zmiana zachowania czyli co dokladnie? ze się gdzies przenioslo czy ze sie chowa? bo to chyba dwie rozne rzeczy nie
zmiana strategii brzmi strasznie! bo to oznacza że jest tam nadal i tylko przestało dawać znaki? to chyba gorsze niż kroki szczerze mówiąc
no właśnie, 'zmiana strategii' to dość duże słowa jak dla czegoś czego istnienia w ogóle nie możemy potwierdzić. zanim zaczniemy przypisywać duchowi taktyczne myślenie, może jednak warto wykluczyć prozaiczne przyczyny. Ozwiena - czy w tym czasie coś się zmieniło w samym budynku? remonty u sąsiadów, coś z instalacją, sezon grzewczy?
okej, administracja nic nie robiła. a co z samym strychem, czy tam jest np. coś z wentylacją, jakieś rury które mogłyby rozszerzać się i kurczyć o konkretnych porach? pytam serio bo ciepło ludzkie przy wejściu przez uchylone drzwi może wpływać na temperaturę i powodować reakcję materiałów
ciepło ludzkie przez drzwi strychu w bloku to trochę naciągane. te drzwi to zazwyczaj gruba płyta i nie przepuszczają tyle ciepła żeby cokolwiek ruszało. poza tym Ozwiena mówiła że to były kroki, a nie trzaski czy kliknięcia, a kroki to konkretny dźwięk z konkretnym rytmem.
czy ktoś wie czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić czy obecność nadal jest w miejscu, skoro już nie daje znaków? czy jest coś co można zrobić w domu, jakiś prosty test?
a czy w przypadku strychu który jest wspólny dla całego bloku to w ogóle da się to jakoś ustalić? bo strychy to specyficzne miejsca, przechodzi tyle osób i rzeczy przez lata. jak odróżnić 'coś tam jest' od zwykłego nagromadzenia energii z historii miejsca?
to dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. energia miejsca to jedno, obecność to drugie. różnica jest w tym jak to działa. sama energia nie reaguje na ciebie, po prostu jest. to co opisywała Ozwiena - zatrzymanie się na jej wejście - to już było zachowanie, nie statyczne nagromadzenie.
dokładnie to miałam na myśli wcześniej. i dlatego cisza mnie bardziej niepokoi niż kroki. bo kroki to był kontakt, jakiś sygnał. cisza po tym może oznaczać że albo coś zostało załatwione i odeszło, albo że przestało chcieć się komunikować. i to drugie jest trudniejsze do ocenienia.
a można zapytać, przepraszam że wchodzę w środek, ale czy Ozwiena od tamtego czasu w ogóle jeszcze wchodzi na ten strych? bo to by też dużo mówiło czy cisza jest wszędzie czy tylko na dole
weszłam raz, jakiś czas po tym jak to ustało. było pusto i cicho. nawet jakoś inaczej tam pachniało, nie wiem czy to ma sens. przedtem zawsze jak wchodziłam to było takie napięcie w powietrzu, a teraz nic. zwykłe miejsce.
to co mówisz o napięciu jest ważne. bo to nie jest coś co się wymyśla, napięcie w miejscu to realnie odczuwalna zmiana. jak teraz nie czujesz nic, to albo faktycznie coś odeszło, albo ty się uodporniłaś i przestałaś to percypować. to też się zdarza.
uodpornić się na ducha? to w ogóle możliwe? nigdy o tym nie słyszałam
ojej, to jest trochę niepokojące jeśli tak to działa. bo to znaczy że cisza niekoniecznie jest odpowiedzią na pytanie z tytułu, prawda? duch mógł odejść, ale też mogłaś po prostu przestać go słyszeć. i jak to odróżnić?
Zatrzymajmy się przy tym co Ozwiena napisała o napiecia. Zmiana atmosfery miejsca to jeden z bardziej wiarygodnych sygnałów które opisują ludzie z doświadczeniami tego rodzaju. Nie chodzi o strach ani wyobraźnię, chodzi o konkretne odczucie które było wcześniej i teraz go nie ma. Czy coś jeszcze się zmieniło w tym miejscu poza ciszą? Temperatura, zapachy, cokolwiek?
właśnie to zdanie Crystaline o atmosferze miejsca mnie najbardziej trafia. bo wcześniej jak wchodziłam na ten strych to miałam takie poczucie że coś tam jest, coś czeka. nie strach dokładnie, bardziej jakieś napięcie w klatce piersiowej. teraz weszłam i po prostu… pusto. jak normalny zakurzony strych. i nie wiem czy to dobra zmiana czy właśnie ta o której mówi Antaresa, że po prostu przestałam to odbierać. jak mam to rozróżnić? czy jest jakiś sposób żeby wiedzieć na pewno czy to cisza znaczy że odeszło, czy że ja się zamknęłam?
to jest właśnie sedno całej tej rozmowy i nie ma na to łatwej odpowiedzi, ale spróbuję. to co opisujesz jako napięcie w klatce to nie jest wymysł, to fizyczna reakcja ciała na zmianę pola. jeśli teraz jej nie ma - i to konsekwentnie, nie tylko raz - to jest to raczej dobry znak że coś się faktycznie zmieniło w miejscu, a nie tylko w tobie. mechanizm blokowania o którym mówiła Antaresa działa trochę inaczej, jest bardziej stopniowy i nie daje takiej wyraźnej granicy. ty natomiast opisujesz konkretny moment po którym wszystko ucichło. to brzmi jak odejście, nie jak blokada. ale powiedz mi, czy wyrzuciłaś coś z tego strychu, przeniosłaś jakiś przedmiot albo zrobiłaś cokolwiek inaczej mniej więcej w tym czasie kiedy to ustało?
