Siedze ostatnio nad takim pytaniem i postanowiłam je tu wyrzucic, bo mnie to gryzie od jakiegos czasu. Chodzi o kamienie do czakr - konkretnie o to, czy ma znaczenie, czy "dzialaja" energetycznie same z siebie, czy może cały efekt to czysty placebo. Bo mam koleżankę, ktora jest totalnym racjonalistą i ona mi powiedziała wprost: Wicia, ty to sobie wmówiłaś, że ten ametyst cokolwiek robi. I wiesz co, nie potrafiłam jej sensownie odpowiedzieć. Mam wrażenie, że coś czuję trzymając kamień nad Ajna albo nad sercem, ale czy to nie jest właśnie autosugestia? I tu moje właściwe pytanie: czy placebo w pracy z czakrami to w ogóle problem? Bo może efekt jest efektem, nieważne skąd pochodzi?
To jest jedno z tych pytań, które lubię, bo większość ludzi odpowiada na nie za szybko w jedną albo w drugą strone. o rany, ani "kamienie nie działają, to placebo", ani "działają energetycznie i koniec" nie oddaje tego, co naprawdę się dzieje. Spróbuj to tak popatrzeć: placebo to nie jest synonim "zmyślone". Placebo to mechanizm, który działa w ciele jak najbardziej realnie. Zmiany w kortyzolu, w odczuciu bólu, w skupieniu - to się da zmierzyć. Więc jeśli hematyt przy Manipurze daje ci poczucie uziemienia i pewności siebie, to zmiana w twoim polu energetycznym jest realna, nawet jeśli mechanizm jest przez "głowę". Ale mam jedno pytanie do Ciebie: czy kiedyś pracowałaś z kamieniami bez wiedzy o tym, do której czakry są przypisane? Bo to by coś mówiło.
Ojej, to super temat! Ja sie akurat zastanawiałam nad tym ostatnio bo kupiłam sobie labradoryt i sprzedawczyni powiedziała ze to na Ajna i trzecie oko. I rzeczywiscie po polozeniu na czole cos czułam, takie mrowenie. Ale nie wiem czy to nie bylo dlatego ze kamien byl zimny i po prostu skóra reagowala. Jak odroznic fizyczne odczucia od energetycznych??
przepraszam że wchodzę z innej strony ale muszę powiedzieć co myślę. To pytanie "placebo czy nie" jest troche źle postawione, bo zakłada ze wiemy co jest "prawdziwym" dzialaniem kamienia. A skąd w ogóle wzial się ten system przypisań kamieni do czakr? To nie jest żadna starożytna wiedza w czystej formie, to jest w duzej mierze konglomerat różnych tradycji, potem jeszcze literatura New Age z lat 80-90 dołożyła swoje. Konkretne przypisanie "ametyst do Ajna, różowy kwarc do Anahata" jest stosunkowo świeże i nie pochodzi z jednego spójnego systemu. Wiec może pytanie powinno brzmiec: skąd w ogóle bierze sie odczucie, że AKURAT ten kamień do AKURAT tej czakry?? :))
mam tu swoje trzy grosze. Pracuje z kamieniami jakies 8 lat i prowadziłem sobie notatki przez długi czas z sesji. Wnioski: ten sam kamień u różnych osob daje inne odczucia i różne czakry reagują. Miałem przypadek gdzie obsydian, który zazwyczaj jest przypisywany do korzeniowej, u jednej osoby wywoływał silne reakcje w okolicy gardla i ta osoba miała akurat duże blokady na Vishuddha. Więc albo kamień jest mądrzejszy niż my myślimy i sam idzie tam gdzie trzeba, albo odczucia sa bardziej subiektywne i osobiste niż nam się wydaje. Obie opcje są ciekawe. Żadna nie przekreśla pracy z kamieniami.
a ten obsydian co sam "poszedl" do gardła,to ta osoba wiedziala do jakiej czakry obsydian jest normalnie przypisany? pytam bo to zmienia interpretacje. piszę jak czuję...
to jest super przykład! aj, mnie zawsze uczono że kamień "wie" gdzie iść i że my tylko tworzymy intencję a reszta się dzieje. może wiec problem z placebo jest taki że zakładamy ze to MY decydujemy gdzie energię kierujemy, a może ona płynie sama?
no tak, to brzmi ładnie, ale to jest właśnie ta pulapka myślowa którą trzeba rozgryźć. "Kamien wie gdzie iść" to metafora, nie opis mechanizmu. jak dokładnie kamień "wie"? Jakim zmysłem? Jeśli nie potrafimy tego opisać choćby w zarysie, to naprawdę trudno odróżnić to od zwykłego efektu oczekiwania. I nie mówię że pracy z kamieniami nie ma sensu, mówię że te dwa przypadki naprawdę warto od siebie odróżniać dla uczciwości wobec siebie samej.
Czytam tę dyskusję i troche mi się kreci w głowie bo jestem raczej sceptyczna jesli chodzi o dzialanie kamieni. Ale ta "osobowosc kamienia" to ciekawy trop. Czy wy mowicie że poszczegolne okazy tego samego minerału mogą działać inaczej? bo to by oznaczało ze nie chodzi o skład chemiczny ani kolor ale o... co właściwie?
Wicio, a czy mogłabyś tak szczerze powiedzieć czy te dwa ametysty naprawde wyglądają identycznie? Bo czesto roznice w intensywności koloru, teksturze, wadach, kształcie - nawet bardzo subtelne - są rejestrowane przez mózg nieświadomie i potem przekładają się na "odczucie". To nie jest zarzut, to jest po prostu złożoność percepcji. Pytam bo to jest kluczowy punkt: czy da się naprawdę wyeliminować wizualne i dotykowe wskazówki przy testowaniu?
Kocham ten temat! U mnie jest tak, ze zaczęłam od totalnego placebo - dostałam kamienie w prezencie, nie wiedzialam nic, po prostu je lubiłam i nosiłam. Dopiero po jakims czasie zaczęłam sie interesować czakrami i okazalo sie, ze te kamienie które instynktownie nosiłam to akurat te przypisane do czakr które u mnie były "problemowe". Czy to znaczy ze moje ciało wiedziało czego potrzebuje zanim mój rozum się dowiedział? Nie wiem! Ale to doświadczenie zmieniło mój stosunek do tego pytania. Niekoniecznie musi być placebo tylko dlatego ze nie rozumiemy mechanizmu 🙂
@Miloslawa61 To co Miloslawa opisuje to chyba właśnie zakłada że ciało ma jakis własny "odbiór" energii kamienia, bez udziału wiedzy umysłu, tak? czy to nie jest właśnie argument za tym, że działanie jest jednak realne a nie placebo? Trochę się gubię w tym rozróżnieniu. :))
okej ale nawet jezeli mechanizm jest psychologiczny to czy to nie jest wciąz praca z czakrami? Bo czakry sa w końcu tez czyms co nie jest namacalne fizycznie, wiec moze poziom psychologiczny i energetyczny to jedno i to samo i pytanie o placebo troche odpada? mam nadzieje ze to mialo sens bo sama nie wiem czy dobrze to rozumiem 😛 😛
No właśnie, i tu wchodzi ten temat "osobowości kamienia" który otworzyłam wcześniej, bo myślę że jest kluczowy dla całej tej dyskusji o placebo. Jeśli kamień ma coś w rodzaju wlasnego charakteru, własnej tendencji do działania, to pytanie o placebo staje się drugorzędne. Chodzi mi o to, że pracując z kamieniami od lat zaczęłam zauważać, że niektóre okazy tego samego minerału mają inne... ojej no, tempo? Jeden ametyst działa szybko i mocno, drugi jest jak ciche tło. Czy ktoś z was tak to odczuwa czy tylko ja?
ojej to jest dokładnie to co chciałam zapytać! czy kamień który ma "osobowość" to kamień który po prostu z nami "współpracuje" dlatego ze mu to my nadalismy intencja? bo jak tak to znow wracamy do tego ze my jestesmy silą sprawczą a kamien tylko skupia naszą własną energię :/
szczerze... a jak by w ogole wygladal taki test? mam na mysli że osoba musiałaby nie wiedzieć co to za kamien i nie wiedziec że jest "przepracowany" przez kogos innego, tak?
no to może faktycznie czas to zmienić bo cała ta dyskusja kręci się w kółko bez zadnego punktu oparcia. Mam wrazenie że rozmawiamy o osobowości kamienia jak o czymś oczywistym, a nikt z nas nie ma nawet jednego konkretnego przypadku który by to potwierdził albo obalił w sposób który da się sprawdzić. osobiste odczucia to za mało.
dobra ale zeby wrocic do tego pytania o osobowość kamienia bo mnie to bardziej ciekawi niż spór o naukę, to chcę zapytac: czy ta "osobowość" to jest coś stalego? czy kamien może ją zmienić? bo jeśli można ją nadac, to chyba można ją też zmienić albo wyczyscic? 🙂
czy czyszczenie faktycznie "resetuje" kamień do jakiegoś bazowego stanu? Bo ja czysciłam swój labradoryt w wodzie solnej i potem miałam wrażenie ze jest jakby bardziej neutralny, mniej "gadatliwy". Nie wiem czy to prawda czy mi sie zdawało. :D.
a przepraszam,moze glupie pytanie ale jak sie w ogole zaczyna "poznawac" kamien? Znaczy czy jest jakas metoda dla kogos kto nie czuje sie czuły energetycznie? bo czytam wasy rozmowe i sie zastanawiam czy to jest cos czego sie mozna nauczyc
o tak, też chciałabym wiedziec. Mam dużo kamieni bo po prostu je lubię kupowac, ale nie wiem czy cokolwiek czuję. może nie mam tej wrażliwoci.
a ja wam powiem ze ta "cisza" po czyszczeniu labradorytu o której pisałam wcześniej to mnie jakos nie przestraszyła, bardziej zaciekawiła. jakby kamień potrzebował chwili dla siebie haha. ale pytanie do wszystkich: czy wy tez macie tak ze różne egzemplarze tego samego minerału czujecie zupełnie inaczej? bo mam dwa labradoryt i jeden jest jakby spokojniejszy a drugi bardziej "ostry" w odczuciu 😛
ale czy to nie moze być po prostu roznica w strukturze fizycznej kamienia? znaczy labradoryt z jednego złoża kontra z innego, różne inkluzje, różna gęstość? chyba nie musimy od razu wchodzić w "osobowość" żeby wyjaśnić że dwa kamienie tego samego rodzaju mogą sie inaczej czuć pod palcami.
czytam całą tę dyskusję i w sumie zupełnie nie wiem co myśleć. @Karolka74 z jednej strony to co mówi Karolka i Antonisia ma logikę, z drugiej strony mam w domu sporo kamieni i jednak jest jeden różaniec kwarcowy ktory zawsze mam wrażenie że jest "cieplejszy" emocjonalnie, nawet zanim go wezme do ręki. nie wiem jak to wytlumaczyc.
ehh... to co opisujecie z tym "zanim dotkniemy" to jest klasyzny przykład działania pola morfogenetycznego, Sheldrake pisał o tym bardzo dokładnie. Kamienie które długo z nami pracuja zostaja zestrojone z naszym polem energetycznym i mogą na nas oddziaływac nawet na odległość. to nie jest placebo, to jest fakt potwierdzony badaniami <3
w sumie mnie to pytanie o placebo zawsze trochę irytuje i nie dlatego że się boje odpowiedzi, tylko dlatego że nie rozumiem dlaczego musimy koniecznie to rozstrzygac 🙂 u mnie kamienie działają, czakra splotu słonecznego przestała mnie strasznie dobijać odkąd mam żółty cytryn przy sobie i nie obchozdi mnie czy to placebo czy nie, wynik jest wynik
tak w ogóle, a ja mam inne pytanie do tej dyskusji. czy wy uważacie że kamień który "nie chce" z nami pracowac to jest znak że z naszą czakra jest coś nie tak, czy raczej że ten konkretny kamień po prostu nie jest dla nas? bo mam ametyst który wszyscy polecają do Ajna i w sumie nie czuję z nim absolutnie nic, zero, cisza. i nie wiem czy to problem mój czy kamienia :P.
