Zatrzymajmy się chwilę. Właśnie wyszło że to miejsce miało wspólną historię. To zmienia perspektywę - teraz mamy i moment po śmierci, i znane miejsce, i nierozwiązaną sprawę. Wiesia, jedno pytanie praktyczne: czy czujesz jakąś potrzebę żeby coś zrobić, czy raczej tylko chcesz wiedzieć co to jest?
nie wiem czy potrzebę… bardziej jakieś niezakończone pytanie. nie że muszę coś zrobić, tylko że coś wisi w powietrzu. i ten park teraz w głowie siedzi, bo przez lata w ogóle tam nie chodziłam po tym jak relacja z teściową się popsuła. a teraz jakby samo nogi tam niosą. to nie może być przypadek chyba?
to co opisujesz, nogi same niosą w dane miejsce, to jest bardzo charakterystyczne. nie sądzę żeby to był przypadek. ciało wie więcej niż umysł i często idzie tam gdzie jest energia do rozwiązania. Wiesia, a co się dokładnie popsuło z teściową? nie musisz szczegółów, ale chodzi mi o to czy to była otwarta kłótnia, czy coś co zostało przemilczane
właśnie to mnie tu zatrzymuje. mamy teraz kilka elementów naraz: miejsce ze wspólną historią, śmierć która zamknęła możliwość rozmowy, i uczucie obecności które się pojawiło po tej śmierci a nie wcześniej. to nie jest zestaw który można łatwo zignorować, niezależnie od tego czy ktoś wierzy w duchy czy nie. Wiesia, powiedziałaś że się boisz co odkryjesz jak się odwrócisz. czy masz jakieś przeczucie, co to mogłoby być?
to jest sedno tej rozmowy i cieszę się że Erazm to wyartykułował tak konkretnie. bo ja przez ostatnie kilkanaście postów też do tego wracałam myślami. strach przed odkryciem, nie przed zagrożeniem, to jest bardzo specyficzne uczucie. miałam raz coś podobnego i okazało się że byłam po prostu nieprzygotowana na konfrontację z czymś co sama w sobie nosiłam. nie mówię że tak jest u Wiesi, ale pytanie Erazma jest kluczowe
okej ale czy możemy też rozważyć prostszą opcję zanim pójdziemy głębiej w symbolikę? mianowicie: Wiesia trafia do miejsca które ma ładunek emocjonalny, mózg zaczyna pracować na wyższych obrotach, dorzuca bodźce których normalnie by nie zauważyła. kroki, zmiana powietrza, wrażenie obecności. to jest bardzo znany mechanizm psychologiczny i nie trzeba go demonizować. Judytka04 wiem że zaraz powiesz że to nie wyklucza jednego ani drugiego
mam pytanie do obu stron tej dyskusji. zakładając że to jest obecność, czego dokładnie oczekujecie że Wiesia ma z tym zrobić? bo słyszę 'idź do parku', 'skonfrontuj się', 'to nierozwiązana sprawa', ale co to konkretnie znaczy praktycznie? nie ma już żywej osoby z którą można porozmawiać
to jest dobre pytanie Bukowej i nie jest bez odpowiedzi. jest wiele form zamknięcia które nie wymagają drugiej żywej osoby. list napisany i spalony, rozmowa prowadzona przy zdjęciu, intencja wysłana świadomie. to nie są rzeczy które można udowodnić ale wielu ludzi opisuje po nich ulgę. Wiesia, czy jest coś konkretnego co chciałaś powiedzieć teściowej a nie powiedziałaś?
właśnie o to mi chodziło kiedy pytałam o poczucie winy wcześniej. nie sugeruję że Wiesia jest cokolwiek winna, ale niedomówienia zostawiają taki dziwny ciężar. czy ktoś tu miał doświadczenie z takim zamknięciem które opisuje Crystaline? bo mnie ciekawi czy to naprawdę działa czy to tylko placebo
ja miałam. po śmierci babci napisałam jej list i go zakopałam pod drzewem które lubiła. śmieszne? może. ale przez jakiś czas po jej śmierci budziłam się w nocy z poczuciem że coś muszę zrobić i po tym liście przestałam. nie wiem czy to 'zadziałało' w jakimś magicznym sensie czy po prostu mi ulżyło, ale efekt był
a na marginesie tej rozmowy o zamknięciu, czy ktoś brał pod uwagę żeby sprawdzić co mówi tarot w tej sytuacji? bo obecność która ma nieskończoną sprawę i chce komunikatu to klasyczny układ gdzie Wysoka Kapłanka albo Sąd mogą dużo powiedzieć o tym co jest do przekazania. nie mówię że zamiast rozmowy, ale jako uzupełnienie
zanim pójdziemy w tarot, chciałem wrócić do pytania które zadałem Wiesi, bo nie dostałem odpowiedzi. masz jakieś przeczucie co odkryjesz jak się odwrócisz? to nie jest pytanie retoryczne, naprawdę mnie to ciekawi. bo typ strachu który opisujesz, że coś się zmieni, sugeruje że już na jakimś poziomie wiesz
myślałam o tym odkąd napisałeś. i chyba… chyba wiem. bałabym się zobaczyć że ona wygląda jak wyglądała gdy byłyśmy jeszcze w dobrych stosunkach. czyli tę osobę której mi brakuje, nie tę z którą byłyśmy skonfliktowane przez ostatnie lata. to by było trudne do zniesienia chyba
Wiesia. to jest bardzo ważna rzecz którą właśnie napisałaś. to nie jest strach przed duchem, to jest strach przed żalem. że żałujesz tej relacji jaka mogła być albo jaka kiedyś była. to jest zupełnie ludzka rzecz i nie wymaga żadnego wyjaśnienia paranormalnego żeby była prawdziwa i bolesna
ale to nie znaczy że tej obecności nie ma, prawda? te dwa uczucia mogą istnieć razem? strach przed żalem i prawdziwa obecność?
Czarodka, mogą. ale zauważ że w momencie kiedy Wiesia powiedziała co naprawdę się boi, to zrobiło się nagle bardzo ludzkie i bardzo zwykłe. żal za relacją, poczucie straty czegoś co było i przepadło. to jest coś z czym ludzie się zmagają bez żadnej nadnaturalnej interwencji. i to nie jest mała rzecz, to jest bardzo poważna rzecz. pytanie czy szukanie wyjaśnień w obecności ducha pomaga Wiesi z tym się zmierzyć czy jednak trochę odwleka
nie wiem, ale jakoś mi to nie daje spokoju co Wiesia napisała o tej osobie co chciałaby zobaczyć. to znaczy ta wersja teściowej z dobrych czasów. to brzmi jakby ta obecność była właśnie TAK odczuwana, nie jak coś obcego, ale jak ktoś znany. nie?
nie wiem, ale jakoś mi to nie daje spokoju co Wiesia napisała o tej osobie co chyba chciałaby zobaczyć. to znaczy ta wersja teściowej z dobrych czasów. to brzmi jakby ta obecność była właśnie TAK odczuwana, nie jak coś obcego, ale jak ktoś znany. nie?
to co Wiesia napisała o tej wersji sprzed konfliktu, to jest właśnie sedno. duchy bliskich nie przychodzą jako obcy. przychodzą jako ci których znamy, często nawet jako ta najlepsza wersja siebie, ta z czasów kiedy miłość była nieskomplikowana. i właśnie dlatego tak bardzo boli konfrontacja.
myślę o tym. chyba… chyba raczej dziwne spokój, co jest głupie bo jednocześnie się boję. to znaczy jakby dwie rzeczy naraz, strach i coś co mnie uspokaja. to też może znaczyć coś złego?
Wiesia, nie złego. ten spokój który opisujesz to coś ważnego, bo zło, jeśli przyjąć że takie rzeczy istnieją, rzadko uspokaja. coś co jest ci życzliwe może niepokoić, ale nie powinno wnosić strachu do kości, rozumiesz? ten twój strach wygląda mi bardziej na strach emocjonalny niż na ten 'instynktowny, uciekaj' strach.
właśnie, bo to strach przed czymś co możesz poczuć, nie przed czymś co ci zagraża. to różne rzeczy. Wiesia czy próbowałaś kiedyś po prostu zatrzymać się zamiast iść dalej?
zastanawiam się czy to nie ma czegoś wspólnego z tym gdzie to się dzieje. Wiesia wspominała o parku, ale czy to zawsze to samo miejsce? bo jeśli tak, to może to nie ona przyciąga tę obecność, tylko to miejsce ma jakiś ładunek i ona na to reaguje
o, to ciekawy trop. ja miałem raz podobnie z pewnym miejscem w centrum gdzie zawsze czułem że ktoś idzie za mną, a potem sie okazało że w tej kamienicy przez wojnę dużo ludzi zginęło. nie twierdzę że to reguła, ale miejsca mają pamięć, serio.
wracam do tego co Wiesia powiedziała o spokoju i strachu jednocześnie. to jest bardzo specyficzny stan i on sam w sobie jest wart uwagi niezależnie od tego co go powoduje. Wiesia, czy ten stan pojawia się tylko w tym miejscu, czy też gdzieś indziej, na przykład gdy myślisz o tej osobie w domu?
to co Wiesia mówi o zdjęciach i o intensywności w tym konkretnym miejscu, to jest dla mnie spójne. przestrzeń może wzmacniać to co już jest w środku. nie musi to być 'duch w parku', może to być coś co Wiesia nosi ze sobą, a park to tylko miejsce gdzie opór spada.
hmm ale jak to rozróżnić? znaczy jak odróżnić 'niosę to sama' od 'coś jest w tym miejscu'? pytam serio bo sama nigdy nie wiedziałabym jak
