Hej, mam pytanie które mnie ostatnio nurtuje i nie mogę nigdzie znaleźć konkretnej odpowiedzi. Chodzi o bidżamantry, szczególnie HAM dla Vishuddhy i OM dla Sahasrary. Mam od kilku lat zdiagnozowany zespół spastyczny w obrębie klatki piersiowej i szyi, mięśnie są stale napięte, oddech jest płytki i w sumie ciągłe problemy z rozluźnieniem przepony. Zastanawiam się czy w ogóle mogę bezpiecznie robić te mantry głosem, bo słyszałam że wibracje mogą pogłębiać napięcia albo wręcz prowokować skurcze. Albo że to mit i spokojnie można. Ktoś wie coś więcej na ten temat?
Ciekawe pytanie, sam się nad tym zastanawiałem przy pracy z Manipurą, bo mam jakies problemy z przeponą od dawna. Przy RAM czułem że coś się kręci nie tak, jakby wibracja szła w złą stronę. Ale żeby tak z zewnątrz powiedzieć czy to bezpieczne przy spastyczności, to nie wiem. Co dokładnie masz zdiagnozowane, to mięsniobóle stałe czy coś neurologicznego?
też mam mocne napięcia w szyi i lekarze mi mowia że to spastycznosc mięśniowa, nie neurologicza. przy mantrach gardła czuje że coś sie ściska bardziej, ale nie wiem czy to przez blokade Vishuddhy czy przez te mięśnie. to trudno rozróżnic
Muszę tu coś powiedzieć bo widzę że temat idzie w stronę robienia tego na własną rękę bez żadnej weryfikacji. Przy spastyczności wynikającej z podłoża neurologicznego albo głęboko zakorzenionej mięśniowej, forsowanie wibracji wokalnych MOŻE faktycznie nasilić napięcie, to nie jest mit. Mechanika jest prosta, mięsień który jest już w przykurczu reaguje na dodatkowy bodziec wibracyjny skurczem ochronnym. Nie mówię żeby w ogóle nie mantrować, ale naprawdę zalecałabym najpierw rozmowę z fizjoterapeutą który rozumie co to spastyczność, a potem ewentualnie dostosowanie praktyki.
o rany, nie wiedzialam ze to moze byc az tak skomplikowane! ja zawsze myslalam ze mantry sa universalnie bezpieczne, ze to tylko dzwiek. A tu sie okazuje ze jednak nie koniecznie? to jest troche niepokojace szczerze mowiac
obserwuję ten wątek i mam podobny problem, u mnie spastyczność w karku i barkach. Próbowałam raz robić OM na głos i po kwadransie miałam takie napięcie w szyi że musiałam skończyć. Nie wiem czy to była reakcja na odblokowywanie czy po prostu zrobiłam sobie krzywdę. Nikt mi tego nie wyjaśnił
no i tu jest clue całego tematu, jak odróżnić kryzys oczyszczający od sygnału że coś idzie nie tak. Bo przy pracy z czakrami mówi się że dyskomfort to część procesu, ale chyba nie każdy dyskomfort jest dobry. Ktoś ma jakiś klucz do tego?
Przy pracy z mantrami wokalnym dźwiękiem jest jedna zasada której uczono mnie dawno temu i która się naprawdę sprawdza - jeżeli po praktyce czujesz się gorzej niż przed, i to przez dłuższy czas, nie chwilowo, to jest sygnał że coś nie gra. Krótkotrwałe wzruszenie, łzy, chwilowe mrowienie czy ciepło to może być oczyszczanie. Ale przedłużające się napięcie fizyczne, ból, zawroty głowy to coś innego. Przy spastyczności powiedziałabym żeby zacząć od mantr mentalnych, wyobrażonych głosem wewnętrznym, bez wydobywania dźwięku na zewnątrz. Efekt energetyczny jest, a ryzyko prowokacji skurczu mniejsze.
Gosiunia, to jest bardzo pomocne, dziękuję! To znaczy że HAM mogę po prostu myśleć, nie śpiewać? Nie wiedziałam że to ma jakiś sens bez głosu. Wydawało mi się że wibracja dźwiękowa jest kluczowa w bidżamantrach
ja tez tego nie widzialam, zawsze myslam że bez glosu nie działa. Skąd to wiadomo że wewnetrzna mantra ma znaczenie? mam na mysli jakieś źródła albo doswiadczenia
zatrzymajmy sie na chwilę bo mam wrazenie ze temat sie trochę rozjeżdza. rozmawiamy o bidżamantrach a w tle mamy pytanie o bezpieczeństwo przy konkretnym schorzeniu. i nikt tu nie jest lekarzem ani fizjoterapeutą. Gosiunia mówi rozsądnie o mantrach mentalnych, ale powiem wprost, jeżeli ktoś ma napięcia do tego stopnia że ma problemy z oddechem, to konsultacja medyczna powinna być PRZED ezoteryką, nie obok. to nie jest atak na nikogo tu, po prostu mówię to co myślę
ok, masz rację, nie doczytałam uważnie. Ale i tak zachowałabym ostrożność bo 'diagnoza stres-mięśniowy' to dość szeroka etykietka i nie wyklucza że ktoś inny specjalista by zobaczył to inaczej. w każdym razie nie podważam sensu pytania, sama jestem ciekawa co tu bardziej działa, mantry mentalne czy może wizualizacje kolorystyczne dla Vishuddhy
właśnie, bo jest jeszcze inna opcja przy blokadach gardła, praca z kolorem. Błękity, turkus, wizualizacja czystego błękitnego światła w okolicach szyi bez żadnych dźwięków. Miałem przez długi czas zablokowaną Vishuddhę i bardziej mi pomagały wizualizacje niż mantry, bo po prostu mam trudności z utrzymaniem tonu. Może dla osób ze spastycznością to byłoby bezpieczniejsze wejście?
o wizualizacjach kolorystycznych mogłabym pisać długo bo to moja ulubiona metoda! Gniewko.ka masz rację że to jest łagodniejsze wejście. Ja przy pracy z Vishuddhą zawsze zaczynam od wyobrażenia sobie takiego chłodnego błękitnego światła jak głęboka woda, i to działa bardziej rozluźniająco niż mantra na głos. Przy napięciach fizycznych może to być naprawdę dobry punkt startowy. Potem jak ciało trochę puści można próbować delikatny szept mantry, nie pełny głos od razu
Ojej, szept, na to nie wpadłam. To jest pośredni etap między myślą a głosem. Czy to tak działa że szept już aktywuje wibracje w tkankach, ale jest łagodniejszy niż pełny głos? Bo jak to sobie wyobrażam to ma sens fizycznie, ale nie wiem czy energetycznie też
Teodorka, tak, szept aktywuje wibracje w tkankach, ale znacznie słabiej niż pełny głos. Możesz sobie wyobrazić to tak: pełny głos to jak uderzenie dłonią w stół, szept to delikatne muśnięcie, a myśl mentalna to samo trzymanie dłoni nad stołem bez kontaktu. Każdy poziom ma swoje działanie, tylko o różnym natężeniu. W tradycji tantrycznej celowo pracuje się z wszystkimi trzema, przechodzi się od vaikhari do pashyanti właśnie wtedy gdy ciało potrzebuje łagodniejszego podejścia.
no to mam teraz pytanie bo mnie to ciągnie, bo wcześniej pytałem jak odróżnić kryzys oczyszczający od sygnału że coś idzie nie tak, i Gosiunia odpowiedziała że kryterium jest czy po praktyce jest gorzej niż przed. ale jak to sprawdzić przy czakrze gardła skoro tam mamy napięcia które już były zanim zaczęliśmy mantrę? jak ustalić punkt odniesienia
to co mowi Wienczyslawa o zapisywaniu to mi sie podoba, sama próbowalam cos podobnego ale zawsze zapominalam o notatkach. a pytanie mam inne, wracajac do szeptu, czy szept robi wibracje w innym miejscu niz pelny glos? bo mi sie wydaje ze przy pelnym głosie czuje wibracje bardziej w piersi a przy szepcie bardziej w gardle i buzi. czy to ma znaczenie przy Vishuddha
czytam to o szepcie i precyzji i zastanawiam sie, ale czy szept nie obciąża mięśni gardła bardziej niż normalny głos? mi się tak wydaje że kiedy szepczę to właśnie napinają mi się bardziej te mięśnie w karku. może to tylko u mnie
ojej, to teraz nie wiem już co polecać komukolwiek! pełny głos za mocny, szept może też zły, myśl mentalna bez wibracji... czy w ogóle jest jakaś opcja dźwiękowa przy spastyczności która jest bezpieczna? czy po prostu trzeba się przełączyć na kolory i wizualizacje i zapomnieć o dźwięku w ogóle
o tym mruczeniu muszę powiedzieć że to naprawdę działa łagodnie! ja to odkryłam przypadkiem przy kąpieli, zaczęłam sobie mruczeć jakąś melodię i nagle zauważyłam jak kark mi się odpuszcza. teraz celowo to robię przed wizualizacją Vishuddhy i jest zupełnie inaczej niż kiedy zaczynam od razu od mantr. jakby ciało się najpierw uspokaja a potem jest gotowe na głębszą pracę.
mruczenie! to brzmi bardzo przyjaźnie dla mojego ciała, bo nie wymaga ani pełnego oddechu ani precyzyjnego dźwięku. Gosiunia, czy to mruczenie można traktować jako wstęp do HAM, że najpierw kilka minut mruczę żeby rozluźnić gardło i szyję, a potem próbuję mantrę mentalną? Czy to ma sens jako sekwencja?
powiem wam coś bo mam wrażenie że trochę za bardzo skupiamy się na szukaniu jednej właściwej techniki. Przy spastyczności wynikającej z napięcia stresowego ciało będzie reagować inaczej w różne dni, po różnym śnie, po różnym dniu emocjonalnym. Nie ma jednej sekwencji która zawsze zadziała. To co dla Teodorki ma sens we wtorek może nie działać w środę. Stąd moim zdaniem ważniejsze niż 'co robić' jest 'jak słuchać ciała w trakcie'.
wybaczcie że wchodzę bo jestem dosyc nowy w tym temacie, ale mam pytanie które może być głupie. czy mantry w ogóle działają jak ktoś nie wierzy? bo zaglądam tu i myślę sobie że to ciekawe ale trochę nie rozumiem czy to jest kwestia wiary czy jakiejś fizyki dźwięku czy czego
dobra ale zanim pójdziemy dalej w stronę 'czy mantry działają na niewierzących' to może wróćmy do Teodorki, bo to był jej temat. Mam pytanie do niej, próbowałaś kiedyś pracy z kamieniami przy Vishuddha? bo przy napięciach w szyi fizyczny kontakt z kamieniem na obszarze gardła jest dosyć łagodną opcją, nie wymaga ani oddechu ani głosu.
ja tez mam akwamryn i właśnie tak go używam, po prostu kładę się i kładę kamien na karku albo na gardle i oddycham spokojnie przez kilkanaście minut. nie wiem czy robie to dobrze ale czuje sie po tym troche lzej. moze to placebo, moze cos wiecej, ale jakas ulge daje
akwamaryn to piękny kamień do Vishuddhy ale ja bym dorzuciła lapis lazuli albo niebieski kwarc jeśli ktoś chce mocniejszego działania. Przy samym leżeniu z kamieniem można wzmocnić efekt wizualizując jak kamień oddycha razem z szyją, takie wyobrażenie że zimne błękitne światło wchodzi w tkanki przy każdym wdechu. to łączy dwie metody naraz i działa miękko.
