Słyszałem kiedyś o eksperymencie z 1953 roku, trenerka przez długie miesiące żyła z delfinem, uczyła się jego języka, zdobywała zaufanie, nawiązała z nim coś w rodzaju przyjaźni. Potem eksperyment się skończył, kobieta spokojnie wróciła do siebie... a delfin popełnił samobójstwo.
W Chinach podobno od dawna wierzy się, że kto uratuje komuś życie, ten ponosi za niego odpowiedzialność do końca własnych dni. Ciekawa myśl.
Po co to piszę? No bo wydaje mi się, że im ktoś jest wyżej w jakimś sensie, duchowo, intelektualnie, nie ważne, tym więcej na sobie ciąży. Większe możliwości to większa odpowiedzialnosc, prosta sprawa.
I teraz popatrzcie, co się dzieje gdy mamy do czynienia z ezoterycznym „mistrzem” i jego klientem. Ezoteryk uważa się z automatu za kogoś lepszego, proponuje swoje nauki za solidną kasę i przy okazji poucza, krytykuje, wytyka poprzednie wcielenia, mówi jak żyć, co myśleć, za co bić się w pierś itd. To dokładnie ten sam schemat co w Kościele, byle ktoś po seminarium staje się ustami Boga, żyje spokojnie na koszt „gorszych” ludzi, którzy mają słuchać z nabożnym wyrazem twarzy, przynosić dary i płacić dziesięcinę za rezerwację miejsca w niebie.
Ezoteryk robi to samo, kilka kursów, ewentualnie wycieczka do Indii czy Nepalu, może jakiś post i głodówka, i już mamy żywe bóstwo, które zstąpiło na Ziemię 🙂
Taki człowiek wchodzi w czyjeś życie, chce „ulepszać”, inkasuje przy tym sowite opłaty (darujmy sobie ten eufemizm o „wymianie energii”, dobra?). Pomijając już całą hipokryzję tego biznesu, chcę przypomnieć tym wszystkim ezoterykom, że wchodząc z butami w cudze życie, dusze i umysły, ponoszą za to realną odpowiedzialnosc. I nie ma tu co udawać, że sprawa jest prosta.
Więc zanim zasiądziecie do pouczania kogoś o jego karmie i błędach poprzednich wcieleń, może warto najpierw zapytać siebie: a ja co teraz robię? Czy stawiając siebie ponad innymi i biorąc pieniądze od ludzi, którzy szukają pomocy, a potem myjąc ręce od skutków swoich działań, nie popełniam przypadkiem całkiem poważnych błędów? Własna karma jakoś przy okazji umyka z pola widzenia...
Piękna mowa, naprawdę. Ta historia z delfinem była pouczająca i inspirująca, nie ma co.
Ale skoro trochę się już znamy 🙂 to muszę dorzucić swoje „ale”. I nie trakuj tego jako ataku, bo to raczej próba szerszego spojrzenia na całą sprawę. Bo na pewnym poziomie masz absolutną rację. Ale na kolejnym ta racja zaczyna się trochę rozmywać.
Nie uważam się za alfę i omegę, ale twój ton jest miejscami bardzo radykalny. Można odnieść wrażenie, że kierujesz go do każdego kto choćby dotknął ezoteryki i że już sam ten fakt zasługuje na potępienie. Uważam, że jesteś zbyt surowa w tej ocenie.
Nie bronię nikogo kto z premedytacją kłamie i manipuluje ludźmi tylko po to, żeby wyciagnąć z nich pieniądze. To jest po prostu niegodne i takim osobom trzeba to uniemożliwiać.
Ale wrócę do tego radykalizmu. To co napisze jest kontrowersyjne i pewnie wywoła różne reakcje. To moje własne doświadczenie i doświadczenie innych, nie podaję tego jako absolutnej prawdy. Po prostu kiedyś coś zwróciło moją uwagę i zacząłem to wnikliwie studiować.
Wszyscy jesteśmy potrzebni tacy jacy jesteśmy. Osoba która kogoś oszukała wypełnia w jakimś sensie wolę Boga. I osoba oszukana też wypełnia swoją. Co to znaczy? Że każdy kto dał się oszukać sam na to zapracował. Swoim światopoglądem, osądzaniem innych, nienawiścią do siebie lub innych, próbą zmiany świata zamiast zmiany siebie. Jest więcej takich powodów, ale zostańmy przy tym ostatnim.
Piszesz, że my ezoterycy mamy wielką odpowiedzialność i zgadzam sie z tym w pełni. Ale każdy człowiek jest tak samo odpowiedzialny za siebie i za to jak żyje. Nieznajomość praw boskich nie zwalnia z tego że one działają, tak samo jak nieznajomość prawa ludzkiego. Gdzie w takim razie leży błąd? Czemu wszyscy ich nie znamy? Bo duszy potrzebny jest ten brak do duchowego rozwoju.
Możesz piętnować mamone i ezoteryków, ale to nic nie zmienia. Skupienie na niesprawiedliwości daje mało, skupienie na rozwiązaniach daje dużo więcej.
Mój apel do wszystkich ezoteryków i nie tylko: skupiajcie się na rozwiązaniach. Jak mieć więcej współczucia, pewności siebie, wytrwałości. Sprawiajcie żeby świat wokół was mógł czerpać inspirację do zmiany i rozwoju.
Dla mnie odpowiedzialność wynikająca z wiedzy którą posiadam to przekazywanie jej dalej. Trochę podobnie jak Sokrates uczył innych refleksyjności i empatii, bo sam taki był. Nie osądzaj, nie pouczaj, nie neguj. Inspiruj, nauczaj, chwal to co warte pochwały. Bo twoje myśli kreują twoją rzeczywistość, jeśli jesteś zgorzkniały, takie środowisko masz wokół siebie. Jeśli jesteś przepełniony spokojem i dobrodusznością, takie środowisko przyciągasz.
Zmiana jednego wektora czasem wystarczy. Często krytykujemy innych za to, że mają coś czego my nie mamy i nic z tym nie robimy, choć mamy i potencjał i możliwości. Myślę że ty już wiesz o czym mówię.
Prawo do karania ma ten kto umie w stu procentach troszczyć się o siebie. Łazariew i Żarski to potwierdzają 🙂
Pozdrawiam
No dobra, jest takie powiedzenie, coś w stylu: zanim zaczniesz mnie oceniać, wejdź w moje buty, przejdź moją drogą, poczuj moje bóle i upadki... i dopiero wtedy może masz prawo głosu. Można dodać do tego: zanim zaczniesz mnie pouczać i serwować mi mądrości. I żeby było jasne, nie mówię tu tylko o ezoterykach, bo każdy samozvańczy mędrzec powinien się dwa razy zastanowić, zanim zacznie gadać o czyjejś karmie, błędach i wskazywać co kto ma z życiem zrobić.
Ezoteryka wyrosła z tej samej gleby co religie i nie widzę tu jakiejś zasadniczej roznicy. Ezoterycy siedzą w tej samej pajęczynie co kapłani wszelkiej maści, tyle że sami tego nie dostrzegają. Religia szkodzi właśnie dlatego że wyrywa człowiekowi z rąk jego własny głos wewnętrzny, intuicję, i zastępuje to potrzebą słuchania autorytetów. Efekt jest taki, że robi się z ludzi posłusznych wykonawców cudzych poleceń... takie cywilne wojsko, gdzie sie myśli tym co ktoś inny wymyślił za ciebie.
nie wiem ale strasznie mnie irytuje jak ktoś pisze mądrze mądrze a sam nigdy w życiu w czymś takim nie uczestniczył... serio, po samym sposobie w jakim piszesz widać ze masz chyba jakies problemy z poczuciem własnej wartości. zero podejścia do duchowości, żadnych wartości które by to wszystko spinały. po prostu lanie wody żeby sie pokazać w necie i tyle
