Ostatnio coraz częściej widzę na różnych grupach i forach osoby, które twierdzą że mają 'w pełni otwartą Sahasrarę' i na tej podstawie uzasadniają naprawdę... dziwne rzeczy. Dosłownie wszystko - odcięcie od rodziny bo 'niskie wibracje', rezygnacja z pracy bo 'materializm blokuje koronę', jedzenie tylko światła bo 'ciało jest iluzją'. I moje pytanie jest takie - czy to jeszcze praca z czakrą korony, czy to już coś niepokojącego? Skąd w ogóle wiadomo, że Sahasrara jest faktycznie otwarta, a nie po prostu... rozregulowana albo nadaktywna? Bo mi się wydaje, że te dwa stany mogą wyglądać podobnie z zewnątrz, a czuć się zupełnie inaczej od środka. Zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu i chciałam posłuchać co wy o tym myślicie.
To bardzo ważne pytanie i cieszę się, że ktoś w końcu to poruszył. Czakra korony nadaktywna to nie jest to samo co otwarta i myślę, że tutaj jest sedno problemu. Przy zdrowym, zrównoważonym otwarciu Sahasrary człowiek czuje jedność, spokój, poczucie sensu - ale nadal jest zakorzeniony, nadal funkcjonuje w codzienności. Natomiast przy nadczynności korony pojawia się właśnie to co piszesz - oderwanie od rzeczywistości, poczucie wyższości, lekceważenie ciała i spraw przyziemnych. Jeden z moich nauczycieli mówił, że prawdziwe otwarcie korony to nie 'ucieczka w górę', tylko poszerzenie perspektywy przy zachowaniu pełnej obecności tu i teraz. Pytanie do ciebie - czy te osoby, o których piszesz, mają w ogóle zrównoważone niższe czakry? Bo bez solidnego fundamentu w Muladharze żadne otwarcie korony nie jest stabilne.
No właśnie, i tu mam wątpliwość. Skąd w ogóle ktokolwiek wie, że jego czakra korony jest 'otwarta'? Serio pytam. Bo to trochę tak, jakby ktoś powiedział 'czuję że mam otwartą koronę' i nagle wszystkie jego dziwne decyzje stają się uzasadnione duchowo. To jest nieweryfikowalne. Anastazja, rozumiem co piszesz o tym spokoju i poczuciu jedności, ale to też można sobie po prostu wyobrażać, nie? Gdzie jest jakikolwiek punkt odniesienia poza własnym subiektywnym odczuciem?
Lucynka trafila w sedno ale ja bym podszedl do tego troche inaczej. Znalem w zyciu kilka osob ktore weszly w to co mozna nazwac 'spiralą duchową' i powiem wam ze z zewnatrz to nie wyglada jak oswiecenie, wyglada jak czlowiek ktory powoli gubi kontakt z ziemia. Ciekawe jest tez to ze czesto idzie za tym porzucanie relacji, kasy, zdrowia fizycznego - a przeciez zdrowa korona nie powinna niszczyc tego co nizej, tylko to integrować. mialem znajomego ktory przez rok jadl wylacznie owoce i twierdzil ze to 'oczyszczanie pola energetycznego pod Sahasrare' - skonczylo sie hospitalem. Gdzie jest granica? wedlug mnie granica jest wtedy kiedy duchowość zaczyna kolidowac z podstawowym funkcjonowaniem i dobrostanemi fizycznym.
No w końcu ktoś powiedział coś sensownego. Mistyk ma rację i dodam od siebie - w tradycjach z których wywodzi się system czakr, Sahasrara nie jest celem samym w sobie, tylko punktem integracji całego systemu. Żaden poważny nauczyciel jogi ani tantry nie mówił, że otwarcie korony oznacza odrzucenie ciała albo relacji. Odwrotnie. Jeśli ktoś używa 'otwartej Sahasrary' jako wytłumaczenia żeby zerwać kontakty, to albo ma poważną blokadę gdzie indziej, albo - i to mówię wprost - ma problem, który powinien zająć się psycholog, nie energoterapeuta.
ojej, trochę mnie zmroziło tym wpisem Znachornika bo właśnie ostatnio myślałam o tym że mam jakieś 'przebudzenie' korony i czułam sie z tym super, a teraz się zastanawiam czy dobrze to interpretuję. Skąd mam wiedzieć, czy to co czuję to zdrowe otwarcie czy właśnie ta nadaktywność? Czuję dużo 'lekkości', czasem mrowienie w czubku głowy, takie wrażenie jakby mózg był trochę... otworzony? Ale nadal chodzę do pracy i kontakty z rodziną mam w porządku. Czy to jeszcze bezpieczne?
właśnie o tym myślałam słuchając całej tej rozmowy. Jest chyba taki moment w pracy z czakrami gdzie człowiek zaczyna interpretować wszystko przez pryzmat energii i to może być pułapka. Miałam przez jakiś czas taką fazę, ze każdy ból głowy = blokada Ajny, każde zmęczenie = zastój w Manipurze, każdy smutek = Anahata zamknięta. To jest super wyczerpujące mentalnie i chyba nie o to chodzi. A wracając do tematu wątku - myślę ze ekstremizm duchowy bierze się własnie z tego, że ktoś przestaje rozróżniać symbol od dosłowności. Czakra korony łączy z wyżym - tak, ale to metafora procesu, nie licencja na odlatywanie.
Cesarzowna trafnie to ujęłaś. I właśnie to mnie zastanawia - jak rozróżnić autentyczne doświadczenie od projekcji? Bo ludzie o których pisałam na początku wydają się absolutnie szczerze przekonani, że ich odcięcie od 'matriksa' to efekt pracy z koroną. Znachornik napisał o psychologu i tu też mam pytanie - czy jest w ogóle jakaś granica, przy której powinno się powiedzieć wprost: 'to już nie jest duchowość, szukaj pomocy gdzie indziej'?
Według mnie ta granica jest dość wyraźna jeśli ktoś chce ją zobaczyć. Kiedy duchowość prowadzi do izolacji, do zaniedbywania zdrowia fizycznego, do poczucia wyższości nad 'nie-przebudzonymi', kiedy człowiek rezygnuje z jedzenia albo snu tłumacząc to pracą energetyczną - to są sygnały alarmowe, niezależnie od tego czy mówimy o czakrach, o religii czy o czymkolwiek innym. Problem jest taki, że środowiska ezoteryczne często nie mają mechanizmów żeby komuś powiedzieć 'hej, przekroczyłeś granicę'. Wszyscy są dla siebie bardzo mili i wspierający, nikt nie chce 'blokować czyjejś ścieżki'. I to jest właśnie problem.
Znachornik mówi coś co chyba wszyscy wiemy, ale mało kto mówi głośno. Byłam kiedyś w grupie medytacyjnej gdzie jedna osoba zaczęła twierdzić, że nie potrzebuje już leków na tarczycę bo 'Vishuddha jest teraz w pełni otwarta i przejęła funkcję gruczołu'. Nikt jej nie powiedział że to niebezpieczne, wręcz przeciwnie, kilka osób gratulowało 'odwagi'. Mnie to naprawdę przeraziło. Nie wiem co się z nią stało bo odeszłam z tej grupy, ale takie rzeczy zdarzają się naprawdę.
ojejku Halineczka, to jest przerażające! trakuje też leki na tarczyće to jest serio niebezpieczne! ale mam pytanko - czy to znaczy że praca z czakra gardła w ogóle nie ma sensu przy problemach z tarczycą, czy chodzi tylko o to żeby nie zastępować medycyny? bo ja mam Hashimoto i czytałam ze Vishuddha może pomagać jako wsparcie, nie zamiast leczenia. czy ktoś ma doswiadczenie?
wracam do głównego wątku bo mam wrażenie ze trochę odchodzimy od pytania Orlikowej. Ona pytała o granicę między otwarciem a szaleństwem i mi się kręci w głowie jedna myśl. W astrologii jest taki koncept - różnica między Neptunem jako wyższą oktawą inspiracji a Neptunem jako źródłem iluzji i ucieczki od rzeczywistości. To jest dokładnie ta sama energia, która może iść w dwie strony. Myślę że z Sahasrarą jest tak samo. Ta sama czakra, ta sama aktywacja, ale w zależności od tego czy człowiek jest uziemiony czy nie, może go wynosić albo odcinać. Może klucz jest właśnie w tym jak ktoś sobie radzi z rzeczami przyziemnymi podczas pracy z koroną?
Julitka to ciekawe porownanie z Neptunem. Sam nie znam sie za bardzo na czakrach ale czytam ten watek z zainteresowaniem i mam takie proste pytanie - czy jest w ogole jakis sposob zeby z zewnatrz odroznic czy ktos 'odlatuje' ze wzgledu na prace z korona czy po prostu ma problemy psychiczne niezwiązane z ezoteryką? Bo z tego co czytam te objawy brzma podobnie.
nie jestem ekspertem ale mam brata ktory przeszedl przez cos takiego i powiem wam ze z bliskiej perspektywy to wyglada przerazajaco. Zaczal od medytacji potem coraz wiecej, potem zaczal mowic o 'przebijaniu korony' i ze rodzina go nie rozuie bo jest na 'nizszym poziomie swiadomosci'. To byl dokladnie ten schemat co Znacornik opisal. Skonczylo sie psychiatra i nie mowie tego zlosliwie, mowie to bo naprawde - czasem potrzeba kogos z zewnątrz zeby powiedziec dosc. wiec ten watek jest wedlug mnie wazny.
Kappi, przykro mi ze tak wyszło z bratem, ale dzieki ze to napisales bo to jest wlasnie ta realna konsekwencja o ktorej warto mowic. I tu mam pytanko do Anastazji albo Znachornika - czy jest cos w samej praktyce pracy z czakra korony co powinno byc 'zabezpieczeniem'? Jakas kolejnosc, najpierw niższe czakry, potem wyzsze, cos takiego? Bo mam wrazenie ze duzo ludzi zaczyna od góry bo to brzmi bardziej ekscytujaco.
I właśnie to jest sedno. Anastazja dobrze opisała sekwencję, ale dodam coś praktycznego - praca z Sahasrarą bez zakorzenionej Muladhary to jak budowanie dachu bez ścian. Dosłownie. Widziałem to tyle razy że już mnie nie dziwi, tylko smuci. Człowiek trafia na jakieś intensywne doświadczenie przy wierzchołku głowy, interpretuje to jako 'przebudzenie korony' i zaczyna zaniedbywać to co przy ziemi. A energie wyższych czakr bez zakorzenienia nie mają po prostu gdzie opaść.
ale jak to w ogóle sprawdzic czy ma sie ta Muladhare zakotwiczona zanim zacznie sie prace z korona?? jest jakas metoda diagnostyki czy tylko wahadełko? bo ja np czesto sie czuje jakby unosilam sie ponad problemami i mysłałam że to dobrze ale teraz nie wiem czy to nie jest wlasnie ten problem o ktorym pisza 🙁
przepraszam ze wchodzę w środek ale czytam ten watek od jakiegos czasu i mam pytanie moze naiwne - czy mozna miec nadaktywna korone i jednoczesnie zablokowany korzeń? bo z tego co tu czytam to wyglada jakby te dwie czakry mogly zyc wlasnym zyciem niezaleznie od siebie i to mnie troche dezorientuje
to dryfowanie o którym pisze Anastazja - znam to pojęcie z innej strony, w astrologii silny Neptune bez aspektów gruntujących daje dokładnie ten sam obraz. człowiek żyje we mgle własnych wizji i jest absolutnie przekonany że to jest wyższy poziom percepcji. i tu mam pytanie do was wszystkich - czy ktoś zna kogoś kto z tego dryfowania sam wyszedł, bez zewnętrznej pomocy?
Julitka, moj brat nie, potrzebowal pomocy. ale znam jedna osobe z grupy dyskusyjnej ktora sama sie z tego wyciagnela i powiedziala ze kluczowe bylo kiedy zaczela gotowac. dosłownie. zaczela gotowac zupy, chodzic na targ, dotykac warzyw. smialismy sie troche z tego, ale ona mowila ze to bylo pierwsze co ja z powrotem uziemilo po miesiacach latania.
o! to bardzo ciekawe co Pereplut pisze o gotowaniu. ja ostatnio kupiłam sobie turmalin czarny właśnie na uziemienie i mam wrazenie ze pomaga ale moze to cos tak prostego jak gotowanie działa lepiej? czy te kamienie to nie jest trochę placebo w takim razie?
wracam do pytania Julitki bo mnie to nurtuje. myślę że wyjście bez pomocy jest możliwe ale wymaga jednej rzeczy - żeby człowiek SAM zauważył że dryfuje. i właśnie to jest problem bo z wewnątrz to nie wygląda jak dryfowanie, wygląda jak przebudzenie. jak ktoś w tym jest, to skąd ma wiedzieć?
Cesarzowna, dokladnie to samo myslalem. moj brat na zaden argument nie reagowal bo dla niego kazda proba rozmowy byla 'oporem matriksa'. wiec moze pytanie powinno brzmiec nie 'jak on ma to rozpoznac' tylko 'jak my z zewnatrz mozemy pomoc'. bo liczyc na samodiagnoze w tym stanie to troche jak liczyc na to ze ktos z goraczka sam zmierzy sobie temperature
Kappi ma rację i to jest najtrudniejsza część. Pamiętam tę osobę z grupy, tę z tarczycą - przez jakiś czas myślałam że może się mylę, może ona wie coś czego ja nie wiem. Dopiero kiedy zaczęła mieć realne objawy fizyczne to coś drgnęło w grupie i kilka osób razem powiedziało: idź do lekarza. Jedna osoba by nie przeszła.
czytam to i mam takie wrażenie że to co opisujecie - matriksowa narracja, wyższość, odcięcie od bliskich - to nie brzmi jak sprawa czakr w ogole, to brzmi jak mechanizm grupowy. że nie chodzi o to co czakra korony robi, tylko o to w jakim środowisku ktoś przebywa. czy macie poczucie ze te 'ekstremalne' przypadki to częściej wynik praktyki samotnej czy grupowej?
Niegłupie pytanie Swiatowid i odpowiedź jest niejednoznaczna. Grupowa dynamika potrafi przyspieszyć i wzmocnić zarówno dobre jak i złe procesy. Widziałem grupy które były faktycznym oparciem i widziałem takie gdzie lider wzmacniał dysocjację jako cnotę. Ale znam też ludzi którzy w pełnej izolacji, bez żadnej grupy, weszli w bardzo podobny stan - sam na sam z własnymi interpretacjami doświadczeń. Kontekst ma znaczenie, ale nie jest jedynym czynnikiem.
właśnie o to chodzi - osoby które opisałam na początku to nie jest żadna zamknięta sekta, to ludzie którzy siedzą głównie w sieci, w różnych grupach, czytają różne rzeczy. i właśnie ta fragmentaryczność mnie niepokoi bardziej niż jakiś jeden guru. bo nie ma kto powiedzieć stop, nie ma żadnego nauczyciela który ponosi odpowiedzialność. każdy sam dobiera sobie treści które potwierdzają jego stan.
