Wiesław, szczerze? Nie wiem jeszcze. Siedzę tutaj i myślę, że może właśnie ta niemożność rozdzielenia jest ważna, a nie przeszkodą. Tylko się gubię, bo przyszłam tu z pytaniem o wahadło i neutralność nastroju, a skończyłam na filozofii jogi.
Jagienka, wróćmy może do twojego pierwotnego pytania, bo rzeczywiście trochę odpłynęliśmy. Pytałaś o to, czy nastrój wpływa na wskazania wahadła - i w sumie nikt na to nie odpowiedział wprost. Czy ktoś ma konkretne doświadczenie z tym, jak emocje przekłamują odczyt?
Tak, mam. Przez długi czas robiłam diagnostykę wahadłem i po pewnym czasie zorientowałam się, że wyniki są kompletnie inne zależnie od tego, kiedy siadam do testu. Jak byłam zmęczona albo przejęta czymś osobistym, wahadło często pokazywało blokadę tam, gdzie wcześniej był ruch. Zaczęłam notować - i korelacja z nastrojem była wyraźna. Teraz zawsze robię krótkie centrowanie przed testem. Ale to nie rozwiązuje problemu do końca.
Mam podobne doświadczenie, ale doszłam do innego wniosku. Zamiast walczyć o neutralność, zaczęłam testować wahadłem to samo pytanie dwa razy - raz rano, raz wieczorem. Jeśli wynik jest podobny, ufam mu bardziej. Jeśli się różni, odkładam i nie wyciągam wniosków. Nie wiem, czy to metodologicznie poprawne, ale daje mi większy spokój.
Żeby dodać do tej dyskusji o wahadle - czytałem gdzieś, że idiomotoryka jest podstawowym mechanizmem i żadna technika centrowania tego nie wyłączy. Mikroruchy ręki zawsze będą odzwierciedlać stan umysłu osoby trzymającej wahadło. Więc pytanie o neutralność może być z gruntu niemożliwe do spełnienia. Nie mówię, że wahadło jest bezużyteczne, ale może pytamy je o coś innego, niż myślimy.
Ale poczekajcie - jeśli wahadło pokazuje tylko to, co już podświadomie czujemy, to wraca pytanie Anusy z tytułu, tylko w innym wydaniu. Bo jeśli celuję w 'równowagę czakr', a wahadło mi pokazuje, że mam gdzieś blokadę, to czy ta blokada jest 'prawdziwa', czy tylko odzwierciedla mój lęk, że mam tę blokadę?
Elzunia, to jest naprawdę dobre pytanie i trochę mnie ono zatrzymuje. Bo jeśli myślimy o tym w kategoriach równowagi, a nie otwierania - to może wahadło właśnie diagnozuje brak równowagi, niezależnie od tego, czy to 'energia' czy 'podświadomość'. Efekt końcowy byłby podobny, nie?
Mam wrażenie, że ta cała dyskusja o wahadle zaczyna obracać się wokół pytania: czy sposób diagnostyczne musi być obiektywne, żeby być użyteczne? Bo lekarz też pyta pacjenta o objawy i opiera się na subiektywnym opisie. Nikt nie mówi, że diagnoza jest przez to bezwartościowa.
Wracam do tego, co Piolunka mówiła o Anahata i chłonięciu emocji, bo to nadal siedzi mi w głowie. Jak rozróżnić, czy ktoś 'naturalnie' ma nadaktywną czakrę serca od urodzenia, jak Zdzichu sugerował, a kiedy to jest coś, co wymaga pracy? Bo jeśli tak mam od zawsze, to może to jest po prostu mój sposób funkcjonowania, a nie coś rozregulowanego?
A przepraszam, że wchodzę z boku - ta cała rozmowa o sekwencji czakr i równowadze to wszystko piękne, ale ile to trwa? Bo czytam ten wątek od początku i wszyscy mówią 'praca', 'proces', 'nie ma szybkich efektów'. A kiedy w ogóle można spodziewać się czegoś konkretnego?
Magus50, rozumiem niecierpliwość, sama przez to przechodziłam. Ale to trochę jak pytać, ile czasu zajmie nauka gry na instrumencie. To zależy od tego, jak długo blokada istnieje, jak głęboko siedzi, jak regularnie pracujesz. U mnie pierwsze wyraźne zmiany w Manipurze poczułam po kilku tygodniach codziennej praktyki, ale to było tylko 'coś drgnęło', nie 'problem rozwiązany'.
kilka tygodni codziennie to dużo. Mówisz o medytacji, mantry, co konkretnie robiłaś?
Hej, ale to mnie zastanawia. Mówiłaś o pracy z kontekstem blokady - jak to wygląda w praktyce? Bo ja rozumiem medytację, rozumiem mantry, ale 'praca z tym co zablokowało' brzmi dla mnie abstrakcyjnie. Czy to jest terapia, dziennik, co?
Wracając do pytania z tytułu, które nam tu trochę ucieka - bo ta rozmowa jest super, ale Anusia pierwotnie pytała o coś konkretnego. Otwarcie kontra równowaga. Zenek, Magus, Elzunia - wy wszyscy przyszliście tu z czymś do zrobienia, do poprawienia. Które z tych dwóch słów lepiej opisuje to, czego szukacie: chcecie otworzyć coś, co jest zamknięte, czy przywrócić coś, co było kiedyś w porządku?
Zenek, właśnie o to mi chodziło, kiedy zakładałam ten wątek. Bo 'otwieranie' zakłada, że było zamknięte, a cel to jakiś stan maksymalny. A 'równowaga' zakłada, że szukamy odpowiedniego stosunku między wszystkimi czakrami, niekoniecznie żeby każda była 'pełna'. I to jest dla mnie zupełnie inne podejście do całej tej pracy. Może właśnie dla kogoś takiego jak ty, gdzie trudno mówić o punkcie odniesienia, pytanie powinno brzmieć nie 'gdzie chcę dojść', ale 'co mi teraz sprawia ból i co by ulżyło'.
Przepraszam że pytam, bo jestem zupełnie nowa w temacie czakr - to co Anusia mówi o równowadze zamiast otwieraniu, to jak to wygląda w praktyce? Czy medytacja na wszystkie czakry naraz w ogóle ma sens, czy raczej skupiać się na jednej?
Stefcia, to akurat dobre pytanie, bo to jest właśnie sedno tego, o czym rozmawiamy od początku. Medytacja na wszystkie czakry naraz ma sens, ale tylko jeśli rozumiesz, czego szukasz. Jeśli celem jest zorientowanie się, gdzie jest problem, to taka ogólna praca skanująca jest dobra na start. Natomiast jeśli masz już diagnozę i wiesz, że np. Manipura szwankuje, to skupienie się na niej daje więcej. Ale - i tu wracam do tytułu wątku - jeśli pracujesz tylko na jedną czakrę bez patrzenia na całość, możesz poprawić jedną i zaburzyć równowagę gdzie indziej. Przynajmniej takie mam doświadczenie.
okej, czyli rozumiem, że najpierw sprawdzić wszystkie, potem skupić się na konkretnej, ale nie zapominać o reszcie? To jak w ogóle sprawdzić 'wszystkie' - wahadełkiem nad każdą po kolei? Brzmi jak długa sesja.
Zdzichu, a właśnie - bo ten wątek z wahadłem i nastrojem jest moim zdaniem niedokończony. Kacperek wspomniał o podświadomości, Jowitka o kamieniach, ale nikt nie odpowiedział na to wprost: jak w ogóle osiągnąć tę neutralność przy diagnozowaniu, jeśli jesteś w środku swoich własnych blokad? Bo skanowanie siebie samego ma ten problem, że jesteś i obserwatorem, i obiektem jednocześnie. Kiedy ja próbowałam to robić we wczesnym okresie, zawsze miałam wrażenie, że 'widzę' to, czego się spodziewałam.
A właśnie, bo ja tę kwestię neutralności rozumiem tak: skoro i tak nie możemy być w pełni neutralni, to po co w ogóle wahadło? Nie prościej po prostu opisać, jak się czujemy, i z tego wyciągać wnioski? Bez całego aparatu obracającego się szkiełka nad brzuchem?
