Chodzi mi o coś, co mnie ostatnio bardzo zastanawia. Chodzę od kilku miesięcy na terapię psychologiczną - standardową, do psychologa, nic ezoterycznego. I mam wrażenie, że w trakcie sesji i po nich dzieje się coś z moimi czakrami. Dosłownie czuję ciepło albo jakieś pulsowanie w okolicach splotu słonecznego i serca. Czy to możliwe, że sama rozmowa z terapeutą otwiera czakry? Czy ktoś miał coś podobnego? Nie wiem, czy to normalne, czy może coś jest nie tak.
Bardzo możliwe, że tak jest. Terapia dotyka bardzo głęboko zablokowanych emocji i przekonań, a przecież czakra splotu słonecznego odpowiada właśnie za ego, poczucie własnej wartości, kontrolę. Jak zaczynasz to ruszać na poziomie psychicznym, energia musi gdzieś popłynąć. Mam pytanie - te odczucia są przyjemne czy raczej nieprzyjemne? Bo to może mówić sporo o tym, czy czakra się otwiera, czy tylko 'reaguje' na drażnienie.
Zgadzam się z Amethystą. Pracowałam kiedyś z bioenergoterapeutką równolegle do trudnego okresu w życiu i ona mi mówiła, że każda głęboka praca emocjonalna zostawia ślad w polu energetycznym. Nie musi to być celowa praca z czakrami, żeby one reagowały. Ciało energetyczne i psychika są ze sobą powiązane mocniej, niż się wydaje.
To zmęczenie po sesji jest bardzo charakterystyczne właśnie dla otwierania się czakr, szczególnie czakry serca i splotu. Kiedy zablokowana energia zaczyna płynąć, ciało musi to 'przetrawić'. Ale mam pytanie do Ciebie - czy to zmęczenie jest takie ciężkie, przytłaczające, czy bardziej jak po intensywnym wysiłku fizycznym? Bo to dość istotna różnica.
Ja w ogóle nie wiedziałam, że terapia może coś takiego robić. Myślałam, że czakry otwiera się tylko przez medytację albo przez kogoś, kto ma specjalne zdolności. To trochę zmienia moje myślenie. A ta psycholożka wie, że jej klientka tak odczuwa te sesje? Pytałaś ją o to?
Szczerość z terapeutą jest ważna, ale rozumiem, że nie każdy jest otwarty na takie tematy. Wróćmy do samego pytania - ja myślę, że terapia psychologiczna może robić dokładnie to co praca z czakrami, tylko inną drogą. Pracujesz z tym samym materiałem, tyle że sposób jest inne. Efekt energetyczny może być podobny.
Ale tu jest pytanie co do przyczyny i skutku. Czy czakry się otwierają, bo terapia coś 'robi' energetycznie, czy może sam fakt, że wreszcie mówisz o trudnych rzeczach na głos, rozluźnia napięcie w ciele i to jest to ciepło? Nie wykluczam ani jednego, ani drugiego, ale warto to rozróżnić, zanim dojdziemy do wniosku, że terapeuta nieświadomie robi bioenergoterapię.
A jak się w ogóle sprawdza, czy czakra jest na wpół otwarta czy nie? Pytam szczerze, bo dopiero zaczynam i takie rzeczy są dla mnie niejasne. Czy to się czuje, czy potrzeba kogoś z zewnątrz, żeby to ocenił?
Przepraszam, że wchodzę, ale chciałem zapytać o coś, co widziałem kiedyś w artykule - coś o skali Bovisa i pomiarze energii. Widzę, że tutaj mówicie o przepływie energii i od razu mi to skojarzyło. Czy to jest coś, czego można by użyć do sprawdzenia tych czakr? W ogóle co to jest ten biometr?
Słyszałem o biometrze i skali Bovisa, ale zawsze mi się to wydawało dość umowne. Radiesteci używają tego do badania energii miejsc, pomieszczeń, żywności. Sam Bovis miał mierzyć nim energię mumii egipskich i podobno dostawał bardzo niskie wyniki. Nie wiem, na ile to naukowe, ale jako punkt odniesienia przy pracy z wahadłem - niektórzy się tym przysięgają. Wrócę do tematu wątku - przy czakrach stosuje to niewielu, bo to bardziej do pomieszczeń.
Ja mam wahadełko i trochę z nim ćwiczę, ale jeszcze nie próbowałam z biometrem. Wracając do mojego pytania - czy ktoś z was próbował mierzyć swoje czakry wahadełkiem przed i po terapii? Zastanawiam się, czy można by w ten sposób sprawdzić, czy faktycznie coś się zmienia po sesjach.
Mierzyłam swoje czakry wahadłem wielokrotnie. Nie robiłam tego akurat przed i po terapii, ale przed i po medytacji - i różnice były wyraźne. Myślę, że po sesji terapeutycznej też mogłoby to dać ciekawe wyniki. Tylko pamiętaj, że wynik zależy też od tego, jak dobrze 'skalibrowane' masz wahadło i jak bardzo jesteś skupiona. Zrób to gdy jesteś spokojna, nie zaraz po powrocie z gabinetu gdy emocje jeszcze grają.
Wracając do mierzenia - Amethysta92 powiedziałaś, że wyniki zależą od tego, jak dobrze wiesz, co mierzysz. Ale jak to działa dla kogoś, kto dopiero zaczyna? Mam wahadełko, ale nie mam pojęcia, jak zadać 'właściwą intencję'. Czy to naprawdę tak działa, że sama myśl kieruje wahadło?
Właśnie, bo to by wracało do mojego wcześniejszego pytania. Jeżeli wahadło mierzy przekonanie, a nie energię, to po terapii wynik będzie inny, bo masz inne przekonanie o sobie. Nie dlatego, że czakra się rzeczywiście otworzyła. Jak się do tego odnieść?
Właściwie mam wrażenie, że ta dyskusja o wahadle zeszła trochę dalej, niż planowałam 🙂 Ale to ciekawe. Miałam zapytać Amethysty - powiedziałaś, że mierzyłaś czakry przed i po medytacji. Jakie czakry mierzyłaś? Czy serce i splot pokazywały największe różnice?
Tak, właśnie te dwie. Splot słoneczny przed medytacją często mi chodził bardzo nierówno, po medytacji stabilizował się wyraźnie. Ale serce to zależy - czasem po medytacji otwierało się mocniej, ale raz po bardzo emocjonalnej sesji dostałam dziwny, mocno eliptyczny ruch, jakby przeciążona. Czy ty masz jakieś konkretne napięcia w okolicach klatki?
W okolicach mostka tak, zwłaszcza po trudnych sesjach. Terapeutka pyta mnie o napięcia w ciele i sama to zgłaszam. Ale ona to interpretuje jako reakcję somatyczną, nie energetyczną. Nie wiem, kto ma rację - może obie? To chyba jest właśnie to, o czym pisał Jarosław.
A może to w ogóle nie jest kwestia kto ma rację, tylko że to jest to samo, tylko opisane innym językiem? Psycholożka mówi 'napięcie somatyczne', a wy mówicie 'zablokowana czakra serca' i chodzi o to samo miejsce w ciele. Czy to możliwe, że to dwa opisy tej samej rzeczy?
W sumie cały ten wątek sprowadza się do jednego pytania - czy terapia psychologiczna robi coś z czakrami celowo, czy efekt energetyczny jest produktem ubocznym? Bo to by zmieniało, czy Wahadlarka powinna szukać kogoś do dodatkowej pracy z czakrami, czy terapia jej wystarczy.
Jak długo chodzisz na tę terapię? Pytam, bo z mojego doświadczenia to ważne - coś innego dzieje się na początku, kiedy otwierają się pierwsze rzeczy, a coś innego po kilku miesiącach, kiedy praca idzie głębiej. Na różnych etapach inne czakry mogą być bardziej aktywne.
Pięć miesięcy mniej więcej. I właściwie te odczucia zaczęły się po dwóch, trzech miesiącach, nie od razu. Pierwsze sesje były raczej intelektualne, dużo mówienia, mniej odczuwania. Teraz jest odwrotnie.
To bardzo ciekawe, że najpierw było intelektualnie, potem coraz bardziej somatycznie. To by się zgadzało z tym, że zaczynasz od czakr wyższych - gardłowej, czołowej - i schodzisz niżej. Często tak bywa kiedy ktoś jest raczej intelektualny z natury. Masz wrażenie, że te odczucia w mostku zaczęły się pojawiać właśnie w tym drugim etapie?
Hej, mam pytanie do tych, którzy pracują z wahadłem i czakrami - czy kiedykolwiek zmierzyliście czakrę przed sesją terapeutyczną i potem po niej tego samego dnia? Ciekaw jestem czy ktoś to robił metodycznie, a nie tylko obserwacyjnie.
To znaczy, że ta skala Bovisa i biometr przy czakrach to raczej pomocnicze, nie diagnostyczne? Pytam, bo miałem wrażenie z wcześniejszych postów, że to dość precyzyjne. A teraz wychodzi, że wyniki są bardzo zmienne i zależne od mnóstwa czynników.
Dobra, to może właśnie o to chodzi - że biometr i skala Bovisa to nie są narzędzia do diagnozy stanu czakry, tylko do obserwacji zmian. Czyli nie mówisz 'czakra serca jest na poziomie X i to jest dobre lub złe', tylko porównujesz pomiary w czasie. Czy ktoś tak do tego podchodzi?
Ale zaraz, to znaczy, że dwie osoby mogą użyć biometru w tym samym pomieszczeniu i dostać różne wyniki? Bo to by oznaczało, że tak naprawdę nie ma żadnego punktu odniesienia. Jak wtedy porównywać wyniki między różnymi sesjami terapeutycznymi?
Właściwie to mnie uspokaja, nie niepokoi. Jeśli mierzę swój stan wewnętrzny, a ten stan zmienia się po terapii, to i tak mam jakąś informację. Nawet jeśli nie jest to 'obiektywna energia czakry', to jest informacja o tym, że coś we mnie się przestawia.
