Jeden z forumowiczów napisał coś co mnie najpierw mocno zdziwiło: że leczenie wcale nie musi przynosić poprawy zdrowia. Moja pierwsza reakcja to było szczere oburzenie... jak to?! Ale dałem sobie chwilę i nagle dotarło do mnie coś ważnego.
Znacie to uczucie, gdy macie w życiu jakiś problem, szukacie rozwiązania, nic nie przychodzi mimo starań i w końcu po prostu odpuszczacie? No właśnie tak to działa u mnie. Przesuwam uwagę gdzie indziej, pozwalam życiu toczyć się samemu i w jakimś przypadkowym miejscu, często w rozmowie która kompletnie nie była o tym, nagle dostaję odpowiedź której szukałem. I tu tak się stało. Zrozumiałem, że lekarz medycyny konwencjonalnej nie ma za zadanie cię wyleczyć, ma jedynie podtrzymac twoje życie. Część z was pewnie się teraz oburza, ale dla mnie to było ogromne odciążenie jeśli chodzi o moje podejście do systemu medycznego.
To naświetliło mi zupełnie inny punkt widzenia i wyjaśniło dlaczego ja z lekarzami zwyczajnie nie umiem się dogadać. Bo oni nie chcą nas wyleczyć, oni mają przedłużyc życie, i tyle. Więc już nigdy nie będę od nich oczekiwał czegoś, do czego nie zostali wytrenowani. Ich rola to diagnoza i danie ci opcji jak to życie podtrzymać. Jeśli chcę wyzdrowieć naprawdę, muszę sam wziąć to w swoje ręce. Choć teraz wiem, że warto robić to przy asyście lekarza, bo gdybym np. przesadził z głodówką, to on mnie po prostu wyratuje.
Może dla was to żadne odkrycie, dla wielu wydaje sie to najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. Dla mnie to był ten punkt gdzie kończy się mój wewnętrzny konflikt. Bo z jednej strony widziałem jak farmacja i medycyna realnie pomaga ludziom, a z drugiej potrafi bardzo skutecznie szkodzić. Szukałem jakiegoś złotego środka i myślę, że go znalazłem: korzystać z obu podejść jednocześnie, czyli z medycyny rozumowej i duchowych praktyk, takich jak ziołolecznictwo, akupunktura, medytacja, hipnoza, praca z własną podświadomością i Duszą.
Rozumiecie co to za absurd, że lekarze dali się przekonać, że nie mają doprowadzić pacjenta do pełnego zdrowia, tylko podtrzymać jego życie? I co ciekawe, to nie ich wina, tak ich nauczono. To jest przekonanie zbiorowe, które niekoniecznie musi być prawdą, ale funkcjonuje bardzo mocno, bo inaczej nie umieliby radzic sobie z faktem, że w wielu sytuacjach po prostu nie są w stanie pomóc. Ratują życie, ale utrzymanie zdrowia, to nie ich działka. I to dużo tłumaczy.
Dlatego moja rada dla każdego kto to czyta: idź do lekarza gdy jesteś chory, niech cię zdiagnozuje, niech zaleci co ma twoje życie podtrzymać, ale potem szukaj sam sposobów na pełne zdrowie. Alternatywna medycyna nie jest alternatywna dlatego że wymyślona czy szarlatanerska, ale dlatego że daje ci alternatywę w postaci pełnego wyzdrowienia 🙂
Czy cudowne wyzdrowienie jest możliwe? Czyli takie, gdzie medycyna klasyczna była bezsilna, a jednak człowiek wrócił do pełni zdrowia? Zależy co nazwiemy cudem. Bo w moim zyciu doświadczam rzeczy, które inni nazywają cudem, a dla mnie to po prostu efekt konkretnego działania. Mam na myśli np. atopowe zapalenie skóry, z którym sam miałem do czynienia. Wiem że istnieją sposoby by z tym wyjść, i to nie tylko przez zioła, głodówki czy suplementy, ale przez równoległa, dogłębną pracę z własną podświadomością, która prowadzi do zrozumienia skąd problem pochodzi. Stwardnienie rozsiane, astma i podobne choroby, to wiem że brzmi radykalnie. Ale konkretna praca mentalna, właściwy specjalista od leczenia i asystysta lekarza medycyny konwencjonalnej może naprawdę zdziałać wiele. Część z was pewnie nie wierzy że z chorób uznanych za nieuleczalne można wyjść. Rozumiem. Ale jeśli ktoś jest uparty, jeśli nie chce się poddać sugestii lekarza że „będziesz z tym żyć do końca” albo „nie ma dla ciebie ratunku”, to jest szansa. Taka osoba pod stałą kontrolą lekarską, przy odpowiedniej terapii, może wrócić w pełni do zdrowia. Błędem jest myślenie że albo medycyna konwencjonalna, albo alternatywna i ezoteryczna. Bierzemy jedno i drugie.
Będą ludzie, którzy wykroczą poza swoje role, lekarze, coachowie, bioenergoterapeuci, znachorzy, akupunktu
cd...
Szukaj kogoś, kto uczył się u najlepszych, a nie pierwszego lepszego z brzegu. I tu jest pułapka: wysoka cena, te 400 zł za godzinę albo więcej, wcale nie gwarantuje jakości. Pytaj o referencje, o dyplomy, dzwoń do tych ośrodków i naprawdę to sprawdzaj. Ktoś marudny powie, że nie ma na to czasu i ochoty. No to niech potem nie narzeka, że go oszukali albo że wyniki są słabe. I jeszcze jedna rzecz: patrz na to, czy dana osoba żyje tak, jak mówi. Jeśli śmierdzi papierosami i ma wyraźną nadwagę, to jest pewna niespójność, i to nie ważne czy mamy do czynienia z lekarzem, coachem, bioenergoterapeutą, znachorem, akupunkturzystą czy specjalistą od medycyny chińskiej. Coach który sam pali nie będzie w 100% skuteczny kiedy ty chcesz rzucić. Moim zdaniem ktoś, kto nie stosuje na sobie własnych metod, po prostu nie jest wiarygodny. Zapytajcie o jego rodzinę, o to jak dba o ich zdrowie i co im zaleca. Jak się okaże że nie potrafi sobie ani bliskim pomóc w zakresie, którym się zajmuje, to jak ma pomóc wam na full? jesli nie zobaczycie iskry w oku kiedy opowiada o rodzinie i wspólnych sukcesach, to chyba nie jest osoba której szukacie. Jesteśmy mądrzy, używajmy wszystkich zmysłów, nie tylko patrzmy na Mgr. czy Dr. przed nazwiskiem. Te czasy już naprawdę się kończą.
Niektórzy pewnie stwierdzą teraz, że jestem zbyt surowy i że takich ideałów nie ma w naturze. Nieprawda, są i istniejemy 🙂 Nie jesteśmy we wszystkim super, ale znamy swoje ograniczenia. Ja na przykład wiem, że w akupunkturze albo treningu biegowym nie jestem dobry i skieruje Cię do kogoś, kto jest w tym mistrzem. Ale pamiętaj, rekomendacje też bierz od osób które rzeczywiście coś wprowadziły w swoje życie, a nie od kogoś kto tylko słyszał że ktoś jest podobno dobry. To nie jest rekomendacja, to przypuszczenie. Ci którzy naprawde są dobrzy, wspólpracują z innymi specjalistami albo ich polecają. Jak nie umiem komuś pomóc, to znam kogoś lepszego od siebie. Zawsze zakładam że ktoś taki istnieje i nigdy nie stawiam się w roli guru, choć rozumiem, że tak to czasem wygląda z zewnątrz. Ale nie mylmy pychy z poczuciem własnej wartości, to nie to samo, choc linia bywa naprawdę cienka. Nie musisz znać wszystkiego, wystarczy być wspaniałym w swojej dziedzinie. A kiedy już jesteś, możesz się tym dzielić z innymi mistrzami i wtedy barter staje się naprawdę pięknym wynalazkiem.
Mam nadzieję, że chociaż trochę zainspirowałem was do działania, czy to w kwestii zdrowia fizycznego, czy psychicznego. Życzę wam pięknej drogi do bycia zdrowym mistrzem swojego życia.
nie ma żadnych cudów, jest to po prostu oczywiste. tacy cwaniacy jak ty robią z ludzi idiotów i wyciągają kasę od tych, którzy są naprawdę zdesperowani i gotowi uwierzyć we wszystko. mechanizm zawsze jest ten sam - najpierw siejesz wątpliwości w stosunku do normalnej medycyny, a potem sprzedajesz swoje cuda-wianki tym, którzy nie mają już siły myśleć trzeźwo. gdyby ktoś chciał krecić wahadłem albo odmawiać różaniec to by mnie to szczerze nie obchodziło. problem zaczyna się dokładnie w tym momencie, kiedy jeden koleś drugiemu wystawia za to fakturę i zbija kasę na cudzej desperacji.
hmm, nie wiem czy ktoś już o tym wspominał, ale chciałem polecic ksiazke Jerzego Zięby „Ukryte terapie. Czego ci lekarz nie powie”... myślę że osoby zainteresowane tym tematem powinny to przeczytać.
Nie będę się za dużo rozpisywał bo tam naprawdę jest wszystko powiedziane wprost, bez owijania w bawełnę. Sam nie mogłem uwierzyć ile tam ciekawych rzeczy.
Szczególnie polecam tym którzy są poważnie chorzy i nie bardzo widzą już jakieś wyjście czy szansę na poprawę 🙂
Warto być ostrożnym z różnymi terapiami, bo nie wszystko co się reklamuje jest godne zaufania... Mogę jednak polecić bioenergoterapeutę, do którego sama chodziłam i który naprawdę okazał się pomocny, a co ważniejsze, nie wyrządzil żadnej szkody. Nazywa sie Zbigniew Popko, jest sprawdzony i myślę że warto do niego zajrzeć jeśli szukacie kogoś w tej dziedzinie.
