Podobno im bardziej ktoś jest rozwinięty duchowo, tym trudniej go zmanipulować. Brzmi logicznie.
No ale właśnie... wydawałoby się, że cała ta ezoteryka powinna człowieka rozwijać, podnosić świadomość i tak dalej. Tymczasem mam wrażenie, ze spora część tego środowiska to po prostu biznes jak każdy inny. Wróżki, uzdrowiciele, ezo-coachingowcy wszelkiej maści, wszyscy z tego żyją. I tu mam pytanie, które mnie nurtuje: jeśli klient, który osiagnie wysoki poziom duchowy, przestaje byc podatny na manipulację, to czy taki klient jest w interesie tych ludzi? Bo jeśli klient się rzeczywiście rozwija, to w końcu przestaje potrzebować ich usług...
Trochę to wygląda jakby branża ezoteryczna miała wbudowany konflikt interesów. Oficjalnie podnoszą świadomość, ale finansowo zależy im na tym, żeby klient wracał i płacił. Niekoniecznie zatem to, co oferują, faktycznie służy jego rozwojowi.
Żeby w ogóle mieć sensowną rozmowę, to trzeba wpierw ustalić o czym sie w ogóle mówi. Bo jak ktoś używa słów które brzmią poważnie, ale każdy rozumie je po swojemu, to zamiast dyskusji mamy festiwal nieporozumień.
Więc zanim pójdziemy dalej... czym dokładnie jest ta „świadomość”? Czym jest „rozwój duchowy”? I jak zamierzacie mierzyć jego poziom, bo bez jakiegos sposobu weryfikacji to wszystko pozostaje w sferze deklaracji.
