A czy jest jakaś bezpieczniejsza wersja tej pracy którą można robić samemu? Bo nie każdy ma dostęp do terapeuty albo środki na sesje. Pytam bo chcę zrozumieć co jest w ogóle opcją dla kogoś kto zaczyna sam.
Potwierdzam to pisanie z własnego doświadczenia, u mnie to działa lepiej niż sama medytacja. Siedziałam kiedyś nad kartką i nagle zaczęłam płakać z czegoś o czym myślałam że dawno przepracowałam i to był taki płacz że poczułam że całe biodra mi się rozluźniły. Dosłownie fizycznie. To brzmi może dziwnie jak tak piszę ale to było bardzo wyraźne.
Celestyna, nie brzmi dziwnie, ja miałam podobnie. Chociaż u mnie nie było płaczu tylko takie gwałtowne ziewnięcie i dreszcze i poczucie że coś gdzieś wyszło. Podobno to typowe reakcje uwalniania energii. Nie wiem czy to tak działa 'oficjalnie' ale czułam wyraźną różnicę przed i po.
To co Celestyna i Irga opisują z tym fizycznym uwalnianiem, ja to miałam dokładnie tak samo. Dreszcze, ziewanie, raz nawet płakałam bez powodu w połowie zwykłego pisania o pracy. I właśnie to jest dla mnie dowód że to nie jest 'tylko głowa', że sakralna naprawdę trzyma coś w ciele. Ale mam pytanie do bardziej doświadczonych: czy to uwalnianie może być gwałtowne? Bo słyszałam że czasem ludzie mają coś w rodzaju mini-kryzysu po takiej pracy i trochę się tego boję.
ok to troche mnie uspokaja ale dalej nie wiem jak odroznic ze to jest praca na sakralnej a nie ze po prostu mam gorszy dzien i jestem smutny. jak to wyglada ze 'to jest energia a nie nastroj'? bo troche wszystko mi sie miesza
Wracając do tego co Ludwiczek napisał o konkretnym momencie zamknięcia, bo mi to chodzi po głowie. To jest dosyć rzadkie że ktoś tak wyraźnie identyfikuje punkt zwrotny. Większość osób z blokadą sakralnej mówi 'zawsze taki byłem' albo 'nie wiem skąd to'. Czy to że pamiętasz ten moment ułatwia pracę czy utrudnia? Pytam serio, bo mam z tym różne doświadczenia w obie strony.
to jest naprawde ciekawe pytanie Kasjopejo. Z jednej strony ulatwia bo wiem dokad 'isc' w medytacji mam punkt orientacyjny. z drugiej strony, wlasnie dlatego ze to konkretne i pamietane jest w tym wiecej oporu. Jakbym szedl do czegos co znam i nie chce znac. Jak do pokoju ktory widze przez szybę ale nie otwieram. To paradoks, ale chyba rozumiesz co mam na mysli.
Ludwiczku, ten obraz szyby który powtarzasz, to mi mówi coś ważnego. Ta szyba jest aktywna, znaczy to nie jest że nie pamiętasz ani że wyparłeś, tylko że widzisz i świadomie nie wchodzisz. I wiesz co, to jest moim zdaniem lepszy punkt startowy niż kompletna nieświadomość. Bo przynajmniej masz kontakt z tym miejscem, nawet jeśli przez szybę. Praca polega na tym żeby najpierw usiąść przy tej szybie i pobyć. Nie otwierać. Pobyć.
hej a ja mam pytanie troche z innej beczki bo caly czas czytam o pisaniu i medytacji ale co z kamicniami? bo przy Swadhisthanie czesto polecaja karneol i miesięczny kamien i sam mialem sensacje przy karneolu calkiem wyrazne, cieplo w dolnym brzuchu. czy ktos to testowal aktywnie i widzi efekty czy to bardziej wspomagacz?
a ja mam pytanie bo jestem tu nowa przy tym temacie, czy przy blokadzie sakralnej mogą być objawy które wyglądają jak coś z czakrą korzenia? bo ja mam i lęk i problemy z dolnym brzuchem jednocześnie i nie wiem która czakra 'mówi'. Może obie?
obserwuję ten wątek i wracam do pytania które chyba zostawiłem bez odpowiedzi wcześniej. Budowanie poczucia bezpieczeństwa, Wrozbit mówił o chodzeniu boso itd. ale jak długo to zajmuje zanim poczujesz że masz wystarczającą podstawę żeby zacząć iść głębiej? bo mi się zdaje że mógłbym chodzić boso przez rok i dalej mieć opór przed właściwą pracą.
wchodzę tu bo czytam od dłuższego czasu i chce zapytać o coś co mnie zastanawia. dużo jest tu o mężczyznach z blokadą sakralnej ale tytuł wątku mówi o historii. czy ktoś mógłby sprecyzować co rozumiecie przez 'pracę z historią' w kontekście energetycznym? bo rozumiem terapeutyczne podejście ale jak to wygląda gdy idziemy czysto ścieżką czakrową?
Tarninka, to trafne pytanie i nie ma jednej odpowiedzi. Dla mnie praca z historią w kontekście czakrowym to nie jest przetważanie narracji, czyli 'co się stało i dlaczego'. To jest bardziej: zlokalizowanie gdzie w ciele to żyje, poczucie jaką ma konsystencję, temperaturę, kształt. I potem bardzo powolne bycie z tym, bez próby tłumaczenia. Ciało zna zdarzenie wcześniej niż umysł zdąży je nazwać.
notuję sobie tę rozmowę bo to jest jeden z lepszych wątków jakie tu widziałam przy temacie sakralnej. Mam własne obserwacje z porównywania różnych podejść: praca przez narrację (pisanie, mówienie o tym co się stało) kontra praca przez ciało (oddech, ruch, bycie z odczuciem) daje u mnie zupełnie inne efekty i w różnych momentach potrzebuję czegoś innego. Nie wiem czy to zależy od tego co jest aktualnie 'na wierzchu' czy od fazy Księżyca haha, ale naprawdę czuję że różne metody trafiają w różne warstwy.
Oksanka, a co notujesz konkretnie? bo mam wrażenie że w takich wątkach jest dużo 'u mnie działa' bez danych. jestem ciekawa co byś powiedziała jak podsumować po np. miesiącu pracy tą lub tamtą metodą. bo w astrologii jak śledzę tranzyty to mam punkt odniesienia. tu tego brakuje.
chciałam wrócić do tego co Plejadka pisała o pisaniu, bo sama zaczęłam to robić po tym wątku i chcę zapytać: czy jest jakaś wskazówka co do tego jak długo pisać? bo raz siedziałam 10 minut i poczułam że nic, a raz pisałam prawie godzinę i po wszystkim miałam to rozluźnienie o którym mówiłyście. czy jest jakaś minimalna dawka albo to jest po prostu jak wychodzi?
no więc piszę co się ze mną działo przy tym pisaniu, bo pytałam wcześniej o czas i nikt jakoś nie odpowiedział wprost. Okazało się że u mnie nie chodzi o minuty tylko o to czy ciało 'wchodzi'. Jak siadałam z zegarkiem i myślałam ok mam 20 minut to wychodził tekst suchy, bardziej jak relacja. A jak po prostu zaczęłam pisać bez limitu i zatrzymywałam się kiedy poczułam że coś się rozluźnia w brzuchu, to czasem 8 minut, czasem 40. Nie wiem czy to pomaga komuś ale dla mnie ten sygnał z ciała okazał się ważniejszy niż czas
ale jak ktoś nie czuje żadnego sygnału z ciała to co? bo ja na przykład nie czuję tego rozluźnienia o którym piszecie i nie wiem czy to że nie czuję to jest właśnie blokada, czy po prostu jestem nieczuła na te rzeczy. trochę frustrujące że wszyscy piszą 'poczujesz kiedy' a ja nie czuję nic
to co Tunia opisuje to jest chyba jeden z największych problemów przy pracy z ciałem w ogóle. To rozróżnienie między napięciem fizycznym a energetycznym blokuje bardzo dużo osób na starcie. I szczerze? nie jestem pewna czy to rozróżnienie jest nawet potrzebne na początku. Może napięcie mięśniowe w tym miejscu i 'zastój energii' to jest po prostu to samo, opisywane innym językiem.
no Kasjopeja ale to by oznaczało ze praca fizyczna, rozciaganie, joga itd daje te same efekty co medytacja i wizualizacja i nie wiem czy tak jest. Bo z mojego doswiadczenia te metody daja inne jakosci rezultatu nawet jesli oba cos robia
wracam do watku bo bylem offline kilka dni. chce odpowiedziec na to co Boguslawa pisala o tej szybie, bo to zostalo ze mna. napisala ze widze i swiadomie nie wchodze i ze to lepszy punkt startowy niz nieswiadomosc. Robilem ostatnio krotka medytację z oddechem do dolnego brzucha i na chwile ta szyba jakby... nie zniknela ale stala sie mniej przezroczysta. Jakby mgla zamiast szkla. nie wiem czy to postep czy cofnięcie
Ludwiczku, mgła zamiast szkła to jest zmiana i to ciekawa zmiana. Szkło trzyma dystans ale widać przez nie. Mgła nie daje widoku, ale jest bliżej, bardziej intymna, można w niej stać. Pytanie co czułeś w ciele w tym momencie zamieniania?
to co Ludwiczek opisuje przy tym wychodzeniu z medytacji kiedy pojawia się ciepło, to jest klasyczny przykład tego co czasem nazywa się progiem obronnym. Ciało daje dostęp, a potem natychmiast go cofa zanim zdążysz zobaczyć co za nim jest. I to nie jest słabość ani błąd, to jest mechanizm ochronny który kiedyś miał sens. Pytanie nie brzmi 'jak go sforsować' tylko 'co sprawia że ciało czuje się na tyle bezpiecznie żeby nie cofać'.
to co Unakitka pisze o progu mnie uderza bo u mnie jest podobnie. Dochodzę do czegoś w medytacji i zamiast zostać po prostu myślę o zakupach albo o pracy. Jakby głowa sama odciągała uwagę. Czy to jest to samo co u Ludwiczka, ten odruch wyjścia?
przepraszam że wchodzę ze swoim ale nawiążę do tego co Helenka pisała wcześniej o sesji z kimś z zewnątrz. No właśnie chciałam to zrobić ale mam problem praktyczny, jak znaleźć kogoś kto się na tym zna i nie jest zwykłym szarlatanem? bo czytam że jest dużo ludzi którzy biorą kasę za nic. Czy jest jakiś sposób żeby ocenić?
no i właśnie tu mam problem z całą tą diagnostyką 'z zewnątrz'. Jak mi ktoś mówi co czuję w mojej sakralnej, to skąd mam wiedzieć że to prawda a nie projekcja albo po prostu czytanie z mowy ciała i zgadywanie? Nie mówię że wszyscy są szarlatanami, ale kryterium weryfikacji jest dla mnie tu zerowe. Jak wy to sprawdzacie?
