez zobowiązań. No dobrze, każdy ma swoje podejście. Ale powiedz szczerze, co o tym wszystkim myślisz? Bo chętnie poczytam co napiszesz w watku.
@umysl616 masz rację, że znalezienie kogoś komu nieobce są grzechy to żaden problem 🙂 Z tym jest cały tłum chętnych. Ale ktoś kto się z nich naprawdę wyzwolił... to zupełnie inna bajka i takich osób jest już znacznie mniej.
Zwróciłem uwagę na jedno słowo w tym co napisałeś, właśnie to „grzech”. Wolę mówić o błędach, bo grzech jest w naszej kulturze strasznie obciążony negatywnie i przez to budzi poczucie winy, a poczucie winy spowalnia nas bardziej niż sam błąd. Z własnego doświadczenia wiem, że błąd można sobie wybaczyć dużo łatwiej niż grzech. A wybaczenie, sobie i innym, to jeden z tych pierwszych, fundamentalnych kroków na drodze wewnętrznej przemiany.
Nawet nauczyciel który wciąż się potyka i myli może mieć nam wiele do powiedzenia. Naprawdę wiele. Zależy tylko czy my zechcemy to wyłuskać z tego co nam przekazuje. A jego błędy? To po prostu okazja żeby ćwiczyć w sobie wyrozumiałość, a to akurat bardzo cenna rzecz dla rozwijającej się duszy.
I jeszcze jedno... wszyscy jesteśmy jednocześnie uczniami i nauczycielami. Możesz szukać kogoś oficjalnego, swojego mistrza, ale mozesz też zacząć traktować każdego człowieka i każde doświadczenie jak lekcję. Wybierz to co czujesz że jest dla Ciebie właściwe.
Ja sam jestem tylko kimś kto błądzi, z odrobina doświadczenia. Głównie w błądzeniu właśnie 😉
@leczacy-iskra no tak, poza błądzeniem też cos niecoś udało mi się znaleźć 😉 Chociaż czasem mam wrażenie, że to jedno z drugim idzie w parze i trudno tu wyraźnie postawić granicę...
@umysl616 Doświadczeń mam całkiem sporo, ale myślę że ich ilość to nie sedno sprawy. Ważniejsze jest to, co z nich wyniosłem i czy potrafiłem wyciągnąć właściwe wnioski.
Błądzenie... no właśnie, nie postrzegam go jako bycia w złym miejscu albo w złym czasie. Nic nie dzieje się bez powodu i z pewnej perspektywy każde miejsce i każdy moment są tymi właściwymi. Błądzenie to, moim zdaniem, nieumiejętność dostrzeżenia szansy rozwoju, która dociera do nas każdego dnia.
Zgadzam się z tymi nauczycielami, którzy mówią że sami tworzymy swoją rzeczywistość. To co zewnętrzne, ludzie i zdarzenia, może nas popychać lub hamować, ale kierunek i tak wyznaczamy sami.
Kiedyś trudno mi było to przyjąć. Tyle rzeczy wydawało się całkowicie niezależnych od mojej woli. Potrzebowałem czasu żeby zacząć dostrzegać związki między tym co przeżywałem a moimi wyborami, niekiedy wyraźne, niekiedy bardzo subtelne.
Mam wrażenie że rozumiem w jakiej jesteś teraz sytuacji. Możliwe że to etap, na którym ja sam jeszcze nie tak dawno stałem. Pisząc poprzednie posty zastanawiałem się, czy dać ci rady, których sam sobie bym udzielił w tamtym okresie. Ale szczerze, chyba nawet bym ich wtedy nie zrozumiał, bez doświadczeń które do nich doprowadziły.
Patrząc wstecz, nie widzę już błądzenia. Widze tylko doświadczenia, których znaczenia dla mojego rozwoju nie rozumiałem gdy się działy. I im bardziej jestem tego świadom, tym spokojniej podchodzę do tego co spotykam tu i teraz. A mimo to mam wrażenie, że rozwijam się szybciej.
Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Wskazówki nauczycieli wynikają z ich indywidualnych doświadczeń, ale nie wszystkie muszą być uniwersalne. Upraszczając bardzo: jeśli ktoś zszedł ze swej ścieżki w lewo i tam odrobił lekcję, wskazówka „idź w prawo” była dla niego zbawienna. Ale jeśli przekaże ją komuś kto już idzie optymalnie swoją drogą, ten ktoś może właśnie z niej zejść.
Piszę to nie żeby straszyć 🙂 bo nawet jeśli ktoś zbłądzi, i tak otrzyma wszystko co potrzebne do rozwoju i w odpowiednim momencie wróci na swój szlak.
Chodzi mi o to, że mamy prawo czuć intuicyjnie kiedy jakaś rada po prostu nie jest dla nas. Nie oznacza to że nauczyciel chce nam zaszkodzić, po prostu nie jest świadom że to co jemu pomogło, nam niekoniecznie pomoże. Zysk przychodzi gdy zaakceptujemy jego punkt widzenia, nie stosując go ślepo, i skupimy się na tym co faktycznie może nam sie przydać.
Ja też trafiałem na nauczycieli będących jeszcze uczniami życia. I wiem że zasługują na tyle samo cierpliwości i wyrozumiałości, ile sami chcielibyśmy dla siebie 🙂
@leczacy-iskra czy możesz mi podać dosłownie kilka konkretnych wskazówek, czymś w rodzaju praktycznych dyrektyw? Chodzi mi o coś, czym mógłbym się posłużyć na co dzień, przetestować na sobie, a potem porównamy wyniki. Żadnych długich wywodów, po prostu kilka prostych rad.
A teraz przejdę do rzeczy, którą sam zaobserwowałem i muszę o tym napisać.
Kilka lat temu bywałem na różnych forach, między innymi magicznych, i gdy zwracałem sie o pomoc w dość naiwny sposób, po prostu jako bezradny facet który nie wie co robić, natychmiast zjawiały się tłumy „Nauczycieli”. Ba, potrafili nawet między sobą rywalizować o to, kto będzie mnie prowadził. Efekt był taki, że wychodziłem z tego głupszy niż byłem na początku.
Potem jednak poszedłem po rozum do głowy. Pod wpływem lektury autobiografii Yoganandy postanowiłem postawić potencjalnemu nauczycielowi twarde wymagania, dokładnie tak jak zrobił to Yogananda w swoim czasie. I co? Patrząc na to, co sie tutaj dzieje, zgłosiłeś się właściwie tylko Ty. Reszta milczy.
To mnie szczerze rozśmieszyło... ale jednoczesnie dało mi do myślenia więcej niż niejeden gruby tom
@umysl616 żadnych wskazówek nie dam, i to nie dlatego, że nie chcę 🙂
Sam siebie uważam za kogoś, kto wciąż błądzi. Owszem, to błądzenie dało mi sporo cennych doświadczeń i dzięki nim gdzieś tam wzrosłem, ale nie ma co ukrywać, że nie jest to żadna optymalna droga do czegokolwiek.
Przez lata naropiłem sobie sporo, a rady jakie mógłbym dziś komuś dać, to tak naprawde rzeczy które sam odbierałem różnymi drogami, kiedy byłem zagubiony. Może mnie akurat ratowały, ale nie ma czegoś takiego jak rada uniwersalna. Wiem, że te same wskazówki u kogoś innego mogłyby narobić więcej szkody niż pożytku.
Jest jednak jedna rzecz, którą Ci przekażę, bo wierzę że nic nie dzieje się bez powodu. Wspomniałeś o autobiografii jogina, która nawiasem mówiąc bardzo mi się podobała, uważam ją za jedną z wartościowszych książek jakie w ogóle czytałem. Kilka dni temu trafiłem w sierpniowym numerze „Czwartego wymiaru” na artykuł który nawiązuje między innymi właśnie do niej, strona 46. Nie wiem dlaczego mam to poczucie że powinieneś go przeczytać, może to tylko moje złudzenie i gra umysłu. Ale takie synchronizacje w moim życiu zawsze coś znaczyły, więc nie zignoruje tego. Dodam że ten artykuł wskazuje pewne błędy mistrzów, co chyba jest kolejną synchronizacją 🙂 Artykuł jest wartościowy, autor umieszcza swoje teksty w sieci, więc pewnie uda Ci się go znaleźć.
Co do tego że nikt poza mną nie odpowiedział na twój post, to forum jest mało aktywne jeśli chodzi o dział ezoteryki. Ci, którzy z chęcią zrobiliby z Ciebie swojego ucznia, niektórzy nawet bez pytania o zgodę 😉 po prostu jeszcze tego nie czytali.
@leczacy-iskra no dzięki za odpowiedź 🙂 nie dostałem co prawda tego czego szukałem, ale zawsze to jakiś krok. Skoro jednak nie masz dla mnie konkretnych wskazówek, to moze podaj jakieś aktywniejsze forum ezoteryczne? Chętnie spróbuję jeszcze raz gdzie indziej, może tam trafi się ktoś kto faktycznie coś mi doradzi.
@leczacy-iskra niestety ten adres który podałeś nie działa, wyskoczyło mi że taka strona nie istnieje
@umysl616 no właśnie, przepraszam za zamieszanie. Skrypt forum najwyraźniej zaliczył dwa ostre nawiasy z końca mojej wypowiedzi jako część adresu i dlatego link wyglądał na zepsuty. Sam artykuł jest do znalezienia, wystarczy poszukac.
Co do aktywnych forów ezoterycznych to szczerze nie znam zadnego, które naprawdę by mnie przekonało. Pewnie istnieje ich sporo, ale jakoś nigdy nie trafiłem na coś, co uznalbym za wartościowe.
@leczacy-iskra dzięki za wyjaśnienie, rozumiem już o co chodziło z tym adresem. No ale wracając do tematu, mam takie wrażenie że trochę się mną zmęczyłeś? Popraw mnie jeśli się mylę. Zastanawiam się czasem czy właśnie to nie jest powód dla którego żaden nauczyciel tu nie zagląda, że zadaję za dużo pytań i drążę za mocno. Co ty o tym myślisz?
@umysl616 nie, nie zmęczyłem się 🙂
Wiesz, zauważyłem pewną ciekawą rzecz, że kiedy próbuję komuś innemu wytłumaczyć czy poszukać dla niego odpowiedzi, to często sam przy okazji trafiam na coś, czego mi brakowało. Tak było i tym razem, więc to co pisałem pomogło też mnie samemu.
Co do forum, zaglądam tu co jakiś czas i obserwując nicki szacuję, że niedługo minie mi 5 lat tutaj 🙂 Bywa różnie, są okresy kiedy dzieje się sporo, i takie kiedy trochę tu pusto i spokojniej. Wydaje mi się, ze trafiles akurat na ten drugi rodzaj okresu. No i jeszcze jedna rzecz, wielu naprawdę wartościowych ludzi w pewnym momencie się zniechęcało, bo zamiast merytorycznych dyskusji dochodziło do wzajemnych wycieczek personalnych, co w końcu odstraszało tych, których warto było tu zatrzymać.
A co do nauczyciela, myślę że pojawi się w odpowiednim momencie. I niekoniecznie z tej strony, z której go oczekujesz 😉
@leczacy-iskra no właśnie, mam nadzieję że masz rację, ale zależy mi żeby to czekanie nie bylo bierne. Chcę być gotowy, żeby kiedy nauczyciel się pojawi, zastał coś wartościowego, a nie pustą przestrzeń. Dlatego właśnie pytam cię konkretnie co robić w tym czasie?
@umysl616 no to spróbuję odpowiedzieć, choć muszę uprzedzić że nie znam żadnej gotowej metody na „przyciągnięcie” mistrza czy nauczyciela do siebie.
Teoria którą znam mówi mniej więcej tak: to mistrz pojawia się kiedy uzna że czas jest odpowiedni, a działania ucznia mają przy tym marginalne znaczenie. Chodzi tu o działania zmierzające do odszukania mistrza, a nie te służące własnemu wewnętrznemu rozwojowi. Innymi słowy, ktoś kto poświęca większość czasu na szukanie mistrza, ma paradoksalnie mniejsze szanse niż ten kto wcale go nie szuka, a zamiast tego po prostu pracuje nad sobą, takimi metodami jakie zna i potrafi stosować.
Teraz dodam trochę z wlasnej praktyki, ale zaznaczam z góry że to tylko moje wnioski z obserwacji różnych wydarzeń w moim życiu. Mogą być w częsci albo i całkowicie błędne, więc traktuj je raczej jako ciekawostkę.
Rozróżniam mistrzów i nauczycieli, nie wg jakiejś słownikowej definicji, tylko na własny użytek. Mistrz to ktoś kto osiągnął naprawdę wysoki poziom rozwoju. Nauczyciel zaś to ktoś z doświadczeniem i wiedzą którymi się dzieli, ma swoje osiągnięcia, ale sam wciąż się uczy.
I teraz o to chodzi: mistrzowie pojawiają się świadomie, wybierają ucznia. Nauczyciele natomiast są w pewien sposob „kierowani” ku uczniom przez wszechświat czy Boga, i wcale nie musi to być ich świadomy wybór. Podział nauczyciel/uczeń jest zresztą w dużej mierze sztuczny, bo uczeń uczy się od nauczyciela ale i nauczyciel od ucznia... choć niewielu z tych co pełnią rolę nauczyciela potrafi to przyznać 🙂
Żeby pojawił się mistrz, trzeba mieć realne osiągnięcia na drodze rozwoju. Musisz zdać maturę żeby dostać się na studia. Ale żeby przyciągnąć nauczyciela, można sobie pomóc różnymi sposobami, np. afirmacjami, wizualizacją, modlitwą, odwiedzaniem różnych miejsc czy ludzi w nadziei znalezienia kogoś odpowiedniego. Ja znam tych sposobów niewiele i jeszcze mniej w tej chwili pamiętam 😛
W moim życiu było różnie. Czasem pojawienie się kogoś kogo uznaję za nauczyciela było dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Innym razem poprzedzałem to afirmacjami czy modlitwami. Działania fizyczne zostawiałem zawsze na koniec, kiedy już dostrzegłem jakiś znak co do kierunku. Takie synchronizacje lubię najbardziej.
I jeszcze jedno, bo to chyba najważniejsze: z mojego doswiadczenia wynika, że największy wpływ na mój rozwój nie miała sama osoba nauczyciela, ale to na ile byłem otwarty na naukę płynącą z kontaktu z tą osobą. Niekiedy tą największą lekcją było dostrzeżenie w sobie dokładnie tych samych błędów, które widziałem u swojego nauczyciela. I podjęcie wysiłku żeby się z nich wyleczyć.
@leczacy-iskra no właśnie mam do ciebie pytanie, bo sam napisałeś że mistrz to ktoś na bardzo wysokim poziomie rozwoju, ale jak ja mam takiego kogoś w ogóle rozpoznać skoro sam tego poziomu nie osiągnąłem? Tłum tym bardziej go nie rozpozna, to chyba oczywiste.
I tu mam taki konkretny dylemat: czy autentyczny mistrz działa w ukryciu, z cienia, dla dobra innych, czy wręcz przeciwnie, ujawnia się otwarcie i wprost mówi kim jest. Bo jeżeli ktoś do mnie przyjdzie i powie, że jest mistrzem, to co ja mam z tym zrobić? Jak to zweryfikować, skoro nikt nie jest w stanie tego potwierdzić?
Biorąc na przykład sufich, oni mają bardzo konkretne podejście. Mówią wprost, że jeśli się do nich zgłosisz, to zaraz dostaniesz polecenia do wykonania, bo ich nie interesuja ludzie którzy szukają spełnienia własnych zachcianek ani tytuł „sufiego” dla prestiżu. Mówią że czeka cię tylko ciężka praca nad sobą i nic więcej. To przynajmniej uczciwe podejście.
@umysl616 nie, ja swojego mistrza jeszcze nie spotkałem. Wciąż popełniam sporo błędów, tych prostych i pewnie tych większych też, więc może minąć jeszcze dużo czasu zanim będę na takim poziomie, do którego mistrz w ogóle zechce przyjść 🙂
Rozwijasz się już od jakiegoś czasu i pewnie sam zauważyłeś, że twoje przekonania z roku na rok się zmieniają. Coś co kiedyś wydawało ci się pewnikiem, traci znaczenie albo wręcz okazuje się czymś odwrotnym. To jest bardzo istotne w kontekście twoich pytań. Bo to, jak teraz wyobrażamy sobie mistrza, jak myślimy że działa i jak go rozpoznać, to jest tak naprawdę projekcja naszego umysłu. Wynik przeczytanych ksiązek i własnych fantazji, nic więcej.
My, będąc na tym wczesnym etapie, możemy mieć obraz mistrza mocno wypaczony. I prawdopodobnie dowiemy się czym mistrz naprawdę jest dopiero wtedy, gdy sami osiągniemy ten poziom.
Dlatego na naszym obecnym etapie za najważniejsze uważam jedno: nie narzucać sobie błędnych ograniczeń. Wiem że błądzę. Wiem że moje przekonania pewnie mijają się z prawdą obiektywną, choć nie wiem w jakim stopniu. Dlatego nie chcę z góry definiować jak mistrz ma się zachowywać albo w jaki sposób realizować swoje posłannictwo. Cokolwiek bym wymyślił, będzie skażone moimi aktualnymi, niedoskonałymi przekonaniami. Co gorzej, mógłbym przez to nie rozpoznać prawdziwego mistrza, bo po prostu nie będzie pasował do obrazka który sobie narysowałem... sam się ciśniesz na to skojarzenie z Jezusem i tym jak ówcześni ludzie wyobrażali sobie jakiego mesjasza mają szukać.
Mistrz może żyć w ukryciu. Może działać zupełnie otwarcie. Może też działać na sposoby, które nam w ogóle nie przyszłyby do głowy. Zamykając sie na jeden schemat, zamykamy się na wszystko inne.
I jeszcze jedna myśl o mistrzach: ich poziom zaawansowania może dawać im tak szeroki wachlarz mozliwości działania, że ich pomoc niekoniecznie wymaga fizycznej obecności przy nas. Może nawet nie musimy wiedzieć, że ktoś nam pomaga, żeby ta pomoc była skuteczna. Kto wie 🙂
Rozumiem twoje wątpliwości, sam je znam. Pamiętam jak bałem się, że przez swoją niewiedzę mogę coś ważnego przegapić albo popsuć jakiś plan wszechświata względem mnie. Z perspektywy czasu widzę, że jakoś niepojętym sposobem wszystko zawsze działo się jak trzeba. Nawet kiedy nieświadomie się przed czymś broniłem, i tak to w końcu następowało i przynosiło mi korzyści. Jeśli miałem coś lub kogoś spotkac, wokół tego zawsze gromadziło się tyle „zbiegów okoliczności”, że to po prostu musiało się zdarzyć.
Więc jeśli boisz się że możesz przegapić spotkanie ze swoim nauczycielem, powiem ci tak: cokolwiek byś nie zrobił, nie pokrzyżujesz planów wszechświata wobec siebie. Możesz je co najwyżej trochę opóźnić, ale to nic strasznego. Wystarczy że w głowie i sercu zachowasz otwartość i zgodę na to, że ktoś kto ci pomoże, pojawi się. To ważne ze względu na prawo wolnej woli.
(na marginesie: ostatni akapit to moje czysto osobiste przekonania, więc traktuj je z rezerwą. Jeśli coś ci tu pasuje, bierz to. Jeśli nie, spokojnie odrzuć. Wielu ludzi kroczyło zupełnie innymi ścieżkami niż ja i osiągało wielkie postępy. Zawsze szukaj szans, nie akceptuj ograniczeń.)
@leczacy-iskra bardzo ciekawa wypowiedź, przemyślana i szczera. Ale piszesz na końcu że zapewniasz mnie o pewnych rzeczach... więc mam do ciebie konkretne pytanie: jeśli już zapewniasz, to powiedz wprost czego jesteś pewien. Wymień to, wylicz swoje pewniki. Co do reszty możemy dyskutować, ale najpierw chciałbym wiedzieć na czym stoisz.
@umysl616 masz rację, że to słowo „zapewniam” wyleciało mi chyba trochę za bardzo z automatu. Nieuwaga z mojej strony, przepraszam za to.
Co do pewności... no, na moim etapie nie mogę być pewien niczego. Myślę jednak, że na każdym szczeblu rozwoju człowiek ma jakieś przekonania, jakąś wiarę w pewne zasady rządzące rzeczywistością, nie koniecznie wiarę w Boga czy Kosmiczną Inteligencję, ale właśnie w konkretne mechanizmy tego, co nas otacza.
W poprzednim moim wpisie pozwoliłem sobie zapisać kilka takich przekonań, które teraz uważam za prawdziwe. Ale zaznaczam wyraźnie, nie mam żadnych podstaw, żeby twierdzic, że są one obiektywnie czy uniwersalnie prawdziwe. Mimo wszystko mój obecny rozwój opiera się właśnie na nich i szczerze powiem, przynosi mi to bardzo pozytywne rezultaty.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto powiedzieć. Dopóki moje przekonania kształtują sie głównie przez lektury, wykłady, analizę tego co przeczytałem albo usłyszałem, zawsze będą niosły w sobie błąd, zarówno mój własny, jak i błędy tych, których przekazy są moją bazą. Zawsze więc w jakimś stopniu będą mijały się z prawdą. Ale nawet ta mała cząstka obiektywnej prawdy, która jest w nich zawarta, ma moc pchania mnie ku kolejnym przekonaniom, coraz bliższym prawdy, a te znowu wskazują następne i następne...
Tak właśnie wyobrażam sobie ten cały proces duchowego rozwoju. Aż do chwili ostatecznego poznania 🙂
@leczacy-iskra no właśnie to mnie zastanawia w tym co napisałeś. Co rozumiesz przez to „ostateczne poznanie”? Bo brzmi jak jakiś punkt dojścia, jakiś finał... a czy wtedy pojawiają sie już pewniki? I co potem, jak już je masz? Jak sie z tym żyje dalej, jak układa codzienność gdy nagle coś jest absolutnie pewne?
@umysl616 mogę się odnieść do tego tylko na podstawie tego, co gdzieś czytałem i studiowałem. Nie mam własnych doświadczeń, które pozwoliłyby mi zweryfikować tę wiedzę w praktyce.
...
Szczerze? Napisałem długą odpowiedź na twoje pytanie, starałem się być precyzyjny i dokładny. Ale kiedy ją przeczytałem jeszcze raz, uderzyło mnie, że jest tam za dużo moich własnych zniekształceń i że bardziej bym ci zaszkodził niż pomógł. Stwierdziłem więc, ze lepiej nie pisać niczego niż pakować ci do głowy moje własne błedy rozumienia.
Chciałbym ci mimo wszystko pomoc w jakiś sposób dojść do własnych wniosków w tej sprawie, zamiast serwować ci gotowe odpowiedzi. Stąd moje pytanie: czy słyszałeś coś o świętej geometrii? Znasz ten temat?
@umysl616 he he no właśnie, wydaje mi się że w tym co piszecie mistrz jakoś przestaje się rozwijać, a to już trochę smerdzi sektą 😉
Jest taka historyjka o Yoganandzie, który wszedł do kościoła gdzie ksiądz był... no powiedzmy dość specyficzny. W pewnym momencie ten kapłan ryknął „Na kolana grzesznicy!” i wszyscy potulnie uklekneli. Wszyscy poza Yoganandą, bo ten po prostu nie widział w sobie grzesznika i calkiem słusznie!
Większość z nas ma wbite od dziecka co to grzech i potem całe życie ciągniemy za sobą ten podświadomy strach. Ci, którzy nie znają samopoznania ani oczyszczania umysłu rzutują swoje kompleksy i lęki na wszystko dookoła, nazywając grzechem rzeczy zupelnie naturalne dla człowieka, choćby seks. Ja osobiście nie mam żadnej potrzeby trzymania się tego pokręconego pojęcia, ale jeśli już naprawdę muszę je jakoś zdefiniować... to grzechem jest tylko taki czyn, który krzywdzi nas samych lub kogoś innego.
No i teraz pytanie jak wy właściwie definiujecie ten swój rozwój 🙂
@krysztal224 wprost przeciwnie 🙂
Cały wszechświat się rozwija i ewoluuje, to nie ulega wątpliwości. Rzecz w tym, że o wiele ważniejsze dla nas jest teraz to, jak my sami mamy się rozwijać, a nie zastanawianie się nad rozwojem istot na poziomie mistrzowskim. Szczerze mówiąc nie mam nawet żadnych podstaw żeby sensownie rozważać tą kwestię 🙂
Co do grzechu, zgadzam się z tym co napisałaś. Sam wolę używac pojęcia błędu, choć z jedną różnicą. Wyrządzanie krzywdy innym ludziom albo narzucanie im własnej woli, nawet jeśli robimy to „dla ich dobra”, to wg mnie poważny błąd. Natomiast doświadczanie konsekwencji własnych działań na własnej skórze... hmm, to już oceniam inaczej. Uważam że takie bolesne lekcje mogą być naprawdę wartościowe i często uczą nas więcej niż jakikolwiek teoretyczny wykład. Oczywiście nie zachęcam nikogo do celowego szkodzenia sobie, to byloby bez sensu. Ale czasem życie samo nas uczy w sposób, którego żaden nauczyciel nie jest w stanie zastąpić.
@leczacy-iskra właśnie tak to widzę 🙂 jeśli ktoś uważa, że już wszystko wie i dotarł na szczyt, to według mnie właśnie wtedy przestaje być prawdziwym mistrzem. taka postawa powinna nas wręcz ostrzegać, żeby na taką osobę uważać i nie ślepo wierzyć w jej słowa.
No i wiesz, sama się o to otarłam, nawet tutaj w Polsce... różni „mistrzowie” ze Wschodu, którzy na zachodzie po prostu robili biznesy i mieli parcie na to, żeby władać innymi ludźmi, budować nowe ruchy, nowe religie, nowe porządki. Brzmi to może ostro ale tak bywa, niestety.
Co do doświadczenia, masz rację ze tym co piszesz 🙂 ono ma ogromną siłę, tylko że samo przeżycie czegoś to jeszcze nie wszystko. Chyba najtrudniejsze jest właśnie to, żeby z każdego doświadczenia wyciągnąć właściwe wnioski i nie utknąć w nim emocjonalnie. Człowiek faktycznie rośnie przez kryzysy, to chyba jedna z najważniejszych prawd jakie znam 🙂
@krysztal224 zgadzam się co do tego, że ktoś, kto uważa siebie za omnibusa i twierdzi że dotarł do końca drogi, po prostu mija się z definicją mistrza. Dla mnie taka osoba to nauczyciel, jak pisałem już wcześniej, a nauczyciel jest tak naprawdę takim samym uczniem jak my. Różnica jest często pozorna i sprowadza sie głównie do tego, że ktoś ma większe możliwości czy zdolności, ale dla mnie to żaden wyznacznik duchowego rozwoju.
Osobiście nie znam nauczycieli z Indii z bliska. Byłem parę razy na spotkaniach ze Swamim Vishwanandą i raz z Janglidasem Maharajem. Kilkoro moich znajomych bardzo go ceni, jeżdżą na obozy medytacyjne, do Indii i na te organizowane tutaj w Polsce. Ja sam doceniam poziom tej osoby i to co sobą reprezentuje, na tyle ile wiem oczywiście, bo jak jest naprawdę to nie mam pewności. Mimo to nie wiążę swojej ścieżki z jego osobą. Jest tam sporo rytuałów, a uważam ze wszystko co można osiągnąć przez rytuał, można też osiągnąć wewnętrznie. Poza tym jest coś, co nazwałbym „kultem guru” i to mnie osobiście nie odpowiada. Nie szukam kogoś, kto stanie się źródłem mojej wiedzy albo co gorsze pośrednikiem między mną a Bogiem. Szukam kogoś, kto pomoże mi nauczyć sie szukać samemu.
Co do doświadczenia i kryzysu, to tak, dokładnie o tym myślałem pisząc wcześniej, że nie traktuję wyrządzenia sobie krzywdy jako grzechu czy błędu w absolutnym sensie. W krótkim horyzoncie tak, można to tak nazwać. Ale z czasem okazuje się, że takie rzeczy bywają cenną lekcją. Wszystko zależy od tego, co z tym zrobimy, czy skupimy sie na złości i frustracji, może na szukaniu winnych, czy jednak zajrzymy do środka i sprobujemy znaleźć i uzdrowić to, co do tego doprowadziło.
Kontakty z nauczycielami działającymi w Polsce mają zresztą jedną dużą zaletę, dla kogoś kto nie jest zaślepiony fasycynacją konkretną osobą łatwiej dostrzec jej błędy i jej własne lekcje do odrobienia. A to daje okazję, żeby sprawdzić, czy przypadkiem coś podobnego nie siedzi też w nas samych.
@krysztal224 właśnie tak to wygląda, zgadzam się z Tobą. Ktoś kto uważa że dotarł do szczytu i wie już wszystko, de facto zamknął się na dalszy rozwój i taki człowiek, imo, nie powinien być nazywany mistrzem. Spotkałem podobne sytuacje i widzę jak wielu nauczycieli z Wschodu przyjeżdżało na Zachód głównie po to żeby budować własne wpływy, zgarniać pieniądze i tworzyć coś na kształt nowej religii czy ruchu. To zjawisko dotknęło też Polskę, więc nie jest to tylko problem gdzieś tam daleko.
Co do doświadczenia, to masz rację, że ma ono ogromną wartość poznawczą. Tylko że samo przeżycie czegoś to za mało, trzeba jeszcze wyciągnąć z tego sensowne wnioski i zrobić z nich właściwy użytek. No i wiadomo, człowiek rośnie właśnie przez kryzysy, bez nich raczej stoi w miejscu.
Btw chciałem zapytać, bo widziałem że ktoś wyżej zadał Ci pytanie o nadmiary... o co dokładnie chodziło w tym pytaniu? Jestem ciekaw.
@leczacy-iskra no wiesz, trzeba po prostu trochę pożyć żeby pojąć czym naprawdę jest mądrość 🙂 to nie jest coś co można wyczytać z książki czy dostać od jakiegoś guru. Czas robi swoje i może kiedyś to do ciebie dotrze. A przysłowia? to przecież nic innego jak właśnie stereotypy, tyle że takie stare i okrzepłe...
@leczacy-iskra ha, właśnie o to chodzi! 😀 Mistrzowie w Polsce sami często maja powazne problemy psychiczne i niejako na nich jadą, budują swoje nauczanie na własnych dysfunkcjach. I przez to zamiast tworzyć zdrowe środowisko, tworzą kolejne dysfunkcje u swoich uczniów. Co ciekawe, manipulacja i ta cała chora dynamika przyciąga ludzi bardziej niż autentyczna, spokojna droga ku zdrowiu i samorozwojowi... smutne, ale takie jest życie 🙂
@leczacy-iskra no właśnie, i tu chyba leży sedno! Jak ktoś twierdzi ze już wszystko wie i osiągnął szczyt, to ja od razu czuję ten fałszywy ton 🙂 bo prawdziwy mistrz chyba nigdy nie powiedziałby czegoś takiego. Wielu z tych nauczycieli ze wschodu, którzy przyjeżdżali na zachód, niestety miało bardziej na głowie kasę i władzę nad ludźmi niż realne nauczanie... tworzenie nowych religii, nowych porządków. Ja sama w Polsce trafiłam na cos podobnego i wiem jak to smakuje.
Pisałeś też o doświadczeniu i o tym ze kryzysy nas rozwijają, i w 100% się zgadzam, bo wnioski które wyciągamy z trudnych chwil to jest dopiero prawdziwa wiedza. Ale chyba wiesz, że zbyt dużo tego dobrego bywa gorsze niż za malo 😉
@krysztal224 masz rację co do tego, że zarówno nadmiar jak i niedomiar to nie są stany optymalne. Tylko że ocena, które z nich jest groźniejsze, zależy zawsze od tego, o czym dokładnie mówimy i kogo to dotyczy 🙂
Co do tych „mistrzów” w Polsce, to owszem, wiem o czym piszesz. Właśnie to miałem na myśli kiedy pisałem o błędach, które popełniają nauczyciele. Nie sądzę jednak, żeby trzeba było z góry unikać każdego kto uważa się za nauczyciela, tylko dlatego że ma swoje problemy i potknięcia. Sam przecież też nie jestem bez wad. Ważne jest żeby mieć świadomość, że taki człowiek jest tak naprawdę takim samym uczniem jak ja, a to co wynoszę z kontaktu z nim, to często nie tyle jego słowa, co właśnie to, co widzę w nim jako błąd. Taka lekcja bywa niekiedy wartościowsza niż jakakolwiek nauka przekazana wprost.
No ale oczywiście jest pewna granica. jeśli jedyną możliwością kontaktu z takim „mistrzem” jest opłacenie jego usług, to wole te pieniadze wydać inaczej, z większym pożytkiem dla siebie. Taką osobę po prostu sobie odpuszczam.
@krysztal224 szczerze, trochę mi umknął sens tego co napisałaś. Moglabys rozwinąć tę myśl bardziej dosłownie? Chętnie podyskutuję, ale wolę dobrze zrozumieć zanim odpiszę 🙂
@krysztal224 no tak, teraz widzę co miałaś na myśli 🙂 To ważna obserwacja, że ktoś kto uważa iż osiagnął już szczyt i nie ma czego więcej szukać, tak naprawdę powinien wzbudzać naszą czujność, a nie zaufanie. I ten wątek z nauczycielami ze wschodu robiącymi karierę na zachodzie też mi jest znany, niestety. Dążenie do władzy nad innymi ludźmi, budowanie własnych ruchów czy wręcz nowych religii, to wszystko brzmi jak coś bardzo dalekiego od autentycznego nauczania. Dobrze, że o tym wspomniałaś, bo to problem realny i wcale nie odległy, w Polsce rowniez mozna sie na to natknąć.
A co do doświadczeń i kryzysów, masz rację. Doświadczenie samo w sobie nie wystarczy, liczy się to co z niego wynosimy i jak mądrze wyciągamy wnioski. Kryzysy bywają bardzo kosztowne, ale często to właśnie przez nie naprawdę coś w nas dojrzewa.
@krysztal224 mam do ciebie pytanie, bo napisałaś że to co tu piszemy trąci sektą. Cytujesz Yoganandę, przytaczasz fragment z jego życia... to powiedz mi, uznajesz go w całości? Tylko część jego nauki? A może tylko ten jeden konkretny epizod który przytoczyłaś?
Co do grzechu to mam inną wątpliwość. Czy sądzisz że Jezus mylił sie używając właśnie tego słowa w Ojcze nasz? Bo moim zdaniem grzech jako pojęcie samo w sobie jest obiektywnym określeniem pewnego zjawiska. To jak każdy z nas to potem interpretuje na własne potrzeby, to może być inna sprawa. Ale zauważ, że Ty też w swojej odpowiedzi odwołałaś się do grzechu... więc mam do ciebie uprzejme pytanie, skad masz pewność że to co mówisz na ten temat jest prawdą?
@umysl616 wiesz, dla mnie ważniejsze jest to, co sam rozumiesz przez rozwój i samopoznanie, niż żeby mechanicznie wykonywać jakieś wskazówki tylko dlatego, że tak powiedział guru. Ten fragment który zacytowałam dotyczył projekcji i pewnych stereotypów, które działają na człowieka automatycznie, ale które można zmienić jeśli się tego naprawdę chce. Można to nazwacc grzechem, jeśli jakiś element naszej psychiki kogoś krzywdzi, ale to zawsze jest proces, na który wpływa mnóstwo różnych czynników.
Podkreśliłam konkretny cytat, bo po prostu mi się spodobał i uznałam, że pasuje do waszej dyskusji. To, co było w nawiasie, pominęłam, bo ten przykład akurat do mnie nie przemawia i zastanawiałam się po co w ogóle został podany, skoro można by tu podać inne 🙂
Co do Yoganandy, ja nie jestem wyznawcą nikogo w całości. Wyrosłam już z tego etapu. Lubię wolność myśli i nie uznaję nikomu autorytetu w stu procentach. Uważam zresztą, że czasem więcej można się nauczyć od adwersarzy niż od tych, z którymi się zgadzamy, choć to trudniejsza droga i wymaga sporego samozaparcia.
Kiedyś bardzo fascynowała mnie kultura i filozofia indyjska, czytałam Gitę, ksiązki Wandy Dynowskiej-Umadevi, chłonęłam tamten świat... mój teść nawet spotkał ją kiedyś w Indiach. Musiałam przeczytać bardzo dużo żeby rozumiec o czym mówią ludzie, z którymi rozmawiałam, i żeby samej ocenić co jest istotne, a co nie.
W młodości szuka się różnych dróg i to normalne, ale najważniejsze jest to, żeby zadawać sobie pytanie: po co mi to właściwie?
@krysztal224 to co piszesz sprowadza sie do zasady „wolność Tomku w swoim domku”. Ale jeśli przyjmiemy że każdy rozumie słowa po swojemu i nie ma żadnych wspólnych znaczeń, to w sumie ludzie nigdy sie ze sobą nie porozumieją. Bo każdy widzi rzeczywistość inaczej. Tyle że rzeczywistość jest jedna, nie?
@krysztal224 no właśnie, piszesz że w młodości szuka się różnych dróg i że liczy się intencjonalność i pytanie „po co mi to?” ... ale jest takie stare przysłowie, że dobrymi intencjami droga do piekła jest wybrukowana. A ja w przysłowia wierzę, bo uważam że to właśnie tam zaczyna się mądrość.
Poza tym samo pytanie to według mnie za mało. Pytanie to przeciez tylko jeden biegun, a drugi to odpowiedź. Bez niej pytanie wisi w powietrzu i nic z niego nie wynika. Więc zastanawiam się czy jesteś osobą, która szuka całości, czy jednak zadowalasz sie tylko połową?
@krysztal224 chciałem się tu odnieść do tego co napisałaś o przysłowiach i stereotypach, bo widzę w tym ciekawy wątek.
Przysłowia to taka skompresowana mądrość ludowa. Chodzi o to, żeby ująć coś ważnego w jak najkrótszej formie, żeby to zapamiętać i przekazać dalej. Problem polega na tym, że każda kompresja wiąże się ze stratą szczegółów. Można to porównać do zdjęcia cyfrowego, które zostało mocno skompresowane, ogólny obraz zostaje, ale detale się rozmywają albo całkiem znikają.
I właśnie taki kłopot mam z tym przysłowiem o dobrych chęciach. Bo pomyślmy... nasze dążenie do samopoznania, szukanie prawdy, szukanie autentycznego nauczyciela, to wszystko też są „dobre chęci”. I co, mamy stąd wnioskować, że kroczymy prosto do piekła? 🙂 No nie do końca o to chyba chodzi.
Moim zdaniem to przysłowie niesie jeden konkretny przekaz: dobre chęci to nie wystarczy. Potrzebna jest refleksja nad tym, nie tylko dokąd chcemy dotrzeć, ale też jaką drogą. Czy ta droga kogoś nie skrzywdzi. Czy naprawdę rozumiemy co robimy i dlaczego, a nie idziemy ślepo za czyimiś słowami bo tak guru powiedział.
I tu zgadzam sie z tym co pisałaś wcześniej, ważne jest żeby wiedziec po co nam dana droga i co my sami z niej rozumiemy, a nie tylko co ktoś nam kazał w niej widziec.
@krysztal224 no dobra, spróbuję się odnieść do tego co napisałaś, bo jest tam kilka kwestii które mnie trochę zainteresowały.
Pisałaś wcześniej o manipulacji, wiec zaznaczam: manipulacja w sensie psychologicznym to wpływanie na kogoś przez np. jego dewaluowanie albo przewartościowanie, i działa tym skuteczniej im mniej ta osoba jest świadoma własnej wartości jako człowiek.
Teraz popatrz na zdanie które ktoś wcześniej wstawił do tej dyskusji: „mój drogi jesteś ślepy, boś młody, czasu trzeba i wtedy może zrozumiesz co to jest mądrość życiowa”. Zróbmy szybką analize.
„mój drogi” to pobłażliwa wyższość, jasne, ale tylko jako wstep do tego co dalej. „jesteś ślepy” czyli nie widzę, żyję w ciemności, a idąc dalej jestem skazany na zagładę, tak przynajmniej ja to odbieram. „boś młody” to gradacja, hierarchizacja, jestem gorszy bo nie mam odpowiedniego wieku. „czasu trzeba” to bezwzgledny warunek bez żadnego dookreślenia. „wtedy może zrozumiesz mądrość życiową” okej, ale co konkretnie mam robić w tym czasie? ile go potrzeba? autor użył kategorii ilościowej ale nie dał żadnych wyjaśnień, mówi o jakimś mechanizmie i na tym koniec.
I teraz najciekawsze: to samo zdanie jest samo w sobie przysłowiem, a zaraz potem pada stwierdzenie ze przysłowia są stereotypami. Mam się teraz pogubic? Bo autor najpierw serwuje mi mądrość życiową w formie przysłowia które mnie sprowadza do zera, a potem sam stwierdza że przysłowia to stereotypy. W co mam wierzyc, w pierwszą część czy drugą?
Swoją drogą zgadzam się że to od odbiorcy zależy czy przysłowie będzie martwym stereotypem czy je jakoś ożywi własnym działaniem.
@krysztal224 zgadzam się z Tobą w tej pierwszej kwestii, powiem nawet że w 100 procentach, ale dalej już trochę mniej.
Przysłowia to rzeczywiście skompresowana mądrość i własnie o to chodzi, bo nie wyobrażam sobie żebym miał dosłownie powtarzać czyjąś konkretną sytuację, w której ktoś to przysłowie sformułował. Mam prawo do własnej interpretacji i właśnie ten najwyższy poziom ogolności... ten aforyzm, krótkie zdanie niosące myśl moralną albo filozoficzną, maksyma, sentencja, „złota myśl”... daje mi szansę na własne przeżycie tego, co się w nim kryje. Bo nie narzuca żadnych szczegółów, pozwala każdemu wejść w to po swojemu.
Można powiedzieć że przysłowie to ukryta zasada, którą trzeba wyłuskać jak miąższ ze skorupy. Można się zatrzymać na tej skorupce i traktować je powierzchownie, stereotypowo. Ale można też dostać się do tego ożywczego miąższu, naprawdę doświadczyć tego przez co przysłowie mówi, zedrzeć z niego naleciałości, które nota bene narzuca nam konwencja danej kultury.
Bede bronił przysłów jako mądrości narodów. Chyba wszystko sprowadza się do tego, do czego jesteśmy zdolni. Jeśli gdzieś błądzę to popraw mnie, ale proszę nie lekceważ tego co piszę, jak robią to inni.
@umysl616 ojej, muszę Ci coś powiedzieć 🙂 Manipulacja to tak naprawdę socjotechnika, dlatego właśnie ciągle podkreślam tę intencjonalność i świadomość tego co robimy. Bo każdy proces psychologiczny ma swój cel, tyle że bywa nieuświadomiony... a w socjotechnice ten cel jest już w pełni świadomy i zaplanowany. I tu właśnie wchodzi samoświadomość, bez niej łatwo dać się ponieść.
Piszę to do Ciebie bo czuję w Twoich słowach dużo złości i buntu, a trochę mniej pokory wobec życia. I to jest okej, naprawdę, bo wlasnie w mlodości tak to bywa. Ale warto się nad tym zastanowić.
@umysl616 no właśnie, to trochę jak z dzbanem, najpierw musisz go opróżnić, żeby móc nalać coś nowego 🙂 bo jeśli ktoś jest pełen po brzegi własnych przekonań i myśli że wie już wszystko... to gdzie tam wlać cokolwiek nowego?
ale potem pojawia się to pytanie, dobra, opróżniłam się, mam tę świadomość, i co dalej właściwie? bo sama świadmoość to chyba nie koniec drogi, prawda?
@krysztal224 przepraszam jeśli mój poprzedni wpis zabrzmiał lekceważąco, naprawde nie taki był mój cel.
@krysztal224 dodam tylko taką drobną uwagę, bo mnie to trochę uwiera. Napisałaś „socjotechnika” mając na myśli manipulację w ogóle, ale o ile wiem to socjotechnika dotyczy raczej wpływania na grupy ludzi, całe zbiorowości. Natomiast manipulacja jedną konkretną osobą to już psychotechnika. Taka roznica, nieduza, ale jednak istnieje.
@krysztal224 wybacz, ale ten „spojler” który napisałem to nie był do ciebie skierowany. Ani razu nie poczułem sie przez ciebie zlekceważony, miałem na myśli kogos zupełnie innego w tej rozmowie... takiego co to zaczyna sie wywyższać i nadymać jak balon 🙂
@krysztal224 słuchaj, mój bunt to nie jest złość na kogokolwiek konkretnego. to jest sprzeciw wobec obłudy, zakłamania, wobec tych wszystkich niepotrzebnych popisów ludzi co myslą że są mądrzejsi od reszty. No i wobec niesprawiedliwości oczywiście. Złości jako takiej we mnie nie ma ani trochę, raczej po prostu stwierdzam fakty takimi jakie są. Mam prawo zadawać pytania, tak samo jak mam prawo do popełniania błędów i naprawdę potrafię odróżnić wyrozumiałość od pobłażania komuś z lekceważeniem, bo to są dwie zupełnie różne rzeczy.
@krysztal224 mam do ciebie pewna kwestię, o której chętnie pogadałbym tu w wątku, jeśli się zgadzasz. Napisz coś więcej, chętnie odpowiem na forum.
@krysztal224 chętnie porozmawiam, ale wolę żeby to zostało tutaj w wątku, bo myślę że inni też mogą mieć podobne przemyślenia i szkoda by było zamykać tę rozmowę tylko między nami. Jeśli masz coś konkretnego do powiedzenia, napisz śmialo tutaj.
@leczacy-iskra hej, widzisz... ta definicja którą tu wklejasz to oczywiście coś o czym wszyscy wiemy, można to znaleźć w każdym podręczniku do psychologii 🙂 ale może warto ją poczytać uważniej, bo chyba trochę inaczej rozumiesz to słowo niż wynika z jego faktycznego znaczenia.
I szczerze? ta złość którą czuję w Twoich słowach jest bardzo widoczna. Nie chodziło mi o to żeby Cię pouczać, naprawdę, tylko podzieliłam sie własnym doświadczeniem i swoją drogą. To duza różnica. Myślę że warto to rozróżniać zanim się komuś przypina łatki.
A manipulacja... no cóż, każdy z nas manipuluje od małego dziecka, to jest po prostu element funkcjonowania społecznego, nie zawsze świadomy i nie zawsze zły. Małe dziecko płaczem „manipuluje” rodzicami żeby dostać to czego potrzebuje. Nie znaczy to że jest złe albo że ma złe intencje. To jest coś zupełnie innego niż celowe działanie na czyjąś szkodę dla własnych korzyści, o którym mówi ta definicja 🙂
@leczacy-iskra no właśnie, intencjonalność to jest coś kluczowego 🙂 bo kiedy wiemy po co coś robimy, to potem łatwiej nam ocenić czy na tej drodze jest ok, czy może gdzieś zabłądziliśmy. Bez tego to naprawdę robi się chaos i człowiek sam nie wie czego chce, a frustracja narasta i narasta...
Pisał tu ktoś wyżej że Mistrzem jest ten, kto dąży do równowagi myśli, uczuć i sumienia i to mi bardzo do serca przemawia. I że każda droga jest inna, no bo tak jest naprawdę.
Mnie zależy żebyście mieli przede wszystkim swoje własne poczucie bezpieczeństwa i nie oddawali go w czyjeś ręce. I ta kwestia krzywdzenia innych jest ważna, ale trzeba tu zachować umiar, bo gdzieś w tym wszystkim jesteś też TY. Nie wolno się zatracić tylko po to żeby innym ustępować, bo to jest krzywdzenie samego siebie. Gdzieś musi być granica.
A co do bajek, przysłów, „mądrości ludowej”... no cóż, też są pewnym stereotypem i schematem swojej epoki, to nie są absolutne prawdy 😉
Pozdrawiam serdecznie i też się chyba wycofuję z tego wątku, pa! 🙂
@umysl616 przepraszam, bo faktycznie czasem skracam myśli za bardzo i nie wychodzi to zbyt jasno 🙂
Chodzi mi o coś takiego... ktoś, kto miał za mało miłości, uwagi, ciepła od autorytetów, zazdrości tym, co mają tego w nadmiarze. Ale ci co mają za dużo wcale nie są szczęśliwi! to się nazywa nadopiekuńczość i taki człowiek czuje się jak więzień, bo nie ma swobody w wyrażaniu siebie, cały czas ma poczucie że robi źle, że jest manipulowany przez kogoś kto rzekomo jest dla niego autorytetem.
Mam taki obrazek na to: dzban łatwiej uzupełnić do poziomu równowagi niż odjąć z niego nadmiar wody. Albo jeszcze lepiej, kociołek z gotującą się wodą, jak jest jej za mało, to można dolać i wszystko się razem gotuje, wychodzi potrawa. A jak wody jest za dużo, to wyleje się na gaz i już trudniej cokolwiek ugotować. Mam nadzieje że tym razem wytłumaczyłam to sensowniej 🙂 życzę wam wszystkim pięknego rozwoju i jeszcze więcej zrozumienia świata niż ja sama mam!
@umysl616 wiesz co, myślę ze prawdziwego mistrza musisz znaleźć w sobie samym 🙂 i tego Ci z całego serca życzę! Inni ludzie, różne książki, nauczyciele, to wszystko są tylko drogowskazy, nie cel sam w sobie. Nie zawieszaj się za bardzo na innych, tylko działaj! A skoro masz refleksję nad sobą i nad tym co Cię otacza (a wydaje mi się że masz), to na pewno dojdziesz do tego czego szukasz. Tylko najpierw określ co tak naprawdę chcesz, jaka jest Twoja intencja, po co Ci to wszystko.
Błędy i potknięcia są jak najbardziej ludzkie i nie ma się czego wstydzić 🙂 ważne żeby przy tym wszystkim towarzyszyła życzliwość i żebyś szedł ku dobru, wtedy nawet trudna ścieżka ma sens i warto nią iść. Trzymam za Ciebie mocno kciuki żeby Ci sie udało!
I jeszcze jedno, bo to ciekawe spostrzeżenie... jeśli uczeń „przerośnie” mistrza, to znaczy ze mistrz był dobrym nauczycielem i właśnie na tym polega prawdziwy rozwój. Podobnie jak z rodzicami i dziećmi, dziecko powinno być „lepsze” od rodzica, ale to słowo „lepsze” trzeba rozumieć na wielu różnych płaszczyznach, nie tylko jednej.
Pozdrawiam serdecznie!
@krysztal224 rozumiem co masz na myśli pisząc o poczuciu bezpieczeństwa i o tym, żeby nie oddawać go w cudze ręce.
Sam kiedys szukałem odpowiedzi gdzieś na zewnątrz, bałem się że sam nie trafię we właściwe miejsce. Ale z biegiem czasu coraz wyraźniej widzę, że to czego naprawdę potrzebuję, mogę odnaleźć w sobie. Choć szczerze powiem, wciąż dopiero zaczynam tę drogę, więc mówię to z pewną pokorą. Jednocześnie bardzo cenię sobie spotkania z ludźmi, których życie stawia na mojej drodze, takze tych, którzy pełnią role nauczycieli w bardziej formalnym sensie. To też jest wartość.
Myślę że dobrze rozumiem przed czym ostrzegasz. Chodzi o to, żeby drogi innych ludzi, nawet bardzo mądrych, nie stawiać automatycznie ponad własną. Bo każda ścieżka jest równorzędna, choć nam, z naszej ograniczonej perspektywy, tak łatwo przychodzi tę hierarchię budować. Cudze doświadczenie i wiedzę przenosimy nad nasze własne, a przecież to właśnie nasze jest najbliższe temu, czego naprawdę szukamy.
W końcu wszystko czego szukamy... i tak znajdziemy w sobie 🙂
@krysztal224 dziekuję za słowa, ale powiem wprost, bo tak mi łatwiej, te rady są trochę w powietrzu. Mówisz „znajdź Mistrza”, to powiedz mi, Ty znalazłaś? Inni ludzie są tylko drogowskazami, no dobra, czyli jesteś takim słupem z tabliczką. Na razie na tej tabliczce nie widzę żadnego kierunku, wybacz, ale sama powiedziałaś że jestem ślepy, więc może to normalne że nie widzę.
Co do zawieszania się na innych, na Tobie akurat zawiesić się nie zamierzam, spokojnie. Ale napisałaś żebym określił swoją intencjonalność, to co dokładnie masz na myśli? Bo to ładnie brzmi, tylko chciałbym żebyś wyjaśniła konkretnie, bo każdy rozumie to inaczej.
Próby i błędy, tak, bardzo ludzkie, zgoda. Ale jeśli ktoś popełnia te same błędy w kółko bez końca, to co wtedy? Życzliwość i dobro, napisałaś że mają iść przy drodze, tylko że tych wersji co jest dobrem a co życzliwością jest tyle, że nie wiem której się trzymać. Możesz mi odpowiedzieć wprost, a nie pytaniem?
I jeszcze jedno, napisałaś że jak uczeń prześcignie mistrza to znaczy że mistrz jest dobry. Ale jak można prześcignąć kogoś autentycznego, kogoś kto też cały czas się rozwija? Mam tu realną wątpliwość.
Jeśli uznasz te pytania za warte odpowiedzi, to chętnie poczytam. Jeśli nie, to też rozumiem
@krysztal224 haha no tak, wątek naprawdę rozrósł się w kilka dni nie na żarty 🙂 jeszcze z połowę mam do nadrobienia szczerze mówiąc.
i tak z ciekawości pytam, bo mnie to nurtuje, naprawdę się nie obraziłaś?
@krysztal224 mam tam swoją stronę więc jak chcesz to możesz zajrzeć, może znajdziesz coś dla siebie 🙂
@leczacy-iskra tak przy okazji, masz ciekawy nick... kojarzy mi się z tym urządzeniem w samochodzie, które dociska do ziemi ale jednocześnie pozwala osiągac duże prędkości. Mam do tego pewne skojarzenia jeśli chodzi o rozwój.
@leczacy-iskra właśnie, sama wolę słowo „błąd” niż grzech, bo grzech od razu kojarzy się z winą i karą, a to nikomu nie pomaga w rozwoju.
No i właściwie... czym w ogóle jest błąd? To po prostu doświadczenie, z którego nie jestesmy zadowoleni, które nam się nie spodobało. Nic więcej. A jak na to spojrzeć z nieco szerszej perspektywy, to tak naprawdę „błędy” też nie istnieją, bo każde doświadczenie jest po prostu doświadczeniem 🙂
No właśnie, trochę smutno że ta rozmowa ucichła, bo temat był naprawdę ciekawy...
