to co opisuje Hilary ma swoją nazwę w kilku tradycjach. choroba jako "cienkie miejsce" między światami - taka przestrzeń gdzie granice są mniej sztywne. ale to nie znaczy że należy to aktywnie eksplorować kiedy ciało walczy z infekcją. energia ktura mogłaby pójść w świadomą pracę, idzie na regenerację. to nie jest kwestia czy można, tylko czy warto w tym momencie
właśnie, i tu jest pułapka myślenia życzeniowego moim zdaniem. Jak coś dziwnego się dzieje podczas choroby to od razu chcemy to wpisać w jakiś duchowy kontekst. a może to po prostu gorączka? mózg przy 38.5 robi różne rzeczy i niekoniecznie musi to być otwarcie na wyższe plany
no ale Kianitka, to też można powiedzieć o noralnej medytacji - "to tylko mózg robi różne rzeczy" i koniec, nie? gdzieś trzeba przyjąć że jest jakaś różnica między zwykłym stanem a zmienionym i skąd wiadomo że gorączka nigdy nie daje tego przejścia? xD pyta z ciekawości bo sama nie wiem
wracając do Werbenki i do praktycznych pytań bo chyba troszkę odpłynęliśmy - czy ostatecznie próbowałaś tej wizualizacji którą sugerowała Ulistkowa? jak ci poszło? jestem ciekawa bo sama stosowałam podobną przy infekcji zatoki i mam mieszane wspomnienia
tak, próbowałam ostatnio wieczorem, leżałam i próbowałam wyobrażać sobie to złote ciepło przy sercu jak mówiła Ulistkowa. nie wiem czy dobrze bo po jakimś czasie po prostu zasnęłam 🙂 ale czułam sie trochę spokojniej przed zaśnięciem, niekoniecznie wiem czy to medytacja czy po prostu zmęczenie
zaśnięcie w połowie wizualizacji to naprawdę bardzo częsta rzecz i nie martwilabym się. To co opisujesz - spokój przed snem - jest właśnie tym czego szukamy, nie jakiegoś spektakularnego przeżycia. Zresztą przy anginie priorytetem jest regeneracja i jeśli ciało skorzystało z pretekstu żeby szybciej zasnąć, to też jest wynik.
wow dziękuję za wyjaśnienie o kamieniach! nie wiedzialem ze trzeba je potem oczyszczac, to ma sens. ale mam TERAZ inne pytanie - jak dlugo taki kamień "trzyma" energię z choroby? tzn. czy wystarczy jedno oczyszczenie czy trzeba kilka razy?
ehh sluchajcie ja wogole nie czyściłem tego ametystu po chorobie i teraz trochę mi glupio haha. czy to znaczy ze teraz mam kamień naładowany chorą energia u siebie na polce? czy to w ogole ma znaczenie praktyczne czy to bardziej teoria
dobra muszę zapytać bo czytam ten watek z dużym zainteresowaniem i mam jedno zasadnicze pytanie - czy ktoś z was kiedyś sprawdzał wahadelkiem czakry przed i po chorobie i naprawdę widział roznice? bo dużo mówimy o teorii że choroba blokuje albo zmienia, ale czy ktoś to faktycznie zmierzył w jakiś sposob, nawet subiektywnie?
ja raz robiłam skanowanie dłonią przy koleżance która miała grypę i powiem szczerze - w okolicach gardła i klatki czułam coś jakby mały opór,coś jakby delikatne pulsowanie ktore nie bylo takie płynne jak normalnie. ale nie wiem czy to był mój odczyt czy jej napięcie mięśniowe podczas choroby. ciężko to rozdzielić. ale to tylko moje odczucie.
i właśnie na tym polega problem z wahadełkiem i skanowaniem - niema jak oddzielić sygnału od szumu. Nawloc przynajmniej to mówi wprost, i to jest uczciwe. ale kiedy ktoś mówi "czułam opór i wiem że to Vishuddha była zablokowana" to już jest interpretacja nałożona na fizyczne odczucie, nie diagnostyka
