Wanessa mówi o czymś ważnym - ten brak odczucia zupełny to jest chyba najbardziej zastanawiająca odpowiedź ciała. ja mam tak z pewną czakrą i żaden opis który czytałam nie pasuje bo nie ma co opisywać. po prostu nic
cisza w czakrze to nie to samo co blokada. znam osoby które mają bardzo spokojne pole i przy skanowaniu jest po prostu... równo. bez dramatycznych odczuć. problem jest kiedy ta cisza idzie w parze z tym co opisujesz w życiu - odcięciem, brakiem kontaktu z czymś. wtedy dopiero to co czujesz ręką i to co czujesz w środku razem tworzą obraz
to dobry punkt. i właściwie to jest odpowiedź na pytanie z tytułu tego wątku - gdzie jest przepaść między konceptem a rzeczywistością. bo koncepcja mówi: poczujesz, zobaczysz, będziesz wiedział. a rzeczywistość jest taka że odczucia są subtelne, niejednoznaczne i musisz mieć jakiś własny punkt odniesienia żeby je interpretować. bez tego wszystkie wskazówki są na kredyt
właśnie o to chciałam zapytać bo czytam ten wątek od początku i właśnie to mi umknęło - jak się w ogóle buduje ten punkt odniesienia? skąd wiadomo czy to co się czuje to prawdziwy sygnał z czakry czy po prostu wyobraźnia albo sugestia?
no właśnie Datura zadała pytanie które wisi w powietrzu od dawna i nikt nie odpowiedział porządnie. skąd wiesz że to nie jest sugestia? szczerze? nie wiesz. na początku nie wiesz. budujesz ten punkt odniesienia przez czas i przez porównywanie - raz czujesz coś wyraźnie, innym razem nic, i zaczynasz zauważać korelacje z tym co się dzieje w życiu. to nie jest tak że od razu masz pewność
to jest uczciwe pytanie i powiem szczerze, że większość ludzi którzy zaczynają pracę z czakrami nigdy sobie tego pytania nie zadaje. a powinni. sugestia jest realna. ja przez długi czas nie wiedziałem czy czuję coś prawdziwego czy odtwarzam to czego się spodziewam. dlatego ważne żeby sprawdzać warunki - nie wiedzieć z góry co 'powinno' tam być zanim się to sprawdzi
oj, Krzesimir bądźmy szczerzy, to jest problem z połową metod diagnostycznych w tym dziale, nie tylko ze skanowaniem. wahadełko tez łapie mikruchy jak Edek mówił wcześniej. co w ogóle mamy jako metodę która jest w miarę niezależna od sugestii? bo zaczynam myśleć że nic
może zamiast szukać metody 'obiektywnej' warto zaakceptować że diagnostyka czakr to jest dialog z własnym ciałem, nie pomiar fizyczny. i w tym sensie sugestia nie jest błędem - ona jest częścią procesu. pytanie brzmi raczej: co z tą informacją robisz. czy ją sprawdzasz w praktyce, czy tylko przyjmujesz
Zerawina ale to brzmi jak wychodzenie z problemu bokiem trochę nie? jesli kazda odpowiedz jest dobra bo to 'dialog z ciałem' to skad wiem ze idę w dobrą stronę. to troche za łatwe
Tomir ma rację w jednej kwestii - weryfikacja przez życie jest tu niezbędna. jeśli diagnostyka wskazuje na coś, a potem zaczynasz pracę i nic się nie zmienia przez dłuższy czas, to albo diagnoza była chybiona, albo metoda pracy nie pasuje, albo jedno i drugie. to jest właśnie ten punkt odniesienia o który Datura pyta - nie ufność w odczucie samo w sobie, tylko obserwacja czy coś się zmienia
czytam tę dyskusję i mam mieszane uczucia. bo z jednej strony rozumiem co mówi Zerawina o dialogu z ciałem. ale z drugiej... no właśnie przez to że nie mam pewności czy to co czuję jest 'prawdziwe' to odkładam wszystko i nic nie robię. jakby wymaganie pewności było dla mnie wymówką żeby nie zaczynać
to co Szanta właśnie napisała to jest chyba najważniejsza rzecz w tym wątku. że wymóg pewności staje się blokadą samą w sobie. i to zresztą pasuje do Anahaty - serce które czeka na gwarancje zanim się otworzy, nie otworzy się nigdy. trochę ironiczne
ojej tak, to jest to! ja tez tak miałam że ciągle szukałam potwierdzenia że to co czuje to 'naprawdę' a nie tylko wymyślam. i w kółko wracałam do punktu zero zamiast po prostu probować. w końcu ktoś mi powiedział: zacznij od czegoś małego i sprawdz czy samopoczucie sie zmienia. i wtedy jakoś ruszylo
zielone światło to klasyk dla Anahaty i naprawde działa - przynajmniej u mnie tez działało! tylko powiem że ważne żeby robić to regularnie, nie raz na dwa tygodnie jak przypomni. codzienność jest kluczem, nawet krotka praktyka
okej ale wróćmy do Szanty bo jej pytanie o tę 'przepaść' z tytułu wątku jest tu kluczowe. ona mówi że konceptualnie wie co to miłość do siebie, a w praktyce coś jej to blokuje. i cała ta dyskusja o sugestii i pewności to jest może właśnie przejaw tej samej blokady - szukanie idealnych warunków zamiast działania?
Tamarka trafia w sedno. to jest dość typowy wzorzec przy niedoczynności Anahaty - intelektualne zrozumienie konceptu przy jednoczesnym emocjonalnym od niego odcięciu. człowiek umie pięknie opisać miłość własną, cytować afirmacje, rozumieć mechanizmy. i nic z tego nie czuje w środku. ta rozbieżność sama w sobie jest sygnałem
Krzesimir, to jest dosłownie moje życie opisane w dwóch zdaniach. przeczytałam ze trzy książki o miłości własnej. znam wszystkie techniki. i dalej budzę się rano z tym samym uczuciem że coś jest nie tak ze mną. to jest właśnie ta przepaść o której chciałam mówić na początku
to co Szanta opisuje ma tez odwzorowanie w symbolice Anahaty jako czwartej czakry - ona jest pomostem między dolnymi (ziemskimi) a górnymi (duchowymi). jeśli jest rozregulowana, to często właśnie tak wygląda: intelektualna świadomość (górne czakry pracują) bez uziemienia w ciele i emocjach (dolne). wiedza bez poczucia
tu jest ważna różnica którą warto nazwać: praca z Anahata nie zastępuje pracy z wzorcami psychologicznymi. jedno i drugie może iść równolegle i wzmacniać się nawzajem. ale jeśli ktoś ma głęboki wzorzec niebycia wartą miłości z domu, to sama wizualizacja zielonego światła tego nie przepracuje. trzeba to powiedzieć wprost
Runiarka powiedziała to dobrze - praca z Anahata i praca z wzorcami psychologicznymi to nie jest albo-albo. ale mam takie pytanie do Szanty, bo chce zrozumiec o co ci chodzi z tym 'cos jest nie tak ze mna'. to uczucie pojawia sie o okreslonych porach, w konkretnych sytuacjach, czy ono jest po prostu obecne caly czas jak tlo? bo to moze duzo mowic o tym gdzie szukac.
to co Szanta opisuje to jest bardzo konkretny wzorzec, ma nawet nazwe w psychologii, nie trzeba szukac czakry zeby go zidentyfikowac. ale nie o to mi chodzi. mowie o tym ze praca z sercem w sensie energetycznym moze byc jednym ze sposobow DOTARCIA do tego wzorca, nawet jesli sama w sobie go nie 'usunie'. cialo czasem odblokowuje to, czego umysł nie puszcza.
Wienczyslawa, no ale to jest troche magiczne myslenie nie? 'cialo odblokowuje co umysl nie puszcza'. brzmii ladnie ale co to znaczy w praktyce. bo Szanta sama mowi ze czyta, wie, rozumie - i nic. moze problem jest wlasnie w tym ze szuka rozwiazania w kolejnej metodzie zamiast po prostu... zrobic cos inaczej w zyciu?
jest cos w tym co Szanta opisuje - to czekanie az cos sie okazem fałszywe, to wycofanie zanim dostaniesz - co mi przypomina Anahate ktora jest zamknieta od zewnatrz, ale tez od wewnatrz. jakby serce mialo dwie blokady: na przyjmowanie i na dawanie. i czesto pracujemy tylko na jednej osi a zapominamy ze to jest uklad.
