Właśnie dlatego zaczęłam notować i teraz nie wyobrażam sobie bez tego. Ale chcę się odnieść do tego co piszecie, bo to mnie dotyczy, ta kalibracja o której mówił Edmund. U mnie punkt odniesienia to patrzenie na kamień który znam bardzo dobrze, mam ametyst od lat. Wahadełko nad nim kręci się zawsze tak samo. Jeśli na początku sesji kręci się inaczej, wiem że coś jest nie tak ze mną, nie z kamieniem.
To jest ten rodzaj nieskończonego cofania się który znam z własnej praktyki. Każdy punkt odniesienia wymaga kolejnego punktu odniesienia żeby być wiarygodny. W pewnym momencie po prostu musisz zdecydować gdzie stawiasz ten pierwszy kołek. Teofilka, zastanawiam się czy dla ciebie tym pierwszym kołkiem nie mogłoby być właśnie twoje ciało, nie pokój.
Dokładnie. Zanim wejdziesz w intencję oczyszczania, zeskanuj siebie. Zapisz kolory które widzisz przy swoich własnych czakrach. Potem zrób oczyszczanie. Potem znowu siebie. I pokój. Przynajmniej będziesz miała jakiś obraz sekwencji zmian, nawet jeśli nie będziesz wiedziała co co spowodowało.
To jest trochę jak robieniu kilku zdjęć zamiast jednego, żeby zobaczyć czy coś się porusza. Może nie wiesz co to jest, ale widzisz czy jest statyczne czy nie. Teofilka, czy masz w ogóle jakiś rytuał przed skanowaniem, coś co robisz żeby się 'ustawić'?
A czy synestezja w ogóle powinna wymagać przygotowania? To jest odczucie zmysłowe, nie skupienie mentalne. Jeśli musisz się 'ustawiać' żeby zobaczyć kolory, to czy one są nadal synestezją, czy stają się wizualizacją?
Jeśli tak jest, to może synestezja działa ci na poziomie ludzi bo jest wyćwiczona przez lata interakcji społecznych, a przy przestrzeniach jesteś jakby na początku drogi. To by tłumaczyło dlaczego pokój sprawia więcej trudności. Nie powiedziałbym że to zdyskwalifikuje obserwacje, ale sugerowałbym zacząć od małych przestrzeni, może własna szafa zamiast całego pokoju.
Albo emocje wokół rzeczy które tam przechowujesz. Ubrania są bardzo osobiście naładowane. To trochę wraca do pytania o to czy przestrzeń kumuluje energię ludzi i przedmiotów, a nie ma własnej. Ale to już chyba osobny wątek, bo zaczynamy odpływać od twojego pokoju i od tego czy kolory czakr są czymś wspólnym dla synestezji różnych osób, co było pierwotnym pytaniem.
To co mówisz o szafie jest ciekawe, bo ubrania rzeczywiście kumulują mnóstwo emocji. Ale wracając do głównego pytania wątku, chcę się upewnić że rozumiemy to samo. Teofilka, kiedy mówisz że widzisz kolor przy czakrze, to jest to dosłowne widzenie nakładającego się koloru na ciało, czy raczej skojarzenie, poczucie, że 'to jest pomarańczowe'? Bo to ma znaczenie dla tego jak interpretujemy resztę.
Czekaj, to są dwa zupełnie różne procesy. Jedno to percepcja zmysłowa, drugie to myślenie asocjacyjne. Czy nie jest tak, że przy ludziach masz synestezję, a przy przestrzeniach robisz interpretację? I mieszasz te dwa tryby ze sobą?
To tłumaczyłoby dużo. Dziecięca synestezja przy ludziach jest wyćwiczona przez dekady, mózg już dawno przestał to świadomie przetwarzać. Przy pokojach jesteś jakby na początku nauki nowego języka, więc ciągle to tłumaczysz zamiast po prostu rozumieć. Pytanie jest takie, czy kolory które widzisz przy przestrzeniach odpowiadają temu samemu schematowi co przy ludziach, tej samej 'gramatyce' kolorów?
O, to jest dobre pytanie. Czy twoje pomarańczowe zawsze znaczy to samo, niezależnie od tego czy patrzysz na człowieka czy na szafę? Czy masz jakiś wewnętrzny słownik który jest spójny?
To jest naprawdę spójna interpretacja, znacznie bardziej niż myślałam słuchając tego wątku. Mam pytanie trochę z boku, ale wydaje mi się ważne, czy kolory które widzisz przy czakrach u ludzi zgadzają się z 'podręcznikowym' schematem, czerwony dla Muladhary, pomarańczowy dla Swadhisthany i tak dalej? Czy masz własne zestawienie?
Zielony dla Anahaty to jest kwestia wibracji fali elektromagnetycznej, zielona długość fali mieści się w środku spektrum widzialnego i dlatego tradycja przypisuje ją czakrze serca jako centrum systemu. Przynajmniej takie jest jedno z wyjaśnień które czytałem.
Naprawdę? Nie wiedziałem że to może być tak nowe i umowne. Myślałem że kolory czakr to jest wiedza starożytna. Czy ktoś wie gdzie można sprawdzić jak to wyglądało w oryginalnych tekstach? Bo teraz nie wiem co myśleć.
Więc schema kolorów którą wszyscy znamy jest w dużej mierze kulturową konwencją, a nie czymś odkrytym. To bardzo zmienia pytanie Teofilki. Jeśli ona widzi żółtozłote przy czakrze serca zamiast zielonego, to może ona po prostu nie jest zsynchronizowana z tą konwencją, a nie z jakąś 'prawdą'.
Albo jest zsynchronizowana z inną tradycją albo widzi coś własnego co jest tak samo prawomocne. Tu wracamy do pytania z początku wątku, czy wszyscy widzą kolory tak samo i co by znaczyło gdyby tak było. Teofilka, kiedy dowiedziałaś się o standardowym schemacie, przed czy po tym jak zaczęłaś widzieć kolory przy ludziach?
To jest bardzo ważna informacja. Twoje kolory rozwinęły się niezależnie od schematu i tylko częściowo się pokrywają. To jest inny przypadek niż ktoś kto najpierw nauczył się schematu i potem 'widzi' zgodnie z nim. Zapisałaś gdzieś swój własny system zanim zaczęłaś czytać o czakrach?
Szkoda, ale to co masz teraz też jest czymś. Mogłabyś może opisać jak wyglądają u ciebie poszczególne czakry u tej samej osoby którą dobrze znasz, na przykład kogoś bliskiego? Bo to by dało obraz całego twojego systemu kolorów, a nie tylko wyrywków.
Patrząc na to co opisujesz, mnie uderza jedna rzecz. Masz spójność w nasyceniu, te czakry które są 'aktywniejsze' u twojej mamy widzisz jako bardziej intensywne kolory, a te spokojniejsze jako jaśniejsze lub rozmyte. To nie jest przypadkowy zestaw barw, to wygląda jak jakiś wewnętrzny system skalowania. Kamilcia, ty pracujesz z kolorami w tarocie, czy widzisz podobne zależności?
A skoro już mamy jej pełny opis, to pytanie do osób które pracują z bioenergią, czy takie mieszane kolory na granicy to zjawisko rzadkie? Bo ja przy skanowaniu dłonią też czasem czuję coś niejednoznacznego przy czakrze splotu słonecznego i nigdy nie wiedziałem jak to interpretować. Może to ten sam rodzaj sygnału, tylko innym zmysłem?
Zaraz, ale to znowu miesza dwie rzeczy. Synestezja jest neurologicznie udokumentowana, ma konkretne podłoże w krzyżowaniu się obszarów mózgu. Intuicyjne skanowanie jest... czym dokładnie? Bo jeśli stawiamy to na równi, to albo obie są neurologiczne, albo obie są czymś innym. Nie można tego traktować symetrycznie bez zajęcia stanowiska co do natury jednego i drugiego.
Mogę zapytać coś trochę z boku? Cały czas mówimy o kolorach które ktoś widzi przy czakrach, ale wróćmy do początku wątku, Teofilka pisała że czuje ciężką atmosferę w pokoju. Czy ten jej system kolorów działa też przy przestrzeniach w ten sam sposób co przy ludziach? Bo mi się wydaje że to jest klucz do tego co ją tu przyprowadziło.
