Muszę tu dorzucić pewne zastrzeżenie. W opisach zbliżonych przypadków, gdzie ktoś słyszał dźwięki z zamkniętej przestrzeni, często okazywało się że sam akt wejścia do środka nie kończył zjawiska, ale zmieniał jego formę. Idzi, czy miałeś kiedykolwiek odczucie że ta muzyka jest skierowana do ciebie, czy raczej że po prostu ją słyszysz, jakbyś był przypadkowym świadkiem?
To co Idzi teraz opisuje jest ważne. Zmiana charakteru odczucia przy kontakcie z broszką może sugerować że przedmiot działa jak swego rodzaju klucz, nie do piwnicy oczywiście, ale do relacji z tym co tam jest. Pytanie do Idziego, czy broszka za każdym razem była ciepła w dłoni, czy zimna, czy temperatura była w ogóle wyczuwalna?
A można w ogóle pytać o takie szczegóły jak temperatura jak się nie wie na co zwracać uwagę? Bo obawiam się że Idzi teraz gdy wie o czym myśleć, to każde ciepło albo zimno zinterpretuje jako znak. Jak to się robi żeby to było miarodajne?
Zgadzam się z Brzoskwinką, ale chcę wrócić do czegoś innego. Idzi powiedział że ten raz z broszką w dłoni i mocniejszą muzyką to był jeden konkretny wieczór. Czy coś się wtedy działo poza tym, jakiś szczególny dzień, rocznica, coś rodzinnego? Bo broszka otwiera się przy ważnych chwilach emocjonalnych i zastanawiam się czy tamten wieczór też miał jakieś tło.
Nie nazwałabym tego przypadkiem. To bardzo wyraźny moment emocjonalny i przy takich chwilach wrażliwość na tego rodzaju sygnały bywa znacznie większa. Moja babcia zawsze mówiła że żałoba to okno, nie ściana.
Nie chcę być nie na miejscu, ale zaczynam się zastanawiać czy cały ten wątek z broszką i rocznicą śmierci taty nie przesuwa nas za daleko od samej muzyki. Bo na początku był temat o muzyce z piwnicy. Czy te dwie rzeczy na pewno są ze sobą połączone, czy może zbiegły się w czasie i każemy je łączyć?
