oj, mam pytanie do wszystkich, którzy pracują z wahadełkiem na czakrach - czy zauważyliście kiedyś, że wynik zależy od tego, czy osoba badana leży, siedzi, czy stoi? Bo u mnie wychodzą kompletnie różne rzeczy w zależności od pozycji. Ostatnio robiłam skanowanie koleżance, raz leżała na materacu, a raz siedziała na krześle i wahadełko nad Manipurą zachowywało się zupełnie inaczej. Raz szło z dużym obrotem w prawo, a raz prawie stało. Zastanawiam się czy to kwestia przepływu energii, czy może ja sama jakoś inaczej trzymam rękę, albo po prostu coś innego wpływa. może się mylę.
To bardzo ciekawe bo ja zawsze robię badanie na leżąco i wydaje mi sie że pole jest wtedy spokojniejsze, mniej zakłóceń z zewnątrz. Ale z drugiej strony słyszałam, że przy pozycji stojącej czakra korzenia pracuje intensywniej bo jest w kontakcie z ziemią. Mogłoby to tłumaczyć różnicę przy Manipurze - energia ma inny tor przepływu gdy ktoś stoi albo siedzi.
przepraszam że się wtrącam, ale nie bardzo rozumiem - czy wahadełko mierzy aktualny stan czakry, czy jakiś stały? Bo jeśli to co opisujecie jest prawda to chyba wyniki nie mają sensu, skoro tak dużo zależy od pozycji?
matko, dobra ale to otwiera całkiem inne pytanie - jeśli wynik zmienia się zależnie od pozycji, to na jakiej podstawie bioenergoterapeuta diagnozuje blokadę?? Bo jeśli ktoś leży i wahadło idzie słabo, a jak wstanie to normalnie, to co właściwie mamy? Blokadę czy nie? Trochę to wygląda jakby wyniki były mało powtarzalne.
ojjj, pozwolę sobie wtrącić - to że wyniki się różnią w zależności od pozycji to nie błąd metody, to właśnie informacja. Ciało w różnych pozycjach organizuje inaczej przepływ, więc oczywiście wahadło to wykryje. Problem jest inny: większość osób, które pracują wahadełkiem, nie uwzględnia własnego stanu - oddechu, skupienia, zmęczenia. Wahadełko jest czułe na energię osoby trzymającej, nie tylko badanej. I tam szukałabym wyjaśnienia różnic. no nic.
Ale zaraz zaraz - rozumiem ze chodzi tu też o bioenergoterapeutę który bada, prawda? czyli wynik zależy równie mocno od stanu samego pracownika co od osoby badanej? To chyba trochę słabe jako metoda diagnostyczna jeśli tak jest?
Co znaczy "neutralizuje sie energetycznie"? jak to sie robi w praktyce? pytam bo wgl nie rozumiem tego etapu
Mam wrarzenie że ta dyskusja troche kręci się w kolko. Bo z jednej strony mowicie ze wynik zalezy od pozycji ciala badanej osoby, z drugiej - od stnu terapeuty. To ile wogóle zależy od faktycznego stanu czakr? 🙂 Pytam serio, nie zlosliwie bo smaa pracuję wahadełkiem i zaczynam sie zastanawiać co tak naprawde mierze.
Przy autoskanowaniu masz za to inny problem - właśnie to, że jesteś i operatorem i badanym. Umysł może nieświadomie kierować ruchem wahadła w stronę tego czego się spodziewasz. Miałam przez to przez długi czas przekłamane wyniki na Anahata,bo byłam przekonana że mam tam blokadę i za każdym razem wahadło mi potwierdzało 🙂
A jak w ogóle powinno sie wahadełko zachować nad zdrową, otwartą czakrą? Bo czytałam gdzieś że obroty w prawo = dobrze, ale też że to zależy od konwencji. Może tu też jest jakiś problem i każdy terapeuta ma inny układ referencyjny?
To co piszesz Klarysa81 to akurat jeden z większych mitów w pracy wahadełkiem. Niema jednego obiektywnego "prawo = dobrze, lewo = blokada". to jest konwencja, którą ustala operator na początku pracy, pytając wahadełko o "tak" i "nie" dla siebie. Więc faktycznie dwie osoby mogą dostać przeciwne wyniki nad tą samą czakrą i obie będą "miały rację" w swoim układzie. co do pozycji ciała - to jest realna zmienna i powinna być standaryzowana, jeśli ktoś chce porównywać wyniki w czasie.
Hej, trochę się gubię w tej dyskusji. Czy możecie powiedzieć - jeśli ktoś chodzi na sesje bioenergoterapii i terapeuta sanuje wahadełkiem,to jak mam wiedzieć czy robi to dobrze? Na co zwrócić uwagę jako ta "badana" osoba? Bo nie chcę płacić za coś co daje przypadkowe wyniki
Pytanie o to jak rozpoznać dobrego terapeutę to oddzielny temat na osobny wątek, ale krótko: zwróć uwagę czy terapeuta pyta cię o objawy i historię przed sesją, czy wyniki korelują z tym co sama czujesz, i czy po kilku sesjach widzisz jakąkolwiek zmianę. Samo wahadło to tylko jeden z elementów diagnozy, nie jedyny.
A wracajac do samego pytania z początku - czy ktoś celowo testował tę samą osobę w różnych pozycjach i porównywał? Bo to brzmi jak coś co można po prostu sprawdzić empirycznie, nie?
no właśnie, i to jest moim zdaniem sedno całej tej dyskusji. Brygitka pyta czy ktoś celowo testował - ja tak robiłam, przy jednej znajomej. Leżąca dawała mi wyraźny ruch na Manipurze, siedząca prawie nic. Ta sama osoba, ten sam dzień, odstęp może z 20 minut. I co z tym zrobić? Nie wiem szczerze 🙂
hmmm, właśnie to jest ten problem który staram się tu wyartykułować od paru postów. Mamy metodę, która produkuje różne wyniki w zależności od warunków zewnętrznych, i zamiast to uznać za problem metody, tłumaczymy to jako "informację". No dobra, ale informację o czym dokładnie?
ale EKG to jednak mierzy cos konkretnego, impulsy elektryczne, prawda? A wahadło mierzy... co dokladnie? Przepraszam że się czepiam ale nie rozumiem dlaczego to porównanie jest trafne
tez nie rozumiem tego porownania. co tak naprawde jest mierzone waahdelkiem? bo przez caly ten watek to sie przewija ale nikt wlasciwie nie powiedzial wprost
no i właśnie to jest ciekawe co Sigilka pisze, bo moja terapeutka zawsze mówiła że ona jest tylko "pośrednikiem", a nie źródłem informacji. Ale jeśli mikroruchy jej rąk filtrują wynik, to jednak jest źródłem przynajmniej częściowo, nie?? Zastanawiam się nad tym od dłuższego czasu i nie umiem tego rozgryźć.
a gdyby zrobić test z dwoma rożnymi terapeutami skanującymi tę samą osobę w tej samej pozycji jeden po drugim? to by chyba pokazało czy wyniki są powtarzalne czy nie? bo jeśli oboje dostają ten sam odczyt to metoda działa, a jeśli różny to... no właśnie
hm, ale czy to nie jest podobnie jak z obserwacją kwantową? że sam akt obserwacji zmienia obiekt? nie mówię że wahadło to mechanika kwantowa, tylko że ta logika gdzies istnieje. może dlatego nie da się tego przetestować klasycznie?
dobra a wracając do mojego pytania z wcześniej bo hyba zostało trosze z boku - to jak ja jako osoba badana mam ocenić czy terapeuta robi skanowanie rzetelnie? czy jest jakiś konkretny sygał na który zwrócić uwagę? bo Izar wspomniała prę rzeczy ale chciałabym wiedziec więcej
a ja sie zapytam czy ktos probowac robic ten test z pozycjami na sobie samym bez terapeuty w ogole? chodzi mi o autoskanowanie wlasnych czakr w roznych pozycjach. bo jezeli u siebie wyniki sa rowniez rozne to przynajmniej wiadomo ze to nie jest sprawa terapeuty a samej pozycji ciala
nigdy nie myslalam ze pozycja moze miec takie znaczenie, troche mi to otworzyo oczy. to znaczy ze jak robię medytację na czakry leząc to morze być inaczej niz gdy siedze? zasatnawiam się teraz czy to dlatego czasem po medytacji lezącej czuję się jakby cos nie bylo do konca "zamknięte"
właśnie wróciłam do tego wątku i chcę się odnieść do pytania Martynki o operatora jako "pośrednika". To jest chyba kluczowy problem całej tej dyskusji. terapeuta jest pośrednikiem, ale ciało terapeuty jest medium, a każde medium wnosi własne zakłócenia. to nie jest zarzut wobec metody, to po prostu opis sytuacji. pytanie jest praktyczne: jak minimalizować ten szum? I tutaj pozycja ciała operatora jest jedną ze zmiennych, nie jedyną. no ale nic.
ale jeśli operator wnosi swoje zakłócenia, to czy w ogóle ma sens mówić że "mierzy" coś w polu osoby badanej? może mierzy bardziej siebie niż tę osobę? przepraszam że tak dosadnie ale to pytanie mi nie daje spokoju od kilku postów
to jest uczciwе pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. W praktyce weryfikacja jest pośrednia - czy to co terapeuta odczytał zgadza się z tym co klient przeżywa czy po pracy ze wskazanymi czakrami jest jakaś zmiana. To nie jest dowód naukowy ale to jest pragmatyczne kryterium które większość praktyków stosuje.
