Zaczęłam ostatnio pracować z kilkoma osobami, które żyją samotnie od dłuższego czasu, i zauważyłam pewien wzorzec, który mnie zastanawia. U każdej z nich widzę podobne rzeczy w polu energetycznym - czakra serca bardzo zamknięta albo wręcz przeciwnie, jakby rozchwiała się i 'wycieka' energia na zewnątrz bez żadnej kontroli. Nie wiem czy to kwestia trybu życia, braku bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem, czy może coś zupełnie innego. Czy ktoś z was pracuje z energetyką osób, które żyją w pojedynkę i też to obserwuje? Bo mam wrażenie, że to nie jest przypadek.
To ciekawe spostrzeżenie. Sam żyję dość samotnie od jakiegoś czasu i nie wiem, co mam ze sobą zrobić w tej kwestii. Ale mam jedno pytanie - skąd wiesz, że to akurat samotność a nie na przykład jakieś wcześniejsze traumy czy środowisko, w którym dana osoba mieszka? Pytam serio, bo to może być wiele czynników naraz.
Ja to widzę inaczej. Czakra serca u samotników jest najczęściej po prostu zablokowana i tyle. Nie ma co szukać złożonych wzorców. Brak relacji, brak miłości, zablokowana czakra. To logiczne i proste. Kamienie takie jak rozowy kwarc albo rodochrozyt potrafią to szybko poprawić.
Ja się wtrącę, bo to mnie dotyczy trochę osobiście. Żyję sama już od dłuższego czasu i robiłam sobie ostatnio dużo rozkładów tarota właśnie pod kątem tego, co się ze mną dzieje energetycznie. Regularnie wychodzi mi karta Pustelnika i zastanawiam się, czy to jest sygnał, że ta samotność jest w jakimś sensie właściwa dla mojego etapu, czy raczej ostrzeżenie. Ale wracając do czakr - zauważyłam u siebie coś, co Konstancja opisuje. Czuję się jakbym była jednocześnie za bardzo 'wewnątrz siebie' i za mało zakorzeniona.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie do Konstancji - jak właściwie sprawdzasz stan czakr u tych osób? Przez skanowanie energetyczne, wahadło, czy czujesz to intuicyjnie? Bo zastanawiam się, na ile to jest powtarzalny wynik, a na ile subiektywna ocena.
Z perspektywy astrologicznej dodam, że osoby z mocno zaznaczonym Saturnem lub Chiron w trudnych aspektach do Wenus często wchodzą w długie okresy samotności i faktycznie widać to w ich energetyce. Ale tu nie chodzi o 'brak miłości' jak to Glozka uprościła - chodzi o pewien cykl, który ma cel. Czy te osoby, z którymi pracujesz, Konstancjo, szukają wyjścia z tej samotności czy raczej z nią walczą?
To co piszesz o walce versus akceptacji bardzo mi do czegoś pasuje. Byłam kiedyś w długim okresie bez partnera i pamiętam, że kiedy przestałam z tym walczyć i robiłam rytuały nie pod kątem 'przyciągnij kogoś do siebie', tylko po prostu pod kątem równowagi własnej energii, to poczułam się zupełnie inaczej. Jakby przestała mnie ciągnąć jakaś wewnętrzna próżnia.
Przepraszam że się wtrącam ale ja mam pytanie trochę z innej strony - a co jeśli ktoś żyje sam, ale ma dużo kontaktów towarzyskich, znajomych, rodziny? Czy czakry i tak reagują tak samo jak u kogoś, kto jest prawdziwie odizolowany? Bo to chyba inna sytuacja, prawda?
Ja ze swojej strony powiem tyle - patrząc na horoskopy osób, które znam i które żyją samotnie, to naprawdę widać, że dla niektórych to jest po prostu ich natura, nie deficyt. Panny, Koziorożce, czasem Ryby z mocnym Neptunem - one często świetnie funkcjonują same. I o ile znam te osoby, to nie ma u nich żadnej energetycznej katastrofy. Więc może to kwestia zgodności z własną naturą, a nie samotności jako takiej?
Czytam tę rozmowę od początku i mam takie wrażenie, że zaczyna się wkradać jeszcze jeden temat - czy dom, w którym się mieszka, ma wpływ na to jak wyglądają czakry? Bo gdzieś czytałam o strefach geopatycznych i zastanawiam się, czy to może wzmacniać te problemy, które opisuje Konstancja. Szczególnie u osób żyjących samotnie, które nie mają kogoś, kto by 'buforował' te energie.
Czyli rozumiem, że strefy geopatyczne mogą potęgować to, co i tak już jest zaburzone w czakrach? Tzn. jeśli ktoś żyje sam i ma już tę słabszą czakrę podstawy, a na dodatek śpi na takiej strefie, to jakby dostaje podwójny cios? Czy to dobrze rozumiem?
A skąd w ogóle wiadomo, że w danym miejscu jest strefa geopatyczna? Bo rozumiem teorię, ale w praktyce - jak to sprawdzić? Różdżka? Wahadło? Czy trzeba kogoś wzywać?
Moim zdaniem wahadło wystarczy i każdy może się tego nauczyć w kilka tygodni. Najważniejsze to ustalić kody - czyli co znaczy 'tak', co 'nie', i pytać wprost. Ja tak sprawdzałam swoje mieszkanie i znalazłam dwie strefy, jedną akurat pod łóżkiem. Potem przestawiłam łóżko i różnica była odczuwalna już po kilku dniach.
Wracając do samych stref - bo mi to odpłynęło od pytania Ewuni - jakie są w ogóle objawy tego, że coś jest nie tak z miejscem? Bo rozumiem, że można aktywnie szukać różdżką, ale czy zanim to zrobisz, są jakieś sygnały, że warto sprawdzić?
To bardzo praktyczne pytanie. Kilka rzeczy powtarza się regularnie. Przewlekłe problemy ze snem mimo braku innej przyczyny - szczególnie budzenie się o tej samej porze w nocy. Chroniczne zmęczenie, które nie odpuszcza nawet po urlopie. Zwierzęta, szczególnie psy, unikające pewnych miejsc w domu - koty reagują odwrotnie, chętnie się tam kładą, więc to akurat paradoksalnie może być wskazówka. I jeszcze jedno - rośliny, które usychają w tym samym miejscu bez wyraźnego powodu.
O, to mi przypomina coś z mojego starego mieszkania! Miałam kącik, gdzie żadna roślina nie przeżyła dłużej niż miesiąc, a w innych miejscach ta sama roślina świetnie rosła. To może znaczyć, że tam była taka strefa? Nigdy o tym nie myślałam w ten sposób.
A czy strefy geopatyczne mogą się jakoś łączyć z tym, że ktoś żyje sam? Tzn. czy samotność jako stan może sprawić, że człowiek jest bardziej podatny na ich działanie? Bo Konstancja mówiła o tej słabszej czakrze podstawy u samotników - może to sprawia, że takie miejsca działają na nich silniej?
To jest ciekawy kierunek, ale chciałam dopytać inaczej. Czy ktoś sprawdzał, czy osoby, które mają silny Saturn w mapie urodzeniowej i żyją samotnie, częściej zgłaszają te objawy - zmęczenie, problemy ze snem, bóle? Bo Saturn rządzi strukturą, granicami, a też dosłownie - ziemią, zakorzenioną przestrzenią. Zastanawiam się, czy to nie idzie razem.
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale IV dom to ten od rodziny i domu, tak? Tzn. jeśli ktoś ma tam trudne planety, to dosłownie jego mieszkanie może być dla niego problemem energetycznie? To trochę smutne...
Przy tym wątku ze strefami geopatycznymi pomyślałam o runach. Hagalaz i Isa - te dwie często pojawiają się przy miejscach, które energetycznie 'nie służą'. Nie wiem czy ktoś próbował używać run do diagnozy przestrzeni, ale to jest metoda, o której czytałam. Ciekawe czy ktoś ma z tym doświadczenie.
Tego do końca nie wiem, szczerze mówiąc. Czytałam o podejściu, gdzie stawia się intencję ogólną dla całego mieszkania i rzuca raz, a potem na podstawie układu ocenia, które kierunki lub miejsca wymagają uwagi. Ale inaczej można pytać o konkretne miejsce. Nie próbowałam tego w praktyce na przestrzeni, więc nie chcę za dużo mówić jakbym znała odpowiedź.
Ale właśnie to mnie trochę niepokoi - skoro prawie każdą metodę można podważyć tym, że na wynik wpływa stan osoby badającej, to jak w ogóle dojść do czegoś pewnego? Czy jest jakaś metoda, która jest mniej podatna na ten błąd?
Zewnętrzny bioenergoterapeutor albo radiesteta z doświadczeniem - to jedyna opcja, która wyłącza z równania emocje właściciela mieszkania. Ale nawet wtedy zależy, kogo zapraszasz. Rynek jest pełen osób, które mówią, że to robią, a nie mają rzeczywistych kompetencji.
Wracając do pytania Ewuni sprzed kilku postów - o to, czy samotność sprawia, że człowiek jest bardziej podatny na działanie stref geopatycznych. Myślę, że to jest powiązane, ale przez czakry, nie bezpośrednio. Osoba żyjąca samotnie, z osłabioną czakrą podstawy, ma mniej zasobów do regeneracji. Strefa geopatyczna działa przez czas - kilka godzin snu. Jeśli ciało i system energetyczny są już zmęczone brakiem zakorzenienia, to efekt może być silniejszy.
Ale czy to działa też w drugą stronę? Tzn. czy silna strefa geopatyczna może dodatkowo osłabiać czakrę podstawy, tworząc coś w rodzaju spirali? Bo wtedy rozumiem, że samotnik z już osłabioną bazą wchodzi w takie sprzężenie zwrotne i trudno wyjść.
To brzmi dość niepokojąco, szczerze mówiąc. Tzn. rozumiem, że to nie jest wyrok, ale czy ktoś z was przechodził przez taki moment, gdzie zorientował się, że mieszka w miejscu, które mu nie służy, i co wtedy zrobił? Nie mówię o przeprowadzce, bo nie zawsze można.
Ja miałam taką sytuację. Nie wiedziałam wtedy o czakrach ani o strefach, ale wiedziałam, że źle mi w tym miejscu. Najpierw przestawiłam łóżko - to była najprostsza rzecz. Potem zaczęłam palić kadzidła przy wejściu, postawiłam kilka roślin. Nie wiem czy to działało energetycznie, ale poczułam, że odzyskałam jakąś kontrolę nad przestrzenią. I to samo w sobie coś zmieniło.
