a dla kogoś kto zaczyna i nie ma dostępu do lasu ani ogrodu - czy miejski park wystarczy? pyta sie nie o mapę tylko o fizyczny kontakt z ziemią
Słucham tej dyskusji o glebie i zaczynam się zastanawiać czy miasto ma swój własny rodzaj 'uziemienia' który różni się od leśnego. Chodnik z betonu to jedno, ale są brukowane ulice, place, skalniaki w parkach - kamień jest kamieniem, może miejski bruk też jakoś przewodzi?
Wchodzę do tej dyskusji bo właśnie szukam czegoś do codziennej pracy z Muladharą i mam pytanie praktyczne - czy te wszystkie metody o których mówicie trzeba łączyć czy można zacząć od jednej? Bo czytam o świadkach, kamieniach, mapach, bosych stopach i trochę nie wiem od czego zacząć.
Ja mam może głupie pytanie ale chcę się upewnić - jak właściwie wiadomo że Muladhara jest zablokowana a nie na przykład za bardzo otwarta? Bo czytałam że blokada i nadczynność mogą dawać podobne objawy jak lęk albo problem z pieniędzmi, więc jak to rozróżnić przed pracą z uziemieniem?
Jadwisia, to wcale nie jest głupie pytanie, sama się nad tym zastanawiałam przez długi czas. Blokada to zazwyczaj 'za mało' - uczucie odcięcia od ziemi, brak stabilności, chroniczne poczucie zagrożenia bez konkretnego powodu. Nadczynność to 'za dużo' - przywiązanie do materii, obsesja na punkcie bezpieczeństwa materialnego, trudność z puszczeniem czegokolwiek. Wahadełko nad czakrą daje wskazówkę - małe chaotyczne ruchy lub brak ruchu sugerują blokadę, bardzo duże kręgi w jedną stronę mogą wskazywać na nadaktywność.
Czytam ostatni post Gituski i mam pytanie bo nigdy nie myślałam o tym w ten sposób - skoro nadczynność Muladhary to przywiązanie do materii, to czy intensywny kontakt z naturą, dużo czasu w lesie, boso na ziemi - czy to nie mogłoby paradoksalnie nakręcić tej nadczynności zamiast ją wyrównać?
Wiesia, to jest naprawdę dobre pytanie i cieszę się że je zadałaś, bo sama się nad tym zastanawiałam. Moim zdaniem kontakt z naturą nie nakręca nadczynności, bo ona nie wynika z 'za dużo ziemi' tylko z jakiegoś strachu który spycha nas w dół. Las nie potęguje tego strachu, raczej go łagodzi. Ale nie jestem pewna w stu procentach.
Okej, a wracając do tego co Gituska pisała o rozróżnieniu blokady od nadczynności - ona napisała że blokada to 'za mało', nadczynność to 'za dużo'. Ale jak to czuć w praktyce tymi bosymi stopami na ziemi? Bo w teorii rozumiem, ale nie wiem jak to przekłada się na odczucie podczas kontaktu z naturą.
a ja mam pytanko - czy jak się stoi boso to gdzie konkretnie powinno się czuć te przepływ? W samych podeszwach stóp czy gdzieś wyżej, np w nogach? Pytam bo stałam ostatnio boso na trawniku i czułam mrowienie w lewej łydce ale nie bardzo w stopach i nie wiem czy to ma sens
Dorzucę swoje trzy grosze do tego wątku o odczuwaniu - mnie się zdarzyło że przy pracy z uziemieniem w terenie najsilniejsze odczucia miałem nie w stopach ani nogach, ale w okolicy kości ogonowej. Co jest o tyle logiczne że Muladhara fizycznie jest umiejscawiana właśnie tam. Czy ktoś jeszcze miał podobnie?
Słuchajcie, trochę się w tym gubię i chcę się upewnić że dobrze rozumiem praktyczną stronę. Mówimy o kontakcie z naturą dla Muladhary, a skończyliśmy na rozróżnianiu odczuć fizycznych od energetycznych. Czy to znaczy że zanim w ogóle wyjdę boso na trawę, powinam jakoś 'przygotować' uważność? Bo jeśli i tak nie odróżnię jednego od drugiego to po co w ogóle zwracać uwagę na odczucia?
A wracając chwilę do tematu świadka który gdzieś w połowie tej dyskusji się pojawił - rozumiem że świadkiem może być kamień z miejsca, kora drzewa, ziemia. Ale czy świadek działa tylko dla pracy z mapą czy można go używać też inaczej, np trzymać w domu żeby 'trzymał połączenie' z uziemionym miejscem kiedy się tam nie jest?
Betalia to dobrze ujęła i właśnie dlatego temat świadka pojawił się w tym wątku - bo dla tych którzy mają dostęp do konkretnego miejsca w naturze, fizyczny przedmiot stamtąd jest sposobem na przedłużenie tej pracy do codzienności. Kora dębowa, kamień z polany, szyszka z konkretnego drzewa - małe rzeczy ale z ładunkiem miejsca.
Gituska, a jak ty konkretnie przechowujesz taki świadek? Bo piszesz o korze dębowej i kamieniu z polany - czy to leży po prostu na blacie, czy masz jakieś specjalne miejsce, może ołtarzyk albo coś podobnego? Pytam bo sama mam kamień który przywiozłam z lasu i teraz leży na parapecie i nie wiem czy to wystarczy.
Wiesia, u mnie kamień z miejsca leży na małym kawałku płótna razem z kilkoma innymi rzeczami. Nie nazywam tego ołtarzykiem oficjalnie, ale tak to wygląda 🙂 Ważne żeby nie leżał tam gdzie jest dużo ruchu, hałasu, kłótni. Jak parapet jest spokojnym miejscem u ciebie w domu, to zupełnie wystarczy.
a czy świadek musi być akurat z lasu czy może być z ogrodu albo nawet z pobliskiego parku miejskigo? Bo ja nie mam blisko żadnego lasu a park mam za oknem prawie. Zastanawiam się czy to ma w ogóle jakieś znaczenie że miejsce jest bardziej dzikie?
Czekajcie, ja tu siedzę i czytam o tym świadku i trochę nie rozumiem jednej rzeczy - to ma być dosłownie jakiś kamień z ziemi podniesiony? Nie ma znaczenia jaki, skąd pochodzi, jaki ma kolor, kształt? Pytam serio bo myślałem że w tej ezoteryce jest jakiś system co do doboru.
To co Dziewanna napisała o przodkach i korzeniach rodzinnych trochę mnie zaskoczyło. Ja zawsze myślałam o Muladharze głównie przez finanse i bezpieczeństwo materialne. Czy te wątki - ziemia, dom, rodzina - są tak samo ważne przy diagnozie blokady? Bo może moja diagnoza jest niepełna.
Pola_N, bardzo dobra obserwacja. Muladhara to nie tylko 'mam pieniądze albo nie mam'. To też 'skąd jestem, do czego należę, co jest moim fundamentem'. I blokady na tym poziomie mogą wynikać z trudnych historii rodzinnych, wykorzenienia, przeprowadzek. Kontakt z naturą pomaga też dlatego że ziemia jest czymś pierwotnym zanim w ogóle pojawia się pojęcie własności czy finansów.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie do Gituski albo do Dziewanny - czy jeśli ktoś ma silnie zaburzoną relację z rodziną albo w ogóle nie czuje więzi z miejscem skąd pochodzi, to praca z naturą w terenie może być dla niego trudniejsza? Jakby brakuje gruntu pod tym co materialne?
no tak jakby. Jak próbowałam różnych medytacji na uziemienie to był taki dziwny opór, jakby coś blokowało właśnie wyobrażenie korzeni idących w dół. Stąd to pytanie. Nie wiedziałam czy to problem techniczny z medytacją czy raczej coś głębszego.
Właściwie to Dziewanna dotknęła czegoś ważnego. W klasycznym ujęciu tantrycznym czakry niższe są ziemne i gęste, a wyższe subtelne i eteryczne. Więc praca z Muladharą przez ciało i fizyczny kontakt z ziemią to nie jest uproszczenie - to jest wprost wskazane. Wizualizacja może być uzupełnieniem, ale fundamentem jest właśnie grunt pod stopami.
Ja mam takie pytanie może głupie - czy chodzenie boso po płytkach w domu też się liczy? Bo teraz zima i żeby wyjść boso na zewnątrz to trzeba być trochę odważnym 🙂
A ja zbieram te wszystkie wskazówki i myslę że wrócę do tego zakątka w parku jeszcze kilka razy zanim wezmę coś stamtąd jako świadka. Żeby najpierw naprawdę poczuć że to moje miejsce, nie jakieś przypadkowe. Czy to ma sens czy za bardzo komplikuję?
Pustelka, nie komplikujesz wcale. Właśnie tak powinno wyglądać budowanie relacji z miejscem. Świadek wzięty po jednej wizycie to zupełnie co innego niż świadek z miejsca do którego wracasz. Ta wielokrotność ma znaczenie - jak zakorzeniasz się w tym miejscu, on zakorzeniony jest w tobie.
Słuchajcie, mam takie skojarzenie do tego co Gituska powiedziała. Czy nie jest tak że właśnie ta regularność odwiedzin danego miejsca to jest samo w sobie praca z Muladharą? Zanim w ogóle weźmiemy świadka, zanim użyjemy wahadełka - sam rytuał powracania do konkretnego miejsca jest uziemieniem?
Przepraszam że się wtrącam bo głównie czytam, ale Radgost powiedział coś co mnie uderzyło. Ja przeprowadzałam się kilka razy przez ostatnie lata i właśnie teraz mam wszystkie te objawy o których pisano wcześniej w wątku - brak bezpieczeństwa, problemy finansowe, takie poczucie że nigdzie nie należę. Nie wiedziałam że to może się tak łączyć z miejscem.
