dawno nic tu nie pisałem na ten temat, ale to co się teraz dzieje skłoniło mnie do refleksji.
zajęcia u Karsta to jest po prostu sekta, bez owijania w bawełnę.
Ludzie chodzą tam latami i ciągle mają te same problemy, te same braki, żadnych związków, żadnych pieniędzy, zdrowia też nie przybywa. Sam przez pewien czas w to wierzyłem i też nic konkretnego z tego nie wyszło.
same zajęcia to koszt ponad 1300 zł miesięcznie (3 weekendy), a potem jeszcze dokładają zajęcia dodatkowe bo wmawia się ludziom, że to im pomoże. ładna sumka.
I teraz sedno sprawy: ten facet nikogo niczego nie uczy. Nie pokazuje jak być samodzielnym, nie wskazuje żadnej drogi. Mówi tylko że jak ktoś zrobi „gotowość„ to mu pomoże. Tylko on, wielki „bóg”, może cię uzdrowić. Jasne. To klasyczny mechanizm uzależniania od siebie, bo jeśli tylko on może ci pomoc, to nigdy od niego nie odejdziesz.
Gdyby naprawdę chciał ludziom pomóc, uczyłby ich samodzielności. a nie mówił że się nie da, ale ja ci pomogę...
Na zajęciach ludzie pytają o absolutnie wszystko i na wszystko muszą mieć zgodę. Całkowita utrata własnej woli.
Żona tego pana to z kolei świetna aktorka, dobrze wytrenowana. Na żadne pytanie nie odpowie wprost. Jak ci na czymś zależy i zapytasz, usłyszysz „zapytaj swojego wyższego ja„ albo „nie chcesz wiedzieć”. Typowa marionetka.
Agnieszka, która organizuje te zajęcia, oddała nawet swoje mieszkanie pod tę działalność. I od lat jest sama, bez związku. No to czemu jej wielki Kazimierz tego nie „poczyscił"? Przecież podobno właśnie takie rzeczy tam się naprawia...
Od jakiegoś czasu pomagam osobom z tego forum odcinać się od tego człowieka. Sporo z tych osób miało myśli samobójcze, żyło w ciągłym lęku, nie umiało już samodzielnie myśleć.
I właśnie o to chodzi, bo ci ludzie działają jak zamknięta i agresywna grupa. Jak ktoś próbuje im otworzyć oczy, to odwracają się od rodziny, od przyjaciół, byle bronić swojego Guru. Kazimierz ma gotową armię, która ślepo pójdzie za nim w ogień.
to jest dokładnie definicja sekty.
w sumie to nie odkrycie, ze każda sekta działa dla kasy i swojego zysku... i właśnie na tym polega ich „geniusz" - trafiają w momenty kiedy człowiek jest słaby, zdesperowany, szuka czegoś czego nie ma w zwykłym życiu. to jest ich narzędzie.
no tak... dramat po prostu. mogę napisać wprost z własnych doświadczeń z tym człowiekiem, że manipuluje on na potęgę, udaje że ma jakąś wiedzę i że pomaga. jeśli ktoś ma poważniejszy problem to zaraz odsyła go na sesje do swojej niedoszłej synowej. cena za taką sesję to 500 zł, i co z tego wynika? że po tej sesji osoba słyszy, iż problem jest bardzo złożony i trzeba by kilku takich spotkań, a docelowo sam Kazimierz mówi że temat jest tak trudny, że można co najwyżej go „ograniczyć" przez oczyszczanie. serio? to jakaś kpina.
albo inny scenariusz, mówi ludziom coś w stylu: masz taki problem owszem, ale grupa jeszcze nie jest gotowa żeby to rozwiązać. przychodź nadal na zajęcia i dopytuj się kiedy w końcu da się to zrobić. hhaha serio, ten człowiek to żart, nie wiem jak inaczej to nazwać.
uzależnia ludzi od siebie w potworny sposób, a oni i tak wydają kasę, i nadal mają te same problemy z ktorymi przyszli. ŻART, nie uzdrowiciel...
Zastanawiam się, jak można w ogóle sprawdzić czy wciąż jest się pod wpływem oddziaływania tej osoby. Sam uczestniczyłem w jego kursach srt ponad 10 lat temu i niekiedy mam takie przeczucie, że coś z tamtego okresu mogło pozostać...
Sama mam doświadczenia zarówno z charyzmatem jak i z bioterapią i naprawdę dużo z tych rzeczy działa. Miałam kiedyś cyste, która po bioterapii po prostu została wyrzucona przez organizm, owszem trzeba było antybiotyków, ale efekt był. Charyzmat u mnie często działa przez dotyk albo przez symbole i to nierzadko w sposób zupełnie nieświadomy, działa też na zwierzęta...
I nagle tyle wspomnień wraca.
No jasne że gdybyśmy nie blokowali tego przepływu energii kosmicznej, życie byłoby prostsze i ludzie rzadziej by chorowali ;D
Ale jeżeli podczas transu czuję że ból odpuszcza, mój czy kogoś bliskiego, nawet przy ciężkich chorobach, to bioterapia ma dla mnie sens. Ja ćwiczyłam wyłącznie jogę, co zresztą widać na zdjęciu.
Kursy robiłam jakies 25 lat temu, chciałam pomagać ludziom i robię to do dziś. Często łamię schematy myślenia, ale za Boga się nie podaję i pieniędzy w Jego imieniu nie biorę.
Jeśli ktoś pobiera wynagrodzenie za wróżbę albo naturoterapię, bo wróżbita to też człowiek, to ta kwota nie powinna być wygórowana.
Jeśli to co mówicie jest prawdą, to ten gość po prostu znalazł sobie sposób na prowadzenie grup i zarabianie, a o prawdziwym oczyszczeniu umysłu nie ma zielonego pojęcia. W przypadku Lisiaka i wielu innych podobnych osób z Warszawy to zwykłe wyłudzanie i robienie z ludzi zombi.
Umysł oczyścić może tylko Bóg, ale większość ludzi początkowo go nie słucha, niestety.
Życzę wszystkim pozytywnej energii. W Wawie widziałam już sporo osob które wpadły w czarna energię, raz jakiś masazysta z „andromedy", innym razem jakaś pani nagle staje się objawieniem... Są ludzie którzy tę energię mają i świadomie chcą oszukiwac, mimo że doskonale zdają sobie z tego sprawę. Mistrzowskie certyfikaty też nie pomagają, bo kupowanie sobie uwagi innych zakłóca własny rozwój i bez wątpienia przysparza nowej negatywnej karmy.
Poza tym pewien znany pan doktor nie wyjdzie poza schemat że to nadal ten sam wirus sprzed lat, wszystko jakby tych nowych przypadków było mnóstwo, a tak naprawdę chodzi o tę samą dziwną grypę.
Charyzmat musi działać realnie, inaczej to tylko naciągactwo, nawet w sprawach tarczycy czy innych dolegliwości.
Emerytce wypisali skierowanie nawet od lekarza który podobno „chciał zniszczyć tarczycę"... natomiast nie wiem jak działają te widmowe testy różnych polityków, może to kwestia karmy i braku kontaktu z Bogiem?
Pozdrawiam 🙂
Czemu podchodzisz do tego tak ostro?
szukam jakiegokolwiek kontaktu do tego człowieka, wie ktoś coś?
Miałam podobnie z pewnym człowiekiem z tamtego środowiska i jego kolegą, tyle że oni się... no, trochę sprzedali, nazwijmy to wprost. I bez żadnej obrony, ludzie potem po prostu milcząco potwierdzają, bo to ich „wyższe ja" czy coś w tym stylu.
Powiem jedno: prawdziwe światło NIGDY nie manipuluje. Nigdy nie idzie „na przekór", nie zalewa natłokiem myśli. Rozwija etycznie, czasem nawet głębiej niż religie, ale jednocześnie nie neguje etyki religijnej, bo ta jest prosta i zasadniczo taka sama wszędzie.
I nie wyśmiewa!
U tamtego faceta też to miałam, ale jak weszłam głębiej, mury runęły szybko. Stałam się wrogiem publicznym, mimo że oficjalnie nawet krzyczeli, że się mnie boją, bo „coś więcej widzę"... no cóż, tak już mam w życiu, że ludzie mówili mi rzeczy skrywane, wręcz zdradzali własne sekrety, nikt tego nie planował. Potwierdzilo to sektę, choć nikt się nie bronił, jakby wola była wyłączona.
Zabrałam swoje rady dla siebie. Do 2010 czy 2012 poza jedną gazetą nie było praktycznie nic jawnego. Prasa zassana, ogłoszenia bez sensu, papierki sztucznie potwierdzane przez różne instytucje.
Bzdury na resorach, jasne... Dopiero tutaj zaczęliśmy pisać prawdę.
Walczcie. Podobno ten Mun był wspierany przez Kongres, bo CIA chciało mieć narzędzie w Korei i przemycali coś przez jego sekciarzy...
Mogę potwierdzić to co ktoś wyżej pisał, bo sama słyszałam takie rozmowy na zajęciach.
„Patrzcie na nich - rodzina im się posypała, dzieci się porozwodziły. Niby specjalista od ratowania związków, a własnej rodzinie jakoś nie pomógł."
Pracuję z ludźmi od ponad 35 lat i rzadko kiedy wtrącam się publicznie w takie sprawy, ale tym razem postanowiłem zabrać głos. W ciągu ostatnich 7 lat trafiło do mnie już 8 osób z polecenia, wszystkie po zajęciach u człowieka wymienionego w tytule wątku. Coś takiego zmusza do reakcji.
Ostrzegam bardzo poważnie przed tym człowiekiem, jego rodziną i całą otoczką zajęć które organizuje. Osoby do mnie przychodząc mają ogromne ilości blokad: zablokowany dostęp do wiedzy, do światła, silne manipulacje, a w niektórych przypadkach nawet choroby jako efekt kontaktu z tą osobą. Wyciąganie ich z tego stanu jest naprawdę trudne, bo mają tak pomieszane zmysły że kilka sesji to dosłownie powrót do własnych informacji, do siebie.
Pan Kazimierz dość łatwo manipuluje uczestnikami swoich zajęć, bo ich realny rozwój jest minimalny, co jak na tyle lat pracy można porównać mniej więcej do poziomu gimnazjum. To sprawia ze bardzo łatwo wpisać im ograniczenia na wyższych poziomach, a umiejętne żonglowanie informacjami doprowadza do tego, że ludzie przestają wierzyć w siebie i sami wynoszą go do roli boga. Po latach chodzenia na te zajęcia ludzie wciąż nie potrafią pytać o siebie, ich pojęcie o dostępie do własnego wnętrza jest tak okrojone przez tego pana, że siedzą zamknięci we własnej klatce...
Co gorsza przez lata obserwuję jak techniki i manipulacje tego człowieka cały czas ewoluują. Jednakże dużo z tego niszczenia wraca do niego i do jego rodziny. To smutne. Niszczy siebie i tych, którym miał pomagac. Życzę wszystkim odwagi i oświecenia, żeby odejść i odzyskać siebie. Jeszcze raz ostrzegam zarówno przed samymi zajęciami jak i przed tymi członkami jego rodziny, których znam z własnego doświadczenia, a którzy podążają tą samą drogą zguby i ciemności.
Wiecie co, ten człowiek to po prostu żart. Byłam tam ostatni raz jeszcze w czasach covidu, a potem wróciłam na kilka zajęć gdy zaczęła się wojna na Ukrainie. Podczas covidu były jakieś przesłania i masowe uwalnianie zapisów, w tym tych lękowych. Miało być tak, że uczestnicy dostaną tak gruntowne oczyszczenie ze strachu, że po prostu będzie dobrze. Tak przynajmniej mówiła organizatorka, która moim zdaniem jest największą manipulatorką w tym towarzystwie. Wszystko co mówi albo pisze w tych swoich mailach jest przesiąknięte tym samym schematem... że zajęcia są niesamowicie ważne, że koniecznie trzeba być, że odmienią życie. Sama po tych covidowych zajęciach powtarzała, że tyle się przepracowało lęk, że będziemy już odporni na wszystko.
I co z tego wynikło? Trwa wojna, a ludzie na tych zajęciach są sparalizowani, totalne utonięcie w lęku. A Kazimierz na to wszystko... że spokojnie, że zaraz się skończy. Serio? Jeśli on tak widzi rzeczywistość to sam żyje w większej iluzji niż ci wszyscy ludzie, którzy do niego przychodza. Niech lepiej zostanie ze swoimi bajkami dla siebie, zamiast zarażać nimi biednych poszukiwaczy, takich jak kiedyś ja. A ta organizatorka... to kpina, totalnie. Jeśli Kazimierz chce, żeby takie osoby prowadziły jego zajęcia, to myślę że każdy sam powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, czym tak naprawdę jest to miejsce.
szczerze mówiąc to poważna sprawa i czuję że trzeba o tym napisać wprost. Bożena to oszustka i bardzo przestrzegam przed jakimkolwiek korzystaniem z jej usług. Szczególnie w sytuacjach gdy ktoś jest w trudnym momencie życia i szuka prawdziwej pomocy, bo wtedy takie osoby są najbardziej bezbronne.
Konkretny przykład: ktoś prosi ją o konsultację z Kazimierzem w jakiejś ważnej sprawie, ona twierdzi że pytała i przekazuje jakieś tam odpowiedzi, a w rzeczywistości w ogóle z nim nie rozmawiała. I to nie jest moja ocena z powietrza, zostało to potwierdzone przez wiecej niż jedną osobę.
Do tego nic nie widzi, ma masę ograniczeń w tym co robi, a mimo to wmawia ludziom różne rzeczy na konsultacjach które potem sam Kazimierz neguje. Po takich sesjach człowiek wychodzi z większą ilością problemów niz przed nimi. Naprawdę, niczego nie warta manipulantka. Piszę to drugi raz żeby było jasne.
mam w swoim otoczeniu kogoś bliskiego kto chodzi do tego Kazimierza i widzę na własne oczy co sie z ta osoba dzieje... chce jej pomoc i wyciagnac ja z tego ale szczerze nie wiem czy to w ogole mozliwe 🙁 jeśli ktoś ma doświadczenie w takich sprawach to bardzo proszę napisz tutaj, naprawde potrzebuje pomocy
Hej, nie wiem czy dobrze robię pisząc tutaj ale... jestem po wielu latach kursów u tego człowieka i trochę chciałabym o tym porozmawiać
