Opiszę pokrótce historię swoją i mamy. W zasadzie nikt z moich bliskich do końca mi nie wierzy, ale przysięgam, że to wszystko była prawda.
Nie byłam nigdy specjalnie religijna, w duchy nie wierzyłam szczerze mówiąc za grosz, chociaż jako dziecko chętnie słuchałam takich historyjek z dreszczem.
Wszystko zaczęło się po rozwodzie rodziców. Nie miałyśmy z mamą dokąd pójść, więc pomógł nam znajomy, którego rodzice niedawno umarli, zostawiając dom. Nieduży, pełen starych rzeczy, a właściciel mieszkał na stałe w innym mieście. Krótko mówiąc, w zamian za opiekę nad nieruchomością i pomoc przy remoncie mogłyśmy tam zamieszkać przez jakiś czas.
Dla nas uprzątnięto dolną część i jeden pokój na górze. Reszta stała zapakowana rzeczami po zmarłych. Na początku wszystko było spokojne, rozgościłyśmy się, wzięłyśmy psa, zaczynałyśmy niejako od nowa.
Po pewnym czasie zaczęły się dziać różne „przypadki”. Poniżej próbuję je opisać, choć nie trzymam się dokładnej kolejności chronologicznej.
**1. Gęste powietrze**
Mama spała na górze, ja na dole. Obudziłam się w środku nocy i leżałam jak sparaliżowana, kompletnie nie wiedząc czego się boję. Atmosfera gęstniała coraz bardziej, bałam się nawet głębiej odetchnąć. Nigdy czegoś takiego nie czułam wcześniej, takiego poczucia osaczenia. Podłoga skrzypiała jakby chodził po niej ktoś ciężki, powietrze bylo nie do opisania... W końcu zapaliło się automatyczne światło z tyłu domu i przewrócił się tam złożony styropian. Pobiegłam z wrzaskiem na górę do mamy. Racjonalnie: mógł to być kot sąsiadów, wiatr, cokolwiek. Ale tej potwornej atmosfery, tego osaczenia, nie zapomnę chyba do końca życia.
Mamie przydarzyło sie coś podobnego, kiedy mnie nie było w domu. Spała na dole, obudziło ją coś w nocy i poczuła się jak sparaliżowana. Mówiła potem, że powietrze zrobiło się jak przed burzą, tylko że żadnej burzy nie było. Napięcie rosło i rosło, aż nagle usłyszała jak ktoś zbiega ze schodów, przeskakując po kilka stopni. W tej samej chwili napięcie ustąpiło i mama zerwała się, zapalając światło.
**2. Karanie ciekawskich**
Mama z natury jest ciekawa świata, a że właściciel sam jej zachęcał, żeby przejrzała stare rzeczy po rodzicach i wzięła co potrzebne, to zaczęła „myszkować” w tych gratach. Pewnego dnia przeglądała stare zdjęcia, w tym z pogrzebu. Kilka minut później tuż pod miejscem gdzie siedziała obsypał się tynk ze ściany. Zrzuciłyśmy to na karb kiepskiego budownictwa, na szczęście nikt nic nie oberwał.
Innym razem wychodząc z domu sprawdzała po kolei okna i drzwi, zamykając każde za sobą. Kiedy już schodziła po schodach, za jej plecami otworzyły się drzwi i zamknęły z wielkim hukiem. Mama przysięgała, że drzwi były porządnie zamknięte i nie mogły same otworzyć się od przeciagu... a przeciągu zresztą w ogóle nie było.
**3. Pies i coś w kuchni**
Było to w niedzielne popołudnie. Pies jadł w kuchni, my z mamą siedziałyśmy w dużym pokoju przed telewizorem. Nagle pies w panice wybiegł z kuchni z podkulonym ogonem i wskoczył do nas na łóżko. Chwilę później usłyszałyśmy ogromny hałas, jakby z kuchenki pozlatywały wiszące nad nią wazówki. Spojrzałyśmy na siebie i stwierdziłyśmy, że pewnie odpadła zawieszka, choć była niedawno przykręcona. Poszłam pozbierać, ale kiedy weszłam do kuchni... wazówki wisiały sobie spokojnie. Nic nie leżało na podłodze. A obie słyszałysmy ten hałas bardzo wyraźnie.
**4. Pukanie do okna**
Pamiętam też stukanie w okno w środku nocy, na tyle głośne że obudziło mamę. O ile dobrze pamiętam, był to jakiś ważny dzień, może jakaś rocznica, choć nie jestem pewna czego dokładnie. Pod oknem nie rosło żadne drzewo, więc o gałęziach nie mogło być mowy.
**5. To co wspominam chyba najgorzej**
Pod koniec naszego pobytu tam, pewnego dnia po szkole weszłam na górę się położyć i od tej chwili nic nie pamiętam. Mama opowiadała, że zeszłam po schodach płacząc i wyjąc jak we śnie. Zaprowadziła mnie przed lustro i mówiła żebym patrzyła, że to przecież ja, wymawiając moje imię. Pamiętam tylko tyle, że patrzyłam w to lustro i powtarzałam że to nie jestem ja, że to nie moja twarz. Płakałam, mama nie wiedziała co robić. W końcu ocknęłam się.
**6. Sny**
Przez cały czas pobytu w tym domu śniły się nam podobne rzeczy, ktoś ciągał i szarpał we śnie po całym domu i trzeba było walczyć o powrót „do siebie”. Za każdym razem ta druga z nas spała spokojnie i była jakoś poza zasięgiem. Po obudzeniu standardowo: spocone, przerażone, zmęczone.
Pierwszym moim snem w tym domu w ogóle był taki: weszłam na górę, do tych zamkniętych pokoi, i bawiłam się starymi rzeczami. Zapytałam starszej kobiety, która tam ze mną stała, czy mogę. Odpowiedziała krótko: „Zostaw to!”
Epilog nastąpił już po przeprowadzce do nowego mieszkania. Znajomy mamy pożyczył nam tymczasowo żyrandol, który zawiesiliśmy w jej sypialni. Nasze pokoje były naprzeciw siebie, z otwartymi drzwiami. Powiedziałyśmy sobie dobranoc i wtedy obydwie usłyszałyśmy wyraźne pstrykanie włącznikiem od światła. Środek nocy, totalna cisza, tego dźwięku i jego lokalizacji nie dało sie z niczym pomylić. Następnego dnia żyrandol wylądował zapakowany z powrotem u właściciela.
Minęło od tamtego czasu już sporo lat. Dużo z tych zdarzeń jestem w stanie przypisać zbiorowej panice albo wyobraźni, ale wiele naprawdę nie umiem racjonalnie wytłumaczyć. Piszę o tym, bo całkiem niedawno na spotkaniu ze znajomymi rozmowa zeszła na takie historie, i kiedy opowiedziałam naszą, skwitowali to śmiechem. Sama już nie wiem co myslec, bo z jednej strony jestem bardzo sceptyczna jeśli chodzi o duchy i całą tę otoczkę, a z drugiej pamiętam tamte zdarzenia bardzo dobrze. Jesli ktoś miał podobne doświadczenia z jakimś miejscem, to chętnie poczytam. W każdym razie do tamtego domu nie wróciłabym za żadne skarby i szczerze mam nadzieję, że nic podobnego mnie już nie spotka.
no wiesz, ten żyrandol to bym może próbowała jakoś racjonalnie wytłumaczyć, bo mi też się zdarzało coś podobnego. Stara instalacja, niedokręcone żarówki, jakieś wahania napięcia w sieci i już masz cuda. Serio, nieraz takie rzeczy robią wrażenie a to po prostu elektryka płata figle 🙂 Nawet u mnie raz w nocy samo się zapaliło światło w pokoju, nie skłamię że się nie przestraszyłam bo byłam przerażona haha.
Inna sprawa że kiedyś o trzeciej w nocy włączyła mi się wieża stereo i to na full głośności, w życiu tak głośno nie słucham muzyki... serce mi niemal wyskoczyło z piersi. Ale i to miało pewnie jakieś wytłumaczenie elektryczne, choć tamtej nocy jakoś mi to do głowy nie przyszło 😉
Ale reszta tych rzeczy co opisujesz... sama bym się bała, szczerze. Bo jedno to wahania prądu, a drugie to już zupełnie inna bajka. I mówię tak, że obie panie słyszały te hałasy w kuchni jednocześnie to raczej wyklucza że sobie to wymyśliły, nie sądzisz? Schizofrenii chyba nie mają 🙂 A co do zwierząt, psy i koty podobno wyczuwają i słyszą rzeczy których my nie rejestrujemy, niektrzy twierdzą że widzą nawet energie których my nie dostrzegamy.
Masz jeszcze jakieś inne przykłady z tego domu? Chętnie posłucham więcej
Bardzo dziwne to wszystko brzmi, jeśli to rzeczywiście się wydarzyło to szczerze wam współczuję...
