Tak, i to jest właśnie sens prowadzenia tych notatek regularnie. Kiedy masz zapisane jak wahadło zachowuje się nad poszczególnymi czakrami w spokojnym tygodniu, to po szoku masz z czym porównać. Bez tego bazowego zapisu wszystko jest subiektywne. Ale - i to ważne - u mnie ten punkt odniesienia dał się zastosować dopiero kilka tygodni po szoku, nie od razu. Wcześniej sam byłem zbyt rozkojarzony żeby w ogóle to czytać sensownie.
ale jak zbierasz zapisy to piszesz co dokladnie? sam kierunek wahadla czy tez coś o tym jak sie czujesz w tym dniu? bo nie wiem co notowac zeby to mialo sens pozniej
Wracając do pytania Tytusa o trening czułości - próbowałam czegoś konkretnego i mogę powiedzieć co u mnie działa. Codziennie rano, przed kawą, kilka minut trzymania wahadła bez pytania o nic. Po prostu obserwuję czy się rusza, w którą stronę, jak bardzo. To jest jakby kalibracja dnia, nie diagnoza. Po kilku tygodniach zaczęłam czuć różnicę między dniem kiedy jestem napięta a kiedy jestem bardziej otwarta, i to się pokrywało z tym co wahadło pokazywało.
Właśnie to mnie zastanawia od dawna - czy wahadło reaguje na intencję czy mimo niej. Bo jeśli reaguje na intencję, to 'trening czułości bez pytania' to trochę sprzeczność wewnętrzna. Chyba że ćwiczysz coś innego niż myślisz - na przykład spokój własnego ciała, a nie czułość na czakry.
To jest celna obserwacja. Możliwe że te ćwiczenia kalibracyjne ćwiczą przede wszystkim stabilność propriocepcji, a nie samą czułość energetyczną. Jeśli tak, to po szoku - kiedy propriocepcja jest zaburzona bo układ nerwowy jest w trybie alarmowym - żaden trening czułości może nie pomóc bezpośrednio. Rozumiraa, jak ty to widzisz od strony praktyki? Czy po szoku wahadło w ogóle reagowało sensownie?
Tytus trafia w coś ważnego. Po szoku wahadło u mnie reagowało, ale inaczej - bardziej chaotycznie, ruchy były większe i mniej stabilne. Nie wiem czy to był 'sygnał' czy po prostu drżenie rąk i nieustabilizowane skupienie. I właśnie dlatego zaczęłam myśleć że trening czułości w spokojnych momentach to nie tyle kalibracja wahadła co kalibracja siebie - żebyś wiedziała jak ty sama wyglądasz kiedy nie jesteś rozbita, i umiała zobaczyć kontrast.
To co Runomiraa mówi o chaotycznych ruchach po szoku - ja miałam coś podobnego i długo myślałam że wahadło po prostu 'nie działa' bo nie daje jasnych odpowiedzi. Ale może właśnie ten chaos był odpowiedzią? Tylko jak to czytać, czy jest jakaś interpretacja chaosu jako stanu czakry, a nie jako błędu sesji?
to pasuje do tego co ja czulam. na poczatku bylo właśnie coś jakby za duzo wszystkiego, az fizycznie niedobrze. i dopiero pozniej to scisnięcie w klatce o ktorym pisalam. jakby cialo najpierw krzyczalo a potem sie zatrzasneło. czy to mozna trenowac zeby nie dochodzic do tego zatrzasniecia, czy to jest nieuniknione po mocnym szoku?
Ale to zakłada że ciało 'pamięta' stan otwarty z praktyki i do niego wraca. Czy jest jakieś wytłumaczenie dlaczego miałoby tak być, czy to jest bardziej przekonanie że tak powinno działać? Bo mam wrażenie że to jest jedno z tych założeń które przyjmujemy bez sprawdzania.
Wracając do tego co Runomiraa zauważyła o chaosu contra stabilność wahadła - zastanawiam się czy ktoś próbował robić skany wahadłem zaraz po szoku i porównywać z zapisami sprzed. Nie po to żeby interpretować, tylko żeby zobaczyć jak bardzo różni się ruch. Mam wrażenie że bez takich porównań gadamy o odczuciach bez żadnego punktu odniesienia.
A to znaczy że każdy powinien mieć swój własny klucz do wahadła? Myślałam że jest jakaś jedna metoda. To jak w ogóle ktoś bez doświadczenia ma wiedzieć co jego wahadło 'mówi' a co to jest tylko fizyka ciała?
ale czy da sie w ogole zrobic ten klucz przed szokiem skoro nie wiemy kiedy szok przyjdzie? bo jak sie dopiero uczy wahadla to i tak nie bedziesz gotowa jak coś trudnego sie stanie
Azalia właśnie w to celowałam gdy zakładałam ten temat. Nie chodzi o to żeby być gotową na konkretny szok, tylko żeby mieć na tyle zakorzenioną praktykę że cokolwiek się stanie, masz jakieś sposób powrotu. I to ćwiczenie czułości wahadła to jeden z elementów, ale na pewno nie jedyny.
Tylko czy to nie jest zbyt optymistyczne założenie? Bo z tego co tu słyszę, właśnie regularna praktyka nie chroni przed chaosem po szoku. Rafalek miał praktykę i wahadło mu robiło ósemki. Runomiraa miała praktykę i opisuje chaos. To co tak naprawdę daje ta praktyka w kontekście szoku?
Właśnie, bo jak rozmawiałam z tą bioenergoterapeutką o której pisałam, to powiedziała że większość ludzi po szoku w ogóle nie wie co się z nimi dzieje energetycznie. Chodzą tygodniami ze ściśniętą czakrą serca i myślą że mają depresję albo problem z kręgosłupem. Czy komuś tutaj zdarzyło się że jakieś fizyczne objawy okazały się powiązane z czakrami po trudnym doświadczeniu?
ale jak rozrozniac czy to scisniecie w klatce jest fizyczne czy energetyczne? bo jak sie idzie do lekarza to on powie ze to miesnie albo stres. a jak sie idzie do kogoś od energii to powie ze czakra. skad wiadomo kto ma racje
I o to chodzi - to powiązanie ciało-energia jest chyba kluczem do całej rozmowy o szoku. Szok trafia jednocześnie w ciało i w pole energetyczne, i oba się zamykają równocześnie. Dlatego ani samo ćwiczenie wahadła, ani sama praca z ciałem nie wystarczy - trzeba jakoś pracować na obu poziomach jednocześnie. Tylko jak?
Dobra, ale wróćmy do sedna - Runomiraa mówiła o ćwiczeniu czułości wahadła jako jednym z elementów powrotu. Tylko jak to trenować kiedy jesteś po szoku i samo ciało jest w rozsypce? Bo jedno to mieć praktykę przed, a drugie to faktycznie móc z niej korzystać kiedy potrzebujesz.
a jak sie uziemia jak jest sie w srodku tego wszystkiego? bo mnie mowili zeby stac boso na trawie albo trzymac kamien ale jak mialam zly okres to nawet to nie dzialalo, czulam sie jak odcieta
To co Rafalek opisuje - 'za dużo odczuwania' kontra 'odcięcie' - to chyba dwa różne tryby reakcji na szok. I zastanawiam się czy czakry zamykają się tak samo w obu tych trybach, czy jednak inaczej. Bo jeśli inaczej, to może ćwiczenie czułości wahadła powinno też uwzględniać oba scenariusze.
Ale jak w ogóle rozpoznać który tryb jest twój? Bo jak słucham tej rozmowy to myślę że ja raczej jestem w tym wygaszonym, bo wahadło u mnie jest bardzo powolne i niepewne. Tylko nie wiem czy to brak czułości czy właśnie ten stan o którym Mistralka mówi.
To brzmi sensownie, ale mam pytanie - czy notowanie stanu przed seansem wahadłem to standardowa praktyka? Bo mi się wydaje że większość ludzi po prostu siada i robi, bez żadnego protokołu. I może właśnie dlatego potem nie wiedzą co ten ruch znaczy?
no dobra ale zeby notowac i miec protokol to trzeba juz troche wiedziec co notowac. a jak ktoś jest na poczatku to nawet nie wie ze powinien notowac stan przed. skad sie dowiadujecie o takich rzeczach, ktoś was tego uczyl czy sami doszliscie?
