Sprawa wymowy HAM jest trochę skomplikowana bo zależy od tradycji. W niektórych podejściach wymawia się końcowe "m" jako nasalizację (takie nosowe zamknięcie), w innych bardziej jako mruczenie. Praktycznie dla początku to nie ma aż takiego znaczenia, istotna jest intencja i świadomość miejsca w ciele gdzie kierujesz dźwięk. Aurelinda, to że czujesz niezręczność jest normalne - większość ludzi przez pierwsze próby poprostu siedzi i jest zakłopotana. Przejdzie.
No wlasnie ja sie tez bałem ze będę głupio wygladal ale skoro bylem sam w pokoju to kto mial patrzeć 😀 Polecam po prostu zaczac od hummingu, takie zwykłe mmmmm z zamkniętymi ustami czuć wibracje w klatce i w szyi. To łatwiejsze na start niz od razu mantra.
noo, dobra, żeby nie było że tylko marudzę - humming faktycznie ma udokumentowany wpływ na nerw błędny i zmniejsza napięcie, to nie jest tylko ezoteryka. Więc Aurelinda, nawet jeśli nie chcesz myśleć o tym w kategorii czakry, to samo mruczenie może pomóc na to uczucie ucisku. To przynajmniej coś co mam ochotę polecić bez zastrzeżeń.
To nie jest to samo ale tez nie jest calkiem rozdzielne. Nerw bledny przebiega przez szyję i odpowiada m.in. za regulacje reakcji stresowej. Wibracja dzwieku faktycznie go stymuluje. Czy to jest mechanizm działania Vishuddha czy tylko jeden z mechanizmów, to osobna dyskusja. Oba opisy mogą byc prawdziwe jednocześnie na roznych poziomach.
hmm, czyli mozna podejsc do tego czysto fizycznie i to i tak dziala?! Albo czysto energetycznie i to też działa? To trochę dziwne, hyba ze przyjmiesz ze jedno naklada sie na dugie. Niewem jak o tym myslec rzeby to mialo sesn
Wróćmy do Aurelindowej sytuacji bo trosze odpłynęliśmy. Zobaczcie, ona ma konkretny problem - praca tlumienie sie ucisk w gardle, pół roku... Teoretycznie wiemy co to morze być. Ale co z tego wynika praktycznie?! Mantra ok, kamień moze, ale co z tym srodowiskiem pracy? Czy sama praca z Vishuddha coś zmieni jesli przyczyna nadal jest aktywna?
No i w tym właśnie jest problem który cały czas gdzieś z tyłu głowy mam. Pracy nie zmienię z dnia na dzień, a środowisko nadal jest takie jakie jest. Niewiem czy energia wróci do normy jak przyczyna wciąż istnieje. Chyba że praca z czakrą daje jakieś wewnętrzne zasoby do radzenia se z tym środowiskiem, a nie tylko usuwa skutki?
no, dodam do tego co Dziewanna mówi - jest taki mechanizm że blokada torzy błędne koło. Tłumisz bo się boisz reakcji, ciało napina szyję i gardło, ból lub ucisk sprawia że jeszcze bardziej unikasz mówienia, a to wzmacnia blokadę. Praca z czakrą morze przrwać to koło na poziomie energetycznym zanim jeszcze zmieni się coś na zewnątrz. Przynajmniej taka jest teoria i moje własne obserwacje.
Albo można to przerwać przez asertywność i terapię poznawczą, co ma trochę więcej badań za sobą. Ale rozumiem że tu jesteśmy na innym forum 🙂 Powiem tak, jeśli praca z czakrą pomaga Aurelindzie poczuć że ma prawo mówić, to dobrze. Efekt jest efektem. tylko żeby nie zamieniła się w czekanie aż czakra się otworzy zamiast faktycznie zawalczyć o to żeby powiedzieć coś w pracy
hej, a może po prosut zacnzij od jednej małej rzeczy? Niekoniecznie od razu mantra, praca z kamieniem i terapia jednocześnie. Np. tylko ten humming co Antosik wspomniał, codziennie przez tydzień, i obserwuj czy coś się zmienia. Małe kroki są chyba łatwiejsze do utrzymania
Zgadzam się z Dziewiecsil... I cos jeszcze dodam... Jesli masz możliwość nawet jeden kontakt z bioenergoterapeuta jako diagnostyczny punkt wyjscia mógłby dać ci wiecej jasnosci co do stanu czakry. Nie dlatego ze terapeuta ci "naprawi" problem ale dlatego ze zewnętrzny odczyt czasem pomaga zrozumiec z czym dokładnie pracujesz. Zamiast działać na oslep.
tak wlasnie moj terapeuta zrobił ze mna za pierwszym razem, po prostu mie przeskanował i powiedział gdzie widzi zastój. Nie powiedzial "twoja czakra jest zablokowana i tyle" tylko opisał co czuje i zapytal czy to pasuje z moim życiem. To było calkiem inne doswiadczenie niz sie spodziewalem
okej ale skad wiadomo ze terapeuta faktycznie "skanuje" a nie poprostu mówi coś ogólnego co pasuje do każdego?? pytam szczerze, byłem u jednego dawno temu i miałem wlasnie to wrazenie. Morze zły trafilem, może dobry, niewiem. no cóż
To jest uczciwe pytanie. Myślę że jak dobry terapeuta pyta o szczegoly i czeka na twoją odpowiedź zamiast od razu dawac gotowe diagnozy to dobry znak. A jak od razu mowi "aha masz problem z ojcem i blokade serca" bez żadnych pytań to bym sie zastanowił. Tak to rozróżniam.
Chyba spróbuję tej kolejności, najpierw humming przez jakiś czas zobaczyć jak to działa, potem może kamień do kompletu, a kontakt z bioenergoterapeutą jako osobna opcja na później jak nie poczuję żadnej zmiany. Dziękuję wszystkim, na prawdę - mam wrażenie że ten wątek mi dał więcej niż tygodnie szukania w necie. Choć nadal nie do końca wiem co robię 🙂
Hej,dobra wiadomosc że Aurelinda ma jakiś plan 🙂 Tylko jedno małe pytanie do hummingu - jak długo powinno trwac rzeby cos poczuć? Bo ja robiłem po jakieś 5 minut i niewiem czy to za krotko czy ok
5 minut to moim zdaniem absolutne minimum na start. Ja mam zapisnae w notatkach że pierwsze wyraźne odczucie ciepła w okolicach szyi dostałam dopiero po mniej więcej trzech tygodniach codziennej praktyki, ale to był spokojny, powolny huming, nie na siłę. Ważne żeby nie forsować, gardło ma samo "chcieć" tą wibrację.
a co jesli ktoś wogóle nie czuje żadnej wibrcaji przy hummingu? bo ja prubowalem i jakby... nic. Czuje dzwiek ale niewiem czy to jest ta wibracja o kturej mowicie czy coś innego
Tak z boku: wracam trochę do tego co Aurelinda napisała o środowisku w pracy. Bo to jest naprawdę kluczowa sprawa i trochę za szybko przeszliśmy dalej. Ja kiedyś byłam w podobnej sytuacji i wiem, że nawet jak robisz wszystko dobrze energetycznie, to jeśli codziennie wchodzisz w przestrzeń gdzie energia jest ciężka, to jakbyś codziennie szorował czyste naczynia brudną szmatą. Rozumicie co mam na myśli?
No i znowu ta "tarcza energetyczna". Aurelindo, chcę żebyś wzięła pod uwagę że granica psychologiczna i "tarcza energetyczna" to nie to samo, choć może działać podobnie mechanizmem placebo. jeśli rytuał przed wyjściem pomaga ci poczuć się pewniej, ok, ale rozróżniajmy co robimy
Dobra ale wróćmy na chwilę do tej przestrzeni w pracy. Bo Dziewanna poruszyla coś ciekawego. Czy ktos mial doświadczenie z tym,ze konkretna przestrzen fizyczna wplywa na czakre gardla? Pytam poważnie bo sam siedzę w openspace i mam wrarzenie że coraz trudniej mi sie wyrażać ale myslalem ze to tylko stres od ludzi.
To całkiem możliwe. Przestrzeń ma znaczenie i to nie tylko energetycznie. Sama architektura, akustyka, natłok bodźców, brak prywatności, wszystko to wpływa na to czy w ogóle chcemy mówić. W openspace ludzie instynktownie mówią mniej bo "słyszą ich wszyscy". Czakra gardła raguje na poczucie bezpieczeństwa w komunikacji, nie tylko na relacje z konkretnymi ludźmi.
ojej, o przestrzeni to w ogóle nie myślałam. Czyli np. takie zagracone biuro albo pokój bez okien też mogą wpływać? Czy to bardziej chodzi o ludzi w tej przestrzeni?
Jedno i drugie. Formy przestrzenne maja swoje działanie niezaleznie od ludzi. Stara zasada feng shui mówi ze przestrzen katy i przeplyw powietrza wplywaja na cyrkulacje energii. Niska sufitowosc, zagracenie, brak naturalnego światła, to wszystko tworzy zastój. Człowiek w takim miejscu ma utrudniony przepływ przez wszystkie czakry, nie tylko gardlowa.
hm, to ciekawe... Czyli jak ktos pracuje np. w piwnicy bez okien to może miec doslownie zablokowane czakry przez to? Nie wiedziałem ze przestrzeń tak dziala, myslalem ze to tylko takie mówienie
hmm, ale chwileczkę. Feng shui i czakry to dwie całkiem różne tradycje i nie łączyłabym ich tak swobodnie jakby to jedno. Możemy mówić że przestrzeń wpływa na samopoczucie, okej. Ale że "zagracone biuro blokuje Vishudhę" to już dość duży skok. Skąd to wynika konkretnie??
to naprawdę ciekawy wątek bo moje biuro jest faktycznie bez okna i bardzo ciasne siedzę między dwoma regałami i zawsze miałam wrażenie że mnie "przytłacza". Nigdy nie myślałam że to może mieć jakiś związek z czakrą gardła. A może to tylko klaustrofobia?
