Kolejne pożegnanie, kolejny smutek... odszedł, i to chyba wszystko co można powiedzieć o tej ziemskiej wędrówce. Teraz z męskiej strony w obu rodzinach zostałem już tylko ja. Jeden. Co dalej? Ciąg dalszy nastąpi, ale już nie tutaj i nie w tym samym składzie.
Jestem zdołowany, nie będę ukrywał.
Kart teraz nie ogladam, zresztą co mi powiedzą takiego, czego już bym nie wiedział... Pozdrawiam.
smutne to wszystko...
Słyszałam, że niektóre plemiona południowoamerykańskie właściwie świętują śmierć bliskich, bo wierzą że odszedł razem z nim cały ból i cierpienie. Zupełnie inna wrażliwość, inne pojmowanie końca. Kultura bogata w tradycję Huny i w doświadczenia kolejnych wcielń...
Ja mam przed sobą jeszcze parę dni, a już przez ten Saturn kręcę się myślami wokół śmierci. Kiedyś pisałam wiersz na każde odejście, kiedy umierały zwierzęta które adoptowałam. Jak zaczęli schodzić ludzie, przestałam pisać. Po prostu przestałam.
No i jeszcze to z czasem, bo czas bywa podobny niezależnie od okoliczności, czy to wcześniej czy pożniej...
W każdym razie, współczuję Ci szczerze. Teraz trochę sama siebie musisz "pilnować", tak jak i ja, bo mimo że mam dużą rodzinę, to bliskości między nami za wiele nie ma.
Wolę zresztą kogoś bliskiego sercu 🙂
