Poglądy... no cóż, to sprawa drugorzędna. Liczy się to, jakim ktoś jest człowiekiem w głębi siebie. Można głosić różne piękne rzeczy, ale prawdziwy poziom Człowieczeństwa wychodzi w relacji do Miłości i Nienawiści, i to jest miara, której nie da się udawać.
W sztuce Wyższej Magii, w Alchemii, najtrudniejsze zadanie to właśnie przekształcanie trudnych klientów we wspaniałych. i pilnowanie, żeby pereł nie zamieniać w błoto. Łatwo natomiast przypisywać sobie zasługi wtedy, gdy klient i tak już jest gotowy, wypolerowany, chętny. Łatwo też zwalać własne niepowodzenia na „paskudnych" klientów, którzy wcale paskudnymi być nie muszą.
Bo skąd to łatkie „paskudny"? Często stąd, że ktoś myśli inaczej. A przekonać można wyłącznie własnym przykładem, nie teoriami i nie atakowaniem klienta. Nie ma paskudnych klientów, są tylko trudniejsi i łatwiejsi.
Żeby radzić sobie ze wszystkimi, trzeba mieć solidny, praktyczny warsztat. Pracowanie wybiórczo, tylko z tymi co pasują, to sygnał że coś w tym warsztacie nie gra, ze sa dziury i braki które prędzej czy poźniej wyjdą na wierzch.
I jeszcze jedno: jeśli ktoś mówi o sobie „specjalista", to on ponosi pełną odpowiedzialność za niepowodzenia w pracy z klientem. Żaden klient. Specjalista wziął pieniądze, wziął odpowiedzialność za sukces i nie ma prawa marudzić. Klient ma to prawo, bo nie wszystkiego musi rozumieć i właśnie dlatego przyszedł po pomoc. Kto tego nie pojmuje, po prostu nie nadaje się do pomagania ludziom.
Pomyślmy o tym z perspektywy zwykłej ludzkiej przyzwoitości... to specjalista posiada wiedzę i narzędzia, a klient przychodzi często zagubiony, osłabiony, nieraz chory. W każdej normalnej branży menedżer, który mówi o swoich klientach z pogardą, zostaje zwolniony od ręki, bo to po prostu uderza w wiarygodność i finanse. tu nie ma wyjatków.
Wróżka, jasnowidz, uzdrawiacz w pierwszej kolejności muszą być ludźmi. Jeśli wylewają na klienta własne lęki, własną nerwicę, własne nierozwiązane problemy, to jest to karygodne i nie ma tu co owijać w bawełnę. Taka postawa świadczy wprost o braku kompetencji, i to na każdym poziomie, nie tylko etycznym.
Specjalista może się mylić merytorycznie, może czegoś nie wiedzieć, to ludzkie. Ale okazywanie klientowi niechęci czy wręcz nienawiści za to, że czegoś nie pojmuje albo zadaje trudne pytania, to przekroczenie granicy, której przekraczać nie wolno.
Nazywanie klientów „paskudnymi" czy psychopatami to dowód ogromnej słabości takiego pseudo specjalisty. To nie jest oznaka siły ani przenikliwości, to po prostu kompromitacja człowieka, który pretenduje do miana kogoś wyjątkowego...
Specjalista powinien zacząć od siebie, zanim w ogóle zacznie stawiać cokolwiek klientowi. To chyba podstawa, której nie trzeba nikomu tłumaczyć...
Poruszamy ten temat nie bez powodu, bo naprawdę wiele osób zgłasza niezadowolenie z tego, jak niektórzy ezoterycy wykonują swoją pracę. To nie są jednostkowe przypadki i nie można udawać, że problem nie istnieje.
Oczywiście jest wielu wspaniałych specjalistów, którzy poświęcają się swojej pracy naprawdę całym sercem, z pełnym zaangażowaniem i Miłością, i to czuć w każdym kontakcie z taką osobą. Ale niestety zdarzają się też tacy, którzy nie mają ani odpowiedniego przygotowania, ani wewnętrznej etyki. i to właśnie oni potrafią wyrządzić wiele szkody tym, którzy przychodzą po pomoc w chwilach naprawdę trudnych.
Klient to dla nas ktoś, komu mamy służyć, to chyba oczywiste od zawsze. Gdy go lekceważymy, lekceważymy właściwie samych siebie i ten chleb, który uczciwie staramy sie zarobić przez naszą pracę z ezoterycznymi narzędziami. Jeśli komuś brakuje kompetencji, to droga jest jedna, rozwijać się, doskonalić, szukać wiedzy. Nie zwalać odpowiedzialności na innych.
Praca z człowiekiem w obszarze duchowym czy ezoterycznym to coś wyjątkowo delikatnego... tu naprawdę trzeba mieć świadomość, z czym się obchodzi. Wchodzenie w taką przestrzeń z grubą skórą i bez wyczucia może wyrządzić więcej szkody niż pożytku.
Zarzucono nam, że psuliśmy ten wątek, który jest przecież skierowany też do Klientów.
Tymczasem jest wręcz odwrotnie... my pracujemy tu z całych sił właśnie po to, żeby odbudować zaufanie klientów do ludzi ezoteryki, a nie je niszczyć chamskim i wyniosłym zachowaniem. Zastanówcie się chwilę, jakimi chcecie być w tej pracy? Jak balsam na zranioną duszę, czy jak sól wsypana w otwartą ranę?
Od czego jesteśmy? Od uzdrawiania i niesienia pomocy, od harmonizowania i równoważenia, od przywracania wiary w to, że ezoteryka naprawdę może pomóc, od porządkowania tego co w człowieku splątane.
A nie od dołowania i sekowania, nie od zastraszania, nie od szkodzenia i rozgrzebywania ludzkich wnętrz po to tylko, żeby zostawić kogoś samego w beznadziei.
Niech każdy sam sobie odpowie na to pytanie w ciszy swojego serca.
Jako Akademia Magii staramy sie usilnie przyczyniać do prawdziwej, pozytywnej integracji świata ezoterycznego i całym sercem popieramy ideę EZOTERYCZNI RAZEM, to świetna myśl, która potrzebuje wsparcia przez konkretną, prawdziwą MIŁOŚĆ w działaniu.
ZGODA BUDUJE, NIEZGODA RUJNUJE.
Klient przyjdzie do nas z otwartym sercem i zaufaniem wtedy, gdy poczuje, że dostanie tu usługę najwyższej jakości i że jest traktowany z szacunkiem, bez lekceważenia, bez tej wyższości specjalisty, który patrzy na klienta z góry tylko dlatego, że tamten czegoś nie wie. Klient nie musi wiedzieć, to my mamy wiedzieć jak mu pomóc. Nasz spokój i pewność w działaniu przyciągają ludzi, to są rzeczy z pozoru oczywiste, ale gdy ego i pycha wezmą górę, człowiek zapomina o podstawach i popełnia naprawdę dziecinne błędy.
Kiedy patrzę na różne tradycje mądrościowe tego świata, uderza mnie jedno, wszystkie mówią o tej samej rzeczy. O równowadze. I myślę, że w kontekście etyki pracy z klientem to jest właśnie sedno sprawy. Ten kto tej równowagi w sobie nie ma, będzie krzywdził innych, nie zawsze ze złej woli, ale będzie. Nie może być inaczej.
Yin yang, ta prosta figura z chińskiej mądrości, to chyba najbardziej znany obraz współistnienia ducha i materii. Ale nie jedyny. Tybetańska wadżra mówi dokładnie o tym samym, o kosmicznej harmonii między tym co materialne i tym co duchowe. Drzewo sefirotyczne w kabale to kolejny przykład, może mniej oczywisty, ale jakże pięknie rozpisany. I w jodze OM, ten święty dźwiek niesie w sobie tę samą prawdę.
A Jezus? On też to rozumiał. Kiedy faryzeusze próbowali go podstępnie złapać pytaniem o podatek, odpowiedział: „Oddajcie co cesarskie cesarzowi, a co boskie Bogu." To nie była wymijająca odpowiedź, to było doskonałe wyważenie dwóch porządków rzeczywistości.
Skrajności zawsze rodzą niesprawiedliwość. Naprawdę zawsze. I właśnie z tej niesprawiedliwości biorą się konflikty, wojny, cierpienie...
Prawdziwa etyka ma jeden korzeń, choć wiele twarzy. Równowaga jest jedna, niepodzielna. Każdy z nas wybierze swoją ścieżkę, swoją tradycję, swój symbol, to naturalne. Ale bez względu na wybór, nie wolno tracić z oczu tego stanu wewnetrznej harmonii. Bo to odbija się na całym naszym życiu, na tym co materialne, psychiczne i duchowe jednocześnie.
Może warto by było pomyśleć o jakimś neutralnym symbolu dla osób o bardziej materialistycznym podejściu... skoro inne znaki kojarzą im się zbyt mocno z religią czy duchowością. Choć i tak myślę, że pewna równowaga wewnętrzna jest czymś, do czego każdy z nas powinien dążyć, niezależnie od światopoglądu.
A dla takich osób, myślę że idealnym prezentem byłby znak dolara 🙂
Jeszcze raz, bo chyba tamto przepadło gdzieś w czeluściach...
Niech wasze szale nie kołyszą się zbyt gwałtownie, bo gdy tak się dzieje, bardzo trudno jest na nich odważyć rozsądek i zdrowy rozum.
no właściwie to się z tym zgadzam, chociaż nie wiem czy dobrze to rozumiem...
ta idea złotego środka, ze trzeba zachować balans w życiu, wydaje mi się całkiem trafna. jak ktoś jest ciągle rzucany z jednej skrajności w drugą to zamiast sam decydować o sobie, to po prostu go los ponosi. staje się taką zabawką w rękach okoliczności, nie wiem, trochę jak w tych starożytnych tragediach gdzie ludzie nie mają wpływu na nic...
a jak ktoś tego balansu nie ma, to albo popada w jakiś marazm i wszystko mu jedno, albo wpada w jakieś ideologie, extremy różne i daje się prowadzić jak dziecko. to chyba dość oczywiste jeśli się patrzy na świat spokojnie.
ktoś tu wyżej pisał coś o ludziach którzy tych prostych praw przyrody nie widzą, i mam wrażenie ze to prawda. niby jesteśmy wolni, no ale ta „wolność” potem słono kosztuje 🙂 albo żyje się kompletnie bez żadnej duchowości, tkwi się w tej czystej materii, albo odpływa się w totalną abstrakcję bez żadnego zakorzenienia w rzeczywistości.
i ta równowaga, o której tu mowa, podobno potrafi dużo naprawic i to szybko. może właśnie dlatego że to takie proste, to ludzie to pomijają i szukają jakichś bardziej skomplikowanych rozwiązań
no właśnie, podstawowa kwestia etyczna moim zdaniem to po prostu nie wciskac klientowi kitu że się umie robić rzeczy których sie nie umie. tyle.
Kiedy myślę o etyce w relacji z klientem, przychodzi mi do głowy postać Tego, który Miłował nawet swoich wrogów i który uczył, żeby mówić „tak„ gdy tak, i „nie” gdy nie, bo wszystko inne pochodzi od Złego. To chyba najprostsza i najbardziej jednoznaczna zasada, jaka istnieje w kontakcie z drugim człowiekiem. Jeśli decydujemy się komuś pomagać, to naprawdę mamy obowiązek dbać o jego dobro. Nie tylko zewnętrznie, ale i w sposobie, w jaki to robimy.
Jeśli obie strony zawarły jakąś umowę, świadomie i bez przymusu, z pełną zgodą, to osoby z zewnątrz nie mają prawa się wtrącać. Proste. Ci, którzy nie lubią gdy ktoś miesza im w życiu, sami powinni trzymać nos przy sobie. Takie natrętne wścibianie się w cudze sprawy to nie tylko brak kultury, to też naruszenie czegoś głębszego, bo prawo nie czyń drugiemu co tobie nie miłe jest prawem uniwersalnym. Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy... a karma to czyste prawo przyczyny i skutku i wróci do każdego, kto je łamie, często w trójnasób.
Karma nie robi wyjątków dla nikogo. Nie ma tu równych i równiejszych, jest tylko kosmiczna sprawiedliwość, która każde zachowanie rozlicza dokładnie. Wszystko zależy od tego jak długą perspektywę przyjmujemy, czy patrzymy na życie głęboko, czy tylko chwilowo i powierzchownie.
Praca z energiami to naprawdę szczególna dziedzina, trudna do pojęcia dla kogoś kto nigdy tego nie dotknął. Niestety wielu pseudoezoteryków w ogole nie dba o higienę swojej pracy i grzebie w ludzkich systemach energetycznych jakby to byl eksperyment. Na to nie mają żadnego prawa, jeśli nie zostali właściwie przygotowani. Pierwsza zasada brzmi zawsze tak samo: nie szkodzić.
Wielki Mędrzec Laotse uczył:
„Uważaj na swoje myśli, stają się słowami.
Uważaj na swoje słowa, stają się czynami.
Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami.
Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem.
Uważaj na swój charakter, staje się twoim przeznaczeniem."
Etyczność to dla mnie jedno: wtrącasz się w cudze sprawy, masz zgodę albo jesteś agresorem. Nie ma tu żadnej szarej strefy, żadnego wyjątku. Kto to czuje, ten rozumie. Kto nie czuje... cóż, trudno.
Historia jest w tym zakresie bezlitosna. Wróżka, uzdrawiacz, jasnowidz, owszem, też ingerują w cudze życie, ale robią to za przyzwoleniem drugiego człowieka. I niech inni nie mieszają się do tych relacji, bo to sa rozliczenia między nimi a tymi, którym pomagają. Nie nasza sprawa.
Ktoś kto wchodzi bez zgody... no, porównanie jest twarde, ale celne: taki człowiek staje w jednym szeregu z tymi, którzy całymi systemami wtrącali się w ludzkie życie bez pytania. NKWD, Gestapo, Pawlik Morozow który doniósł na własnych rodziców, oni też „wtrącali się", tyle że z kolbą karabinu i fałszywymi oskarżeniami wyssanymi z sufitu. Takie wtrącanie sie to choroba, którą można uzasadniać tylko w kręgu podobnych sobie, bo normalni ludzie tego zwyczajnie nie kupią. Gułagi, obozy, to był właśnie triumf idei, że ktoś ma prawo decydować o cudzym życiu bez pytania.
Prorocy mieli zgodę. Jezus, Mojżesz, Budda, Laotsy, ludzie sami się do nich garneęli, sami dawali im przyzwolenie na ingerencję. I to jest właśnie fundament. Każdy kto wchodzi w cudze życie bez takiego zaproszenia, jest jak złodziej albo bandyta, i świadomie czy nie, popiera swoim przykładem najgorsze karty historii ludzkości.
Natomiast kiedy ktoś dostaje prawdziwą zgodę na pomaganie, nikt nie ma prawa mu tego kwestionować ani krytykować. To jego prawo, materialne i duchowe.
Więc pytanie jest jedno i bardzo proste: DOSTAŁEŚ ZGODĘ? Jeśli nie, łamiesz Zasady. Wszystkie.
no właśnie, trochę chaotycznie to powiem ale co mi tam
z jednej strony są ludzie którzy np. dostali jakieś społeczne przyzwolenie na pilnowanie porządku, no i normalnie to akceptujemy, chyba ze ktoś jest typem anarchisty co neguje wszystko w ogóle
ale jest tez inny typ... taki cwaniak co zamiast robić cokolwiek sensownego, wyszukuje cudze błędy. najczęściej zresztą wyimaginowane, żeby siebie jakoś podnieść w oczach innych. jak on w ogóle coś zyskuje, to nie przez zdolności czy inteligencje, tylko właśnie przez te naganne cechy charakteru. ludzie o małych horyzontach i przyziemnych zainteresowaniach, tak bym to określił
potocznie mówi się na nich oportuniści albo pływacy na powierzchni, bo sami nic z siebie nie dają, chcą tylko brać i korzystać z cudzej roboty
myślę że mogą służyć tylko jako przykład jak NIE postępować. i niestety, muszę powiedzieć z przykrością, że takich osób jest coraz więcej w naszym społeczeństwie... to smutne ale prawdziwe
dla takiego cwaniaczka wszystko poza jego własną ideologią to bzdura i patologia, poświęci każdą wartość żeby tylko postawić na swoim. trochę jak ta zasada z Kalim, Kali ukraść to dobrze, Kalemu ukraść to źle. brońmy się przed taką etyką serio
no i jest jeszcze jedna stara zasada która sie sprawdza: nieuczciwy człowiek w końcu sam sie wywróci na własnych wykrętasach i dostarczy dowodów swojej głupoty. więc może paradoksalnie głupota służy mądrości i trenowanie z głupcem jakoś poprawia nas samych etycznie 🙂
szczerze... tyle tu napisane, tyle słów, tyle zdań i co z tego wynika? nic konkretnego, zero faktów, zero dowodów.
czarów nie ma i żadna ilość tekstu tego nie zmieni. można pisac kolejne tysiące stron ale rzeczywistość sie nie przestawi przez samo gadanie
a ezocwaniacy i tak swoje robią. widocznie kasa płynie i interes się kręci, co tu dużo mowic
Mam takie przekonanie, że ludzie zagubieni w sobie, sfrustrowani, odrzuceni przez otoczenie właśnie przez swoje wady i skrzywiony charakter, po prostu nie potrafią zachowywać się etycznie wobec innych. Bo w gruncie rzeczy żyją tak, jakby na tym świecie istniała tylko ich własna osoba i mogą robić dosłownie wszystko co im w duszy gra.
Krzywdzą z przyzwyczajenia, z kultu własnego „ja". Ten syndrom skrajnego indywidualizmu, apogeum którego widzimy w postaciach takich jak Stalin czy Hitler, prowadzi jedynie do negowania wszystkiego co nie wyszło od nich samych. Nic poza tym, żadnej prawdziwej kooperacji... brr, to budzi autentyczny wstręt.
A jednak, jak uczyli starożytni Grecy, trzeba być odpornym na odrazę i obrazę. I właśnie dlatego można być naprawdę skutecznym w pomaganiu, bo pomaga się nawet tym, którzy wydają się nie zasługiwać dosłownie na nic. Każdy ma szansę naprawić siebie i swoje przywary, choć oczywiście zawsze istnieje jakaś granica tego pomagania.
Przychodzi taki moment, że ci patologiczni egoiści, uprawiający swój negatywny „kult jednostki", stają się na starość niedołężni, zarówno ciałem jak i umysłem, zniszczeni przez lata nienawiści i negatywnych myśli. I wtedy proszą o pomoc, a ich buta zamienia się w pokorę, jeśli tylko stać ich na odrobinę autentyzmu. Jeśli nie, to umierają samotnie, zapomniani przez wszystkich, którym wyrządzili krzywdę. Sami odpchnęli od siebie każdego. Odczują na własnej skórze każdy zadany niewinnie ból, każdą niesprawiedliwość. To właśnie jest efekt braku wewnętrznego życia duchowego.
Etyka Kalego jest moim zdaniem typowa dla materialistów, którzy nie wierzą w żadną Wyższą Stwórcza Siłę, i nic ich nie powstrzymuje przed relatywizmem ani pogardą dla wierzących. Tylko pozytywny, szczery stosunek do tej Wyższej Siły może człowieka uchronić przed krzywdzeniem innych.
Można mieć wobec takich ujadajacych ogromną cierpliwość, ale też trzymać w zanadrzu twarde argumenty na te chwile gdy ktoś próbuje kąsać. I ma się ich wiele, razem z dużą cierpliwością i Miłością do ludzi, nawet tych, którzy są wrogami.
Bo da się dogadywać i współpracować dla wspólnego dobra, i na tym właśnie polega prawdziwa etyka: szukać tego co łączy, nie tego co dzieli. Zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Łatwo iść drogą podziałów, o wiele trudniej kroczyć śladem takich jak Jezus, Budda, Mojżesz, Laozi... Kto sieje destrukcję i dzieli zamiast łączyć, jest zwykłym pozorem dobra, pseudo zbawcą wtrącającym się tam gdzie nikt go o to nie prosił.
czy ktoś kiedykolwiek to udowodnił naukowo? serio pytam, bo siedzę tu i czytam wątek o etyce w pracy z klientem, a podstawowe pytanie wisi w powietrzu, czy czary w ogóle działają? bo jeśli nie, to cała ta dyskusja o etyce jest trochę bez sensu, nie?
