Ostatnio dużo myślę o tym, jak wiele energii zużywam na spełnianie oczekiwań rodziny. Mama oczekuje że będę dostępna o każdej porze, brat prosi o przysługi których nie chcę robić, a ja za każdym razem mówię tak, bo czuję że nie mam wyboru. Czytałam że to może być powiązane z blokadą trzeciej czakry, tej splotu słonecznego. Ale nie wiem czy to prawda czy to tylko takie mówienie. Czy ktoś miał podobnie i faktycznie powiązał to z energią czakr?
To co opisujesz to klasyczny wzorzec wyuczonej bezsilności, który często osadza się właśnie w manipurze. Ale zanim powiem więcej, chciałabym zapytać, bo to ważne, czy to poczucie braku siły do odmowy dotyczy tylko rodziny, czy też na przykład w pracy, w związku? Bo to mocno zmienia gdzie szukać źródła blokady.
A jak w ogóle można sprawdzić czy ma się zablokowaną tę czakrę splotu słonecznego? Czy jest jakiś konkretny objaw fizyczny? Bo słyszałam że problemy z trawieniem to też może być znak ale nie wiem czy to nie jest zbyt ogólne.
Powiem wprost, bo mam trochę inne zdanie niż większość tutaj. Szukanie wytłumaczenia w czakrach to może być pułapka, jeśli robi się to zamiast zajęcia się tą dynamiką rodzinną bezpośrednio. Praca z energią może być pomocna jako uzupełnienie, ale jeśli ktoś co tydzień wraca do mamy i za każdym razem słyszy że jest za mało pomocna, to żadne oczyszczanie czakr tego nie zmieni bez pracy nad granicami.
Ja pracowałam z tym przez dłuższy czas. U mnie blokada była głównie w tym, że czułam się winna za każdym razem kiedy powiedziałam nie. Jakby moja wartość zależała od tego czy jestem użyteczna dla rodziny. To jest bardzo głęboko zakorzenione. Praca z manipurą, medytacje na żółty kolor, wizualizacje, to pomagało mi stopniowo odbudowywać poczucie że istnieję jako coś więcej niż funkcja. Ale Krysztal ma rację że równocześnie musiałam też zmieniać realne zachowanie.
Słucham was i zaczynam rozumieć że mój problem to nie jest coś co naprawię jedną medytacją. Ale mam konkretne pytanie, jak pracować z tym kiedy osoba która mnie blokuje, czyli na przykład mama, jest cały czas wokół? Nie mam możliwości się od tego odizolować.
A czy to możliwe że blokada idzie przez całą rodzinę? Znaczy, pytam bo u mnie w domu mama też była taka sama, a jej mama podobno też. Czy to jest jakiś wzorzec który przechodzi z pokolenia na pokolenie energetycznie, czy to bardziej kwestia tego że po prostu uczymy się od rodziców?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że trocha odchodzimy od pytania Honoraty, a to pytanie było bardzo konkretne. Jak pracować z tym kiedy ta blokująca osoba jest wokół non stop. Może zamiast dyskutować czy to energia czy psychologia, zapytajmy co praktycznie pomogło konkretnym osobom w takiej sytuacji?
Też czekam na to, bo u mnie podobna sytuacja z teściową. Mieszkamy razem i nie mam żadnej przestrzeni gdzie mogłabym ćwiczyć jakiekolwiek granice. Czy są jakieś ćwiczenia na manipurę które można robić właśnie kiedy jesteś w tej trudnej relacji, nie przed czy po, ale dosłownie w trakcie trudnej rozmowy?
Słyszałam kiedyś że żółty kolor wzmacnia manipurę i że można nosić coś żółtego jako przypomnienie. Czy to ma jakiś sens czy to bardziej takie ludowe?
a czy ta przyjaciółka musi rozumieć pracę energetyczną, żeby ci pomagać? Pytam serio. Bo czasem wystarczy ktoś kto powie "hej, widzę że znowu się ugięłaś, co czułaś" - bez żadnej teorii o czakrach.
u mnie teściowa robi dokładnie to samo. To "pytam przecież" to jest takie przyciśnięcie do muru, bo co możesz odpowiedzieć? Że nie chcesz odpowiadać? I tak kółko się zamyka.
to jest właśnie to. Jeden mały, niewidoczny gest. Ja przez jakiś czas nosiłam w kieszeni kamień, mały, gładki. I jak czułam że zaraz nastąpi ten moment eskalacji, to po prostu zaciskałam go w dłoni. Nikt nie widział, a ja miałam sekundę tylko dla siebie. Czy masz coś przy sobie co mogłoby tak działać?
To drugie. Na pewno to drugie. Bo ja nie chcę przestać czuć, chcę tylko żeby to czucie nie odbierało mi głosu.
Tak. Mama się obrażała. Cisza przez kilka dni, albo płakała. Więc szybko nauczyłam się że lepiej się zgodzić. Teraz to widzę, ale wtedy to było po prostu normalne.
Z przyjaciółkami tak. Z koleżanką z pracy też coraz częściej. Więc chyba nie jest tak że to całkowicie zablokowane, tylko z mamą jest inaczej.
To jest bardzo dobra wiadomość, bo oznacza że manipura i wisudda działają, tylko mają inny próg w zależności od relacji. A to znaczy że nie trzeba budować od zera, tylko rozszerzyć to co już umiesz na trudniejszy kontekst. To brzmi prościej niż jest, ale przynajmniej mamy od czego zacząć.
Byłam na kilku sesjach, ale skończyłam jakiś czas temu. Może warto wrócić, bo widzę że sama praca z czakrami to za mało bez tego żeby ktoś był obok w tym procesie.
To jest duża różnica, bo pracować nad objawem a pracować nad źródłem to dwie różne ścieżki. Rozumiem że wcześniej skupiałaś się na zachowaniu, a nie na tym co jest pod spodem. Czy masz poczucie, po tych kilku sesjach, że coś się wtedy przesunęło? Nawet trochę?
Przepraszam że wchodzę z czymś z boku, ale czy w takim razie praca z kamieniami ma inny sens w zależności od tego który scenariusz? Bo przy tym dziecięcym chyba ciało bardziej potrzebuje czegoś namacalnego?
Dobry punkt. Nie zawsze jest łatwo, są momenty gdy przyjaciółka czegoś chce i mi jest głupio odmówić. Ale jest jakaś inna jakość, bardziej czuję że ona to przyjmie nawet jeśli będę miała inne zdanie. Z mamą tego nie czuję.
To jest kluczowe. Ta "inna jakość" to jest właśnie poczucie bezpieczeństwa więzi. Kiedy wiesz że odmowa nie zniszczy relacji, manipura i wisudda mają przestrzeń żeby działać. Przy mamie ta przestrzeń jest inaczej zabudowana, bo gdzieś głęboko siedzi informacja że stawką jest coś więcej niż tylko ta jedna rozmowa. Czy rozumiesz ten mechanizm u siebie?
To jest ciekawe pytanie, ale zastanawiam się czy taka rozmowa z mamą jest w ogóle realna. Bo jeśli wzorzec jest nieświadomy po obu stronach, to próba jego nazwania może być odebrana jako oskarżenie a nie rozmowa.
Nigdy tak nie myślałam o mamie, że ona też mogła być kiedyś dzieckiem które nie umiało odmawiać. To jest dziwne uczucie, trochę mnie rozmiękcza i jednocześnie nie wiem co z tym zrobić.
Wobec mamy chyba bardziej. Wobec siebie nie wiem jeszcze jak to działa. Jakby łatwiej mi było być wyrozumiałą dla niej niż dla siebie za to, że się jej podporządkowuję.
Ale poczekaj, czy to nie jest tak że manipura wtedy po prostu gaśnie? Bo jeśli rozumiesz drugą stronę, to energia idzie w empatię, a nie w siebie. Czy można pracować z manipurą tak żeby jedno nie wyłączało drugiego?
Słuchajcie, ja mam pytanie do całej grupy. Czy wy uważacie że taką pracę można robić samodzielnie, czy to jednak wymaga kogoś z zewnątrz? Bo u mnie z teściową jest może prostsze, ale ta historia Honoraty brzmi jakby to był materiał raczej na terapię niż na samodzielne ćwiczenia z czakrami.
