hmm, to rozróżnienie które robi Piwoniowa jest ważne. Vishuddha zablokowana przez Manipurę, czyli przez potrzebę kontroli nad tym co mówimy. Jak Manipura się rozluźnia wobec nieuchronności, to Vishuddha może zacząć płynąć swobodniej. To by pasowało do tego co mówiła o swoim znajomym Stasio.
albo jest inaczej, mianowicie ze sapiens wie ze umrze i nagle Vishuddha sie aktywuje bo jest ostatnia szansa na powiedzenie czegos waznego. no ale, takie poczucie teraz albo nigdy. to nie bylby efekt uboczny tylko bezposrednia reakcja egzystencjalnego pressury
panowie i panie, zanim pójdziemy dalej z tym rozroznieniem to chcę zapytać na jakiej podstawie w ogóle mówimy że poszczególne czakry "reagują" w takim sensie? to znaczy czy to jest opis kliniczny z jakiejś konkretnej tradycji, czy raczej nasze własne skojarzenia nałożone na model czakr? bo te dwie rzeczy to jednak nie to samo i dobrze byłoby wiedziec skąd co bierzemy.
mam tu właśnie zaznaczone u siebie w zeszycie że jeden z autorów którego czytałam, Anodea Judith chyba, wprost pisze że jej model jest adaptacją a nie przekładem. I to jest uczciwe podejście. Ale faktycznie na forach często się to gubi i ludzie piszą jakby cytowali stare Wedy a tak nie jest.
jasne ale to jest trochę meta-dyskusja, nie? bo czy to zmienia coś w praktyce? jeśli ktoś przy myśli o śmierci czuje ucisk w gardle i to go boli, to model z Vishuddhą pomaga to przepracować czy nie pomaga niezależnie od tego skąd pochodzi. nie?
hej, zmienia o tyle że jeśli wiesz że to twój model a nie fakt, to jesteś ostrożniejszy z zastosowaniem. nie pójdziesz do kogoś kto umiera i nie powiesz mu że jego Muladhara jest zablokowana i musi ją odblokować żeby umrzeć spokojnie. a widziałam takie podejście i to jest szkodliwe 😉
Ojej, to jest ważna uwaga. Widziałam coś podobnego, nie bezpośrednio ale słyszałam o przypadku gdzie ktoś bliski umierającemu zaczął mu robić "uzdrawianie" czakr bo pragnął mu pomóc, a umierający czuł się przy tym jak obiekt a nie człowiek. To jest właśnie efekt traktowania modelu jak recepty.
to jest na prawdę ważne co mówi Michasia. myśle że cały ten wątek o czakrach i śmiertelności ma sens jako sposób do pracy z WŁASNYM lękiem, a nie jako sposób na pomaganie innym bez ich zgody. co prawda, to chyba powinno być jasne od początku
Ojej, nie. właśnie, o własnym lęku. a skoro wróciliśmy do sedna to mam pytanie które mi chodzi od początku tego wątku: czy ktoś tutaj naprawdę miał taką konfrontację, nie jako medytację ale jako realne doświadczenie, i może powiedzieć jak to przebiegało energetycznie? bo czytam wszystkie te teorie i brakuje mi kogoś kto to przeżył i mówi z pozycji własnej a nie przeczytanej.
ja mogę powiedzieć trochę. kilka lat temu miałam sytuację zdrowotną gdzie przez jakiś czas nie wiedzieliśmy co jest i lekarze sugerowali różne scenariusze. przez te tygodnie zanim przyszły wyniki miałam bardzo wyraźne odczucia fizyczne. strasznie zimno w dołku poniżej mostka, to by była Manipura, i jednocześnie coś bardzo ciepłego w klatce. Jakby dwa stany naraz. Nie wiem czy to były czakry ale pamiętam te odczucia bardzo dokładnie.
wtedy jeszcze mało wiedziałam o czakrach więc nie robiłam nic świadomego. dopiero potem jak zaczęłam się tym interesować to zrozumiałam co to mogło być. w tamtym czasie po prostu oddychałam i chodziłam na spacery. jak się okazało że wszystko no tak to te odczucia zniknęły w kilka dni. teraz żałuję że nie miałam wtedy bardziej uważnego podejścia.
to jest niesamowite bo właśnie o takie doświadczenia mi chodziło kiedy pytałem o Maranasati. tak mi się wydaje, nie chciałem traumy, chciałem tego rodzaju wglądu. ale może to jest właśnie ta różnica o której pisał Genio wcześniej, że trauma nagla vs proces rozciagniety w czasie 🙂
czytam ten wątek od rana i w końcu się odezwę bo to co napisała Lidzia.2 bardzo do mnie trafia. ja miałam coś podobnego, poczekalnię między wynikami, i też pamiętam ten moment kiedy naprawdę zdałam sobie sprawę że nie wiem co się stanie. to nie był lęk taki codzienny. coś niżej, głębiej, jakby ziemia znikła pod nogami. teraz wiem że to mogła być Muladhara, ale wtedy nie umiałam tego nazwać.
mhm, potem to się zmieniało. pierwsze uderzenie było w brzuchu, ale po jakimś czasie zaczęłam czuć coś dziwnego w okolicy serca, takie ściskanie ale nie bolesne, raczej jak coś się zamykało. z tego co pamiętam, i coraz mniej chciałam rozmawiać z ludźmi, dosłownie głos mi zamierał w połowie zdań. więc morze Bronek ma rację z tym Vishuddhą, bo ja to przeżyłam jakby od tyłu, najpierw Manipura a potem wyżej 😛
to co mowi Krwawnik bardzo pasuje do tego co czytałem o zamknieciu Anahaty jako mechanizmie przetrwania. jak jest za duzo bodzcow emocjonalnych to czakra serca sie jakby przykrywa, zeby nie dostac calego ladunku naraz. nie wiem czy to jest opisane w klasycznych tekstach ale energetycznie ma sens
właśnie, to jest pytanie o to po co wogóle mamy te modele. nie po to żeby były prawdziwe tylko po to żeby pomagały jakoś przetrawić co się dzieje. a to co opisuje Krwawnik brzmi jakby naprawdę przeszła przez coś ważnego, bez względu na to jak to nazwiemy
mam wrażenie że ta dyskusja o tym czy model jest prawdziwy czy nie trochę odciąga nas od czegoś konkretnego. jakoś tak, mnie od początku interesuje bardziej to co się dzieje po kolei, jak to przebiega w czasie. Lidzia.2 mówiła o zimnie w dołku, Krwawnik o ściskaniu w sercu potem. czy to jest jakaś sekwencja? czy raczej różnie u różnych osób?
u mnie to nie było czyste przejście od jednej czakry do drugiej, raczej falowało. jak dla mnie, raz mocniej w brzuchu, potem trochę spokojniej, potem znowu. był jeden wieczór kiedy czułam coś w głowie, taki dziwny nacisk z przodu, jakby za dużo myślenia się nakładało. czy to by była Ajna? nie wiem ale fizycznie było to wyraźne
ten nacisk w czole o którym pisze Lidzia.2 mnie nie dziwi. kiedy człowiek naprawdę mierzy się z czymś egzystencjalnym to próbuje to OBJĄĆ umysłem, kontroluje myślenie, szuka logiki w czymś co logiki nie ma. Ajna pracuje na pełnych obrotach i w pewnym momencie się dusi
i właśnie tutaj jest dla mnie to co chciałem zrozumieć od początku. czy medytacja Maranasati działa podobnie, tzn czy prowadzi przez tą samą sekwencję co realne doświadczenie zagrożenia? czy to są dwie zupełnie różne trasy do tego samego miejsca? 🙁
Przykro mi, ale się mylisz. no ale właśnie dlatego tu jesteśmy chyba, żeby spekulować i wymieniać doświadczenia? Heksanka54, rozumiem że chcesz pilnować żebyśmy nie mówili że coś jest faktem gdy nie jest, ale trochę za dużo tej epistemologii jak na forum 🙂
Wybaczcie że się wtrącam, ale mam pytanie może naiwne. czy jeśli ktoś nigdy nie miał takiego realnego doświadczenia zagrożenia, to można jakoś świadomie przepracować te czakry w kontekście śmiertelności? chodzi mi o to czy jest jakieś ćwiczenie albo coś, czy trzeba przez to po prostu przejść
