Hej, chciałem założyć ten wątek bo od jakiegoś czasu mam pewne obserwacje i nie wiem co z nimi zrobić. Chodzi o strach przed samotnym zyciem, ale nie w sensie 'boję się być sam w pokoju' tylko głębiej takie egzystencjalne poczucie że jak nie będę przy kimś to jakoś... nie przeżyję? Ciężko to opisać słowami. fizycznie czuję to jako ściśnięcie w okolicach podbrzusza i nóg, jakbym nie stał pewnie na ziemi. ktoś mi kiedyś powiedział że to może być Muladhara ale ja czytałem że taki strach to niekoniecznie czakra korzenia, może też być sakralna albo nawet splot słoneczny? Jak to w ogole odróżnić? Macie jakieś doświadczenia z rozróżnianiem tych blokad?
To ciekawy przypadek bo faktycznie objawy mogą się nakładać i wskazywać na kilka czakr jednocześnie. Ale to co opisujesz, to ściśnięcie, poczucie braku zakorzenienia, strach na poziomie 'nie przeżyję' to dla mnie brzmi przede wszystkim jak Muladhara. Czakra korzenia odpowiada właśnie za to pierwotne poczucie bezpieczeństwa, za przekonanie że masz prawo istnieć i że świat cię utrzyma. Kiedy jest zablokowana albo przymknięta, pojawia się dokładnie ten rodzaj lęku, który opisujesz, bardzo pierwotny, prawie zwierzęcy. Sakralna też może dorzucać swoje, zwłaszcza jeśli w tym strachu jest duży komponent przywiązania do konkretnej osoby, lęk przed utratą więzi emocjonalnej. Ale zacznij od korzenia. Czy masz też jakieś objawy fizyczne w nogach albo dolnym kręgosłupie?
No dobra ale zanim wszyscy zaczną diagnozować, mam pytanie do autora tematu. Ten strach to jest coś nowego czy towarzyszy ci od dawna? Bo to dość istotne. Jeśli całe życie czułeś że musisz się do kogoś 'przyczepić' żeby funkcjonować to może to nie być kwestia energetyczna tylko po prostu wzorzec z dzieciństwa, styl przywiązania lękowego. Nie mówię że jedno wyklucza drugie, ale zastanawiam się czy zamiast szukać gdzie jest blokada energetyczna, nie warto najpierw pomyśleć skąd ten wzorzec pochodzi. Sama jestem sceptyczna wobec szybkich diagnoz że 'to jest ta czakra'.
Ja miałem podobne! Dosłownie takie samo uczucie że grunt mi ucieka spod nóg kiedy pomyślę o byciu sam. Pracowałem z obsydianem i czerwonym jaspisem na czakrze korzenia i naprawdę coś drgnęło. Nie mówię że to cure-all ale te kamienie mają niesamowite działanie uziemiające. Obsydian szczególnie bo on 'wyciąga' blokady a jaspis stabilizuje. Próbowałeś kamieni w ogóle?
Czytam tę rozmowę i mam wrazenie ze mieszamy troche pojecia. Strach przed samotnością jako taki to jest bardzo złożone zjawisko psychologiczne i nie jestem pewien czy przypisywanie go do jednej konkretnej czakry jest w ogóle użyteczne diagnostycznie. Czytałem kilka różnych tradycji i każda inaczej mapuje emocje na centra energetyczne. Nie mówię że czakry nie istnieją, mówię że 'to jest blokada Muladhary' to duże uproszczenie. Co tak naprawdę daje ci ta diagnoza jeśli chodzi o działanie?
Tak! Właśnie tam czuję takie zaciśnięcie albo pustość trudno mi powiedziec co dokładnie. jakby tam czegoś brakuje albo jest jakiś supeł. Próbowałem skanowania dłonią i nad okolicą Muladhary czuję jakby opór i zimno nad pozostałymi czakrami różnie ale bardziej neutralnie. czyli to potwierdza ten kierunek?
Ja też mam pytanko bo przeglądam ten wątek i troche mi to podobne do moich objawów. Tez odczuwam ziomno przy skanoawniu dłonią ale u mnie to jest bardziej w brzuchu, okolica sakralna. Moglabym sie dowiedziec jak odróznic blokade korzenia od sakralnej kiedy objawy są podobne? Boje sie ze blokuje sama siebie bo ciągle nie wiem czy dobrze rozumiem
Uproszczając, Muladhara to strach o przetrwanie, podstawowe bezpieczeństwo, 'czy w ogóle przeżyję i mam miejsce na ziemi'. Swadhisthana to bardziej jakość życia emocjonalnego i relacyjnego, 'czy zasługuję na miłość, czy ktoś mnie chce'. Często idą razem i wtedy trudno je oddzielić. Ale ten strach opisany na początku, że bez partnera 'nie przeżyję' dosłownie, to brzmi jak Muladhara. Gdyby to była Swadhisthana, bardziej dominowałoby poczucie bycia niewystarczającym dla innych albo wstyd.
Okej to jest ciekawe, ale mam pytanie. Skoro Muladhara to przetrwanie, to dlaczego strach przed byciem samym w ogole tam trafia? Bo samotność to chyba bardziej emocja niż kwestia przetrwania? Chyba że mówimy o jakimś bardzo pierwotnym poziomie?
To jest bardzo trafne pytanie Halko. Chodzi o to że z ewolucyjnego i energetycznego punktu widzenia samotność dla człowieka jako istoty stadnej BYŁA zagrożeniem przetrwania. Wygnaniec z plemienia ginął. To jest zakodowane głęboko, na poziomie tej samej energii co strach przed głodem czy bezdomnością. Dlatego Muladhara i jej zaburzenia bardzo często manifestują się właśnie przez ten rodzaj lęku przed opuszczeniem, który czujemy w ciele a nie tylko w głowie. To nie jest konstrukt intelektualny, to jest trzewna reakcja.
Dokładnie. I to jest ważne bo wiele osób z tą blokadą czuje ogromny wstyd za swój strach, 'jestem dorosły, dlaczego tak się boję bycia sam'. A to nie jest kwestia słabości charakteru tylko nierozwiązanego wzorca energetycznego, często sięgającego bardzo wczesnego dzieciństwa albo nawet wcześniej jeśli wierzyć w karmy. Wstyd za strach tylko pogłębia blokadę.
Hm, 'albo wcześniej jeśli wierzyć w karmy' to trochę otwierasz wielką puszkę. Nie chcę żeby to brzmiało wrogo ale karma jako wyjaśnienie blokady energetycznej to już zupełnie inny poziom dyskusji. Nie mam problemu z pracą z czakrami bo to ma przynajmniej jakiś empiryczny wymiar, można obserwować co się zmienia. Ale tłumaczenie lęku poprzednim wcieleniem to mi już nie daje żadnego konkretnego punktu zaczepienia do pracy.
A ja się nie zgadzam z Marianką! Karma i czakry to nierozłączny system, nie można ich oddzielać. Właśnie te najgłębsze blokady Muladhary, takie od zawsze i bez wyraźnej przyczyny w tym życiu, to klasyczne ślady karmiczne. Przyszłam na warsztat gdzie bioenergoterapeuta skanował i powiedział mi wprost że mam blokadę z poprzedniego wcielenia w korzeniu. I po kilku sesjach naprawde coś sie zmieniło. Nie można tak po prostu odcinać tej części systemu bo wtedy praca jest niepełna.
Ojej, obserwuję ten wątek od początku i jestem taka wdzięczna że ktoś to poruszył bo DOKŁADNIE to samo przeżywam. Ten strach że bez kogoś blisko nie mam racji bytu, to jest takie przerażające uczucie i nie wiedziałam jak to nazwać. Teraz rozumiem skąd te ściski w nogach i poczucie że ziemia pode mną chwieje. Czy ktoś może mi powiedzieć od czego zacząć przy tej pracy z korzeniem? Jestem na początku drogi i trochę się gubię w tych wszystkich metodach.
Nyja, ciesze się ze nie jestem jedynym z tym 🙂 Ale właśnie to jest dla mnie ważne co napisałaś ze 'nie masz racji bytu bez kogoś blisko'. ja mam DOKŁADNIE to samo poczucie i długo myślałem że to po prostu mój charakter, że tak już mam. a to może być właśnie ta blokada w korzeniu to przekonanie że sam = nieistniejący, niebezpieczny?
Tu chcę się zatrzymać, bo to co Domowik powiedział jest naprawdę ważne. To zdanie 'sam = nieistniejący' to jest klasyczny sygnał Muladhary w stanie głębokiego niedoboru. Nie chodzi o to że kogoś brakuje, chodzi o to że energia podstawy nie trzyma sama siebie, potrzebuje zewnętrznego źródła żeby w ogóle poczuć że jest. Widziałam to wiele razy. Pytanie do ciebie jest takie, czy to uczucie pojawia się jako panika, czy raczej jako taki cichy, stały szum w tle?
Ojejku, to jest tak dobrze ujęte! Ten 'cichy szum w tle' to jest właśnie to, u mnie to jest non stop obecne, takie coś co siedzi z tyłu głowy że jak zostanę sama to coś się stanie, chociaż nie wiem nawet co. I teraz jak to czytam to naprawdę zaczynam rozumieć dlaczego zawsze przeskakuję z jednego związku w drugi bez przerwy, nigdy nie daję sobie czasu żeby po prostu być. Nie wiedziałam że to może być związane z czakrą korzenia, myślałam że to sakralna...
Zatrzymajcie się na chwilę. To co opisujecie, ten schemat przeskakiwania ze związku w związek, lęk przed byciem bez partnera, to są bardzo dobrze opisane wzorce psychologiczne, konkretnie lękowy styl przywiązania. Nie mówię że praca z czakrami nic nie daje, ale czy ktoś z was w ogóle rozmawiał z kimś, psychologiem albo terapeutą, zanim poszedł w kierunku energetycznym? Pytam serio, nie z przekąsem.
Ale nikt tu nie mówi żeby NIE iść do psychologa. Można robić jedno i drugie! Ja chodze do psychologa od roku I jednocześnie pracuję z energetyką i to się naprawdę uzupełnia. Terapia daje słowa i rozumienie, praca z czakrami daje pracę z tym co siedzi w ciele głębiej. Czemu to musi być konflikt?
Mam pytanie do Pelagijki, bo to mnie ciekawi. Mówiłaś o tym że energia korzenia 'nie trzyma sama siebie'. Jak to wygląda kiedy pracujesz z kimś kto tak ma? Czy to jest coś co widać od razu albo raczej wychodzi stopniowo?
A mam pytanie bo troszke zgubilam watek. Nyja pisała że myślała że to sakralna a nie korzen. I Pelagijka tez wspominała wcześniej ze często idą razem. Jak wy w ogóle pracujecie kiedy mają dwie czakry zablokowane na raz? Zaczynacie od tej niżej? Bo sama nie wiem czy moje zimno w okolicy brzucha to korzenia czy sakralna i teraz jestem jeszcze bardziej zdezorientowana 🙂
czytam ten watek od jakiegos czasu i troche się gubię w tym wszystkim, ale mam jedno pytanie do osob bardziej doswiadczonych. Co jeśli ktoś w ogóle nic nie czuje przy skanowaniu dłonią? Ani zimna ani ciepła ani nic. Czy to znaczy że czakry są ok czy że ktoś po prostu nie umie skanować?
Wracając do tego co Pelagijka napisała o tym 'szumie w tle' kontra panika. u mnie to zdecydowanie szum. panika pojawia się tylko kiedy coś konkretnego grozi relacji ale na co dzień to jest właśnie taki cichy lęk pod spodem. I teraz się zastanawiam, czy ten szum to jest właśnie objaw niedoczynnej Muladhary, czy nadaktywnej? Bo zawsze myślałem że lek = nadaktywność, ale może źle to rozumiałem?
To bardzo dobra obserwacja i częsty błąd w interpretacji. Lęk to NIE zawsze nadaktywność. W przypadku Muladhary niedoczynność, czyli przymknięcie, objawia się właśnie tym chronicznym tłem lękowym, bo czakra nie generuje wystarczająco energii bezpieczeństwa. Nadaktywna Muladhara to raczej ktoś kto kumuluje, gromadzi obsesyjnie, nadmiernie kontroluje, jest przesadnie przywiązany do materialnego. Rozumiesz różnicę?
hej, trochę z boku ale mam wrażenie ze to co piszecie o tym szumie lękowym to mocno współgra z pozycją Saturna w horoskopie, szczególnie kiedy jest w napięciu z Księżycem albo w złym aspekcie do Ascendentu. to może być astralna warstwa tego samego problemu. nie mówię że to zamiast czakr, tylko że te systemy się nakładają. Domowik, wiesz co masz w horoskopie jeśli chodzi o Saturna?
okej, Saturn w horoskopie to już naprawdę odrębna dyskusja. nie żebym był totalnym sceptykiem, ale mieszanie systemów bez wyraźnego uzasadnienia sprawia że nie wiadomo do czego się odwołujemy. prowadzę notatki z różnych metod od jakiegoś czasu i właśnie to jest mój problem, każdy system 'wyjaśnia' to samo ale inaczej i nie bardzo wiadomo jak to zweryfikować.
Jarek, to jest dokładnie mój problem z tym wszystkim. Ale też, z drugiej strony, jeśli komuś pomaga to czy musi wiedzieć dlaczego działa? Pytam serio. Może mechanizm nie jest najważniejszy jeśli efekt jest rzeczywisty?
