To jest bardzo ważna odpowiedź. Serio. Bo jeśli nie wiesz, to chyba nie czas na żaden rytuał. Rytuał zamknięcia który robisz na wpół serca może być gorszy niż nierobienie niczego, chyba? Teodozja, czy mam rację w tym co mówię?
A to mnie zastanawia - co Jolanta rozumie przez 'zamknięcie'? Bo może to słowo nas wszystkich trochę myli. Czy chodzi o to żeby kawka odeszła, żeby kroki ustały, czy o coś głębszego? Bo to są trzy różne rzeczy.
Dobre pytanie. Chyba chciałabym żeby było spokojniej, ale nie chciałabym żeby to był spokój przez nieobecność. To brzmi niespójnie ale tak to czuję.
Nie brzmi niespójnie. Chcesz obecności bez niepokoju - to jest jak najbardziej możliwe do pomyślenia. Pytanie tylko czy te kroki są elementem tej obecności, czy czymś odrębnym. Bo mnie od początku tego wątku nie daje spokoju że te dwa zjawiska są traktowane razem, a może nie powinny być.
A na górze jest strych czy puste pomieszczenie? Bo to ważne, bo w przypadku strychu to mogą być dosłownie zwierzęta, ale jeśli to sufit bez przestrzeni to już inna historia.
Strych sprawdzony i czysto - to faktycznie zmienia postać rzeczy. Choć mam pytanie: kiedy mąż chodził na strych, kroki były słyszalne w tym samym czasie czy tylko kiedy on był na dole?
O, to jest bardzo dobre pytanie Feliksa. Bo jeśli kroki są tylko kiedy nikt nie jest na górze, to to już jest coś o czym mozna powiedziać że to nie jest szczury czy gołębie.
Przepraszam że wchodzę z czymś może naiwnym, ale - czy ktokolwiek nagrywał ten dźwięk? Telefonem albo czymkolwiek? Nie dlatego żeby udowodnić, tylko żeby w ogóle potwierdzić że to naprawdę słychać dla kogoś z zewnątrz.
Nagranie to dobry pomysł niezależnie od wszystkiego, bo chociaż wiesz co słyszysz. Ale wracając do wcześniejszego - Jolanta, to co mówiłaś o tym spokoju przy oknie. Czy kawka była wtedy w pobliżu? Bo mam wrażenie że kawka i ten spokój mogą być ze sobą połączone.
To jest obraz który mówi więcej niż wiele słów. Ptak nieruchomy, spokój, okno - to jest miejsce graniczne. Nie mówię że wiem co się tam dzieje, ale jest coś w tej konfiguracji co ma sens symboliczny w bardzo wielu tradycjach. Okno jako przejście, ptak jako pośrednik.
A może zamiast analizować symbole to po prostu powiedzieć tej kawce żeby wyszła i poczekać co się stanie? Serio pytam. Czy ktoś próbował po prostu otworzyć wszystkie okna i drzwi naraz?
I chyba to jest właśnie sedno - kawka nie jest tam zamknięta. Zostaje z wyboru. I to jest chyba najważniejsza rzecz w tym całym wątku. Nie trzeba jej nigdzie przepędzać, bo ona nie jest ofiarą okoliczności. Ona tam jest bo chce.
