Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co nie daje mi spokoju. Mam wrażenie, że potrafię wybaczać innym ludziom różne rzeczy, ale kompletnie nie umiem wybaczyć sobie. Gdzieś czytałam, że to może być kwestia zablokowanej czakry, ale nie wiem której i jak to w ogóle sprawdzić. Czy ktoś miał podobnie i wie, które centrum energetyczne za to odpowiada?
To bardzo częsty temat i nie ma jednej prostej odpowiedzi. Mnie się wydaje, że to nie jest kwestia jednej czakry - w grę wchodzą przynajmniej dwie. Anahata, czyli sercowa, to oczywisty trop, ale ja bym też patrzyła na manipurę. Jak u ciebie wygląda kwestia poczucia własnej wartości i sprawczości? Bo to często jest właśnie tam.
Ja się wtrącę, bo pracowałam z tym u siebie przez długi czas. Manipura to nie tylko siła woli - to też poczucie, że masz prawo istnieć i zajmować miejsce. Kiedy jest zablokowana, to często pojawia się właśnie ta spirala samokrytyki. U mnie się objawiało tym, że po każdym błędzie po prostu się 'zawieszałam' emocjonalnie na długo.
Wow, to brzmi bardzo znajomo. Dziękuję, że to napisałaś Talizmana, bo ja też miałam coś takiego i nigdy nie wiedziałam jak to nazwać. A jak sobie z tym radziłaś? Jakieś konkretne ćwiczenia przy manipurze, czy coś innego?
Słucham tego wątku z ciekawością, ale mam pytanie - skąd w ogóle wiadomo, że to czakra jest 'zablokowana', a nie po prostu że ktoś ma niskie poczucie własnej wartości z powodów czysto psychologicznych? Pytam poważnie, nie złośliwie, bo chcę zrozumieć tę perspektywę.
No ale skoro to dwa opisy tej samej rzeczy, to po co w ogóle używać języka czakr? Jaką wartość dodaną to daje? Pytam, bo widzę tutaj ryzyko, że ktoś zamiast iść do psychologa, będzie kręcił kamyki i czekał aż czakra się odblokuje.
Nekromanta, masz rację, że to ryzyko istnieje. Ale z mojego doświadczenia - i nie jestem jedyną osobą, która tak mówi - praca z czakrami trafia do pewnych ludzi w sposób, w jaki terapia nie trafia. Mnie osobiście ćwiczenia na splot słoneczny pomogły poczuć coś w ciele, co potem łatwiej było omawiać z terapeutą. Jedno drugiemu nie przeszkadza.
Właśnie - ja chodze do psychologa i to nie wyklucza, że interesuję się czakrami. Ale chciałam wrócić do pytania Aurelindzie - jak się pracuje z manipurą przy tym wybaczaniu sobie? Bo to jest dla mnie nowe.
Mnie osobiście dużo dała praca z kolorem żółtym i oddechem w okolicach splotu słonecznego. Ale szczerze? Najbardziej pomogło mi afirmowanie prawa do popełniania błędów - brzmi banalnie, ale robione przy skupieniu na tym obszarze ciała działa inaczej niż samo powtarzanie słów.
A mogę zapytać - jak długo to robiłaś zanim poczułaś jakąś zmianę Talizmana? Bo często słyszę o takich praktykach, ale potem okazuje się, że ktoś robił to tydzień i twierdzi, że nic nie pomogło.
Słuchajcie, a co z czakrą gardła? Bo wybaczanie sobie to też często kwestia tego, co mówimy do siebie w głowie, jak się wewnętrznie komunikujemy. Nie mówię, że manipura nie jest ważna, ale vishuddha chyba też ma tu znaczenie, nie?
O, to ciekawe pytanie. Chyba w klatce piersiowej i trochę w żołądku. Takie ściśnięcie. Czyli i serce i splot słoneczny?
To, co opisujesz - ściśnięcie w klatce i w żołądku jednocześnie - to bardzo typowy obraz przy konflikcie między tym, co czujemy do siebie emocjonalnie, a tym jak oceniamy swoje działania. Anahata daje ten ból emocjonalny, a manipura tę ostrą samokrytykę. One ze sobą rozmawiają. Pracowałaś już kiedykolwiek z którąś z nich świadomie?
Może zacznij od jednej, nie od dwóch naraz. Z twojego opisu wynika, że napięcie jest silniejsze w żołądku czy w klatce? Bo to mogłoby pomóc zdecydować, od której zacząć.
Ja też jestem ciekaw tego pytania, bo czytam ten wątek i zastanawiam się czy te dwie czakry można w ogóle rozdzielić w pracy nad wybaczaniem sobie, czy one zawsze idą razem w tym temacie.
Wracając do pytania, które zadałem - czy ktoś z was próbował rozdzielić pracę z anahatą i manipurą, czy zawsze szły razem? Bo z opisu Sigilii wynika, że oba miejsca są napięte, ale zastanawiam się czy to nie jest tak, że jedna blokada powoduje drugą.
To jest dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Z mojego doświadczenia - te dwie czakry często tworzą coś w rodzaju pętli. Manipura generuje surową ocenę, anahata - ból po tej ocenie. Próba pracy tylko z jedną bez drugiej to trochę jak gaszenie jednej strony pożaru.
nie musisz od razu robić wszystkiego naraz. Jeśli masz ograniczony czas albo to jest twoje pierwsze podejście, to wybrałabym tę, przy której napięcie jest silniejsze. I wróciłam do pytania, które zadałam wcześniej - gdzie tak naprawdę czujesz to mocniej?
Chyba w żołądku bardziej. To takie ściśnięcie, które pojawia się od razu, jak zaczynam myśleć o czymś, co zrobiłam źle. Klatka bardziej boli potem, jakby wtórnie.
To, co opisujesz, sugeruje że manipura jest tym pierwotnym źródłem w tym przypadku. Krytyk wewnętrzny odpala się najpierw, a serce reaguje na to co on mówi. Gdybym to analizowała, zaczęłabym od splotu słonecznego - i dopiero kiedy tam zrobi się trochę luźniej, widziałabym czy anahata odpuści sama.
Słuchajcie, to brzmi jak opis normalnej pracy emocjonalnej. Jak ktoś zaczyna się przyglądać swoim mechanizmom obronnym, to pojawiają się trudne emocje - to jest podstawa każdej terapii. Nie mówię, że czakry są złe, ale ten efekt to nie jest specyfika pracy z manipurą, to jest efekt specyfika introspekcji w ogóle.
A mam pytanie do Feliksa - co konkretnie czujesz inaczej? Bo to jest ta część, która jest dla mnie trudna do zrozumienia. Czy to jest odczucie fizyczne, czy bardziej coś mentalnego?
Ja bym powiedziała podobnie. I wiem, że to brzmi nieprzekonująco dla kogoś z zewnątrz, ale dla mnie właśnie ta cielesność była kluczem. Wcześniej procesowałam wszystko głową i chodziłam w kółko. Przy pracy z czakrami coś zaczęło się ruszać inaczej.
O, właśnie! Cieszę się, że do tego wracasz. Bo wydaje mi się, że to wybaczanie sobie to jest w dużej mierze historia, którą opowiadamy sobie w środku. I ta narracja wewnętrzna to jest obszar gardła. Kiedy ta czakra jest mocno napięta, głos wewnętrzny bywa wyjątkowo ostry.
Okej, więc mam rozumieć, że mogę zacząć od manipury, a potem zobaczyć czy coś potrzebuje jeszcze uwagi? Nie planować z góry całej sekwencji?
Dokładnie tak bym do tego podeszła. Zacznij od jednego miejsca, bądź z tym przez kilka tygodni i obserwuj. Ciało samo zacznie sygnalizować co dalej. I nie oczekuj, że wszystko ułoży się szybko - wybaczanie sobie to jeden z wolniejszych procesów, z czego zdajemy sobie sprawę czy nie.
Dobra, to spróbuję przez kilka tygodni z manipurą i zobaczymy. Ale mam jeszcze jedno pytanie, które mnie gryzie - jak w ogóle mam wiedzieć, że coś się zmieniło? Czekam na jakiś konkretny znak, czy to jest bardziej subtelne?
