Hej, piszę bo naprawdę nie wiem co myśleć. Przez jakieś sześć tygodni słyszałam w nocy kroki na górze, regularnie, zawsze między drugą a trzecią. Mieszkam sama, piętro wyżej to strych, nikt tam nie chodzi. Byłam przerażona ale jakoś się przyzwyczaiłam. I nagle, dosłownie z dnia na dzień, kompletna cisza. Minęły już jakieś trzy tygodnie i nic. Nie wiem czy to dobrze czy źle? Czy duch po prostu odszedł, czy może się tylko uciszył i dalej tu jest? Zastanawiam się czy powinnam coś zrobić, czy lepiej nie ruszać tematu.
O, znam to uczucie kiedy nagle robi się za cicho. U mnie coś podobnego było z pukaniem, regularnie przez kilka tygodni i potem stop. Powiem ci, że ta cisza była jakoś dziwnie głośna, jakby ktoś wstrzymał oddech. Ale w moim przypadku po jakimś miesiącu wróciło. Nie zakładałabym od razu, że odeszło. Czasem duchy - nazwijmy to tak - mają swoje okresy aktywności i przerwy. Skąd masz strych, jest tam coś starego, jakieś rzeczy po poprzednich lokatorach?
o matko, trzy tygodnie ciszy po sześciu tygodniach kroków to sporo. ja bym chyba nie spała spokojnie ani podczas jednego ani drugiego haha. a te kroki były głośne? jak człowiek chodzi czy bardziej takie stukanie?
Zanim zaczniemy gdybać, kilka rzeczy warto ustalić. Czy w tym czasie coś się zmieniło w domu albo w okolicy? Nowe meble, remont, coś wyrzuciłaś, ktoś przyszedł? Bo to ma znaczenie. Duchy - przynajmniej te, z którymi miałam do czynienia - nie znikają bez powodu. Albo coś je przyciągnęło i to coś już nie ma tego magnetyzmu, albo coś je odpędziło, albo - i to opcja, o której mało kto mówi - nauczyły się chodzić ciszej. To ostatnie brzmi głupio, ale serio, jakby dostosowują się do obecności.
Lustro!!! No to masz odpowiedź! Lustra to jedne z najsilniejszych przedmiotów jeśli chodzi o retencję energii, szczególnie stare. Mogło trzymać tego ducha przy sobie, a jak je zabrałaś, to i on poszedł za nim. Serio, to klasyczny przypadek, czytałam o tym wiele razy. Gdzie wyrzuciłaś to lustro, do śmietnika czy gdzieś indziej?
To z tym lustrem jest naprawdę warte uwagi, ale nie dlatego że lustro 'zabrało ducha ze sobą'. Stare lustra bywają skupiskami energii, szczególnie jeśli dużo przez nie przeszło. Ale ważniejsze jest to, że go wyrzuciłaś - czyli zrobiłaś coś aktywnego w przestrzeni. Czasem samo przemieszczanie rzeczy, szczególnie starych, zmienia jakiś układ energetyczny miejsca. Pytanie jest inne - jak się czujesz teraz w domu? Jest normalnie, neutralnie, czy coś jest jakby inne?
szczerze mówiąc jest bardziej… nie wiem jak to opisac. jakby pusto? ale to może być moje skojarzenie bo czekam na te kroki i ich nie ma. chociaż wcześniej sie ich bałam to teraz brak ich trochę niepokoi. brzmi głupio wiem
nie brzmi głupio, chyba. to jak z sąsiadem co zawsze hałasuje i nagle się wyprowadziło, niby ulga ale dziwnie. tylko że tu chodzi o ducha a nie sąsiada więc nie wiem czy to dobra analogia haha. a te kroki szły zawsze w tym samym kierunku czy jakby chodziło w kółko?
To uczucie pustki po ustaniu zjawisk to naprawdę coś znajomego, pisałam o tym kiedyś w innym wątku. Nie brzmi głupio, wręcz przeciwnie - to jeden z sygnałów że coś faktycznie było, bo normalnie nieobecność czegoś czego nigdy nie było nie robi takiego wrażenia. Arek ma rację, kierunek kroków to ważna sprawa - zawsze w jedną stronę, tam i z powrotem, bez ładu?
Jedna trasa, bez odwrócenia. To może sugerować nie tyle swobodną obecność co powtarzający się ślad energetyczny, coś w rodzaju psychicznego odcisku zdarzenia. Nie każde zjawisko tego typu to aktywny duch, który myśli i decyduje. Czasem to jest jak stara nagrania, odtwarza się i urywa. Czy wiesz coś o historii tego domu? Ktoś tam kiedyś mieszkał długo, coś się działo?
a jak sie odroznia taki 'odcisk energetyczny' od prawdziwego ducha? pytam serio bo nigdy nie słyszałem tego rozróżnienia
o jej, to brzmi już inaczej niż zwykły odcisk. jak weszłaś i ucichło, to coś tam było świadome twojej obecności. mam gęsią skórkę czytając to. i teraz nagle cisza od tygodni, naprawdę nie wiem czy to dobra wiadomość czy nie. ja bym spróbowała postawić jakieś zabezpieczenie na wszelki wypadek, sól wzdłuż progu strychu chociażby, to proste i nie zaszkodzi
Sól to dobry pomysł ale zanim do tego, jedno pytanie do autorki tematu - czy w tych trzech tygodniach ciszy miałaś jakieś sny związane z tym miejscem albo z jakąś postacią? Bo jeśli coś było świadome i zareagowało na twoje wejście, to nie zawsze odchodzi do końca, czasem przenosi kontakt na inny poziom.
To ważne co piszesz. Cień w lustrze we śnie, smutny a nie groźny, to nie przypadkowy obraz. Pytanie brzmi czy ten sen był po wyrzuceniu lustra czy przed? Bo to zmienia interpretację.
Dobra, to wszystko zaczyna się składać w całość i nie jest to prosta historia. Masz obecność która reaguje na twoje wejście, czyli nie zwykły odcisk. Masz stare lustro które znikło i po tym cisza. I masz sen z tym lustrem i smutnym cieniem. To są trzy osobne rzeczy ale mogą być powiązane - albo ta energia poszła za lustrem, albo coś zostało i teraz się gdzieś wycofało. Jedno i drugie jest możliwe. Gdzie jest teraz to lustro, wiesz?
No i właśnie to jest problem, bo jeśli coś było w tym lustrze to teraz ta energia gdzieś krąży. sama nie wiem czy to dobrze czy źle że lustro jest nieznane gdzie. serio powinnaś była je rozbić albo zakopać, nie oddawać śmieciarzom
przy lustrach jest jeden konkretny sposób który znam - owinąć w czarne płótno zanim się wyrzuci albo zakopie. to zamknięcie energii w środku żeby nie krążyła. ale skoro lustro już pojechało to trochę za późno na to. teraz pytanie co zostało w tym domu, o ile cokolwiek zostało
Zatrzymajmy się chwilę przy tym lustrze bo widzę że idzie to w złym kierunku. Stare lustra mogą kumulować energię, to prawda, ale nie każde stare lustro jest naładowane i nie każda energia jest 'uwięziona'. Zanim zaczniemy snuć teorie o tym co teraz krąży i gdzie, warto zapytać o samo lustro - jak długo stało na tym strychu, czy ktoś w nie zaglądał regularnie, jak wyglądało?
właśnie! to ważne pytanie. ja bym też chciała wiedzieć czy to lustro było normalnie używane czy stało zakurzone od lat. bo to chyba robi różnicę nie?
było zakurzone, stało tam od kiedy wprowadziliśmy się do tego mieszkania, a poprzednicy zostawili je chyba jeszcze wcześniej. była na nim taka gruba warstwa kurzu że ledwo było widać odbicie. nigdy w nim nie zaglądałam bo był za daleko i za ciemno na tym strychu
To trochę zmienia obraz sytuacji. Lustro zakurzone, nieużywane, zapomniane - to nie jest lustro które 'chłonęło' codzienne emocje i energie. Raczej siedziało tam jako stary obiekt z historią swojego miejsca. Pytanie które ja bym zadała - kto mieszkał tu wcześniej i jak długo? Bo ta historia może mieć znaczenie większe niż sam przedmiot.
a czy to nie tak jest że stare lustra właśnie dlatego są silniejsze bo akumulują przez lata, nawet bez użytkowania? gdzieś czytałam że samo starzenie się szkła i srebra coś robi z jego właściwościami. czy to nieprawda?
o matko ten temat mnie wciągnął totalnie. a ta cisza po tygodniach kroków to mnie ciekawi najbardziej - bo piszecie o lustrze i o duchu ale nikt nie wspomniał o jednej opcji, że może po prostu sam ustąpił? jak miał jakiś niezałatwiony interes to może go skończył? przepraszam jak to brzmi głupio bo dopiero zaczyna mam z duchami
nie brzmi głupio, wręcz przeciwnie. ja miałam sytuację w której zjawiska trwały kilka tygodni i po prostu ustały. nic nie robiłam, nie wyrzucałam niczego, nie robiłam rytuałów. i po czasie dowiedziałam się że w tym czasie co to trwało, rodzina sprzedawała rzeczy z domu po jakimś starszym panu. jak wszystko rozeszło się do nowych właścicieli, to i on poszedł. sama nie wiem jak to wytłumaczyć ale to ma jakiś sens dla mnie
to ciekawe co piszesz o tym panu. ale skąd wiedziałaś że to on a nie ktoś inny? to trochę tak jakby dopasować historię do faktów a nie na odwrót. nie złośliwie pytam, serio ciekawi mnie jak się to ustala
wracając do Ozwieny - napisała że jak weszła na strych to kroki ucichły, a jak zeszła to wróciły. to mnie zastanawia bardziej niż lustro. bo lustro mogło być przypadkowe w czasie, ale to zatrzymanie się na jej obecność to był sygnał że coś tam myślało. i to coś teraz milczy od tygodni. ja bym się bardziej bała tej ciszy niż tych kroków szczerze mówiąc
No i to jest sedno całej sprawy. To co opisuje Ozwiena to nie jest przypadkowy hałas z rur ani osiadanie budynku, bo te rzeczy nie reagują na obecność człowieka. Kroki które zatrzymują się gdy wchodzisz i wznawają gdy wychodzisz to coś co ma jakąś formę świadomości, małej albo dużej, ale jest. I teraz ta cisza. Moim zdaniem to nie jest odejście. To jest zmiana zachowania.
