Ja miałam coś podobnego z kryształami. Nosiłam cytrynt przez dłuższy czas bo gdzieś przeczytałam że wzmacnia pewność siebie i po jakimś czasie zauważyłam że bardziej skupiałam się na noszeniu kamienia niż na tym co się we mnie dzieje. Może to jest podobny mechanizm?
I wracając do Honoraty, bo mi zależy żeby nie zgubić tego co powiedziała. To "nie wiem co z tym zrobić" kiedy zobaczyłaś mamę jako dziecko, to jest właśnie moment kiedy coś nowego może wejść. Co byś chciała z tym zrobić? Nie co powinieneś, tylko co chcesz.
Szczerze? Chciałabym zapytać mamę jak ona to przeżywa. Nie konfrontacyjnie, po prostu zapytać. Ale boję się że to wyjdzie jak pretensja albo ona się zamknie.
To jest nieoczekiwany kąt wejścia i moim zdaniem bardzo mądry. Zanim będziesz mówić "nie", możesz po prostu zacząć widzieć ją jako kogoś z własną historią. Nie po to żeby ją usprawiedliwiać, ale po to żeby relacja miała więcej wymiaru. Wisudda działa w obie strony. Czy naprawdę rozmawiamy, czy tylko wymieniamy informacje.
Manipura to nie jest czakra konfliktu. To jest czakra obecności. Możesz być w pełni sobą, z całą swoją historią i potrzebami, i jednocześnie być ciekaw drugiej osoby. To nie jest sprzeczność. Problem z wymaganiami innych zaczyna się właśnie wtedy, gdy znikasz z tej relacji, żeby ją utrzymać.
Słucham was i mam takie poczucie że ten wątek z pytaniem do mamy to jest coś co mogłabym faktycznie zrobić. Nie z nastawieniem żeby coś zmienić od razu, tylko żeby zobaczyć ją inaczej. Ale właśnie mam w środku coś takiego że się boję co zrobię jak ona odpowie czymś trudnym. Jakby otwarcie tego tematu mogło mnie zostawić bez gruntu.
A czy można jakoś przenieść to zakorzenienie do takiej rozmowy? Bo to brzmi jak coś bardzo praktycznego i mnie to ciekawi, bo sama mam podobnie. Jak wchodzę w trudną rozmowę to jakbym zapominała gdzie mam nogi.
Ja próbowałam przed jedną trudną rozmową siedzieć chwilę z kamieniami gruntującymi, czarny turmalin i obsydian, i miałam wrażenie że coś się ustabilizowało. Chociaż nie wiem czy to był kamień czy samo to że poświęciłam chwilę na skupienie.
To kurczenie się przed rozmową, zanim ona się w ogóle zaczęła, to brzmi jak coś znajomego. Czy to jest ten moment kiedy ciało już wie co będzie i jakby z góry się zabezpiecza? Bo ja tak mam i zawsze myślałam że to po prostu moja nerwowość, a nie że to może być coś z manipurą albo muladharą.
A co jeśli ktoś zacznie pracować z tym wzorcem i relacja się posypie? Bo ja mam wrażenie że moja rodzina trochę jest zbudowana na tym, że ja się dostosuję. I boję się co będzie jak powiem nie i okaże się że naprawdę nie było nic poza tymi oczekiwaniami.
Mam takie pytanie może trochę z boku, ale jak się słucha tej rozmowy to zastanawiam się, czy przed taką rozmową z bliską osobą w ogóle da się celowo ustawić ten grunt? Czy to nie wychodzi samo z siebie i nie ma sensu tego planować?
Ten obraz z butami jest zaskakująco dobry. Ale jak to wygląda konkretnie? Bo słyszę o uziemieniu, oddechu, kamieniach, ale sama nie wiem od czego zacząć kiedy wiem że zaraz będzie trudno.
A co z osobami, które właśnie w momencie kiedy mają zacząć trudną rozmowę, kompletnie tracą dostęp do ciała? Ja jak się boję to nie czuję nóg, nie czuję oddechu, jakbym wychodziła z siebie. Żaden kamień wtedy nie pomaga bo nie wiem gdzie jestem.
To jest naprawdę dobre pytanie Miceli. Bo chyba różnica jest w tym czy zagrożenie jest realne teraz czy to jest pamięć zagrożenia sprzed lat. Tylko jak to odróżnić w połowie rozmowy kiedy serce wali?
I tu właśnie wychodzi ta praca między sesjami, nie tylko przed trudną rozmową. Żeby w spokoju trenować rozróżnianie. Kiedy manipura reaguje na rzeczywiste naruszenie granicy, a kiedy odpala stary alarm. To się nie dzieje przez samo rozumienie tego, to jest praca w ciele, powolna.
Słucham i mam wrażenie że to jest właśnie mój przypadek. Że ten alarm odpala się zanim mama w ogóle coś powie. Ona wchodzi do pokoju i już jestem gotowa do obrony albo ucieczki. I nie wiem czy to mówi o niej, o mnie, czy o nas obu razem.
i to jest bardzo ważna obserwacja, że alarm odpala się zanim cokolwiek się wydarzy. To nie jest reakcja na mamę. To jest reakcja na to czego się spodziewasz po mamie. Pytanie jest, czy te oczekiwania są z tego roku, z zeszłego, czy z dziesiątego roku życia?
