Mnie satysfakcjonuje, bo zaczęłam ten temat bez gotowej odpowiedzi i dostałam dużo perspektyw. Ale mam jeszcze jedno pytanie do Elwirki - czy są jakieś praktyki, które można robić samodzielnie w domu, kiedy czujemy ten rodzaj odcięcia? Nie jako substytut czegokolwiek, po prostu jako codzienny kontakt z własnym ciałem.
Jedno, co naprawdę działa prosto i nie wymaga żadnej wiedzy - świadomy oddech z ruchem. Wdech i jednoczesne uniesienie rąk, wydech i powolne opuszczenie. Kilka minut. Nie jako rytuał, tylko jako sposób, żeby wrócić do ciała. Przy tym rodzaju odcięcia, o którym mówicie, kontakt z ciałem fizycznym jest często tym, co poprzedza kontakt z czymkolwiek innym. Ale - i to ważne - jeśli robisz to od tygodnia i nic się nie zmienia, to jest informacja, że potrzebujesz czegoś więcej niż oddech.
To jest bardzo konkretne i chyba właśnie tego mi brakowało w tej rozmowie. Nie teorii o tym, która czakra za co odpowiada, tylko czegoś, co mogę zrobić jutro rano. Dzięki Elwirka. Ale mam jeszcze pytanie - czy tę sekwencję z oddechem można robić przy muzyce, czy lepiej w ciszy? Pytam, bo u mnie to właśnie muzyka jest tym, czego nie czuję i zastanawiam się, czy to by pomogło, czy tylko przypomniało, że coś nie działa.
Muzyka jak najbardziej. Jedyne, o czym bym pomyślała - żeby to nie była muzyka, która sama w sobie wymaga uwagi, bo wtedy oddech schodzi na drugi plan. Coś spokojniejszego, instrumentalnego, bez tekstu do czytania. Ale to nie jest reguła, tylko propozycja - Halszeczka, ty sama wiesz, co ci bardziej służy.
To ma sens. Przy piosenkach ze słowami zaczynam słuchać tekstu i faktycznie odpływam. Dobra, spróbuję instrumentalnej. Dzięki za doprecyzowanie.
Wracam do tego, co Elwirka powiedziała wcześniej o codziennym funkcjonowaniu jako kryterium. To jest sensowne, ale mam wątpliwość - bo co jeśli ktoś funkcjonuje 'dobrze' na zewnątrz, chodzi do pracy, je, śpi, a mimo to czuje to odcięcie od środka? Formalnie wszystko działa, ale człowiek jest jak automat. Który próg wtedy?
To 'funkcjonowanie jak automat' to jest bardzo dobre określenie tego, co czułam. Zewnętrznie wszystko się zgadzało. Wewnętrznie - jakby ktoś wyłączył dźwięk. I właśnie dlatego przez długi czas nie uznawałam tego za coś, z czym trzeba iść do kogoś. Skoro działam, to nie jest problem, prawda? A jednak był.
Piolun, u mnie było identycznie. I to jest chyba jedna z bardziej zwodniczych cech tego stanu - że nie boli tak, żeby krzyczeć, więc się go ignoruje. Mam pytanie do reszty - czy ktoś z was miał moment, w którym zainteresowania wróciły? I co wtedy poprzedzało ten powrót?
To pytanie Honorka jest dla mnie ważniejsze niż połowa tej rozmowy. Bo jeśli coś wróciło, to warto zapytać - co było tuż przed? Zmiana miejsca, relacji, pracy, sezon roku? Przy interpretacji kart często patrzę na otoczenie, nie tylko na stan wewnętrzny. Może ktoś ma konkretny przykład?
A ja mam głupie pytanie - czy ta praca z oddechem, którą opisała Elwirka, to jest coś, co robić codziennie, czy tylko gdy czujemy to odcięcie? Bo zastanawiam się, czy to bardziej jak ćwiczenie profilaktyczne, czy jak plaster na bieżąco.
