Miałam ostatnio coś dziwnego podczas medytacji z czakrami i chce sie zapytać, czy ktoś ma podobne doświadczenia. Robię wizualizację po kolei od Muladhary do Sahasrary i od jakiegoś czasu zamiast 'klasycznych' kolorów z książek widzę coś zupełnie innego. Czakra serca nie jest zielona tylko ciepło-złota, czasem z pomarańczowym odcieniem. Czakra gardła zamiast błękitu ma taki dziwny perłowy poblask. Zaczęłam się zastanawiać czy to kwestia indywidualna, czy może coś jest nie tak z moim odbiorem energii. A poza tym słyszałam że niektórzy ludzie mają synestezję i kolory 'czują' zamiast widzieć albo słyszą dźwięki przy barwach. Czy w kontekście czakr to w ogóle ma znaczenie? Czy wszyscy powinni widzieć te same kolory podczas pracy z nimi?
To bardzo ciekawe pytanie bo sama od lat się z tym zmagam. Kolory czakr które znamy z tradycji to taki punkt wyjścia, nie wyrok. Każdy z nas ma nieco inną energetyczną 'sygnaturę' i to co widzisz podczas medytacji może być właśnie twoim osobistym językiem, w którym system energetyczny się do ciebie odzywa. Ja przez długi czas widziałam czakrę korony jako ciemnogranatową, prawie czarną - stresowałam sie tym strasznie, myślałam że mam jakąś poważną blokadę w Sahasrarze. Dopiero pewna pani która prowadzi grupy medytacyjne powiedziała mi że ta czerń to nie zablokowanie tylko głębia. Więc nie panikuj od razu.
Hm, no właśnie tu chciałem dopytać. Skąd ta pani wiedziała ze to głębia a nie blokada? Mam na myśli, że to brzmi trochę jak interpretacja post hoc - można tak wytłumaczyć dosłownie wszystko. Nie mówię że nie miałaś racji ze swoim odczuciem, ale ta 'ciemna czerń = głębia' to już mi lekko pachnie wymówką żeby nie musieć pracować nad problemem 🙂 Sorki jeśli to grubiańskie, naprawdę pytam z ciekawości.
Powiem tak z doświadczenia - kolory przypisane czakrom to w dużej mierze tradycja zachodnia, konkretnie system który spopularyzował się przez Theosofów i potem przez Nową Erę. W oryginalnych tekstach tantrycznych opisy są inne albo wcale nie ma przypisanych kolorów w takiej formie jak my to znamy. Więc to pytanie 'czy wszyscy widzą tak samo' jest według mnie trochę nie od tej strony. Ważniejsze jest to co dana wizualizacja robi z twoim stanem i czy po pracy z tą czakrą czujesz się lepiej.
Ojej, to ja teraz nie wiem co myśleć bo zawsze używałam tych tradycyjnych kolorów przy medytacji i wydawało mi sie ze tak musi być 🙂 A jak wy konkretnie pracujecie z kolorami? Tzn czy wizualizujecie kolor i to powoduje jakiś efekt czy odwrotnie, kolor sie pojawia sam i wy go interpretujecie?
Szczerze to tez nie widzę żadnych kolorów podczas medytacji i zawsze mi sie wydawało że to znak że coś robię źle. Czuję za to ciepło albo mrowienie w różnych miejscach ciała ale żadnych kolorów. Czy to znaczy że nie mam synestezji i dlatego ta metoda u mnie nie działa? Może powinnam inaczej podejść do wizualizacji?
Synestezja to konkretny fenomen neurologiczny i ma kilka rodzajów. Barwno-dźwiękowa, literowo-barwna itd. Ale moim zdaniem w medytacji i przy pracy z czakrami mamy do czynienia z czymś trochę innym - bardziej z percepcją subtelną, która korzysta z tych samych kanałów co synestezja ale nie jest nią w sensie klinicznym. Ja na przykład słyszę tony podczas skanowania czakr. Muladhara ma niski basowy ton, korona wysoki prawie niesłyszalny świst. I to jest absolutnie powtarzalne u mnie, niezależnie od nastroju czy okoliczności.
O rany to jest naprawde fascynujacy temat!! nigdy nie myslalam ze wizualizacja moze byc tak rozna u roznych osob. Ja dopiero zaczynam i probuje medytowac na czakry ale nie wiem co 'powinam' widziec i teraz po tym watku troche mi ulzylo ze nie mam sie czym stresowac 🙂 dzieki ze poruszylyscie ten temat!!
Dobra, wrzucę trochę zimnej wody. Synestezja to coś z czym sie rodzisz, nie coś co się nabywa przez medytację. Jeśli ktoś mówi 'rozwinęłam synestezję przez praktykę czakrową' to albo miała ją od zawsze i dopiero teraz to zauważyła, albo myli terminy. Natomiast to co opisuje autorka wątku i Plejada to może być po prostu wyobraźnia twórcza albo odbiór intuicyjny, niekoniecznie cokolwiek wspólnego z synestezją jako taką. I to jest okej! Nie trzeba każdego doświadczenia medytacyjnego nazywać synestezją żeby było wartościowe.
Słuchajcie a moje ulubione kamienie tez mają swoje 'właściwe' kolory do czakr i tu jest podobny problem. Ametyst do Ajny, rubin do Muladhary itd. Ale kiedy kładę różowy kwarc na czakrę serca to mi sie wyraźnie 'coś zapala' - ciepło, spokój, lekki puls. Z zielonym awerturynem który 'powinien' tam pasować kolorem nie czuję tego samego. Więc może to nie kolor jako kolor decyduje, tylko jakieś inne właściwości, i dlatego każdy odbiera to inaczej? To by tłumaczyło dlaczego przy medytacji widzicie różne barwy niż 'kanoniczne'.
No ale to teraz mi się miesza wszystko. Kupilam ksiazke o czakrach i tam sa konkretne kolory i mam rozumiec ze moge je zignorowac? To po co sa te opisy jesli kazdy widzi co chce? Troche bez sensu ze autorzy ksiazek pisza jedno a potem mowi sie ze to jest 'umowne'. Ktos w koncu powinien powiedziec jak jest naprawde.
Ja mam pytanie może trochę z boku ale zainspirował mnie ten watek. Czy kolory czakr zmieniają sie w zależności od pory roku albo od tego jestesmy w domu czy na dworze? Bo ostatnio medytowałam na łące (serio, rozłożyłam kocyk :D) i miałam wrażenie ze wszystkie kolory były intensywniejsze i jakby bardziej 'żywe' niz kiedy medytuje w pokoju. Może to tylko wyobraźnia ale może coś w tym jest?
Hmm, czytam ten watek od początku i trochę sie gubie. Czy żeby w ogole zaczac prace z czakrami trzeba cokolwiek widziec albo slyszec? Bo ja dosłownie nie mam zadnych wizji ani tonow, kompletna czarna cisza przy medytacji i zaczełam sie zastanawiac czy to znaczy ze moje czakry sa kompletnie zablokowane czy po prostu ze nie mam talentu do tego.
Wracając do pytania Velvet i Mirty - nie, absolutnie nie trzeba niczego widzieć ani słyszeć żeby praca z czakrami miała sens. Przez pierwsze dwa lata swojej praktyki nie widziałam kompletnie nic poza ciemnością za powiekami. Czułam ciepło, czasem mrowienie, raz coś co mogę opisać jako 'ciężkość' w okolicach Muladhary, ale żadnych kolorów. I czakry się oczyszczały, czułam zmiany w samopoczuciu, rzeczy w życiu zaczęły się poruszać. Więc percepcja subtelna to nie jest tylko wizualna sprawa - niektórzy czują, niektórzy słyszą jak Plejada, niektórzy mają wrażenia temperatury albo nacisku. Jedna modela nie pasuje do wszystkich.
no właśnie, pytanie o to mrowienie w dłoniach jest ciekawe. Bo kiedy zaczałem pracę z czakrami i probowałem skanować dłonią, tez nie byłem pewien czy to 'to' czy po prostu ucisk na nerw. Jak to w ogóle rozróżnić? Romualda, Ametystia - macie jakis sposób weryfikacji?
o jejku to jest SUPER wskazówka dzieki Ametystia!! nigdy bym nie wpadla na to zeby tak testowac. Ja tez mam te mrowienia w dloniach i teraz bede probowal tak sprawdzac 😀 a czy ta pulsacja jest szybka czy wolna? bo nie wiem co mam uznac za 'prawidlowa'
Orakliaa, nie ma 'prawidłowej' pulsacji, to nie jest pomiar ciśnienia. I właśnie tu mam uwagę do tego wątku generalnie - zaczyna się robić trochę za bardzo jak instrukcja obsługi, gdzie każdy szuka jednej właściwej odpowiedzi. Mrowienie w dłoniach to może być milion rzeczy, w tym hiperwentylacja przy medytacji. Zanim ktoś uzna że 'odczuwa czakry' warto po prostu pooddychać normalnie i sprawdzić czy nie siedzi z zaciśniętą klatką przez pół godziny.
no to teraz mam pytanie może głupie, ale czy podczas medytacji na świeżym powietrzu te odczucia są intensywniejsze? bo Sylwunia pisała wcześniej że na łące miała inne wrażenia i ja tez mam wrażenie że przy oknie jest jakoś... bardziej? ale nie wiem czy to sugestia czy coś realnego. przepraszam jeśli to zbacza z tematu
Sylwunia, to co piszesz bardzo mi przypomina coś co czytałam o bezpośrednim wpływie środowiska naturalnego na pole energetyczne. Znaczy, nie tylko kolor ale też samo otoczenie - gleba pod stopami przy Muladharze, woda w pobliżu przy Swadhisthanie, wiatr przy Vishuddha. Kiedyś pojechałam nad morze i podczas spaceru poczułam coś w gardle - nie ból, taki... oddech, jakby ta czakra westchnęła. I śpiewałam potem pod nosem przez cały dzień, sama z siebie, co mi się w życiu nie zdarza. Nie wiem czy to dowód na cokolwiek ale zbieżność była wyraźna.
no dobrze ale ja nie mam morza ani łąki pod domem, mieszkam w bloku w centrum, to co mam zrobić, czekać na urlop żeby w ogóle zacząć pracować z czakrami? to by było bez sensu. Są jakieś sposoby na to żeby zastąpić to w warunkach miejskich czy to po prostu jest gorsza wersja?
Ubiorek, a masz jakiś sposób żeby sprawdzić czy kamień 'robi coś' z czakrą, czy tylko się ładnie prezentuje podczas sesji? Bo mam kilka kamieni i tez ich używam, ale uczciwie nie wiem czy to coś zmienia czy to efekt placebo. I nie pytam złośliwie - naprawdę chciałbym wiedzieć jak to testować.
haha no właśnie bym zapytał 🙂 ale serio, ta metoda z notatkami brzmi uczciwie. to jest coś co mozna przynajmniej porównać w czasie. muszę spróbować systematyczniej
Wracam tu po przerwie i cieszę się że rozmowa się rozwinęła. Chcę dorzucić jedno obserwowanie które mam od dłuższego czasu - kolory które widzę przy pracy w plenerze są mocniejsze nasyceniowo, ale za to mniej stabilne, bardziej migoczą. W domu są spokojniejsze i łatwiej je utrzymać w wizualizacji. Nie wiem czy to znaczy że w naturze jest więcej 'surowej' energii a w domu bardziej skupionej, ale takie mam wrażenie. Czy ktoś coś podobnego zauważył, ta różnica stabilność versus intensywność?
to ciekawe co piszesz Amethysto, bo u mnie z tonami jest podobnie - na zewnątrz są bogatsze harmonicznie, bardziej złożone, ale trudniej mi utrzymać skupienie na jednym. W zamkniętej przestrzeni ten 'dźwięk' czakry jest czystszy, łatwiej go wyizolować. Może to jest kwestia tego że otoczenie wnosi swoje wibracje i je nakłada na to co czujemy wewnętrznie?
ojej ale to super obserwacja! to znaczy że do diagnostyki lepiej jest medytować w domu bo będzie dokładniej, a do intensywnej pracy na blokadą - na dworze? czy dobrze rozumiem? bo to by miało sens trochę jak z numerologią gdzie do analizy potrzebujesz spokoju a do transformacji potrzebujesz energii z zewnątrz
Lirka, to ładne porównanie z numerologią, ale chyba nie ma tu tak prostego podziału. Znam osoby które najgłębszą pracę z blokadami robią właśnie w naturze, i osoby które absolutnie nie mogą się w plenerze skupić. To znowu zależy od człowieka. Ja osobiście mam jeden rytuał - zaczynam medytację w domu, a finalizuję na balkonie z nogami boso na macie. Taki most między środowiskami i mi to odpowiada.
ta idea z bosymi stopami na macie jest piękna ale mam pytanie praktyczne - w zimie też to robisz? i czy kontakt z ziemią przez matę to to samo co bezpośrednio na trawie? bo to mi przypomina o tym uziemieniu które gdzieś czytałam że jest ważne dla Muladhary, ale nie wiem czy przez matę to nadal działa
