To może być kluczowe. Nie chodzi o mebel, chodzi o miejsce w przestrzeni. Jeśli babcia przez lata kierowała swoją intencję w konkretny punkt, ta energia mogła pozostać przywiązana do miejsca, nie do przedmiotu. A ty nieświadomie postawiłaś komodę dokładnie tam.
To jest naprawdę dziwne. Mam gęsią skórkę czytając o tym owalnym śladzie w tym samym miejscu. Ilonka, czy jak stoiszprzy tej komodzie, to masz jakieś szczególne odczucia? Coś w powietrzu, zmianę temperatury, cokolwiek?
Tak, jak stoję przy tej komodzie to... trudno to opisać. Nie jest zimno, raczej odwrotnie, jakby powietrze było trochę gęstsze. I mam wrażenie że ktoś stoi za mną, ale jak się odwracam, to oczywiście nikogo nie ma. Myślałam że to nerwy, ale pytacie o to od jakiegoś czasu i zaczynam myśleć że to jednak nie przypadek.
To uczucie że ktoś stoi za plecami to jeden z najczęściej opisywanych sygnałów obecności. Ale wróćmy do tego owalnego śladu - powiedziałaś że jest trochę mniejszy niż dłoń dorosłego. Czy to może być wielkość dłoni... starszej osoby? Albo dziecka? Jak byś to oceniła?
To ważne pytanie. Wielkość śladu to nie jest szczegół do pominięcia. Jeśli mamy do czynienia z obecnością która zostawia fizyczny ślad, to ten ślad powinien odpowiadać temu, co ją wytwarza. Ilonka, czy babcia miała małe dłonie? Albo czy ktokolwiek z rodziny o tym wspominał?
Babcia miała małe dłonie, tak. Pamiętam bo zawsze mi mówiła że po niej mam te swoje długie palce. Ale nie chcę od razu zakładać że to ona, bo może szukam dopasowania tam gdzie go nie ma.
To uczciwe podejście. Ale powiedz mi - czy te papiery które się paliły miały coś wspólnego? Rachunki, potem ulotki i list. Czy to były dokumenty ważne, nieuregulowane sprawy, coś związanego z finansami albo sprawami życiowymi? Pytam bo w symbolice często to jest ważniejsze niż sam fakt spalenia.
List był od spółdzielni mieszkaniowej, o zaległej opłacie. Nie mojej zaległości, to był stary list sprzed kilku lat który jakoś mi się zawieruszył wśród papierów. Rachunki to były zwykłe za prąd i gaz. Nic specjalnego.
Zaległy list od spółdzielni... to może być symboliczne. Babcia mogła za życia martwić się sprawami finansowymi, długami, nieuregulowanymi kwestiami. Jeśli jej obecność reaguje na takie dokumenty, to może to być forma komunikatu. Albo odwrotnie - może chce żebyś się tymi sprawami zajęła?
Mam pytanie bo mi to nie daje spokoju. Czy ktoś poza Ilonką był w tym pokoju gdy to się stało? Czy ona była sama w domu? Bo to też może mieć znaczenie.
Oba razy byłam sama. Pierwszy raz wróciłam do pokoju i to już tak było. Drugi raz wyszłam do kuchni po wodę i gdy wróciłam po może kwadransie, papiery były nadpalone. Nie słyszałam żadnego dźwięku, nie czułam dymu.
Nie czułaś dymu? To jest osobna zagadka. Papier palący się przez kwadrans powinien zostawić wyraźny zapach nawet po zgaszeniu. Czy w pokoju był jakikolwiek zapach? Cokolwiek - dym, coś słodkiego, kwiatowego, cokolwiek innego niż zwykle?
Teraz jak mnie o to pytasz... był taki lekko słodkawy zapach. Myślałam że to może ze świeczki którą miałam kilka dni wcześniej. Ale ona stała w innym miejscu i była już dogaszona. Nie wiem czy to powiązane.
Słodkawy zapach przy takich zdarzeniach pojawia się w wielu relacjach które czytałam. Nie wiem czy to coś znaczy, ale to nie jest pierwsze takie opisanie. Jarylo, spotkałeś się z tym w jakimś konkretnym kontekście?
Tak. Zawsze używała różanego kremu do rąk. Od lat, ten sam, różowy słoiczek. Jak teraz o tym myślę... to był właśnie taki zapach. Trochę słodki, trochę różany. Nie skojarzyłam tego od razu bo to był taki delikatny zapach, nie wyraźny.
O rany. To mnie całkowicie rozkłada. Różany krem do rąk i małe dłonie i to miejsce gdzie zawsze był ołtarzyk. To jest już naprawdę dużo rzeczy naraz, nie da się tego tak po prostu zignorować.
Ilonka, posłuchaj. Masz teraz kilka równoległych sygnałów - miejsce, kształt, zapach, temperatura, odczucie obecności. To nie jest jeden element który można by zbagatelizować. Czy rozmawiałaś z kimś bliskim o tym co się dzieje? Z kimś z rodziny kto znał babcię?
Nie, nikomu nie mówiłam. Mama by się przestraszyła, a reszta rodziny raczej by pomyślała że coś mi się miesza. Tu po raz pierwszy to opisuję w całości i dopiero teraz sama widzę ile tych rzeczy się nazbierało.
Ilonka, to że dopiero tu widzisz całość, to ważne samo w sobie. Często gdy jesteśmy w środku takich zdarzeń, każde z nich wydaje się osobne i przypadkowe. Dopiero gdy je zestawisz, widać wzorzec. Mam jedno konkretne pytanie - ten zapach różany, czy czułaś go tylko przy tych spaleniach, czy też innym razem, niezależnie od papierów?
Teraz jak tak pytasz... chyba tak. Raz wieczorem, zupełnie normalny dzień, nic się nie działo, a ja poczułam ten zapach przechodząc przez pokój. Nie myślałam o tym wcześniej jako o czymś związanym, bo to był ulotny moment.
To już zmienia obraz. Zapach pojawiający się niezależnie od spalenia papierów oznacza, że to nie jest żaden uboczny efekt samego palenia. Te dwa zdarzenia są wtedy od siebie oddzielone, a zapach jest własnym sygnałem. Ilonka, a to wgłębienie w materacu - czy ono jest zawsze, czy pojawia się i znika?
Jest stałe. Znaczy odkąd zauważyłam, to jest. Nie sprawdzałam systematycznie czy znika, ale za każdym razem gdy patrzę, to tam jest.
Stałe wgłębienie to trochę inaczej działa niż takie które pojawia się i znika, nie? Bo to może być po prostu zużyty materac w tym miejscu, jeśli ktoś tam często siadywał. Ilonka, czy babcia mieszkała w tym pokoju, czy przychodziła do ciebie?
Babcia nigdy u mnie nie mieszkała. Była u mnie może kilka razy w życiu. Ten pokój jest mój od kiedy tu mieszkam, ona go w zasadzie nie znała.
Bliżej okna, po prawej stronie łóżka. Właśnie tam gdzie ja nie śpię, ja śpię po lewej. Prawa strona jest zawsze pusta.
Prawa strona łóżka. To takie... nie wiem jak to ująć, ale to brzmi jak miejsce dla kogoś. Jakby ktoś chciał być blisko, ale nie w twoim miejscu.
Okej, ale wróćmy na chwilę do tych papierów, bo mi to nadal siedzi w głowie. Mamy zapach, mamy wgłębienie, to są rzeczy subtelne. Ale palące się papiery to jest coś fizycznego i jednak trochę niebezpiecznego. Ilonka, czy po tym drugim spaleniu próbowałaś jakoś zabezpieczyć się, nie wiem, zabrałaś papiery z tamtego miejsca?
