Osiemdziesiąt lat to całkiem sporo historii. Szeptun, czy kamienica przeżyła wojnę? Pytam serio, nie dramatyzując - w wielu starszych budynkach w Polsce są rzeczy wmurowane w ściany albo pod podwórkami, o których lokatorzy po prostu nie wiedzą.
Mnie też ten wątek historyczny nie wydaje się odlotem od tematu. Bicie serca w zewnętrznej ścianie, rysunek dziecka z detalami, teściowa która zmarła - to wszystko kręci się wokół konkretnego miejsca i konkretnych ludzi. Historia budynku może być zupełnie kluczowa.
Jest jedna starsza pani w kamienicy, mieszka tu od lat sześćdziesiątych. Nigdy jej nie pytałem o nic takiego. Nawet nie wiem jak zacząć taką rozmowę. Poza tym - co miałbym jej powiedzieć? Że słyszę bicie serca w ścianie?
Nie musisz mówić wprost o biciu serca. Możesz zapytać o historię kamienicy, o to co się tu działo, czy coś pamiętna szczególnego z tego podwórka. Starsze osoby często same naprowadzają na rzeczy o których nikt nie pyta wprost.
Kilka razy to wystarczy. Więź z miejscem nie zawsze wymaga lat. Szeptun, a te wizyty - czy zachodziła do pokoju gdzie stoi teraz ta ściana? Czy spędzała tam czas z córką?
Zaraz, to ważny trop. Jeśli teściowa bawiła się z dzieckiem w tym pokoju, jeśli była w tym miejscu w momencie kiedy jeszcze wszystko było inne - to mamy fizyczny punkt zakorzenienia. Miejsca pamiętają obecność. Szczególnie ściany zewnętrzne mają specyficzną energię, bo stoją na granicy dwóch światów jednocześnie.
Tak, były razem w tym pokoju. Teściowa lubiła tam siadać, mówiła że ładne okno, dobre światło. Córka często przy niej siedziała kiedy przychodziła. Nie myślałem o tym w takim kontekście.
Dobre światło. Okno. Pani z okna. Przepraszam, ale to uderzyło mnie od razu jak to przeczytałam.
Zostawcie na chwilę spór o interpretację. Szeptun - konkretne pytanie: czy dźwięk w ścianie zaczął się przed czy po tym, jak teściowa umarła? Próbujesz sobie to datować?
To jest uczciwa odpowiedź i nic jej nie ujmuje. Żałoba zmienia percepcję, to jest udokumentowane. Ale Szeptun - jest coś ważnego co chcę ci powiedzieć, bo czytam ten wątek od dłuższego czasu i nikt tego wprost nie powiedział: cokolwiek to jest, ty i twoja żona jesteście w środku czegoś czego sami nie możecie ocenić z zewnątrz. Nagranie to dobry krok, rozmowa ze starszą sąsiadką to dobry krok. Ale potrzebujesz też kogoś z zewnątrz kto po prostu wejdzie do tego pokoju i posiedzi.
To rozumiem i szanuję. Ale chcę się upewnić, że dobrze to odebrałeś - nie sugerowałam żadnego nagłego działania. Mówiłam o tym, że ty i żona nie musicie przez to przechodzić w izolacji. Czy ona w ogóle słyszała ten dźwięk sama, bez twojej sugestii?
Słyszała. Raz weszła do pokoju kiedy ja tam siedziałem i po chwili sama powiedziała, że czuje jakieś dudnienie. Nie powiedziałem jej wcześniej o biciu serca, bo nie chciałem sugerować. Ona to opisała inaczej, ale usłyszała coś.
Poczekaj. To jest istotna różnica. Ty to opisujesz jako bicie serca, ona jako dudnienie. Czy to był ten sam moment, ta sama chwila, czy ona weszła i po jakimś czasie?
Rytm biologiczny w rurach od ogrzewania to jest bardzo konkretna fizyka. Woda krąży pod ciśnieniem, a przy złej regulacji zaworu termostatycznego możesz mieć właśnie takie pulsowanie. Pytam serio - jaka pora roku to się nasila? Czy latem też to słyszysz?
Latem też słyszałem. Mniej wyraźnie, ale słyszałem. Ogrzewanie latem nie działa, więc to nie rury grzewcze. Chyba. Nie znam się na instalacjach.
Latem masz za to klimatyzację, wentylację mechaniczną, może pompę ciepła jeśli kamienica była modernizowana. Zewnętrzna ściana to często prowadnica pionów instalacyjnych. Zanim przejdziemy dalej - Szeptun, czy to jest ściana przy której jest cokolwiek: grzejnik, kratka wentylacyjna, rura pod tynkiem?
Kratka wentylacyjna to jest coś. Przez piony wentylacyjne w starych kamienicach możesz słyszeć absolutnie wszystko z innych mieszkań, z piwnicy, ze strychu. Ale to nie wyjaśnia rysunku córki. To są dwie oddzielne kwestie i mam wrażenie, że przez całą dyskusję je mieszamy.
Rysunek. Zdecydowanie rysunek. Dźwięk mógłbym jakoś zaakceptować jako fizyczny. Ale rysunek - trzylatka narysowała coś, o czym nie mogła wiedzieć. Tego nie mogę złożyć na konto instalacji.
Wracam do czegoś co napisałam dużo wcześniej i co mnie nie opuszcza. Pani z okna. Dobre światło. Teściowa przy oknie. Córka przy teściowej. A teraz rysunek, w którym są detale których córka nie mogła znać skądinąd. Czy ktoś poza mną widzi jak bardzo te punkty leżą na jednej linii?
To zdanie żony jest ważniejsze niż cokolwiek co tu piszemy. Ona rozpoznała coś konkretnego w tym rysunku. Szeptun, czy pytałeś ją wprost co miała na myśli? Albo może - boisz się zapytać?
Nie naciskaj za mocno, Zenobia. To jest jej mama. Może potrzebować czasu żeby to wypowiedzieć. Szeptun, czy córka rysowała coś podobnego więcej niż raz? Czy to był jednorazowy rysunek?
I przy okazji - gdzie teraz jest ten rysunek? Bo jeśli go zachowałeś, to warto żeby więcej osób mogło go zobaczyć, chociaż tu na forum. Może ktoś zobaczy coś czego ty nie widzisz, albo odwrotnie - ktoś powie że to typowe dla trzylatka.
Szeptun, serio pytam - gdzie jest teraz ten rysunek? Bo całą tę rozmowę prowadzimy trochę w ciemno. Ty opisujesz szczegóły, my spekulujemy, ale nikt z nas tego nie widział. Jeśli możesz wrzucić zdjęcie, to wrzuć. Jeśli nie możesz z jakiegoś powodu, to powiedz dlaczego.
Rysunek mam. Żona go schowała, ale wiem gdzie jest. Wahałem się czy wrzucać, bo to jest rysunek mojego dziecka i jakoś... nie wiem. Czuję że to nie powinno trafiać do internetu. Ale rozumiem że bez tego rozmowa kręci się w kółko. Dajcie mi chwilę.
To rozumiem i szanuję. Ale jest jedna rzecz którą możesz zrobić bez wrzucania rysunku - opisz dokładnie te detale o których pisałeś. Te, których córka nie mogła znać. Jeden, dwa konkretne szczegóły. Żona coś rozpoznała - co to było? Czy jej mama miała jakiś charakterystyczny element wyglądu, coś specyficznego?
Czekam na odpowiedź, ale chcę powiedzieć jedno - to że żona wyszła z pokoju i milczała kwadrans mówi mi więcej niż większość postów w tym wątku. Ona coś rozpoznała. I to ją zatrzymało. Szeptun, czy ona w ogóle wierzy w takie rzeczy, czy raczej jest sceptyczna?
Zatrzymuję się na tym wisiorku. Szeptun - czy to wisiorek który żona by rozpoznała na pierwszy rzut oka jako charakterystyczny dla matki? Czy może taki ogólny, który mogło mieć wiele osób? Bo to jest ta granica między 'to mogło być przypadkowe' a 'to nie może być przypadkowe'.
