Chciałem ten temat otworzyc bo widze ze w wiekszosci watkow o Swadhisthanie pisza kobiety i problematyka jest troche inna. A u mezczyzn to calkiem inny rodzaj zablokowania. Moje obserwacje sa takie ze u facetów blokada sakralnej bardzo czesto nie objawia sie wcale przez seksualnosc sama w sobie, tylko przez taki dziwny emocjonalny mur. Brak kontaktu z wlansym cialem, z odczuwaniem. Jakby ta czakra byla zamknieta szczelnie i czlowiek zyje z glowy. sam przez kilka lat tak funkcjonowalem zero odczuwania w okolicach bioder, mrowienie przy skanowaniu dlonia wlasciwie nie istnieje, wahadelko nad Swadhisthana krecilo mi sie zaledwie w malych elipsach albo stalo. pytanie do was, czy ktos mial do czynienia z meska wersja tej blokady i od czego zaczal prace?
O, temat bardzo potrzebny. Pracuję z czakrami od jakichś 4 lat i faktycznie, kiedy robiłam skanowanie innym osobom, to u mężczyzn ta czakra zachowuje się inaczej. Często jest taka jakby... uśpiona? Nie przymknięta z napięcia tylko po prostu nieaktywna, wyłączona. Natomiast mam pytanie, bo jesteś mężczyzną i to interesujące świadectwo, czy ty sam wiedziałeś że coś nie gra zanim zacząłeś pracę z czakrami, czy to był taki totalny nieświadomy stan?
Mówisz o emocjonalnym murze i to jest akurat bardzo trafne określenie. W tradycji tybetańskiej ta przestrzeń energetyczna u mężczyzn bywa opisywana inaczej niż u kobiet i to nie jest kwestia seksualna w sensie dosłownym, to kwestia tego czy człowiek w ogole pozwala sobie na przepływ. Historia osobista robi tu robotę, nie techniki. Zanim człowiek wejdzie w mantrę VAM i wizualizację pomarańczowego światła, warto zapytać: co się stało że to zamknął. Bo u kobiet to często jest jasne, jakiś konkretny moment. U mężczyzn to zwykle latami narastające wygaszanie.
Nie wiem czy dobrze rozumiem o czym mówicie. Czyli ta czakra sakralna odpowiada nie tylko za seksualność ale ogólnie za emocje? Bo ja zawsze myślałem że to bardziej kwestia libido i tyle. Trochę nowe podejście dla mnie.
Sakralna to woda, ruch, emocje, przyjemność, kontakt ze swoim ciałem i tak, seksualność też, ale jako jedna z tych rzeczy a nie jedyna. Libido to wierzchołek góry lodowej. U wielu mężczyzn ta czakra wygląda tak: libido technicznie działa, a reszta jest zamrożona. Kontakt z własnymi emocjami zerowy, przyjemność traktowana instrumentalnie. To nie jest czakra aktywna, to jest czakra z jednym otwartym kanałem i resztą zabetonowaną.
No właśnie, dokładnie tak. I tu zaczyna się problem bo wielu facetów idzie od razu w VAM i medytację i nic sie nie rusza bo nie ma na czym pracować jeśli nie odblokuje się najpierw warstwy emocjonalnej. Ja polecam zacząć od pracy z oddechem w okolicach bioder, jakieś 20 minut dziennie brzuszne oddychanie, i dopiero po kilku tygodniach dodawać mantrę.
Rozumienie to za mało, zgadzam się. Ale powiedziałabym ostrożnie co do tych przekonań, bo wchodzisz tu na teren psychologii i to jest ok, ale czakra to nie jest tylko umysł. To jest ciało przede wszystkim. Widziałam ludzi którzy latami pracowali z przekonaniami w głowie i ciało nadal było zablokowane. I odwrotnie, praca przez ciało, przez ruch, przez taniec, przez kontakt z wodą, potrafiła ruszyć coś czego lata terapii nie tknęły.
wybaczcie że się wtrącam ale mam pytanie, bo zupełnie nie wiem od czego zacząć. skąd wiedzieć że to właśnie sakralna jest zablokowana a nie na przykład korzenia? bo te objawy które opisujecie, emocjonalny mur, brak kontaktu z ciałem, to mi sie kojarzą też z muladharą. jak to rozróżnić?
Zwróciłabym uwagę na jedno, żebyście nie wpadli w pułapkę zbyt szybkiej diagnostyki. Temat ważny i dobrze że jest, ale to że ktoś ma emocjonalny mur nie znaczy automatycznie że to Swadhisthana ani nawet Muladhara. Mogą być zaangażowane czakry wyższe, Manipura i kwestie kontroli na przykład. Praca z czakrami od dołu jest sensowna jako zasada ogólna, ale nie zawsze objawy układają się grzecznie według schematu.
Zapisuję sobie ten wątek bo to jest naprawdę ciekawe spostrzeżenie. W swoich notatkach mam już kilka przypadków gdzie wahadełko nad Manipurą u mężczyzn kręciło się szybko i szeroko, a nad Swadhisthaną prawie nic. Wcześniej myślałam że to przypadek, ale jak to teraz czytam to widzę wzorzec. Wrozbit, czy to jest w jakiś sposób opisane w literaturze którą znasz, ten kompensacyjny schemat Manipura kontra Swadhisthana?
A jak w ogóle pracować z Swadhisthaną jeśli ktoś jest totalnym debiutantem i nie czuje nic przy skanowaniu dłonią? Pytam bo sama jestem na początku i zastanawiam się czy to umiejętność którą się nabywa czy jedni po prostu to czują a inni nie.
Odczuwanie się rozwija. To nie jest talent wrodzony tylko uwaga skierowana na ciało. Zacznij od prostego ćwiczenia, połóż dłonie na brzuchu na poziomie kilka centymetrów pod pępkiem, poczuj ciepło własnego ciała, potem powoli odsuwaj dłonie i zauważ gdzie ciepło zanika. To nie jest żadna magia, to kalibracja uwagi. Reszta przychodzi z czasem.
Ojej, weszłam w ten temat trochę przypadkiem ale bardzo się cieszę. Mam pytanie trochę z innej beczki, bo zauważyłam że jak próbuję medytować na sakralną to mi się kręci w głowie i robi niedobrze. To znaczy że coś drgnęło i to normalne czy raczej że źle pracuję?
Zawroty głowy i mdłości przy pracy z dolnymi czakrami to może być kilka rzeczy i naprawdę nie powiem ci co to znaczy bez więcej informacji. Ile trwa ta medytacja, jak oddychasz, czy to pierwszy raz czy za każdym razem tak się dzieje? Nie chcę gdybać bo to mogą być zupełnie różne przyczyny.
Wracając do tematu głównego, bo trochę zeszliśmy. Mnie interesuje co Ludwiczek mówił o tym że samo rozumienie nie wystarczy. To jest chyba sedno całego problemu przy pracy z historią osobistą. Rozumiesz że tak jest, wiesz skąd, a i tak ciało trzyma. Czy ktoś z was miał doświadczenie z metodą gdzie praca szła przez ciało, przez ruch, i faktycznie coś drgnęło w sakralnej? Bo Helenka wspomniała o tańcu i to mnie zainteresowało.
Tarninka poruszylas dokladnie to o czym mysle od dluzszego czasu. Cialo trzyma tak, to jest dobre okreslenie. Ja to poczulem bardzo fizycznie, w sensie ze rozumialem skad te wzorce rozumialem dlaczego ojciec tak mowil, dlaczego srodowisko tak ksztaltowalo, a i tak przy pewnych emocjach robilem sie twardy w klatce piersiowej i w brzuchu. jakby byla szyba miedzy mna a tym co czuje. i medytacja sama w sobie tej szyby nie rozbijala. Dopiero jak zaczalem pracowac z cialem fizycznie, ruch, dotyk oddech w konkretnych miejscach, cos zaczelo puszczac.
właśnie, ta szyba to świetne określenie. I co ty przez to fizyczne rozumiesz, bo nie chcę źle interpretować? Bo czy to znaczy że bez pracy z terapeutą albo bioenergoterapeutą się nie da czy raczej że samemu można tylko inne metody trzeba dobrać?
Wchodząc w ten wątek z szybą, bo to mi się skojarzyło z czymś ważnym. Ta szyba to jest często ochrona, nie przypadkowa blokada. Ciało robiło to po coś. I jeśli podchodzisz do pracy z sakralną jak do wyburzania muru, to możesz być zaskoczony że coś się broni. Bo część ciebie nie wie jeszcze czy jest bezpiecznie czuć. To jest dla mnie fundament zanim w ogóle zacznę rozmawiać o VAM czy kamieniach.
Ok ale jak to zbudować to poczucie bezpieczeństwa, bo rozumiem koncepcję ale co konkretnie robić? Bo to trochę brzmi jak 'najpierw bądź spokojny a potem pracuj nad spokojem'.
no właśnie Wrozbit mówi to co i ja wcześniej, chodzenie boso, kontakt z ziemią, to działa zadziwiająco dobrze na mężczyzn którzy są 'w głowie'. Ja to czuję dosłownie, po 20 minutach na trawie jest inaczej w ciele. Nie wiem jak to tłumaczyć energetycznie ale efekt jest.
Przepraszam że wejdę z innej strony, bo zaglądam tu i jakoś mnie uderza jedno: czy jesteście pewni że to co opisujecie jako blokadę sakralnej to na pewno nie jest po prostu osobowość albo temperament? Pytam serio, nie złośliwie. Niektórzy mężczyźni są po prostu bardziej zamknięci emocjonalnie i to nie musi być żadna blokada czakry, może być po prostu tacy są. Gdzie jest ta granica?
Pyromantka poruszyłaś coś istotnego ale ja bym jednak powiedziała że dla mnie kluczowe jest właśnie to poczucie że 'coś blokuje'. Ludzie z temperamentem introwertycznym zwykle nie mają poczucia że im czegoś brakuje albo że gdzieś coś ugrzęzło. A mężczyźni którzy piszą do mnie o pracy z sakralną prawie zawsze mówią 'czuję że powinienem czuć więcej ale nie mogę'. To jest inna jakość niż po prostu 'taki jestem'.
Ok, to ma sens. Chociaż nadal bym była ostrożna z diagnozowaniem, bo to 'powinienem czuć więcej' może też być kulturowy przymus bycia bardziej emocjonalnym który sami sobie nakładamy. Nie każdy musi płakać na filmach żeby mieć zdrową sakralną. Ale zostawię to, bo to by nas wyprowadziło zbyt daleko.
Ten wątek z temperamentem kontra blokadą jest naprawdę ważny. Chciałabym tylko dorzucić jedno, bo mi to pomaga przy analizie: blokada zwykle ma kontekst historyczny, tzn. było coś co ją stworzyło. Moment, epizod, długotrwały klimat emocjonalny. Jeśli ktoś potrafi wskazać 'wtedy zacząłem się zamykać' albo 'w tej relacji coś we mnie umarło' - to jest mocny sygnał że to blokada a nie temperament. Temperament jest z człowiekiem od urodzenia.
Unakitka wlasnie tak. ja dokladnie pamietam kiedy. Nie chce wchodzic w szczegoly ale byl konkretny wiek i konkretna sytuacja i po niej cos sie we mnie zamknelo bardzo wyraznie. I to nie zniknelo samo z siebie przez kolejne lata, a rozumialem intelektualnie co sie wtedy stalo od dawna. Dlatego wlasnie pytanie jak pracowac z ta historia jest dla mnie kluczowe, bo samo zrozumienie nie wystarczylo.
Ludwiczku, to o czym piszesz, ten moment zamknięcia, to jest często miejsce do którego trzeba wrócić nie żeby go przeżyć jeszcze raz, ale żeby dać temu świadectwo. W medytacyjnej pracy z sakralną jest technika siedzenia przy tej scenie bez prób zmieniania jej. Tylko patrzenie. Wiem że to brzmi prosto ale dla wielu mężczyzn to jest bardzo trudne i właśnie tam często coś puszcza.
przepraszam że znowu wchodzę z głupim pytaniem ale jak to wygląda praktycznie, to siedzenie przy tej scenie? bo nie do końca rozumiem, czy to wizualizacja, czy wspomnienie, czy co? bo boje sie że zrobie to nie tak i sobie zaszkodze zamiast pomoc
